Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Zasnęła w Panu matuszka Fewronia
o. Michał Czykwin
O Golgocie serbskiego narodu w Kosowie i Metochii Przegląd Prawosławny pisze od lat. Nie sposób przy tym nie wspomnieć o monasterze Pećka Patriarszija, świętym miejscu, które od wieków stanowi siedzibę serbskich patriarchów, gdzie przechowuje się liczne relikwie, świętości, dzieła sztuki i które dla każdego Serba stanowi symbol. Symbol historii, wiary, prawosławia i tragedii ich narodu. Tragedii, która mimo wszystko nie gasi nadziei. Kontynuacja jest możliwa dzięki heroizmowi i niezachwianej wierze kilkunastu mniszek, które żyją, modlą się i pracują w monasterze, nie pozwalając, aby został zniszczony, zapomniany czy może zamieniony w muzeum – symbol dawnej historii. Monaster żyje tak jak żyje wiara w to, że prawosławie będzie tu kiedyś szanowane i będzie miało prawo prowadzić swoją misję, misję zbawienia człowieka poprzez wiarę w Bogoczłowieka Jezusa Chrystusa.

Mniszki od lat starają się prowadzić normalne życie monastyczne w warunkach wojny, prześladowań, poniżania ze strony otaczającego świata. W cichości wypełniają posłuszanije, skupione na modlitwie, jednoczą się wokół swojej nadziei i nauczycielki – Bogarodzicy w Jej cudami słynącej ikonie pećkiej.

Drugą i zarazem ukochaną matką była dla nich od lat przełożona monasteru matuszka Fewronia, która 19 listopada, w wieku 95 lat, odeszła do Pana. Przełożoną Monasteru Pećka Patriarszija była od 1957 roku, czyli przez ponad 58 lat. Przez ten czas wszystko się zmieniało. Przeżyła Jugosławię i reżim marszałka Tito, czasy Miloševića, rozpad Jugosławii i kolejne wojny, wreszcie wojnę w Kosowie, straszne prześladowania, mordy i wysiedlenie swojego narodu. Podpalenia, kamieniowania, zamachy bombowe. Wszystko to i o wiele więcej nie zmusiło jej do porzucenia monasteru i Kosowa. Nie zmieniły jej wiary i szacunku do każdego człowieka, nawet tego, który był sprawcą cierpień jej i jej narodu. W tym trudnym czasie potrafiła pielęgnować życie monastyczne, przyciągać nowe kandydatki do życia mniszego, dbać o wszystkich, którzy potrzebowali pomocy, odbudowywać i remontować prawietysiącletni monaster. Była gospodarzem intronizacji trzech kolejnych serbskich patriarchów: Germana, Pawła i Ireneusza. W serbskim narodzie już za życia zasłużyła na miano świętej, a naród zwykł o niej mówić „nasza matuszka Fewronia” albo „dobra matuszka Fewronia”.

Ihumenia Fewronia urodziła się w 1921 roku w północnej Bośni. W wieku 19 lat złożyła śluby zakonne w jednym ze słynnych monasterów w Ovczarsko-Kablarskich górach. Po wojnnej tułaczce, w 1957 roku została skierowana do Kosowa do monasteru Pećka Patriarszija.

Matuszkę Fewronię poznałem w 2001 roku, kiedy jako student Uniwersytetu Belgradzkiego po raz pierwszy pojechałem do Kosowa i Metochii. Miałem możliwość spędzić kilka dni w monasterze Pećka Patriarszija i tam zaznać prawdziwej miłości, troski i przyjaźni, którymi emanowały siostry i ich przełożona. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wiekowa siedziba serbskich patriarchów stanie się moim drugim po Belgradzie domem w czasie czteroletnich studiów w Serbii. Dzięki pomocy matuszki Fewronii różnymi sposobami regularnie przedostawałem się do Kosowa, co wtedy ze względu na wojnę było bardzo skomplikowane. Dziś, gdy matuszka odeszła do Pana, w mojej głowie przetacza się wiele wspomnień o sytuacjach i zdarzeniach, których mogłem dzięki niej doświadczyć.

W Kosowie spędziłem ważną część życia. Były to czasy niespokojne, smutne, wręcz tragiczne. Serbski naród uciekał ze swojej duchowej ojczyzny. Ci, którzy zostawali, byli mordowani, prześladowani, żyli w nieludzkich warunkach. Prawosławne świątynie i monastery były niszczone, a zachodni świat, zmaterializowany w wojskach KFOR, biernie się przyglądał temu barbarzyństwu.

Pewnego razu, w rozmowie z matuszką nie wytrzymałem i w ostrych słowach skrytykowałem muzułmanów, wojska rozjemcze i całą tę beznadziejną sytuację, w jakiej znajduje się Kosowo. Matuszka Fewronia była zaskoczona, wręcz zażenowana. Z charakterystyczną dla siebie dobrocią napomniała mnie: „Czy myślisz, że Bóg o nas zapomniał? Czy myślisz, że mamy brać z nich przykład i postępować jak oni? Jeśli choć przez chwilę pozwolimy sobie na takie myślenie jak oni, nie będzie nas i naszego monasteru. Zapomnieliśmy o Bogu i dlatego tak się dzieje, dlatego pamiętaj, to za nasze grzechy. Oni nic nie rozumieją, ale my mamy Ewangelię. Dlatego potrzebna jest miłość i tylko miłość. Chrystus i miłość”.

Taka była matuszka Fewronia. Pełna miłości, pokory, zrozumienia i ewangelicznej troski o wszystkich wokół. Zawsze i bez wyjątku. Szczególnie związana była ze ś.p. patriarchą Pawłem. Była, jak on, święta. Rzadko opuszczała swój monaster. Ostatni raz poprosiła o zorganizowanie wyjazdu do Belgradu kilka lat temu. Chciała odwiedzić w szpitalu patriarchę Pawła. Na kilka dni przed jego śmiercią pożegnała tego wybitnego hierarchę.

 W 2003 roku matuszka Fewronia była gościem Cerkwi w Polsce i jako laureatka nagrody Fundacji im. Konstantego Ostrogskiego osobiście odebrała ją w Hajnówce. 

Odeszła wielka postać prawosławia, odeszła żywa ikona Chrystusa, odeszła osoba, której proste, skromne, ciche i monasterskie życie stało się symbolem, inspiracją, przykładem dla całych pokoleń prawosławnych Serbów i nie tylko Serbów. Wspomnijmy ją w swoich modlitwach, a z pewnością wspomni ona o nas grzesznych przed Tronem Chwały Najwyższego.
Wiecznaja Pamiat!

o. Michał Czykwin
fot. archiwum autora

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token