Numer 11(365)    Listopad 2015Numer 11(365)    Listopad 2015
fot.Michał Kość / Agencja Wschód
Prawosławie na świecie
oprac. Ałła Matreńczyk
Atos
O starcu Tichonie (Golenkowie)
20 września 2015 roku w należącej do atoskiego monasteru Stawronikita  kielii  Krzyża Pańskiego uczczono pamięć ascety i nauczyciela św. Paisjusza Hagioryty, rosyjskiego starca Tichona (Golenkowa).

To właśnie tu przez wiele lat starzec Tichon niósł podwig, przyjmował mnichów z całej Świętej Góry, w tym także starca Paisjusza Hagiorytę, którego był nastawnikiem. To właśnie jemu, umierając, powierzył swoją kielię, obiecując, że będzie przychodzić, żeby się z nim zobaczyć. I dotrzymał słowa. 

Oto fragment wspomnień starca Paisjusza: „Był 10 września 1971 roku, północ. Modliłem się  i nagle zobaczyłem, jak do kielii wchodzi mój starzec! Podskoczyłem, upadłem do jego stóp  i zacząłem je całować z pobożnością. Oczywiście nikt nie rozumie, jak dochodzi do takich wydarzeń. I nie można ich wytłumaczyć w logiczny sposób, dlatego nazywa się je cudami. Natychmiast zapaliłem świece (w tym czasie  paliła się tylko łampadka), żeby zapisać w kalendarzu ten dzień, żeby nie zapomnieć. Kiedy zobaczyłem, że był to dzień jego śmierci, bardzo się zasmuciłem, bo minął dla mnie całkowicie niepostrzeżenie. Mam nadzieję, że dobry ojciec mi wybaczy, bo tego dnia odwiedzało mnie bardzo wielu ludzi, zmęczyłem się i opadłem z sił i o wszystkim zapomniałem. Inaczej podjąłbym kroki, żeby i sobie przynieść jakąś korzyść, i starca uradować wsienoszcznym bdienijem”.
Do niedawna kielia była bardzo zaniedbana, ale od  2014 roku odprawiane są w niej wszystkie pominalne  służby za duszę o. Tichona. O starcu przygotowywana jest też książka, pracuje nad nią hieromnich Serafin Zacharow.
 

Bułgaria

Wczesnochrześcijański sarkofag
O wczesnochrześcijański sarkofag z naściennymi freskami powiększyło zbiory muzeum archeologiczne w  Plovdiv. Został odnaleziony w 2012 roku podczas prac ziemnych, prowadzonych w centrum miasta przez kompanię energetyczną EVN. Przed wiekami stanowił południową część nekropolii starożytnego miasta Filippopol.
Sarkofag, długi na dwa metry, szeroki na metr i wysoki na 1,4 metra, pochodzi z początku IV wieku. To jedyny taki obiekt odkryty na terenie Bułgarii. Podobne można znaleźć w katakumbach starożytnego Rzymu.

Na ścianach grobowca znajdują się freski przedstawiające dokonane przez Chrystusa cuda. Wizerunek Syna Bożego jest najwcześniejszym ze wszystkich odnalezionych w Bułgarii. Młody Chrystus przedstawiony jest bez brody i aureoli. Na czterech wewnętrznych ścianach sarkofagu widnieją nowotestamentowe sceny i dwa wczesnochrześcijańskie symbole – wskrzeszenie Łazarza, uzdrowienie chorego, naczynie eucharystyczne dla wymieszania wina z wodą z dwoma pawiami oraz pieczęć  z literami alfa i omega – znakiem Chrystusa – i dwiema palmami po bokach. Starożytny artysta  użył czerwonej, czarnej, białej i zielonej farby oraz ochry.
Freski są bardzo wyblakle. Restauracja sarkofagu, która trwała trzy lata, została sfinansowana przez EVN. 

Cerkiew wobec kwestii uchodźców
W związku z oskarżeniami o pasywną postawę wobec napływu imigrantów, specjalne posłanie wystosowała bułgarska Cerkiew prawosławna. Biskupi we wstępie podkreślają, że w swej tysiącletniej historii Cerkiew nie zwykła podejmować pospiesznych decyzji wywołanych bieżącymi wydarzeniami czy też populistycznymi hasłami. Powinna  kierować się Pismem Świętym, przykazaniami Bożymi, a także doświadczeniami  historii.
„Obecna sytuacja, związana z kryzysem uchodźców, oprócz  problemów związanych z zapewnieniem im opieki, stawia pytania o stabilność i istnienie bułgarskiego państwa” – zaznaczyli. „Także pytanie o to, w jakim duchowym kontekście, w jakim duchowym środowisku znajdzie się prawosławny bułgarski naród, jeśli rosnący potok uchodźców naruszy równowagę etniczną w Bułgarii. (...) Cerkiew prawosławna okazuje współczucie i nawołuje do solidarności z tymi ludźmi, którzy już są wśród nas i potrzebują troski i materialnego wsparcia na miarę naszych możliwości. Ale jednocześnie kategorycznie występuje przeciwko wojnie, która jest przyczyną tego ludzkiego nieszczęścia. Cerkiew zawsze bada przyczyny nieszczęścia i wzywa do ich usunięcia. Walka ze skutkami, bez likwidacji przyczyn, będzie skazana na klęskę.

Pomagamy i będziemy pomagać czym możemy uchodźcom, którzy już trafili do naszej ojczyzny. Nie dzielimy ich według wiary czy narodowości, uważamy jednak, że nasz rząd w żadnym wypadku nie powinien wpuszczać  do kraju większej ich liczby. Tym, którzy się już tutaj znaleźli, powinniśmy okazać troskę na ile możemy i na ile wystarczy nam środków, ale nie więcej. Kto wywołał tn problem, niech go rozwiązuje (...).
Bułgarska Cerkiew Prawosławna apeluje więc do bułgarskiego rządu,  by na każdym forum i we wszystkich międzynarodowych organizacjach (…) ostro i kategorycznie stawiał problem natychmiastowego zaprzestania wojny na Bliskim Wschodzie i  Afryce Północnej oraz likwidacji przyczyn, które doprowadziły do wypędzenia milionów ludzi z własnej ziemi. (…)
Po drugie chcemy, żeby nasz rząd w kategoryczny sposób postawił pytanie o to, czy na terenach objętych wojną ma miejsce czystka religijna chrześcijan i jak wpisuje się to w normy etnicznej i religijnej tolerancji. Chcemy też, żeby nasz rząd zapytał organizacje międzynarodowe, jak zagwarantowana jest tolerancja religijna w Egipcie, Syrii, Iraku i jakie kroki podejmuje międzynarodowa demokratyczna społeczność w celu zapewnienia jej w tych krajach”.  


Grecja

Napływ uchodźców budzi niepokój
Do problemu imigrantów odniosł się w kazaniu wygłoszonym w cerkwi Trzech Świętych Hierarchów metropolita Tesalonik Anfim. – Trzeba pomagać ludziom, którzy przyjeżdżają do naszego kraju, ale nie powinniśmy stracić swojej narodowej tożsamości i zniknąć jako naród – podkreślił. Niedawno mówiłem, że wszystkich tych ludzi kochamy i możemy im pomóc. Ale Grecja nie jest w stanie pomieścić nowych przybyszy. Niektórzy niewłaściwie zrozumieli moją wypowiedź. Ale co powinienem był powiedzieć? Przyjeżdżajcie, miliony gości z Azji? Jeśli rzeczywiście przyjadą miliony, to już po nas. Węgry mówią imigrantom „nie”, Słowacja i Macedonia także. Teraz imigrantów przerzucają z Turcji przez rzekę Evros. Co będzie? Jak wszyscy się pomieścimy? A jeśli wzrośnie liczba muzułmanów w tych greckich regionach, gdzie jest ich już i tak dużo? Gdzie wtedy będzie Grecja?


Irak

Nie ma tu miejsca dla chrześcijan
O życiu w Iraku, sterroryzowanym przez bojowników Państwa Islamskiego, opowiedział podczas pobytu w Wielkiej Brytanii katolicki ksiądz Douglas Bazi.

Do 2003 roku w Iraku żyło około dwóch milionów chrześcijan. Teraz zaledwie 180 tys. W tym czasie zabito około 1800 wyznawców Chrystusa. Oto dlaczego ludzie żyją w strachu  – tłumaczy ks. Bazi.

Kiedy dżihadyści zajęli Mosul, ogłosili, że zgodnie z szariatem mieszkańcy mają trzy wyjścia – przejść na radykalny islam, zapłacić dzizję (obowiązkowa opłata pobierana w średniowieczu od niemuzułmanów) w wysokości od 4 do 8 tys. dolarów, wyjechać albo umrzeć.

Zdaniem księdza, tylko w ubiegłym roku Irak porzuciło 5 tys. chrześcijańskich rodzin, a Mosul, do niedawna drugie pod względem wielkości miasto Iraku, niemal opustoszał.
Ks. Douglas opowiedział kilka szokujących  historii.

Historia pierwsza. Stomatolog wyleczył ząb dżihadyście, a ten obiecał, że powróci i zapłaci. Po kilku dniach rzeczywiście powrócił i przyprowadził ze sobą jazydzką dziewczynkę, mówiąc: „Oto twoja nagroda”. Dentysta stanowczo odmawiał, ale musiał przyjąć dar – inaczej zgodnie z prawem szariatu zostałby zabity – i natychmiast odprowadził dziewczynkę do domu rodziców. Ci jej nie przyjęli, mówiąc: „Już nie jest dziewicą”. – Jak ta dziewczynka dalej będzie żyć, skoro nie jest nikomu potrzebna? – pytał.

Historia druga. Pewna  kobieta przyszła do meczetu, żeby prosić dżihadystów o wyrozumiałość. „Mam starą matkę i niepełnosprawnego członka rodziny” – tłumaczyła. „Nie możemy jechać. Proszę zlitujcie się nad nami”. Ale jej odpowiedzieli: „U nas nie może być wyjątków: prawo dotyczy wszystkich, to szariat”.

Ksiądz podkreślił, że wielu muzułmanów, którzy do tej pory pozostawali w przyjacielskich stosunkach z chrześcijańskimi sąsiadami, po opanowaniu miasta przez Państwo Islamskie diametralnie zmieniło postawę.

O tym historia trzecia. Chłopak muzułmanin przyszedł do swego wielodzietnego sąsiada chrześcijanina i powiedział: „Czy nie słyszałeś, że masz opuścić miasto w ciągu 24 godzin? Jeśli jutro cię tu zastanę, będą miał prawo cię zabić i przejąć twój dom!”.

 Wielu chrześcijan, którzy uratowali się przed Państwem Islamskim, boi się ujawnić prawdę o holokauście, terroryści mogą bowiem zemścić się na ich krewnych, którzy pozostają na kontrolowanych przez Państwo Islamskie terytoriach, podkreślił ksiądz.

– Wcześniej czy później wszyscy nasi ludzie uciekną. Kocham swój kraj, swój Kościół i jestem dumny z tego, że jestem Irakijczykiem. Ale nie ma tam już dla nas życia… – przyznał.
Ksiądz wyjaśnił też, dlaczego uważa Państwo Islamskie za najbardziej niebezpieczne i radykalne ugrupowanie ze wszystkich istniejących. – Państwo Islamskie należy do trzeciego pokolenia radykalnego islamu. Pierwszym była Al-Kaida. Jeśli członek Al-Kaidy widział, że żołnierz amerykański rozdaje dzieciom cukierki, nie strzelał, bo mogłyby ucierpieć  dzieci. Abu Musab Az-Zarkawi (były lider Al-Kaidy) – to drugie pokolenie. Tutaj snajperzy mieli już prawo strzelać do żołnierzy i trafiać w dzieci, bo przecież one i tak zostaną „aniołami na niebiosach”. Trzecie pokolenie to Państwo Islamskie z wezwaniem „Zabijajcie nie tylko niewiernych”. Jego członkowie zaczęli od zabijania muzułmanów nie przestrzegających surowych zasad szariatu, tak więc wyobraźcie sobie, co myślą o nas.

W 2006 roku ks. Douglas Bazi, wracając do domu po mszy, został porwany i torturowany przez bojowników Al- Kaidy. Po uwolnieniu założył kilka ośrodków pomocy dla przesiedlonych chrześcijan, w których przebywa  obecnie ponad 1200 osób, w większości uchodźców z Mosulu.


Jordania

Los uchodźców
w krajach arabskich
Dlaczego wciąż napływających do Europy uchodźców z Bliskiego Wschodu nie przyjmują kraje arabskie? – to pytanie stawia wiele osób.

BBC poinformowało, że Arabia Saudyjska otrzymała 12 podań o przyznanie azylu mieszkańcom Syrii, z czego cztery załatwiła pozytywnie. Oman wszystkie cztery podania załatwił odmownie. Kuwejt z dwunastu otrzymanych podań pozytywnie zaopiniował  siedem, Bahrajn wszystkie trzy odrzucił. Zjednoczone Emiraty Arabskie otrzymały 23 podania, z czego dziewięć zaakceptowały pozytywnie, Katar pozytywnie odpowiedział na  sześć spośród siedmiu otrzymanych podań.

Fachd al-Szelajmi, polityczny komentator z Kuwejtu, starał się wytłumaczyć, dlaczego jego kraj nie może przyjąć uchodźców z Syrii. W wywiadzie dla francuskiej stacji telewizyjnej podkreślił, że życie w Kuwejcie, i w ogóle w krajach Zatoki Perskiej, jest zbyt drogie dla emigrantów. – Nie można przecież przyjmować ludzi z innego środowiska, z innego miejsca – powiedział. – Tym bardziej, że doświadczyli oni emocjonalnej traumy, nie można więc tak po prostu ich  przyjąć do naszego społeczeństwa.

Jordania z kolei przyjęła około 600 tys. ludzi. Wielu z nich uciekło z Iraku. I mimo wszystko zmierzają do Europy.

W swoim niedawnym oświadczeniu przedstawiciel Zarządu Najwyższego Komisarza ONZ do spraw uchodźców Andrew Heber zwrócił uwagę, że 50 tys. chrześcijan, uchodźców z Iraku, żyje poniżej progu ubóstwa. Wieloosobowe irackie rodziny, z powodu braku pozwolenia na pracę w Jordanii, stały się zakładnikami swego statusu, nie mając żadnej możliwości na przynajmniej częściową poprawę sytuacji finansowej i utrzymują się ze skromnych datków, otrzymywanych z Kościołów oraz od najwyższego komisarza do spraw uchodźców.

– Chrześcijanie Iraku, którzy uciekli przed Państwem Islamskim, dzisiaj mogą jedynie czekać na niepewną przyszłość w jordańskiej stolicy, która zapewniwszy tak potrzebne bezpieczeństwo, pozbawiła tych nieszczęśników prawa do legalnej emigracji do Europy – powiedział Heber.

Chrześcijanie Iraku, którzy znaleźli się na terenie Jordanii, podkreślają obojętność lokalnych imigracyjnych służb wobec problemów uchodźców.

– Nie mogę przejechać z rodziną, z dwójką  dzieci, które mają niespełna cztery lata, do Europy, ponieważ nie zniosą trudów nielegalnej imigracji – mówi w wywiadzie 50-letni Sabah. – Jedynie strach o dzieci powstrzymuje mnie przed niebezpieczną morską wyprawą do Europy przez Turcję, chociaż myśl o tym pojawiła się już rok temu.

Inny uchodźca z Mosulu, 60-letni Iljas, nie kryje rozczarowania: – Nie emigruję do Europy tylko dlatego, że nie umiem pływać, że boję się, że  utonę. Z Mosulu do Ammanu przyjechałem  rok temu i dobrze byłoby tutaj żyć, gdyby nie powszechna bieda wszystkich uchodźców. Na ziemi Jordanii stanąłem w jednej koszuli i jednych spodniach, licząc na zrozumienie i przychylność Zachodu, o czym jednak nie ma nawet mowy.


Rumunia

Rozpoczął się proces kanonizacyjny o. Arseniusza (Boki)
Proces kanonizacji o. Arseniusza (Boki) rozpoczęła Rumuńska Cerkiew Prawosławna. W diecezji Devy i Hunedoary zbierane są już świadectwa o życiu batiuszki i może to trwać lata, powiedział sekretarz rumuńskiego patriarchatu o. Konstantin Stojka. Kiedy zostaną zebrane, trafią do synodu ardialskiej metropolii, który po  uzupełnieniu skieruje je do Synodu Rumuńskiej Cerkwi Prawosławnej.

O. Stojka przyznał, że do patriarchatu nie trafiła ani jedna petycja z prośbą o kanonizację, ale taka petycja z podpisami 12 500 ludzi została umieszczona w Internecie.

O. Arseniusz (Boka), jeromonach, rumuński teolog i ikonopisiec, urodzony 29 września 1910 roku we wsi Vaca de Sus, był ihumenem monasteru Brancoveanu we wsi Sambata de Sus, następnie monasteru Prislop. Posiadał dar prozorliwosti, odwiedzały go tysiące wiernych. Z tego powodu był prześladowany przez komunistyczne organa bezpieczeństwa. Przeszedł wiezienie w kazamatach securitate w Braszowie, roboty przymusowe na kanale Dunaj – Morze Czarne, potem więzienia w Bukareszcie, Timiszoarze i Oradei. Po 1959 roku zabroniono mu służyć.

O. Arseniusz zmarł 28 listopada 1989 roku. Na jego mogiłę w monasterze Prislop codziennie przychodzą setki wiernych, na święta zbierają się tysiące ludzi z całego kraju.


Serbia

Cerkiew nie zaprosi papieża
– Czas na wizytę papieża w serbskiej Cerkwi jeszcze nie nadszedł – powiedział  patriarcha Ireneusz w wywiadzie dla „Vesti online”, dodając że jeśli władze państwowe zapragną zaprosić Franciszka I jako głowę państwa, Cerkiew nie będzie się do tego wtrącać. – Jako Cerkiew nie mielibyśmy nic przeciwko takiej wizycie, byłaby nawet dla nas zaszczytem, ale mamy u siebie wielu ludzi wypędzonych z Chorwacji. Niektórzy z nich do tej pory żyją jako uchodźcy w trudnych warunkach – dodał.

Przypomniał, że podczas drugiej wojny światowej na terenie tzw. niezależnego państwa chorwackiego doszło do strasznej tragedii serbskiego narodu, a katolicki kler brał udział w najstraszliwszych prześladowaniach Serbów.

Ustosunkowując się do  kanonizacji kardynała Aloisa Stepinaca, który w tych strasznych czasach stał na czele Kościoła katolickiego w Chorwacji, hierarcha podkreślił, że serbska Cerkiew już wypowiadała się na ten temat. – Nie mamy informacji, by cokolwiek zrobił, żeby poprawić sytuację Serbów w Chorwacji i zapobiec holokaustowi naszego nieszczęsnego narodu – podkreślił.

Hierarcha przypomniał, że podczas wojny we wsi Mlaka zorganizowano obóz koncentracyjny dla 20 tys. dzieci, i Niemka, która wyszła za Serba, uratowała życie 12 tysiącom z nich. A na to, żeby kardynał Stepinac uratował chociaż jedno dziecko, nie ma żadnego dowodu. – Doszło tam do holokaustu. Nie wiemy, w jakim stopniu Stepinac przyczynił się do tego, ale wiemy, że nie zrobił nic, żeby temu zapobiec.

Czasami mówi się, że istnieją listy ze wstawiennictwem Stepinca, ale otwarcie nigdzie nie występował w obronie mordowanych Serbów, przyjmował też nagrody z rąk oprawcy serbskiego narodu i serbskiej Cerkwi Ante Pavelicia.
 
Na podst. pravoslavie.ru
i sedmitza.ru
oprac. Ałła Matreńczyk
fot. pravoslavie.ru

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token