Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Nad Świrem
Natalia Klimuk
Rok 1997. Kilka lat wcześniej na mapy powróciło państwo o nazwie Rosja. Życie duchowe zaczęło się odradzać, coraz częściej organizowano pielgrzymki. Grupa moskwian również wybrała się w święte miejsce. Na wyspę Wałaam. Anioł opiekun podróżnych prowadził ich na pewno, choć im samym mogło się wydawać inaczej. Już czuli nieco ostre północne powietrze, nadpływające z Karelii, kiedy ich statek płynący po rzece Świr, wpadającej do Jeziora Ładoga, zepsuł się... Do zamierzonego celu nie dotarli, ale jak się później okazało, celem ich podróży miało być po prostu inne święte miejsce – monaster św. Aleksandra Świrskiego.

Rozumiał ich chyba święty Aleksander, bo sam pięć wieków wcześniej też obrał monaster wałaamski za cel swojej pielgrzymki. Wyruszył z rodzinnej ziemi, spod Nowogrodu Wielkiego, miasta wspaniałego, nawet Gospodin Wielikij Nowgorod nazywanego. Wcześniej spotkał mnichów z Wałaamu.

Od nich usłyszał o życiu zakonnym i tak bardzo zapragnął żyć jak oni. Samotnie, ale blisko Boga.

Bliscy już wcześniej zauważyli, że urodzony w 1448 roku Amos, bo takie imię święty dostał na chrzcie, dużo czasu spędzał na modlitwie. Rodzice, Stefan i Wasilissa, z troską patrzyli na swego syna, bo nauka przychodziła mu z trudem. Chłopiec gorąco się modlił przed ikoną Bogarodzicy. Wtedy Przenajświętsza okazała mu pomoc, jak się okazało nie po raz ostatni. Umysł Amosa się otworzył. Odtąd nauka przychodziła mu z łatwością, a już najbardziej wciągało go poznawanie Pisma Świętego. Rodzice, mimo upodobań Amosa, chcieli go ożenić. Widzieli go przy sobie, prowadzącego ich gospodarstwo, gdy im już sił będzie ubywać. Unikał Amos małżeństwa na wszelkie sposoby. Kiedyś powiedział bliskim, że wyrusza do sąsiedniej wsi, ale cel obrał znacznie bardziej oddalony. Monaster. 

Dotarł na Wałaam. Odbył posłuszanije, potem przyjął schimę z imieniem Aleksander. Miał dwadzieścia sześć lat. Minęło kilka kolejnych lat i odnalazł go ojciec. Chciał zabrać syna z monasteru. Młody mnich miał już w sobie siłę przekonania rodziców co do słuszności wybranej przez siebie drogi. Siła ta była tak wielka, że i rodzice mnicha wstąpili do monasterów i teraz im – jako Sergiuszowi i Barbarze – można pokłonić się przed ikoną świętych karelskich.

Życie mnicha Aleksandra pełne było wyrzeczeń i modlitwy. Po tych trudach po raz kolejny doświadczył bliskości Bożej Rodzicielki. Bogarodzica ukazała mu się i poleciła, by opuścił monaster i zamieszkał w lesie, niedaleko rzeki Świr. Tu znosił surowość północnego klimatu, samotność, pokonywał dręczące złe duchy. Liczba siedem oznacza pełnię, całość. Po tylu latach odnalazł pustelnika pewien mężczyzna. Widać przyszły święty był gotowy, by służyć radą duchową innym. Ludzie zaczęli przychodzić coraz częściej, a sława mnicha zaczęła się nieść po okolicy. Przybywali mężczyźni, którzy zostawali już w pobliżu. Jako mnisi. Dotarł tu też Jan, brat świętego, i też został mnichem.

Pewnego razu podczas modlitwy świętemu objawiło się trzech mężczyzn ubranych w jasne szaty z posochami z rękach. Ich twarze świeciły. Mnich, drżąc, padł przed nimi. Usłyszał, że ma zbudować w tym miejscu monaster, w którym wielu ludzi dostąpi zbawienia. Odpowiedział, że przybył w to miejsce, by pokutować za swoje grzechy, że nie jest godzien wznoszenia monasteru. Znów usłyszał, że ma zbudować monaster. – Pod jakim ma być wezwaniem? – zapytał. – Trójcy Przenajświętszej – usłyszał. Oto, podobnie jak Abrahamowi w Starym Testamencie, objawiła się mu Trójca Święta.

Cerkiew, a wraz z nią monaster, dzięki modlitwie i pracy mnichów i wiernych wkrótce stanęły. Święty Aleksander został przełożonym. Miejsce tętniło życiem, ludzie ciągnęli z różnych stron. Bogobojny starzec czynił wiele cudów. Uzdrawiał z chorób cielesnych i duchowych, odkrywał przyszłość, radził jak postępować, by dostąpić zbawienia. Dbał o monaster od strony gospodarczej, ale jednak największą jego troską było życie duchowe braci. Często stan mniszy porównywał do anielskiego.

Nie opuszczała go Pocieszycielka Wszystkich Strapionych. Pewnego razu podczas modlitwy znów pojawiła się przed nim Bogarodzica. Mówiła, że jego modlitwy zostały wysłuchane, że Ona sama będzie się opiekować monasterem po jego śmierci. Święty zmarł mając lat osiemdziesiąt pięć. Jego grób stał się miejscem cudów. Kanonizacja nastąpiła szybko, bo już po czternastu latach.

Minęło ponad sto lat, kiedy zadecydowano o budowie nowej cerkwi nad grobem świętego. W czasie wykopów pod fundamenty działy się rzeczy budzące trwogę. Błyskawice nie tylko rozdzierały niebo, a wręcz lizały ziemię. Strzelały pioruny. Podczas wykopów odkryto grób świętego. Jego ciało ani szaty nie uległy rozkładowi. Relikwie uroczyście przeniesiono do cerkwi.

I ciągnęli do świętego wierzący ludzie, i prości, i możni, z carami na czele. Monaster zaczęto nawet nazywać Ławrą Północy.  Najstarszą jej częścią była wzniesiona w 1533 roku cerkiew Opieki Matki Bożej. Jej fundatorem był wielki książę moskiewski Wasyl III Rurykowicz. W połowie XVII wieku zbudowano sobór Przemienienia Pańskiego, a pod koniec XVIII sobór Trójcy Świętej, zbudowany na miejscu drewnianej cerkwi, wzniesionej przez świętego Aleksandra. W monasterze były jeszcze cerkwie świętych Zachariasza i Elżbiety, Jana Damasceńskiego. Wszystkie budowle były fundacjami zamożnej rosyjskiej szlachty i kupców.
W wieku XIX monaster miał dwadzieścia siedem filii i skitów.

Co przez wieki otaczano szacunkiem, w wieku dwudziestym bezczeszczono. Po wybuchu rewolucji październikowej monaster Świętej Trójcy nad Świrem stał się chyba pierwszym miejscem, które chciały zniszczyć obrazoburcze władze. Bolszewicy przybyli tu, zanim wydano oficjalny nakaz niszczenia relikwii. Złoczyńcy podchodzili do ciała św. Aleksandra sześciokrotnie, ale zatrzymywała ich niepojmowalna dla ludzi siła. Mimo to zabrano pierwszego ihumena z założonej przez niego wspólnoty. Przelano też krew. Męczeńską śmiercią zginął ówczesny ihumen Eugeniusz (Trofimow) i pięciu braci. Cerkwie zamknięto, w monasterskich budynkach założono więzienie, koszary, a także dom inwalidów i szpital psychiatryczny.

Wróćmy do roku 1997. Nawet po najcięższej zimie przychodzi wiosna. Dla świrskiego monasteru nastała właśnie wtedy. Cerkiew odzyskała część budynków. Zamieszkała w nich garstka mnichów. I po wielu poszukiwaniach i chwilach zwątpienia, bo wszyscy wiedzieli, że z tym co święte jeszcze przed laty obchodzono się okrutnie, w Petersburgu, w instytucie wojskowym, odnaleziono relikwie św. Aleksandra! Powrócił ihumen do swojej wspólnoty, a anioły podróży kolejnych pielgrzymów prowadzą ku monasterowi nad Świrem.

Natalia Klimuk
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token