Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Będę nadal służył prawosławiu
Eugeniusz Czykwin
Po raz ostatni piszę notatki z Wiejskiej. W ostatnich wyborach startowałem do Senatu. W okręgu obejmującym powiaty bielski, hajnowski, siemiatycki i wysokomazowiecki otrzymałem 32 896 głosów, ale na mego konkurenta, startującego z listy PiS Tadeusza Romańczuka, zagłosowało ponad sześć tysięcy osób więcej i to on będzie w Senacie reprezentował także naszą, prawosławną społeczność. O mojej przegranej zadecydowała niska frekwencja w gminach zamieszkałych przez ludność prawosławną. W porównaniu z wiejskimi gminami powiatu wysokomazowieckiego była ona o dwadzieścia i więcej procent niższa. Choć wygrałem w Bielsku Podlaskim, gdzie Tadeusz Romańczuk jest prezesem mleczarni Bielmlek, w Hajnówce i Siemiatyczach, otrzymałem sporo głosów w Wysokiem Mazowieckiem (1362), Czyżewie (521), Brańsku (303), to o wyniku zadecydowały wiejskie gminy, w których zachęcona przez katolicki kler ludność masowo poszła do urn i prawie jednogłośnie zagłosowała na kandydata PiS-u. Mimo przegranej, fakt zagłosowania na moją osobę ponad trzydziestu tysięcy ludzi odbieram jako wyraz zaufania i pozytywnej oceny mojej parlamentarnej działalności.

Wszystkim, którzy wspierali moją kampanię i wzięli udział w głosowaniu, serdecznie dziękuję. W sposób szczególny chciałbym podziękować paniom Halinie i Darii oraz panu Markowi z Wysokiego Mazowieckiego, których do wyborów nie znałem, a którzy aktywnie wspierali mnie na trudnym dla mnie terenie. Rezultaty wyborów zależą w części także od finansów przeznaczonych na promocje kandydatów. W przypadku dużych partii są to dziesiątki milionów złotych. Startując z niezależnego komitetu, na wsparcie z partyjnych funduszy nie mogłem liczyć. Otrzymałem jednak dwie wpłaty (100 i 5 złotych) na konto KWW Czykwin do Senatu. Serdecznie za nie dziękuję.

Napisałem kiedyś, że w Sejmie znalazłem się przez przypadek. Organizując w PRL-owskiej rzeczywistości Bractwo Młodzieży Prawosławnej, nawet nie wiedziałem o istnieniu Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego, które „z przydziału” miało w Sejmie siedem miejsc. I to w ramach tego „przydziału” w 1985 roku znalazłem się na Wiejskiej.

Mandaty w sześciu następnych kadencjach, lata 1989-1993 i 2001-2015, zdobywałem już w normalnej rywalizacji. Na Wiejskiej spędziłem w sumie 23 lata. Od początku zajmowałem się sprawami ważnymi dla społeczności prawosławnej i szerzej – dla wszystkich mniejszości. Choć nie brakowało, także wśród duchownych, osób krytycznie oceniających moją poselską działalność, fakt, że byłem wybierany na kolejne kadencje odbieram jako wyraz pozytywnej oceny tego, co na Wiejskiej robiłem.

Kończąc mój udział w wielkiej polityce, mam też uczucia żalu i pretensji, w pierwszej kolejności do siebie, z powodu postępującej dezintegracji naszego (mam tu na myśli organizacje mniejszości narodowych i przycerkiewne bractwa) środowiska, braku woli porozumienia, choćby w najważniejszych sprawach oraz nieskuteczności zabiegów o uchwalenie ustawy, umożliwiającej wypłacenie zadośćuczynienia rodzinom ofiar działającego po zakończeniu drugiej wojny światowej zbrojnego podziemia. Brak takiej możliwości, przy jednoczesnym wypłacaniu odszkodowań rodzinom sprawców tych zbrodni, stoi w sprzeczności z elementarnymi zasadami sprawiedliwości.

Żałuję także, że w czasie ostatniego posiedzenia, gdy przyjmowano projekt nowelizacji ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym, Sejm odrzucił moje dwie poprawki. Pierwsza dotyczyła dopisania do zawartego w ustawie wykazu mniejszości narodowych i etnicznych mniejszości greckiej. Druga polegała na dopisaniu w artykule zobowiązującym władze publiczne do podejmowania działań zmierzających do ochrony, zachowania i rozwoju tożsamości kulturowej mniejszości słów „w tym ich komponentu religijnego”. Poprzez ten zapis chciałem uchronić nie tylko mniejszości wschodniosłowiańskie, ale też i inne – żydowską, tatarską, ormiańską – przed podejmowanymi, także przez urzędników obecnego rządu, próbami zakwestionowania religii jako ważnego składnika kultury  mniejszości. Moje poprawki poparli wszyscy posłowie klubu Sojuszu Lewicy Demokratycznej i nieliczni z pozostałych frakcji.

Jednym ze skutków dezintegracji naszego środowiska jest brak choćby jednego prawosławnego przedstawiciela w nowej kadencji parlamentu. Niestety, żaden ze startujących z ogólnopolskich list partyjnych kandydat, mimo że uzyskali niezłe wyniki, nie zdobył mandatu. Popierany przez Forum Mniejszości Narodowej Adam Musiuk – startował z listy Platformy Obywatelskiej – uzyskał 6021 głosów. Był to piąty wynik, a PO zdobyła w województwie podlaskim tylko trzy mandaty. Posłem z tej listy został Tomasz Cimoszewicz, syn popularnego wśród prawosławnych byłego premiera i senatara Włodzimierza Cimoszewicza. Startujący z listy Zjednoczonej Lewicy Aleksander Sosna uzyskał także dobry wynik – 8056 głosów – jednak ZL nie przekroczyła wymaganego dla koalicji progu 8 procent w skali kraju. Nie zdobyli mandatu także inni prawosławni kandydaci, startujący z list Polskiego Stronnictwa Ludowego, Kukiz15, partii Razem.

To że kilkusettysięczna prawosławna społeczność nie będzie miała w parlamencie swojego przedstawiciela, powinno nas wszystkich skłonić do głębszej refleksji.

Poza parlamentem także chciałbym nadal, na miarę moich sił, służyć Cerkwi i prawosławiu.

Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token