Numer 1(367)    Styczeń 2016Numer 1(367)    Styczeń 2016
fot.Ikona Bożego Narodzenia z XV wieku ze zbiorów Muzeum Bizantyjskiego w Atenach
Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem?
Marek Cybart
Pomału zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Jak co roku w naszych domach i świątyniach pojawią się choinki, św. Mikołaj znów będzie miał pełne ręce roboty. Podobnie jak nasze matki i żony. Będą życzenia, świąteczne wizyty, atmosfera radości z Narodzenia Syna Bożego, i tak dalej, jak co roku, jak od lat. Od lat kilkunastu prawie nie ma już w naszym kraju osób wyznających „naukowy światopogląd”, wszyscy manifestują na prawo i lewo swoje chrześcijańskie zaangażowanie. Być może niektórym na starość otworzyły się oczy, ale ja odnoszę wrażenie, że cały ten religijny blichtr stanowi... element walki z chrześcijaństwem. To czego nie udało się osiągnąć zakazami, trzeba teraz gorąco propagować. Tak gorąco, by wszystkim szybko obrzydło, a wtedy sami zaczną odchodzić od religii.

Jednym z elementów tej taktyki są przedświąteczne spotkania opłatkowe. W ich organizacji prześcigają się samorządy lokalne, instytucje charytatywne, rozmaite firmy i fundacje, niektóre parafie – słowem każdy, kto nie leń. Karmi się i poi tysiące ludzi, wszystkich bezpłatnie, wszyscy też podtrzymują zasadę „wprawdzie wiemy, że tu nie chodzi tak naprawdę o żadnego Jezusa, ale możemy trochę poudawać, nawet kolędę zaśpiewać, bo to przecież taka piękna tradycja...”.

Specjalnego smaczku tym „chrześcijańskim” poczynaniom dodaje fakt organizowania ich na kilka dni przed prawdziwą wigilią, często na centralnym placu miasta, zwykle we wczesnych godzinach popołudniowych.

Osobną gałąź tej laickiej katechizacji stanowią wigilie w zakładach pracy. Importowany z Ameryki zwyczaj przyniósł nam, szczególnie celebrowane w ambitnych firmach prywatnych, spotkania pracowników bądź w siedzibie firmy, bądź wieczorem w restauracji. Są na nich życzenia, opłatki, kolędy z płyty, przy brzmieniu których jemy, pijemy, rozmawiamy, integrujemy się i tworzymy jedną firmową rodzinę. Jest choinka, pod nią prezenty dla wszystkich, czasami szef zafunduje żywego Mikołaja, który niczym dobry wodzirej odpowiednio rozrusza zebrane towarzystwo. Bardzo często takie spotkania to okazja do tęgiej popijawy na koszt firmy.

Udział prawosławnych w opisywanych przedsięwzięciach jest jeszcze wprawdzie marginalny, ale z każdym rokiem wzrasta. To smutne, że nie mamy siły, chęci, odwagi odciąć się zdecydowanie od wszystkich tych błazeństw.

Co to wszystko ma wspólnego z chrześcijaństwem? A może lepiej byłoby przejadane wówczas pieniądze przeznaczyć na rzeczywistą pomoc dla biednych, samotnych, odrzuconych? Oczami marzeń widzę batiuszkę, który organizuje wigilię dla takich naprawdę potrzebujących po wieczornym nabożeństwie wigilijnym, przychodzi na nią z matuszką i dziećmi, bo potem w domu już nie robi „poprawki” dla najbliższych i czystym sercem w każdym dostrzega Chrystusa... Czy chcę za dużo? Chyba nie, myślę, że gdzieś są tacy duchowni, tylko mało o nich słychać. Prawdziwa pobożność jest skromna i cicha.

Sporo jest w naszym życiu religijnym rzeczy przejętych od katolików, niemało pozostałości po uniatyzmie. Mało za to w nas chęci poznania prawdziwie prawosławnych tradycji i pielęgnowania ich w życiu. Ciągle zachowujemy się tak, jakby nasze wyznanie było czymś gorszym, my sami przez to również. I dlatego tak ochoczo małpujemy innych, starając się nie odróżniać od otoczenia. A że przy tym gubimy własną tradycję, własną religijną i narodową tożsamość? Nie żałujmy tych wartości, wszak jesteśmy od niedawna prawdziwymi Europejczykami. Nawet nasze dzieci i wnuki to coraz częściej Alany, Oliviery, Briany czy Nicole... Pozwólcie więc, że zakończę ten tekst także po europejsku: Merry Christmas, dorogije!

Marek Cybart

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token