Numer 1(367)    Styczeń 2016Numer 1(367)    Styczeń 2016
fot.Ikona Bożego Narodzenia z XV wieku ze zbiorów Muzeum Bizantyjskiego w Atenach
Wyjmujemy kamienie z fundamentów Europy
Anna Radziukiewicz
Z NADZIEŻDĄ NAZAROWĄ z domu SIELEZNIOWĄ
wydawcą z Moskwy
rozmawia Anna Radziukiewicz

Anna Radziukiewicz:
– Pochodzi Pani z rodziny rosyjskiej białej emigracji, która po rewolucji październikowej trafiła na Zachód. Czy Pani, urodzona w drugiej połowie XX wieku, obserwowała zmiany w mentalności ludzi Zachodu?

Nadzieżda Nazarowa: – Zasadnicze, rewolucyjne powiedziałabym. Kiedy miałam 6 lat, rodzice posłali mnie do katolickiej szkoły. Uważali, że ja, jako prawosławna, więcej zyskam w swym duchowym rozwoju, chodząc do szkoły katolickiej niż świeckiej, wszak szkół prawosławnych nie było. Chodziłam tam z siostrą. Raz w tygodniu odbywała się łacińska msza, która gromadziła w kościele wszystkich uczniów. Z siostrą też na nie chodziłam, tyle że nie przyjmowałyśmy Świętej Komunii. I oto któregoś pięknego dnia zabrakło kościoła! Widziałam, że trwa jego remont. Ale ten remont, jak się okazało, zamienił świątynię w salę gimnastyczną. Dla mnie był to szok. Niczego nie rozumiałam. Wróciłam do domu. – Co się dzieje – pytałam rodziców, niestety, nie dostając odpowiedzi. Z taką rzeczywistością spotkałam się tuż po Soborze Watykańskim II (1962-1965), choć wtedy, jako dziecko, nie rozumiałam wpływu soborowych postanowień na życie. Sobór liberalizował życie kościelne. Pozwolił na wprowadzanie do nabożeństw, w miejsce łaciny, języków narodowych. W kościołach nabożeństwa zaczęto odprawiać w języku francuskim. Bo trzeba było wszystko w pełni pojmować – tak tłumaczono. Zaczęto też stawiać pytania – co będziemy dziś czytać, co śpiewać w kościele, w którym zaczęła brzmieć i gitara. Naruszono też cały krąg liturgiczny. On został rozerwany, przepadł w ciągu 10-15 lat. W kościołach zabrakło wsienoszcznych bogosłużenij, tylko w klasztorach można w nich było uczestniczyć. Zanikała tradycja. Wszyscy wiedzieli co to ramadan, ale nie wiedzieli co to post. Na lekcjach katechezy zamiast o Bogu i Biblii mówiono o filozofii Sartre’a. Ale najstraszniejsze spotkało mnie na uniwersytecie w Louvain (Leuven). To katolicki uniwersytet. Jego rektor często występował w telewizji. I to on powiedział, że cud Zmartwychwstania to nie rzeczywistość, tylko praobraz, symbol. Że trzeba wierzyć w symbole, a nie rzeczywiste zmartwychwstanie.  U nas jest Fomino Woskresienije, kiedy wspomina się Tomasza, który chciał się przekonać, czy Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał w ciele. Wtedy, pod koniec lat 60., robiono wszystko, by umniejszyć rolę Kościoła. Zaatakowano umysły, zwłaszcza młodych ludzi.

– Nasz redakcyjny przyjaciel, Jean Tchekan, teraz emerytowany profesor Sorbony, powtarzał, że z francuskimi studentami nie może nawet dyskutować o Bogu i świętości. Bo w ich świadomości w ogóle nie istnieją takie pojęcia. Podobnymi doświadczeniami ze szkolnej edukacji w Austrii dzieliła się ze mną Anastasija Sandhacker, wieloletnia konsul Austrii. W jej kraju, w tym samym czasie, wypierano z publicznej przestrzeni życie religijne.

 – Dla mnie to były straszne lata. W tamtej szkole katolickiej tylko dwie prawosławne Rosjanki i jedna katolicka Czeszka na wszystkich lekcjach religii broniły cudów Bożych. Mówiłyśmy, że Mojżesz rzeczywiście rozdzielił morze, że Chrystus rzeczywiście zmartwychwstał, że święci rzeczywiście dokonywali cudów. A nauczyciele nas nieustannie poprawiali. To tylko symbol – przypominali.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)



fot. Anna Radziukiewicz


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token