Numer 1(367)    Styczeń 2016Numer 1(367)    Styczeń 2016
fot.Ikona Bożego Narodzenia z XV wieku ze zbiorów Muzeum Bizantyjskiego w Atenach
Cykle i rytmy
Anna Radziukiewicz
Prof. Małgorzata Tafil-Klawe z Collegium Medicum w Bydgoszczy skupiła się na zegarze biologicznym. Proponowała wsłuchać się we własny organizm, jako ze każdy jest jedyny i niepowtarzalny i ma swoje lepsze i gorsze okresy aktywności intelektualnej i fizycznej. Ważne, że nie każdy organizm da się naginać do zmiany rytmów. Gdzieś bowiem leżą granice jego wytrzymałości. Mówiła o tym między innymi na przykładzie poddania go pracy zmianowej. We wczesnym kapitalizmie taka praca była rzadkością i wymagała zgody władz miejskich. Kiedy na dobre ruszyła machina kapitalistycznej produkcji, stała się normą. Profesor przestrzegała jednak, że do tej „normy” łatwiej dostosować się człowiekowi, którego określamy jako typ „sowy”. „Skowronki” szybko niestety dochodzą do granic wytrzymałości i takie nieustanne zmiany rytmów, które powoduje praca zmianowa, odreagowują chorobami przewodu pokarmowego, bezsennością, nerwowością, zaburzeniami nastroju, a bywa że tak poważnymi chorobami, jak choćby nowotwory. Profesor zwróciła uwagę, że podstawowe rytmy naszego organizmu reguluje światłość dnia i ciemność nocy. Praca zmianowa rujnuje ten rytm, uszkadza „zegar biologiczny”.

Prelegentka zwróciła też uwagę na fale Schumanna, inaczej rezonans Schumanna. Powstają one między powierzchnią ziemi a jonosferą. Okazało się, że mają bardzo duże znaczenie dla synchronizacji naszych rytmów biologicznych, głównie aktywności centralnego układu nerwowego. Częstotliwość tych fal jest mierzona od wielu lat. W latach osiemdziesiątych minionego wieku wynosiła prawie 8 Hz, obecnie aż około 12 Hz. Systematycznie rośnie. Uczeni badają, co wpływa na ten niepokojący wzrost częstotliwości. Pani profesor zasugerowała, że zapewne sami sobie zafundowaliśmy ten proces, doprowadzając do ogromnego szumu elektromagnetycznego, który zmienił aktywność elektromagnetycznego promieniowania, docierającego do nas z jonosfery. Dlatego są lekarze, którzy tymi zmianami tłumaczą szereg dolegliwości, na które współczesny człowiek częściej się skarży niż jego przodkowie, jak choćby bóle głowy. Komórki nerwowe rejestrują bowiem nie tylko to co dzieje się wewnątrz organizmu, ale także i zjawiska zewnętrzne.

Prof. Marek Konarzewski z instytutu biologii Uniwersytetu w Białymstoku mówił o cyklach i rytmach w kontekście ewolucji życia na ziemi, czyli teorii Darwina.

Z wykładu dr. hab. Marka Ławreszuka, świetnego znawcy liturgiki, mogliśmy się dowiedzieć, że całe życie duchowe, którego podstawą jest modlitwa, układa się w cykle – dobowy, tygodniowy, roczny. Te rytmy porządkują chrześcijańskie życie. Zostały już określone w stworzeniu świata, przedstawionym w Piśmie Świętym. Ten cykliczny model przyjęła tradycja żydowska oraz chrześcijańska. – Kolejny dzień, według tradycji bizantyńskiej – przypomniał mówca – rozpoczyna się wieczorem, po zachodzie słońca. I to wtedy rozpoczyna się dobowy rytm cerkiewny. Dlatego w Świątyni Jerozolimskiej zapalano wówczas lampę, która miała płonąć całą noc, żeby Bóg pozwolił znów wzbić się słońcu na niebo. W dobowym cyklu w tradycji chrześcijańskiej jest punkt centralny, jest nim Eucharystia święta. Skupia ona wszystkie działania następujące przed nią i po niej. Cykl dobowy w okresie wczesnochrześcijańskim opierał się na trzykrotnej modlitwie w ciągu dnia – wieczorem, rano i w południe. Ale nastąpiła ewolucja. Uznano, że trzykrotne modlitwy nie są wystarczające. Modlitwy nie można porzucać i w nocy. Pojawiło się nocne czuwanie, silnie związane z monastycyzmem, który kształtował się od IV wieku. Pojawili się mnisi nieusypajuszczyje, czyli nieusypiający, nieustannie skupieni na modlitwie. Rozwijała się praktyka nieustannego czytania Psałterza oraz nieustannego powtarzania Modlitwy Jezusowej.

Rytmy tygodniowe i roczne określają także posty. W rocznym kalendarzu najważniejszym świętem jest Pascha i ona określa w znacznym stopniu roczny rytm obchodzenia innych świąt.

Dr hab. Krzysztof Leśniewski z Lublina (KUL) stwierdził, że człowiek jest rozumny, ale jednocześnie rytmiczny. Rytmy fizjologiczne mają związek z rytmami duchowymi, a to ma przełożenie na szeroko rozumiane zdrowie – duchowe, psychiczne i fizjologiczne. Mówca zauważył, że tym tematem – trudnym – zajmuje się od lat. Kiedy szukał opracowań, które łączyłyby wiedzę biologiczną z wiedzą i doświadczeniem z zakresu duchowości, ze zdumieniem odkrył, że takich prac po prostu nie ma. Biolodzy czy medycy prowadzą eksperymenty i wiedza na nich bazująca przekonuje myślących racjonalnie. Ale nie sięgają do doświadczeń duchowych.

Taka integralna wiedza jest obecna zwłaszcza w doświadczeniu Kościoła wschodniego – stwierdził Krzysztof Leśniewski. – Była obecna i w doświadczeniu Kościoła zachodniego, ale skończyła się wraz z wyjściem zachodniej kultury z okresu średniowiecza. Renesans, potem oświecenie, wprowadza racjonalizm. A ten ciało człowieka traktuje jak rodzaj maszyny, w której można wymieniać części  albo i nią manipulować. Ducha zaczęto pojmować w sposób abstrakcyjny. Wszak nie można go było zważyć ani zmierzyć. W ten sposób nastąpiło rozejście się sfery duchowej ze sferą racjonalną, czyli tym co należy do nauki.

Prelegent odwołał się do tradycji duchowej wschodniego chrześcijaństwa, w którym widzi praktyczny  sposób wzajemnego oddziaływania sfery duchowej i fizjologicznej, która wciąż uwzględnia rytmy kosmiczne, biologiczne i duchowe, jednoczące się w człowieku jako osobie ludzkiej. Podał przykłady, w jaki sposób tradycja chrześcijańska integruje rytmy biologiczne z duchowymi, wpływając na zdrowie. – Zdrowie czy w ogóle życie – stwierdził – jest przeciwstawieniem entropii, czyli rozpadu. Istotą zdrowia jest koncentracja energii na poziomie biologicznym, duchowym i psychicznym. Strona biologiczna koncentruje ją poprzez ruch rytmiczny, duchowa poprzez podleganie Słowu Bożemu, które stało się Ciałem. To Słowo wpływa na nasze centrum duchowe, którym jest umysł. Dwa rodzaje rytmów – biologiczny i duchowy – zbiegają się w człowieku, czyli podlegają harmonizacji. Każda chrześcijańska modlitwa dotyczy człowieka jako całości, czyli uduchowionego ciała czy ucieleśnionej duszy. Słowo Boże przemienia nasz umysł, wprowadza go w pole koncentracji. A ta koncentracja umysłu, tego centrum duchowego, jego stan uwagi i panowania nad myślami, powoduje, że następuje poprawa sprawności wszystkich naszych organów. Praktykowanie Modlitwy Jezusowej powoduje, że osiągając koncentrację stajemy się coraz zdrowsi, uważniejsi, poważniej traktujemy swoje życie we wspólnocie, uzdrawiamy międzyludzkie relacje.

Krzysztof Leśniewski zwrócił uwagę również na zdrowotny wpływ pokłonów do ziemi, które nie tylko przemieniają sposób naszego myślenia, ale także uzdrawiają ciało. Przy pokłonach dochodzi do lepszego przekrwienia mózgu. To poprawia jego pracę. Do pracy pobudzane są mięśnie przepony, wpływające na lepszą pracę organów wewnętrznych, choćby serca, ale także układu hormonalnego.  Wykonując pokłony, mobilizujemy cały organizm, oddziałując na strefę fizjologiczną, zwłaszcza ożywiając przepływy płynów w organizmie, stanowiących około 70 procent jego wagi. Dlatego, zwłaszcza w praktyce monastycznej, pokłony wiązano z czytaniem psalmów czy w ogóle czytaniem Słowa Bożego. Po odśpiewaniu kilku czy kilkunastu psalmów, wykonywano kilkadziesiąt nawet pokłonów. Wykonanie kilkudziesięciu pokłonów dziennie – twierdził mówca – może wpłynąć na stan naszego zdrowia i poprawę relacji z innymi ludźmi. Dodał, że w pierwszych wiekach chrześcijanie byli traktowani jak sekta, która szczególnie zabiega o zdrowie swego ciała. Ale to dlatego, że chrześcijaństwo dba o zdrowie na każdym poziomie – duchowym, psychicznym i jednocześnie fizycznym.

– Myślę, że tradycję Kościoła chrześcijańskiego cechuje ogromna mądrość w jego myśleniu o człowieku jako całości i daje wspaniałe narzędzie, by człowiek stawał się coraz bardziej osobą – mówił Krzysztof Leśniewski, którego wykład  był najbardziej „na temat”.

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token