Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Co nam zostało z bieżeństwa
Wysłuchała Dorota Wysocka
Integralną częścią zorganizowanej przez Białoruskie Towarzystwo Historyczne i Uniwersytet w Białymstoku konferencji poświęconej bieżeństwu był panel dyskusyjny „Co nam zostało z bieżeństwa”. Organizatorzy zaprosili do niego redaktora naczelnego PP Eugeniusza Czykwina, animatora kulury, kustosza Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach  Doroteusza Fionika, profesora UwB Eugeniusza Mironowicza, dziennikarkę, założycielkę portalu internetowego biezenstwo.pl Anetę Prymaka-Oniszk, działacza białoruskiegoTomasza Sulimę, redaktora naczelnego tygodnika „Niwa” i prezesa Radia Racja Eugeniusza Wappę. Moderatorem został prof. UwB Oleg Łatyszonek.


– Bieżeństwo to wielka białoruska trauma, wstrząs, z którego Białorusini nigdy się nie otrząsnęli – rozpoczął Eugeniusz Wappa. – Bieżeństwo wstrzymało rozwój etnosu białoruskiego, zahamowało rozwój białoruskiej idei, nowej białoruskiej tożsamości, cofnęło tutejszą ludność do XIX w.
– Na bieżeństwo trzeba patrzeć nie z perspektywy politycznej, a ludzkiej. To nie tylko trauma narodowa, cierpienie i strata, ale i siła przetrwania, którą wykazali prości ludzie – podkreśliła Aneta Prymaka-Oniszk. To opowieść o tym, jak ci prości ludzie, którzy przecież nie ruszali się wcześniej poza swój powiat,  zderzyli się z nieznanym światem i dali sobie radę. Widzę w tym uniwersalny przykład człowieka pozbawionego wszystkiego, który stawia czoła przeciwnościom. Szczególnie przejmuje mnie los kobiet bieżenek, w dużej części pozbawionych męskiego wsparcia, bo wielu mężczyzn poszło na wojnę lub zmarło. Udźwignęły wszystko.
– To uderzające, że tak ważki temat nie istnieje w powszechnej świadomości, mam na myśli nie tylko polską świadomość. Rocznica, mam nadzieję, to zmieni. Przygotowano tyle imprez, publikacji, w Sejmie stanęła wystawa. Słowo bieżeństwo pojawiło się w przestrzeni publicznej – zauważył Eugeniusz Mironowicz. – Bieżeństwo to też ogromna strata – dodał. – Zaginęły dokumenty miejscowych Białorusinów, zaginęły skarby kultury, chociażby ikony. Gdzież ich teraz szukać, gdzie jest Supraska Ikona Matki Bożej?
– W ubiegłym roku zebraliśmy się – przedstawiciele wielu białoruskich organizacji i stowarzyszeń, naukowcy, osoby działajace na rzecz naszego środowiska – i zastanawialiśmy się, co możemy zrobić, by przywołać i utrwalić pamięć o bieżeństwo. Nie działaliśmy potem wspólnie, ale niemało udało się zrobić. Kiedy więc Oleg Łatyszonek pyta, co możemy robić, by nie zagubić pamięci o bieżeństwie odpowiadam – kontynuować to co zaczęliśmy. Bieżeństwo to ważna część tożsamości naszych dziadów i ojców, ale i naszego pokolenia – powiedział Eugeniusz Czykwin. – Nie wolno przy tym, mówiąc o bieżeństwie, tracić z oczu pierwiastka duchowego. Główne uroczystości związane z rocznicą bieżeństwa odbyły się na Świętej Górze Grabarce. Metropolita i wszyscy biskupi odprawoli molebien, poświęcili krzyż, może uda się też postawić tam czasownię, upamiętniającą bieżeńców.
Bieżeństwo to nie tylko trauma, nie tylko regres w budowaniu poczucia świadomości. Mieliśmy i mamy własną tożsamość, opartą na tysiącletniej historii, a nie na ruchach Armii Czerwonej czy Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi.
Zwróćmy uwagę, że nasi przodkowie, wspominając bieżeństwo, nie wyrzekali na tych, którzy zgotowali im taki los. Przyjęli go spokojnie, jako wolę Bożą. Poza tym nie trafili na koniec świata, tylko w głąb Rosji. Utożsamiali się z tym państwem, uznawali autorytet cara. Doznali tam od zwykłych ludzi wiele dobrego, doświadczyli głębokiego poczucia jedności  i dlatego też nie była to taka straszna trauma.
Toczy się teraz dyskusja o uchodźcach – przyjąć, nie przyjąć, ilu przyjąć. Gdybyśmy uwzględnili tamte proporcje, Polska powinna się otworzyć na milion uchodźców – podsumował Eugeniusz Czykwin.
– Pytanie, co stało się z narodem, który tak ciepło przyjmował bieżeńców, ale potem zaczął ich wyrzucać, oskarżać, że zabierają miejsca pracy, Tę zmianę postaw po rewolucji odczytuje się w przepełnionych emocjami, wyciskających łzy, relacjach bieżeńców – zauważył ktoś z sali. – Najważniejsze jednak, że wrócili, odnieśli zwyciestwo i dzięki temu wciąż trwamy na swoich miejscach.
– Wrócili do innej, nieznanej rzeczywistości, do państwa polskiego, które traktowało ich jak obywateli drugiej kategorii – podkreślił Tomasz Sulima. – Zastanawiam się też, dlaczego nasi przodkowie wyjechali, a została większość Polaków i Żydów. Przecież otrzymali taki sam komunikat. Polaków łączyła wspólna sprawa, idea budowana na powstaniu styczniowym. Dlaczego Białorusini nie budowali wspólnoty na bieżeństwie, tak jak Polacy na powstaniu? Uważam, że bieżeństwo nie jest historią Białorusinów z Podlasia, a jedynie poszczególnych rodzin.
Doroteusz Fionik także poruszył kwestię budowania poczucia świadomości narodowej na bazie bieżeństwa. – Naród potrzebuje eposu, a teraz właśnie trwa budowanie eposu, którego podstawą stają się wspomnienia z bieżeństwa, swoista historia zbeletryzowana.
Dużo mówimy ostatnio o bieżeństwie, nie tylko rocznicowo (skądinąd wydaje mi się fenomenem, że tylu ludzi włącza się w obchody) jednak nic takiego nie dzieje się za wschodnią grnanicą, gdzie także doświadczono bieżeństwa. Myślę, że to kolejne traumy, na przykład kolektywizacji, przysłoniły tam pamięć o bieżeństwie.
Chciałbym podkreślić, że naszym przodkom w bieżeństwie udało się zachować godność i po powrocie odbudować życie.
– Ciekawe, dlaczego tak ważny czas bieżeństwa nie znalazł po powrocie odbicia w folklorze? – zauważył Eugeniusz Wappa. – Nie śpiewano o nim pieśni, a II wojna bywa w nich przywoływana.
– My, białoruscy historycy z Podlasia, nie mamy szans przeprowadzić dogłębnych badań nad bieżeństwem. Źródła są rozproszone, trudno dostępne. Historycy rosyjscy także nie interesują się tym tematem – wtrącił Eugeniusz Mironowicz.
– Od dogłębnych badań źródłowych ważniejsze chyba jest odważne i uczciwe podchodzenie do tematu. Na przykład do mitu szczęśliwego życia w Rosji, wśród serdecznych ludzi – odpowiedziała Aneta Prymaka-Oniszk. – Czytałam rosyjską prasę z tamtego okresu, także lokalną. Sprawa wcale nie wyglądała tak sielsko. Mit można zrozumieć i uszanować, ale rozmawiać trzeba uczciwie i o faktach. A te potrzebują chociaż częściowych badań.
– Czy dobrym pomysłem jest, biorąc wzór z naszych sasiadów Polaków, budowanie poczucia tożsamości na traumach, klęskach i cierpieniach? – pytał Eugeniusz Czykwin.  I odpowiadał: – Nie.
Dyskusja, niepodsumowana, zawisła w powietrzu. Trzeba ją było zamknąć, bo czas naglił. Temat wymaga jednak zastanowienia i poważnej konkluzji. Może niedługo się jej doczekamy.

Wysłuchała Dorota Wysocka

Fotografie dokumentujące prace komitetu Tatianowskiego
pochodzą z archiwum
prof. Stanislawa Czerepa

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token