Numer 2(368)    Luty 2016Numer 2(368)    Luty 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Odporni na prawdę
Marek Cybart
Na tę ekspozycję jechałem pełen złych przeczuć. Słusznie. Oto bowiem Archiwum Państwowe w Siedlcach zaprezentowało urbi et orbi rocznicową wystawę „Od likwidacji unii do ukazu tolerancyjnego. 30 lat oporu unitów podlaskich 1875-1905”. A ja byłem ciekaw, ile prawdy o tym trudnym dla Cerkwi na Podlasiu okresie może znaleźć współczesny człowiek, niekoniecznie dobrze zorientowany w zagadnieniu. No i przekonałem się...

Ale najpierw – dla przypomnienia – trochę podstawowych danych historycznych. Podpisana w 1596 roku na synodzie w Brześciu przez dwóch biskupów odstępców, oficjalnie jakoby prawosławnych, a faktycznie w tym czasie już katolików, a także przedstawicieli najwyższych władz Kościoła rzymskokatolickiego unia podporządkowywała władzy papieża prawosławne struktury kościelne w Rzeczypospolitej.

Unici zachowywali początkowo niezmieniony wschodni obrządek liturgiczny, co pomogło uniknąć uświadomienia większości wiernych, w dużej części prostych i niewykształconych ludzi, że przestali już być prawosławni, a stali się katolikami. Bardziej świadome jednostki lub całe grupy wiernych, w tym na przykład bractwa cerkiewne, zdecydowanie przeciwstawili się uznaniu tej unii, co spowodowało wieloletnie niepokoje wewnętrzne na wschodnich terenach Rzeczypospolitej.

Opór przeciwko katolizacji trwał przez cały czas istnienia unii i dlatego, gdy w XIX wieku pojawiły się możliwości powrotu unitów do prawosławia, bez większego bólu czy żalu rzesze wiernych na północy i wschodzie ziem dawnego państwa polskiego ponownie stały się prawosławnymi. Wyjątkiem były tereny włączone do pokongresowego Królestwa Polskiego, czyli używając dzisiejszej nomenklatury południowego Podlasia i Chełmszczyzny. Tam likwidacja unii nastąpiła dopiero w 1875 roku i napotkała na bardzo silny opór strony katolickiej, która postanowiła nie dopuścić do wymknięcia się z rąk kościelnych kolejnych rzesz wiernych. Opór Kościoła natrafił na upór władzy państwowej, a ofiarami stali się zwykli wierni, podlascy chłopi, którzy manipulowani przez katolickich duchownych często zajmowali pozycje niechętne prawosławiu. Dochodziło do aktów przemocy, wśród wiernych były ofiary śmiertelne, byli też poszkodowani materialnie. I właśnie tej walce o dusze poświęcona została wystawa w siedleckim archiwum.

Całość pokazanego materiału podzielono na kilkanaście grup tematycznych, z których ciekawsze to „Unici na Podlasiu”, „Unicka diecezja chełmska (parafie podlaskie)”, „Tajne misje ojców jezuitów na Podlasiu” czy „Pomoc Kościoła dla unitów”. Latami traktowani przez kościelne władze jak piąte koło u wozu, raptem, w obliczu zagrożenia utratą kilkuset tysięcy (około 260) dusz, okazało się, że ci wierni gorszego obrządku są skarbem nieocenionym i należy na głowie stanąć, a ich zatrzymać u siebie. Rozpoczął się silny atak propagandowy, w sukurs ruszyli księża spoza Imperium Rosyjskiego. Po wsiach zaroiło się od tajnych emisariuszy Rzymu, duchownych katolickich poprzebieranych za chłopów. Rosyjskie władze wysłały w teren nie tylko prawosławnych duchownych, ale i kozaków, którzy siłą próbowali przełamać upór i opór podpuszczonych ludzi. Skończyło się kilkoma tragediami, z których najbardziej znane to wydarzenia w Drelowie i Pratulinie.

Propaganda antyprawosławna właściwie nigdy nie ustała, szerzono ją również w tych parafiach, które stosunkowo chętnie i spokojnie pozbywały się swojej unickości. Należy bowiem pamiętać, że ówcześni podlascy chłopi dalecy byli od sporów dogmatycznych, tego całego zamieszania nie rozumieli. Jednak lata indoktrynacji katolickiej zrobiły swoje i po ukazie tolerancyjnym w 1905 roku wielu dawnych unitów zadeklarowało się jako... rzymscy katolicy. Dziś, po upływie przeszło stu lat, rzesze ludności wiejskiej na tym terenie zupełnie nie pamiętają o swej religijnej i narodowej odmienności.

Czemu ma służyć odgrzewanie dawnych spraw i sporów w czasach dzisiejszych – nie wiem. Ale wszystko ma swoje przyczyny, niekoniecznie ujawniane na zewnątrz. Zaprezentowana wystawa prowokuje tego typu pytania. Utrzymana jest w tradycyjnym, rzekłbym przedsoborowym, duchu niechęci do wszystkiego, co ma związek z prawosławnym Wschodem. Można się z niej na przykład dowiedzieć, że w guberni siedleckiej unici stanowili przynajmniej 50 procent ludności w powiatach bialskim, radzyńskim i włodawskim. Skąd się tam wzięli w tak wielkiej liczbie? Cytuję za jedną z plansz: „Unici mieszkali tam od wieków, byli oni z pochodzenia Rusinami”. Od ilu wieków – dwóch, trzech, pięciu, dziesięciu – nie wiadomo. Pewnie unici rodzili się unitami od zawsze... No bo przecież prawosławie było dla nich czymś zupełnie nowym i obcym. Czytamy bowiem na innej planszy, że „odgórna akcja kasaty obrządku greckokatolickiego na Podlasiu (odbywała się) pod hasłem j a k o-
b y powrotu do prawosławia”. Straszne! Biedni unici. Ale na szczęście wybuchła Wielka Wojna i w 1915 roku „wraz z wojskiem rosyjskim zniknęli bezpowrotnie ze starych unickich kościółków prawosławni popi, ostatnie symbole obcego zniewolenia”. Uff, można odetchnąć z ulgą.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Marek Cybart, fot. autor


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token