Numer 1(367)    Styczeń 2016Numer 1(367)    Styczeń 2016
fot.Ikona Bożego Narodzenia z XV wieku ze zbiorów Muzeum Bizantyjskiego w Atenach
Z daleka przyszliśmy
O. Aleksander Schmemann
Z daleka przyszliśmy” – mówią tajemniczy mędrcy ze Wschodu, którzy przyszli do Betlejem pokłonić się nieznanemu Dzieciątku. Nigdy nie przestaniemy dziwić się tej dziwnej opowieści, zastanawiać się nad jej tajemniczym znaczeniem.

Zawsze byli, zawsze żyli pośród ludzi ci, którzy nie zadawalali się codziennością,  życiem „cichszym  od wody, niższym od trawy”, jak w jednym ze swych gorzkich wierszy mówi Błok, ci, których wszyscy pozostali nazywali zależnie od okoliczności albo mędrcami i prorokami, albo cudakami i marzycielami. Ale  mijają lata i to, co wydawało się majaczeniem szaleńca albo nierealnym marzeniem, staje się ogólnie przyjętą prawdą.

Rzeczywiście, kto mógł uwierzyć wtedy, w tę gwiaździstą noc, że Dzieciątko, które z braku miejsca w gospodzie narodziło się w jaskini, w rodzinie zubożałego cieśli, że to Dzieciątko zawojuje świat tak bardzo, jak nie zawojował go najpotężniejszy władca? Przecież od tamtego czasu upadło i zniknęło z map świata wiele imperiów, przepadli w wieczności potężni władcy, a Dzieciątko w dalszym ciągu króluje. Dzieciątko, wędrujący nauczyciel, ukrzyżowany „Przestępca”…

Jak mogło to dziwne, niepodobne do innych życie, ten jedyny i niezrównany obraz zająć takie miejsce w historii? Uczeni napiszą tysiące naukowych traktatów, ale na to pytanie mimo wszystko nie odpowiedzą. Odpowiedzą ci szaleni marzyciele, ci osamotnieni myśliciele, ci cudacy,  którzy szukają i pragną nie bogactwa czy chwały, nie władzy, a tylko prawdy, ostatecznej i wszechogarniającej. Świat, społeczeństwo, ludzie nie mogą niczego im dać, niczego nie mogą im zabrać i dlatego są wolni.

Ale i sam Jezus Chrystus nie myślał o tym, czy będą zapisane Jego słowa, nie troszczył się o ziemski sukces. Zwracał się do tłumów niepiśmiennych rybaków i spośród takich rybaków wybrał najbliższych uczniów. Wiedział, że chcą Go zabić i poszedł prosto na śmierć, został  ukrzyżowany z dwoma łotrami i umarł – i to wydawałoby się wszystko….

Ale dzisiaj, podobnie jak dwa tysiące lat temu, dla milionów ludzi sens ich własnego życia, podobnie jak historii świata, zamyka się tylko w tym życiu, tylko w tym obrazie. I wszystko to jakby przewidziało trzech tajemniczych mędrców, którzy przyszli z daleka, by chylić czoła i całą swoją mądrość przed żłóbkiem w betlejemskiej jaskini.

Powiedzą nam: „Wszystko to wymyślono potem, wszystko to napisano później!”. Załóżmy, że tak. Ale co to zmienia w istocie sprawy? Czyż  to nie tych trzech –  jak tysiące mędrców, myślicieli, marzycieli – przemierzyło tę drogę z daleka do Chrystusa i w Nim znalazło spełnienie wszelkich oczekiwań, odpowiedź na wszystkie pytania i wszystko przewyższającą radość. I przede wszystkim cała nasza kultura pokonała tę drogę z daleka. Czy nie jest to dziwne: w Ewangelii nie ma ani słowa o kulturze, sztuce, literaturze czy nauce, ale właśnie stamtąd, z tej jaskini, czerpała ludzkość natchnienie swej twórczości.

Wystarczy jeden przykład.
Kiedy przodujące, jak samo siebie określa, i najbardziej bezbożne państwo pokazuje światu skarby „swojej sztuki”, to nie są nimi przedstawienia Lenina z robotnikami, a ikony Rublowa i rozpisane przez niego cerkwie. Rządzący tego państwa przy pomocy najmądrzejszego w świecie aparatu propagandy przekonują wszystkich, że Lenin był wielkim człowiekiem. Ale Lenin nie był natchnieniem ani jednego utworu, który nie wywołałby szyderczego śmiechu znawców sztuki. A Chrystus nie tylko natchnął, ale i przemienił sztukę od wewnątrz. I ta przemieniona sztuka zajaśniała takim światłem, taką głębią i pięknem, że przy nich pociemniała cała reszta. I kiedy człowiek chce się dowiedzieć co jest w nim najbardziej tajemnicze, wpatruje się w oblicza, na których jest odblask jedynego Oblicza.  Wpatrując się w ukrzyżowane  Ciało, dowiaduje się o sobie więcej, niż ze wszystkich naukowych analiz. Oto, jeśli można tak powiedzieć, „obiektywny cud” chrześcijaństwa! I nawet to, że wywołuje ono taką nienawiść, takie pragnienie, żeby ukryć, wykorzenić wszystko  przenikający obraz, jest jedynie jednym z dowodów na obiektywność tego cudu.

„Z daleka przyszliśmy”. Ale zawsze przychodzimy z daleka, kiedy zmierzamy ku temu, co sięga wysokości, głębi i prawdy. Nie dostrzeżemy tego w codziennej gonitwie życia, w zgiełku zewnętrznych wydarzeń i wyniszczającej walce o byt. To wymaga, by przynajmniej na krótki czas każdy z nas stał się marzycielem, cudakiem, poszukiwaczem.

„Szukajcie, a znajdziecie, stukajcie, a otworzy się wam, bowiem każdy, kto szuka, znajduje” (Mt 7,7). Chce się nas przekonać stanowczo i grubiańsko, że wszystko już znaleziono, określono i należy jedynie podporządkować się i okazać wdzięczność mądremu kierownictwu, które o wszystkim już pomyślało.

Ale Chrystus niczego takiego od nas nie żąda – przeciwnie, sam mówi nam: „Szukajcie”, wzywa, by całe nasze  życie zamienić w poszukiwanie. Oczekuje od nas nie ślepego podporządkowania, ale spotkania z własnej woli, nie zastraszonego ubóstwienia, ale radosnej miłości, nie suchego moralizowania, ale miłosierdzia i współczucia. Proponuje nam nie pozbawiony indywidualności „raj na ziemi”, ale Królestwo światła i prawdy teraz i na wieki. Czy jesteśmy gotowi, by przyjść do Niego „z daleka”?

O. Aleksander Schmemann
tłum. Ałla Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token