Numer 2(368)    Luty 2016Numer 2(368)    Luty 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Sokrates jak chrześcijanin
Wiktor Lega
SOKRATES KONTRA SOFIŚCI

Sokrates żył w V wieku przed Narodzeniem Chrystusa. To czasy, w których znani i cenieni stali się sofiści, a zrozumieć Sokratesa bez sofistów nie sposób.

Kim byli sofiści? Wędrownymi nauczycielami tak różnych dziedzin nauk, jak i rzeczy praktycznych, których łączyła wspólnota poglądów. Głosili względność prawdy. Uważali, że nie ma obiektywnej, niezależnej od człowieka prawdy, jedynie prawda subiektywna, względna, zależna od czasu, miejsca, osobowości, stanu zdrowia, itd. Mówiło się też, że sofiści, wykorzystując niejednoznaczność pojęć, byli w stanie słowami wszystko udowodnić, uchodzili za mistrzów – pokrętnej nieraz – argumentacji i w tej dziedzinie szkolili uczniów. Protagoras, najbardziej znany z sofistów, powtarzał: „Człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Innymi słowy wszystko jest takie, jak się komu wydaje!

Działalności sofistów nie można oceniać jednoznacznie – w istocie wielu z nich było mędrcami. Jako pierwsi uczynili nauczanie dostępnym, nie elitarnym. Ich epoka to epoka greckiego Oświecenia.

Przed nimi powszechnego nauczania w ogóle nie było. Kto chciał się uczyć, musiał szukać nauczyciela, nieraz bardzo daleko. Sofiści podejmowali się nauczania tu i teraz, ale – co było nowością – za pieniądze.

Sokrates, sam uważany za ucznia sofistów, podjął z nimi bezkompromisową walkę.
Mówił o obiektywnej prawdzie.

DOBRZE JEST KRAŚĆ
JEŚLI SIĘ OPŁACA?

Główne niebezpieczeństwo sofistyki, które dostrzegał Sokrates, polegało na tym, że jeśli prawda jest subiektywna, to wtedy i moralność jest subiektywna.

Jeśli kryterium prawdy, jak mówili sofiści, jest praktyka, korzyść, to wychodzi na to, że jeśli opłaca mi się ukraść i przy tym nikt mnie nie posadzi do więzienia, to będę kraść. Nie podoba wam się kraść, nie kradnijcie. A mnie się podoba – i już. Nie ma obiektywnych moralnych zasad.

To była jedna z przyczyn, zewnętrzna, która nakłoniła Sokratesa do działania. Była też inna, wewnętrzna – dążenie Sokratesa do tej prawdy. I przekonanie, że prawda istnieje, jest obiektywna i dlatego szukać jej trzeba nie w naszym materialnym świecie.Może się odnosić tylko do świata, w którym nie ma zmian, tzn. do boskiego. A jeśli jest jedna prawda, znaczy, że jest Bóg. Jeden Bóg.

To właśnie za to Sokratesa osądzili Ateńczycy, którzy dostrzegli w jego nauce niebezpieczeństwo dla swego miasta, czczącego boginię Atenę i innych bogów.

Oskarżenie, z mocy którego Sokrates został osądzony i skazany, brzmiało bardzo prosto: głosi nowych bogów. Faktycznie Sokrates głosił istnienie jednego Boga, ale dla Ateńczyków oznaczało to ogłaszanie nowych bogów, co w starożytnej Grecji traktowano jako przestępstwo przeciwko państwu.

Sokrates chciał wszystkich nauczyć tego dążenia do prawdy. Dla niego najważniejsze było nie samo dążenie do prawdy – nie był abstrakcyjnym uczonym, rozumiał, że prawda i dobro to jedno i to samo!

I człowiek czyni zło jedynie dlatego, że nie wie, że to zło. Z niewiedzy przyjmuje zło za dobro.

Gdyby ludzie wiedzieli czym jest zło a czym dobro, czyniliby tylko dobro. Ta myśl Sokratesa wielu wprawiała w zakłopotanie: jakże to tak! Iluż jest mądrych, ale złych ludzi, którzy świadomie czynią zło, preparują trucizny, dokonują przestępstw!.. Sokrates odpowiadał: nie, oni są rozumni, ale nie mądrzy. Znają tylko część prawdy.

Wydaje mi się, że ta myśl Sokratesa jest bliska chrześcijańskiej – dlatego że mówimy o Bogu jako o Prawdzie, o Bogu jako Miłości, w którym Prawda i Miłość się łączą.

Myślę, że Sokrates szedł po drodze poznania Boga poprzez otaczający go świat.

RZEŹBIARZ, SYN RZEŹBIARZA
Nie wiemy, u kogo uczył się Sokrates. Ale trochę o jego życiu wiemy.

W młodości był rzeźbiarzem, rzemieślnikiem. Jego ojciec też był rzeźbiarzem i nauczył go swego fachu. Mówi się nawet, że niektóre posągi w Partenonie zostały wykonane przez Sokratesa.

W młodości Sokrates był bardzo silnym mężczyzną i wojował jako ciężko zbrojny żołnierz, tzn. hoplita, z Persami. Był dzielnym żołnierzem, podczas odwrotu wycofał się jako ostatni, ratując przy tym swego dowódcę Alkiwiada.

Kiedy nadszedł czas pokoju, Sokrates zaczął prowadzić dziwny styl życia. Nie pracował, żona Ksantypa, z którą miał trzech synów, która stale go łajała. Spędzał cały czas na placu targowym, na Agorze, na rozmowach ze swymi synami i z napotkanymi ludźmi, których chciał nauczyć prawdy.

Jak i za co żył – możemy się tylko się domyślać. Prawdopodobnie po kryjomu pomagali mu uczniowie. Ale Sokrates odmawiał brania pieniędzy. O prawdzie, o Bogu można mówić tylko od serca. A dla Sokratesa prawda to pewien ideał. Dlatego uczyć za pieniądze nie wypada, uważał. I dlatego lajał sofistów.

WIEM, ŻE NIC NIE WIEM

Jak więc poznać prawdę? Sokrates mówi o tym i zresztą słowa te powtarza w swojej mowie na sądzie, którą znamy dzięki jego uczniowi Platonowi i jego pracy „Obrona Sokratesa”, że wie, że nic nie wie.

Jak pojawiła się ta znamienita formuła? Jego przyjaciel zapytał wyroczni przy świątyni Apolla w Delfach, kto jest najmądrzejszy z ludzi. Wyrocznia, a poprzez nią, jak wierzyli Grecy, bóg Apollo, odpowiedziała: „Sokrates”. Sokrates na wieść o tym bardzo się zdziwił. Ja, mówił, nigdy nie uważałem siebie za najrozumniejszego. Zacząłem chodzić do różnych ludzi, których uważałem za mądrzejszych od siebie. Poszedłem do ludzi rządzących państwem, a oni okazali się takimi napuszonymi, dumnymi mężami, że i rozmawiać z nimi nie sposób. Niczego nie rozumieją! I nawet nie rozumieją, że niczego nie rozumieją.

Wtedy poszedłem do rzemieślników – to ludzie, którzy, w przeciwieństwie do mnie umieją robić konkretne rzeczy. Oni, rzecz jasna, są wybitnymi majstrami, ale także uroili sobie, że orientując się w swoim ciesielskim, grabarskim czy innym fachu orientują się we wszystkim! To znaczy oni także nic nie wiedzą.

I wtedy zrozumiałem, że wszyscy ludzie jedynie myślą, że coś wiedzą. Nawet nie wiedzą, że nic nie wiedzą. A ja wiem, że nic nie wiem. I o tą małą wiedzę jestem mądrzejszy od pozostałych ludzi.

A wszystko wie tylko Bóg, tylko Bóg może być mędrcem. Człowiek może być tylko filozofem, to znaczy miłośnikiem mądrości, który wie, że do Boga ma tak, jak do nieskończoności. Dlatego powinien wiedzieć, że niczego nie wie.

Zresztą interesującego porównania dokonał wybitny rosyjski filozof Włodzimierz Siergiejewicz Sołowiow. W pracy „Życiowy dramat Platona” tę myśl Sokratesa zestawił z błogosławieństwami: „Wiem, że nic nie wiem. – Błażenny niszczyje duchom. „Chcę poznać prawdę – Błażenny ałczuszczyje i żażduszczyje prawdy. „Płaczę bowiem nie znam prawdy – Błażenny płaczuszczyje, jako ti utieszatsa. Oto jakie paralele. Interesująca myśl Sołowiowa.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Wiktor Lega
za: pravoslavie.ru
tłum Ałła Matreńczyk

Prof. Wiktor Lega jest wykładowcą na Uniwersytecie św. Tichona w Moskwie.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token