Numer 2(368)    Luty 2016Numer 2(368)    Luty 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Żebyśmy o swoich sprawach nie rozmawiali szeptem
Eugeniusz Czykwin
Jako poseł komentowałem w „Notatkach z Wiejskiej” bieżące wydarzenia polityczne. Nie uczestnicząc bezpośrednio w polityce – tak myślałem – nie będę tego robił, gdyż powtarzałbym tylko zasłyszane opinie i komentarze, a tych czytelnicy Przeglądu w mediach mają pod dostatkiem. Po namyśle zmieniłem zdanie.

Skłoniło mnie do tego kilka zdarzeń, a nade wszystko tekst profesora Eugeniusza Mironowicza w noworocznym tygodniku „Niwa”.

„W 2016 roku – pisze profesor – minie 70 lat od ohydnej, dokonanej przez nacjonalistyczne podziemie, pacyfikacji białoruskich wsi na Białostocczyźnie. Tej smutnej rocznicy z pewnością nie zauważą polscy politycy, publicyści, naukowcy. Nikt też spośród białoruskich działaczy nie wie, w jaki godny sposób uszanować pamięć ofiar powojennego terroru. Jeszcze 20 lat temu nie było z tym problemu. Można było powiedzieć i napisać niemal wszystko, o czym myśleli ludzie. Jednak w ostatnich latach „rozwój demokracji” poszedł tak daleko, że nawet najodważniejsi zaczęli mówić szeptem. Nastąpiła masowa, póki co tylko polityczna i moralna, „kanonizacja” „żołnierzy wyklętych”, „Burego” i „Łupaszki”, ale kto wie, może niebawem zaliczeni zostaną w poczet świętych. Przypominać dziś o spalonych w latach 1945-1946 Potoce czy Zaleszanach to według najnowszych osiągnięć „nauki”, a nade wszystko propagandy, obsadzić się w roli agenta stalinowskiego NKWD i bierutowskiego UB, a może nawet zwolennika Putina, a co najmniej Łukaszenki”.

Rzeczywiście, mamy do czynienia z heroizacją „żołnierzy wyklętych”, także tych, którzy mundur polskiego żołnierza splamili krwią niewinnych, w tym starców i dzieci. W nocy z 29 na 30 grudnia 2015 roku, w rocznicę wykonania wyroku na „Burym”, białostocki ONR na moście kolejowym w Hajnówce i w Bielsku Podlaskim zawiesił poświęcone mu transparenty. Rodzi się pytanie: czy i jak na te i inne, dotyczące naszej społeczności problemy mamy reagować. A może, jak sugerował na początku lat 90. ważny białostocki katolicki hierarcha, „mamy siedzieć cicho”?

Odpowiedź na te pytania, jeśli nie chcemy być zepchnięci na zupełny margines życia społecznego, może być tylko jedna: możemy i powinniśmy w sposób otwarty prezentować nasze stanowisko i opinie i to nie dlatego, że w państwie demokratycznym mamy do tego prawo, ale także dlatego, że nasz głos może być przydatny większości w budowaniu społeczeństwa otwartego, umiejącego się bronić przed skrajnymi, szkodzącymi naszemu państwu, zjawiskami, kształtowaniu się w części młodzieży skrajnych nacjonalistycznych, wręcz rasistowskich postaw – podpalenia mieszkań, pobicia osób o odmiennej karnacji skóry, bezczeszczenie cmentarzy, zamalowywanie dwujęzycznych nazw miejscowości, swastyki na murach – z tego „zasłynął” w ostatniej dekadzie Białystok i nasz region. Milczenie, brak reakcji zjawiska takie potęgują.

Ocena „żołnierzy wyklętych”, co oczywiste, przez społeczność prawosławną nie będzie zgodna z tą prezentowaną przez prawicowo-narodowe organizacje. Różnice w ocenie i interpretacji historii występują nie od dziś i można by na nie machnąć ręką. W końcu każdy sam sobie wybiera bohaterów, których czci i poważa.

Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token