Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Z Knoroz w bieżeństwo
Eugenia Ostaszewicz i Anna Demianiuk
Nasz pradziadek Paweł Stepaniuk z prababcią Anną oraz trzema córkami – Zofią, Zinaidą i Nadzieją – pojechali w bieżeństwo ze wsi Knorozy. Syn Aleksy był już dorosły, służył w carskim wojsku. Był sierpień 1915 roku. Najmłodsza córka, Nadzia, miała prawie cztery latka.

Jechali, tak jak wszyscy, furmanką. Osiedlili się w miejscowości Staromlinowka, około siedemdziesięciu kilometrów od Doniecka. Tam mieszkali i pracowali u bogatego gospodarza. Ziną przez jakiś czas opiekowały się zakonnice. Nadzia chodziła do rosyjskiej szkoły. Zofia poznała tam chłopca, za którego wyszła za mąż i wraz z mężem wyjechała do wsi Woźnieczany, trzy kilometry od Trok. Obecnie miejscowość ta już nie istnieje.

Z opowiadań babci Nadzi wiadomo, że liczyła ona niewiele domów i była położona w lesie. W Woźnieczanach Zofia urodziła synów, Józefa i Pawła.

Zina wyszła za mąż za Ukraińca Fiodora Boczenkę i została na Ukrainie. Urodziła czworo dzieci – Annę, Iwana, Nadzieję i Aleksego.

W 1922 roku z bieżeństwa wracali pradziadkowie z najmłodszą córką Nadzią. W powrotnej drodze pradziadek zachorował i zmarł w szpitalu w miejscowości Nowogród Wołyński, koło Żytomierza. Tam został pochowany.

Syn Aleksy wrócił do domu wcześniej. Nie zastawszy nikogo z rodziny, postanowił pojechać na poszukiwanie rodziców i sióstr. Po drodze zachorował i zmarł w tym samym szpitalu co ojciec. Gdzie są ich mogiły, nikt nie wie.

Do domu wracała już tylko prababcia z Nadzią. Wracały bardzo długo. Często trzeba było tygodniami czekać na pociąg.  Wtedy bieżeńcy nocowali u obcych ludzi, najczęściej w stodołach. Za nocleg prababcia pomagała gospodarzom w pracach w ogrodzie.

Po przyjeździe do Bielska Podlaskiego bieżeńcy byli przez jakiś czas przetrzymywani w więzieniu w budynku obok kościoła Matki Bożej z Góry Karmel (dzisiaj w tym miejscu znajduje się szkoła muzyczna).

W 1956 roku pojawiła się możliwość odwiedzania krewnych, mieszkających w Związku Radzieckim. Babcia Nadzia skorzystała z tego i razem z synem Zofii Józefem pojechała do siostry Ziny na Ukrainę. Wróciła do miejsc, gdzie jako mała dziewczynka przebywała z rodzicami i rodzeństwem w bieżeństwie.

W 1988 roku Eugenia Ostaszewicz razem z siostrą Zofią pojechała na Ukrainę do Staromlinowki. Po majątku, w którym pracowali ich przodkowie w czasie bieżeństwa, zostały fundamenty.

Ciekawe, że w naszej rodzinie – zarówno po stronie ukraińskiej, jak i polskiej – kolejnym pokoleniom nadawane są imiona naszych pradziadków i dziadków – Zofia, Zinaida, Nadzieja, Paweł, Anna, Aleksy.

Historia zatoczyła koło. Część rodziny powróciła do Knoroz. Obecnie nie żyje już nikt z bieżeńców. Prababcia Anna, zmarła w 1925 roku, oraz jej córki Zofia i Nadzieja spoczywają na cmentarzu w Knorozach.

W naszej rodzinie temat bieżeństwa był zawsze obecny we wspomnieniach i opowieściach. Choć świadków tych wydarzeń już nie ma, dzięki ich opowieściom pamięć o wydarzeniach 1915 roku na zawsze pozostanie. Teraz do nas należy przekazanie jej następnym pokoleniom.

Eugenia Ostaszewicz, wnuczka Zofii
Anna Demianiuk, wnuczka Nadziei


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token