Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
W świecie bieżeńców
rozmawia Anna Radziukiewicz
Z AŁŁĄ TICHONOWĄ
założycielką strony internetowej www.bezhentsy-pmv.com
rozmawia Anna Radziukiewicz

Anna Radziukiewicz: – Jak trafiła Pani, mieszkając w Niżnim Nowgorodzie, czyli ponad czterysta kilometrów na wschód od Moskwy, do świata bieżeńców, który dotyczył byłych zachodnich guberni Rosyjskiego Imperium?
– Poprzez moją babcię. Była bieżenką. Pochodziła z terenów obecnej Litwy, z kowieńskiej guberni. I choć nie znalazłam jej nazwiska na żadnych listach bieżeńców, figurowała w dokumentach osób, które przez dwa lata otrzymywały pomoc.
– Babcia wróciła na Litwę?
– Marzyła, żeby wrócić, żeby choć kątem oka spojrzeć na bliskich. Tęsknota za Litwą była w niej zawsze. Nieustannie ją czułam. Trafiła do rosyjskiego środowiska, nie znając ani słowa po rosyjsku. Bardzo powoli oswajała się z nową rzeczywistością. Wszystko było dla niej tu dziwne.
– Nie mogła wrócić?
– Mąż babci był Rosjaninem, pochodził z niżniegorodzkiej guberni, dokąd i ona przyjechała. Miała z nim dwoje dzieci. Mąż trafił na front pierwszej wojny. Był oficerem. Nie mogli stąd wyjechać. Wielu po prostu nie mogło. Dziadka od tej babcinej tęsknoty bolało serce. Czuł się winny, że babcia jest w takim stanie. Bolało go serce i z tego powodu, że armia w której służył w czasie wojny, rozpadła się, że wybuchła rewolucja. Dziadek bardzo wcześnie zachorował i zmarł. Zgubiło go poczucie nieustannej odpowiedzialności za to, co się zdarzyło w Rosji.
– A inne przeszkody?
– Też były. Bieżeńców stawiano przed nieprostym zadaniem. Należało wybrać obywatelstwo – rosyjskie lub innego kraju, czyli swego pochodzenia. Większość ludzi marzyła o powrocie na ojczystą ziemię, zwłaszcza po wybuchu rewolucji, czekając z utęsknieniem na chwilę, kiedy mogliby ruszyć w drogę powrotną. I kiedy ta chwila następowała, okazywało się, że nie mając rosyjskiego obywatelstwa wpadali w ciemną dziurę. Rosyjskie państwo, sponiewierane wojną i rewolucją, nie poczuwało się do odpowiedzialności za cudzych obywateli. Zostawali bez opieki, pracy, zapomogi. Stawali się jak bezdomni, których dodatkowo jakże często nie chciano przepuszczać przez nowe granice.
– Pani, z zawodu fizyk, zaczęła badać, robiąc to społecznie, archiwa dotyczące bieżeńców.
– Robię to dla swojej babci i dziadka. Mogłabym dalej pracować jako fizyk, ale po przejściu na emeryturę – u nas kobiety przechodzą w wieku 55 lat – robię to, o co  poprosiłaby mnie na pewno moja babcia.
– Pracujecie w zespole.
– Tak, należy do niego między innymi Lena Linde. Jej przodkowie pochodzą z Polski, ale tej w międzywojennych granicach, z Wołynia. Są bieżeńcami z drugiej wojny. I choć to inna wojna, ale historia jest taka sama, tyle że w ostrzejszym wymiarze, bo wtedy państwo sowieckie bieżeńcom nie pomagało. W zespole pracuje też moja koleżanka, jedyna która ma wyłącznie rosyjskie korzenie.
– Co robicie?
– Pracujemy od pięciu lat. Dotychczas ustaliliśmy połowę nazwisk bieżeńców, którzy trafili do niżniegorodzkiej guberni. Założyliśmy stronę internetową. Na niej umieszczamy listę nazwisk. Badamy wszelkie inne dokumenty archiwalne. Jest ich mnóstwo. Przed nami nikt do nich nie zaglądał. Obawiam się, że nikt ich nie będzie digitalizować. Minie jeszcze trochę czasu, a rozsypią się. Wraz z nimi ta bogata i tragiczna historia.
– Ta praca daje wam satysfakcję?
– Wielką. Otwiera nam drugi, nieznany dotąd świat. I daje poczucie łączności między Rosją, Polską, Litwą... To dla mnie bardzo ważne.
– Osobiście również?
– Tak, pracując w archiwach chciałam znaleźć kuzynów babci. I udało się! Odnalazłam ich na Litwie. W tym roku odwiedziłam ich, czyli moją trojurodną siostrę i jej rodzinę. Spotkaliśmy się – ja Rosjanka z moimi litewskimi kuzynami. Dwaj bracia babci wyjechali do Stanów Zjednoczonych, siostra została na Litwie.
– Macie kontakt z ludźmi, którzy wchodzą na waszą stronę?
– Niektórzy piszą do nas listy, donosząc że dzięki tej stronie znaleźli wieści o swoich bliskich. Ostatni list otrzymaliśmy z Niemiec. „Dzięki waszej stronie dowiedziałam się, że moja babcia, bieżenka, była w waszym mieście” – pisała pewna pani z Niemiec. Informowała, że w ten sposób odnalazła i siostrę babci, bieżenkę, niestety zmarłą w Niżnim Nowgorodzie w 1919 roku. Dowiedziała się, że jej babcia urodziła tu dziecko, które możliwe że mieszka w naszej obłasti. Otrzymaliśmy listy z Nowego Jorku, Izraela, Polski, dużo z Rosji. Nasza strona stała się jak telewizyjna audycja Żdi mienia. Kiedy niesiesz komuś pomoc, wiesz, że twoja praca ma sens.
– Dużo pracy przed wami?
– Im głębiej wchodzimy w dokumenty, tym szersze pola badawcze przed nami się otwierają. Zapraszamy badaczy z Polski do pracy w naszych archiwach.
– Jak dowiedziała się Pani o konferencji o bieżeństwie, organizowanej w Białymstoku?
– Miesiąc temu odbywała się konferencja na ten sam temat w Kownie, też przygotowana przez Białorusinów. Wygłosiłam na niej referat. O nim dowiedział się Oleg Łatyszonek, organizator konferencji w Białymstoku, i zaprosił na nią mnie i Lenę Linde.
– Dziękuję za rozmowę.

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token