Numer 12(366)    Grudzień 2015Numer 12(366)    Grudzień 2015
fot.Michał Bołtryk
Po prawicy i lewicy
Tadeusz Wyszomirski
Jeden z moich znajomych miał okazję przed laty pracować na Cyprze. Zatrudniał go pewien Grek o zdecydowanie lewicowych poglądach. Podległość służbowa wykluczała dyskusje ideologiczne, chociaż niejeden raz musiał trzymać nerwy na wodzy, gdy słyszał peany na cześć Związku Radzieckiego, Chin Ludowych i kilku podobnych krajów, gdzie świetlaną przyszłość ludzkości budowano na bazie systemu obozów koncentracyjnych. W duchu życzył sobie, żeby jego pracodawca znalazł się wreszcie oko w oko z realnym socjalizmem.
Tymczasem pryncypał mieszkał na Cyprze i żył jak typowy kapitalista. Zatrudniał Polaków, płacąc im grosze, i opowiadał, jak będzie pięknie, kiedy w końcu wybuchnie powszechna rewolucja. Jak zwierzył się w przystępie szczerości przy kieliszku uzo, kiedy wreszcie nastąpi ten piękny moment dziejów (a nastąpić musi, co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości), zaanektuje dla siebie wszystkie wille na okolicznych wzgórzach.
W tym punkcie mój przyjaciel nie zdzierżył i eksplodował:
– Człowieku, jak przyjdzie rewolucja, tobie pierwszemu zabiorą willę!
– Mnie? Dlaczego? – przecież jestem komunistą!
W sumie, jak przyznawał, nie cieszyła go ani posiadłość nad morzem ani jacht, ani nawet spore konto w banku. Satysfakcję życiową czerpał wyłącznie z faktu bycia prawdziwym, ideowym komunistą.
Przyszła niedziela. Lewicowiec, jak na wiernego ucznia Marksa przystało, lekceważył przesądy, w związku z czym jego pracownik miał w tym dniu, jak co dzień, zająć się pracą. Polonus zrobił mały strajk.
– Mam zwyczaj chodzić w niedzielę do kościoła – powiedział twardo.
– Pochodzisz wszak z komunistycznego kraju – dziwił się niepomiernie szef.
– Mój kraj jest być może, komunistyczny, ja nie!
Boss tylko wzruszył ramionami i po chwili zastanowienia zakomenderował:
– Do roboty! Tutaj nie ma twojego kościoła. Na wyspie króluje grecki ortodoksyjny – dodał nie bez satysfakcji.
– Nie szkodzi, pójdę do cerkwi. Wszyscy chrześcijanie są dla mnie braćmi. Zwłaszcza nasi wschodni bracia w Athenagorasie. Słyszałeś coś o ekumenizmie?
– Tak wiem. „Chrześcijanie wszystkich krajów łączcie się!” – nie sądzisz przypadkiem, że jest to wierna kopia naszego hasła? Boicie się światowej rewolucji sił postępowych!
– Być może, jest w tym mały plagiat, ale cóż z tego? Czas zjednoczenia Kościoła jest już bliski – tym razem triumfował Polak.
– Myślisz, że nasz grecki Kościół podporządkuje się twojemu papieżowi? O, niedoczekanie twoje!
Pryncypialny do tej pory komunista niespodziewanie przeistoczył się w gorliwego obrońcę wiary greckiej.
– Papieże zawsze marzyli o duchowym podboju chrześcijańskiego Wschodu. Nawet jak przez stulecia znosiliśmy tureckie jarzmo, posyłali nam swoich misjonarzy i innych agentów. Tylko kiedy Konstantynopol otoczyła turecka nawała, na próżno oczekiwaliśmy pomocy z Zachodu. Zapewne w Rzymie zacierano ręce ciesząc się z naszego upadku i poniżenia.
– Człowieku nie irytuj się! Kiedy to wszystko miało miejsce? Od upadku Konstantynopola minęło z górą pół tysiąclecia.
– I co z tego? Historia Hellady liczy sobie kilka tysięcy lat. Pięć stuleci do tyłu to po prostu wczoraj. A mam ci przypomnieć czwartą krucjatę, kiedy wojska z Zachodu złupiły stolicę Bizancjum?
– Tak się przypadkiem składa, coś niecoś wiem o waszych dziejach. Tylko wydaje mi się, że tobie, ideowemu komuniście, a co za tym idzie i ateiście, nie wypada chyba wdawać się w dyskusje teologiczne. Jak mówi Pismo Święte: pozostawmy teologię teologom – próbował obrócić wszystko w żart. Sytuacja robiła się trochę niezręczna.
– A kobiety – ginekologom, podchwycił konwencję Grek i zarechotał, serdecznie ubawiony własnym, niezbyt mądrym kalamburem.
– A, jeszcze jedno! Was Słowian kto nauczył czytać, pisać i opowiadać?
– Na pewno nie Grecy! Chrzest przyjęliśmy z Zachodu – nie orientował się jeszcze do czego zmierza rozmówca.
– Nie Grecy przypadkiem, jesteś pewny? A Cyryl i Metody przyszli do was niby skąd? Z Rzymu czy z Tesalonik? Gdyby nie oni, siedzielibyście do tej pory na drzewach. Dali wam alfabet!
– No może nie wszystkim Słowianom – znowu mała riposta Polaka.
– Wybacz, dokończymy później, spieszę się do cerkwi. Kiedy odchodził doleciały go jeszcze słowa:
– Ludzie dzielą się na Greków i na tych, co chcieliby nimi być!
Stojąca na małym wzniesieniu cerkiew urzekała prostotą i doskonałymi proporcjami. W oddali morskie fale zlewały się z niebem a pomiędzy nimi białe ściany i niebieska kopułka zwieńczona niewielkim krzyżem łączyły niebo i ziemię.
Wszedł do środka, poczuł intensywny zapach kadzidła, tak charakterystyczny dla cerkwi. Ze starego ikonostasu patrzyli nań smutno bizantyńscy święci. W zasadzie wszystko było takie same jak w cerkwiach, które oglądał w Bieszczadach. Pustawo, tylko kilka starszych kobiet w czerni stawiających świece i modlących się nieustannie za swoich zmarłych.
Stanął trochę niepewnie obok ikonostasu. W małej cerkwi nie było zbyt dużo miejsca. Już po chwili dał się słyszeć śpiew, niezwykle piękny, przypominający zapomniany już prawie w Kościele zachodnim śpiew gregoriański.
Wszystko było w tej świątyni inne niż to do czego przywykł od dzieciństwa i wszystko w zasadzie było podobne.
Zza ikonostasu wyszedł duchowny i zaczął okadzać ikony. Okadził także i jego, co uznał za naprawdę piękny zwyczaj. Uśmiechnął się nawet do celebransa z długą, siwą brodą, jakie widuje się na ikonach, lecz ten uśmiechu nie odwzajemnił. Jego usta powtarzały bezgłośnie modlitwę. Dzwoniły małe dzwoneczki przy kadzielnicy z której snuł się niebieski obłoczek dymu, przez małe okienko wpadał promień porannego słońca.
Niewiele rozumiał z tego greckiego nabożeństwa, lecz był szczęśliwy, że się tutaj znajduje i w tym mistycznym, podniosłym nastroju się modlił.
W pewnej chwili, gdy patrzył na surowe oblicze Pantokratora, przyszło mu na myśl: „Boże, przecież my już jesteśmy jednością przed twoim obliczem a wszelkie nasze ziemskie podziały to tylko kłótnie w rodzinie”. Poczuł się od tej chwili w tej małej cerkwi jak u siebie.
Po wyjściu z nabożeństwa, greckim zwyczajem udał się do kawiarni. W miasteczku panowała senna atmosfera. Po sezonie turyści zjawiali się rzadko. Starcy przy stolikach bezwiednie przesuwali w palcach paciorki komboloi. Czas się tutaj zatrzymał – taka banalna myśl musiała narzucać się każdemu przybyszowi.
Poprosił o kawę i zauważył, jak dziwnie wszyscy mu się przyglądają. Zwykle Grecy tak się nie zachowują wobec gości. Upił łyk pachnącego napoju, gdy jeden z miejscowych zagadał do niego niezłą angielszczyzną, znamionującą światowca.
– Dziwny z ciebie człowiek. Pochodzisz z komunistycznego kraju, pracujesz dla komunisty, a byłeś w cerkwi i teraz znowu w naszej kafeterii.
– I cóż w tym dziwnego?
– Dziwne, bo u nas zbierają się tylko sympatycy lewicy, prawicowcy chodzą do tej drugiej, po tamtej stronie ulicy. Zagadkowy z ciebie człowiek!

Tadeusz Wyszomirski

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token