Numer 2(368)    Luty 2016Numer 2(368)    Luty 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Zło nie może stroić się w szaty wiary
Eugeniusz Czykwin
– W ostatnim czasie na Ukrainie coraz częściej dochodzi do konfliktów, w których zwolennicy tzn. Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Kijowskiego Patriarchatu (UPCKP) próbują przejmować świątynie, należące do Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi (UPC), pozostającej w jurysdykcji patriarchatu moskiewskiego. Czy na Ukrainie rozpoczyna się nowa religijna wojna?
Wasilij Anisimow: – Dlaczego zwykły bandytyzm i rozboje mamy nazywać religijną wojną? Nasze cerkwie atakują ludzie niewierzący. Dziś na Ukrainie bardzo dużo ludzi posiada broń. Tworzą oni jakieś terytorialne struktury wojskowe i są gotowi „za niewielką opłatą” pomóc w gangsterskim przejęciu cudzej firmy czy świątyni. Zwierzchnik powstałej po rozpadzie Związku Radzieckiego struktury zwanej kijowskim patriarchatem, Michaił Denysenko (Filaret), w walce z prawosławną Cerkwią coraz częściej wykorzystuje pozostające poza ukraińskim systemem prawnym bojówki i skorumpowane lokalne władze. Wobec ich poczynań odpowiedzialne za przestrzeganie prawa instytucje państwowe pozostają bierne, a to oznacza eskalację konfliktów.

– Jednak w zamieszczanych w internecie relacjach z „pola walki” obie strony odwołują się do obowiązującego prawa.
– Na Ukrainie nie ma prawa pozwalającego komukolwiek zabierać jego własność, w tym przypadku prawosławnym wiernym ich świątynie. To co dzieje się w Zachodniej Ukrainie, to samowola.

– Zwolennicy tzw. kijowskiego patriarchatu twierdzą, że chodzi im o możliwość wspólnego korzystania ze świątyń, w których mogliby służyć „na przemian”.
– Możliwość wspólnego korzystania ze świątyń na początku lat 90. ubiegłego wieku posłużyła do rozgromienia prawosławnych diecezji w Galicji. Grekokatolicy najpierw rejestrowali swoją wspólnotę, wskazując adres naszej cerkwi, następnie wprowadzano „naprzemienne” nabożeństwa, a kończyło się na odebraniu, przy pomocy milicji i bojówek UNO-UNSO, świątyń. Unia, a po niej filaretowski raskoł, wszczynali podziały, siali nienawiść, najpierw rozdzielali Cerkiew, a następnie społeczeństwo i ukraiński naród. Dziś kontynuują dzieło niszczenia Ukrainy.

– Ale sądy, do których zwracają się prawosławni, potwierdzają ich, to znaczy kanonicznej Cerkwi, prawo własności świątyń.
– Tak, to prawda, gdyż mamy do czynienia z jednoznaczną samowolą. Ale dopóki trwają procesy sądowe, cerkwie są opieczętowywane i nikt z nich nie może korzystać. Po uprawomocnieniu się, orzeczenia sądów nie są wprowadzane w życie. Prawosławni nie mogą do swoich cerkwi wejść. Nie pozwalają im na to – tak było we wsi Pticzje i wielu innych – aktywiści raskołu i bojówki Prawego Sektora. Za ewidentne łamanie prawa nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.

– Do zalegalizowania przejętych świątyń nowi ich „właściciele” wykorzystują „decyzje wiejskich zebrań mieszkańców”.
– Żadne wiejskie zebranie nie może odebrać ludziom wierzącym ich konstytucyjnych praw. Te scenariusze znamy z czasów radzieckich, kiedy to „wiejskie zebranie” decydowało, czy istniejąca we wsi cerkiew ma być rozebrana, czy zamieniona na klub. To powrót do praktyk totalitaryzmu. Na Ukrainie mamy zarejestrowanych setki, a może tysiące, różnorakich religijnych związków i sekt. Wszystkie one pod względem liczby wyznawców należą do mniejszości, ale niechby ktokolwiek – lokalne władze czy jakieś bojówki – spróbowały odebrać im ich świątynie czy jakieś lokale.

– To co by się stało?
– Proszę nie mieć wątpliwości. Już następnego dnia przedstawiciele naszej władzy zostaną wezwani na dywanik do którejś z zachodnich ambasad lub przedstawicielstwa Unii Europejskiej, gdzie będą wyjaśniać, przepraszać, a po wyjściu natychmiast przywracać porządek. Gdyby wyznawców jakiegoś „Kościoła Chrystusa Lewego Brzegu” choćby na dzień wyrzucono na ulicę, byłoby to pogwałcenie fundamentalnych norm zachodniej cywilizacji, a gdy prawosławni miesiącami modlą się pod płotem ich zamkniętej cerkwi – to norma.

– Dlaczego tak się dzieje, dlaczego ukraińska Cerkiew jest prześladowana?
– Jako chrześcijanie wiemy, że Cerkiew zawsze prześladowano za prawdę, za obronę wiary naszego narodu. Nasza Cerkiew jest prześladowana za to, że stanęła na Majdanie między zwalczającymi się stronami i próbowała nie dopuścić do przelania braterskiej krwi, za to, że od pierwszego dnia tzw. Antyterrorystycznej Operacji na Wschodzie Ukrainy – i chciałbym to podkreślić, jako jedyna – opowiedziała się za pokojowym, drogą dialogu, sposobem rozwiązywania wszelkich wewnątrzukraińskich konfliktów i nazwała wojnę w Donbasie bratobójczą. Wierni UPC znaleźli się po obu stronach konfliktu i nasza Cerkiew próbuje gasić ogień pod tym kipiącym nienawiścią, rusofobią i bratobójstwem kotłem.

– Przejmujący cerkwie filaretowcy zarzucają UPC „brak patriotyzmu”.
– Patriotyzm to miłość do ojczyzny i swego narodu. Czy patriotami są ci, którzy niszczą i zabijają? W jednym z wywiadów metropolita Onufry powiedział, że dziś prawdziwym patriotą Ukrainy jest Ukraińska Prawosławna Cerkiew. Aby stanąć między braćmi oślepionymi nienawiścią i tym wszystkim co przynosi nam ten krwawy konflikt i próbować ich pojednać, potrzeba męstwa i w tym przejawia się prawdziwy patriotyzm. Można, jak czynią to przedstawiciele innych Kościołów, m.in. „patriarcha” Filaret, wzywać do zniszczenia, „pozabijania” wrogów Ukrainy, ale to droga donikąd.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

zanotował Eugeniusz Czykwin
fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token