Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Dwie świątynie dwie książki
Eugeniusz Kabatc
Mam przed sobą te dwie pozycje wydawnicze, edytorsko urzekające, bogato ilustrowane i pełne treści doprawdy imponujących. Postrzegam je w zachwycie i widzę, jak estetyka idzie w pięknej parze z merytoryczną zawartością. Hm, jest to świadectwo udziału i wiary w człowieczeństwo boskiej sztuki transcendencji. Wielki jest Pan, który człowiekowi pozwolił wznosić świątynie.   

Wracam jednak do książek. Jedna to „Monaster w Supraślu”, napisana i opracowana przez Annę Radziukiewicz, druga „Parafia Świętego Ducha” w Białymstoku, autorstwa o. Marka Ławreszuka.

Pierwsza wyrasta z fundamentów historii. Drugą zrodził wyznaniowy imperatyw współczesności.

Pierwsza wyszła przed rokiem staraniem wielu osób, instytucji, sponsorów, a firmuje ją jako wydawca Klasztor Męski Zwiastowania Najświętszej Marii Panny w Supraślu. Albumowo pomyślana publikacja przynosi zarazem obszerną monografię tego zabytkowego miejsca w Puszczy Knyszyńskiej i sięga dalekiej historii naszego burzliwie tworzącego się pogranicza światów kultury. Jest to jednocześnie historia rozrastającej się Rzeczypospolitej Obojga Narodów i jej agonii, a więc i wojen polskoruskich z udziałem oręża religijnego.

Prawosławie tu zadomowione od początku, stanowiące część wschodniej polskości – chłopskiej, szlacheckiej, ale i magnackiej – nigdy nie miało dość spokoju, by przerosnąć w trwałe centrum kultury i oświaty; targane ze wschodu i zachodu (Unia Brzeska), dopracowało się jednak w monasterze osiągnięć pierwszorzędnych: drukarni, księgozbioru, ikono, Irmołogionu. Najcenniejszy z pewnością jest Kodeks Supraski, średniowieczne dzieło rękopiśmiennicze, które – jak przypomina autorka – „jest najważniejszym i najwcześniejszym źródłem starocerkiewnosłowiańskiego”. I ta cerkiew o swoistej architekturze, wyposażona w świętość i artyzm fresków, która drugiej wojny nie przetrwała i dopiero w ostatnim ćwierćwieczu ogromnym wysiłkiem wiernych i Cerkwi w Polsce odrodziła się w całej okazałości. Monaster odzyskał monumentalną wielkość i swe potężne serce – świątynię pośrodku dziedzińca – bijące dziś życiem wiernych i wspinające się ku niebu złotem krzyży. Chwała twórcom, którzy osiągają niezwykłą harmonię piękna ducha i tradycji.
Chciałoby się więcej o tym arcydziele budownictwa sakralnego opowiedzieć, ale dużo już przecież wiadomo, tym bardziej gdy Anna Radziukiewicz także serią autorskich zdjęć swoją wrażliwą, dociekliwą narrację uzupełnia.

Prawosławna architektura sakralna ożyła w Białymstoku strzelistym monumentem dzwonnicy przy cerkwi Świętego Ducha. Można by uznać, że zamknął się w ten sposób trzydziestoletni czas Wielkiej Realizacji. Tej śmiałej, długo oczekiwanej, cierpliwie wypraszanej w niebie i na ziemi budowli i parafii. Bardzo się udała ta wyprawa w nieznane. Wyrosła na Antoniuku cerkiew duża, szlachetna w swej wielkości, rzekłbym wzniosła, obiekt ważny dla miasta, dla Podlasia, dla całej Polski. Powstała świątynia niezwykłej urody, o trudnym rysunku symbolicznego płomienia, przy skomplikowanych założeniach technicznych świętej budowli o różnych poziomach, przy awangardowych pomysłach młodego wtedy architekta Jana Kabaca, który nowoczesność musiał sprzęgać z wymogami sakralnej tradycji – pod wysokim wezwaniem duchowym i przy ogromnym wysiłku ludzi. We wstępie do książki pisze o tym budowniczy, o. Jerzy Boreczko, tak: „Jest to także nasz czas, gdyż w nim aktywnie uczestniczyliśmy, zostawiając swoją pracę, część życia, a nade wszystko swe serce i miłość do Boga”.

Zaiste, imponujący to był wysiłek. Chwilami człowiek z niedowierzaniem wczytuje się w tę serdeczną relację autora książki, kiedy wydaje się, że całe to mocowanie się z oporem materii, splotem niesprzyjających sytuacji i sprzecznych ludzkich charakterów. Zwyciężało solidarne zaangażowanie w świętym uporze organizatorów pracy w walce o dobro i piękno, a patronował temu metropolita, wielce błogosławiony Sawa. Dostojność wizji architektonicznej Jana Kabaca realizowali i dopełniali wspaniali fachowcy polscy i zagraniczni, którymi dyrygowali twórczo niezastąpiony ojciec Jerzy Boreczko (przewodniczący Rady Budowy i proboszcz parafii) oraz inżynier Aleksander Litwinienko (kierownik budowy), których inteligencja i dzielność złotymi zgłoskami zapisuje się w kronikach narodzin świątyni. Zdumiewający jest też ten trwały entuzjazm parafian, którzy przez lata uczestniczyli we wszelkich pracach przy budowie i którym autor książki składa należny hołd. Książka wymienia również darczyńców, których zebrała się długa lista, a bez których pomocy rzecz tak śmiała mogłaby spłonąć we własnych płomieniach wizji i marzeń...

Gdy cerkiew w tak długich trudach rosła, zmieniało się i jej otoczenie, także urbanistyczne, dzielnicowe: miasto piękniało wraz ze swoim prawosławnym arcydziełem. Wraz z nową dzwonnicą, która wystrzeliła nie tylko wysoko, wieńcząc obiekt i okolice, ale i pnąc się ku niebu otwiera zarazem przyszłość nowoczesnym rozmachem, o czym dobry duch parafii (o. Jerzy Boreczko, oczywiście) mówi jako o „żywej księdze, którą będą czytały przyszłe pokolenia”.

Dodaję z nieustającym uznaniem, obie książki opracowała graficznie Anna Miszczuk-Stankiewicz.

Eugeniusz Kabatc

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token