Numer 3(369)    Marzec 2016Numer 3(369)    Marzec 2016
fot.
Papież patriarcha i media
Anna Radziukiewicz

WIDZENIE POLSKIE

TVP Info nadała 12 lutego relację ze spotkania. Do studia zaproszono komentatorów, m.in. szefa Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcina Przeciszewskiego.

Przeciszewski: – To spotkanie jest przesłaniem od Kremla, ponieważ sytuacja w świecie dla Rosji jest bardzo trudna. Mimo wojskowej siły, autorytet Rosji w świecie bardzo spadł, szczególnie po agresji na Ukrainie. I niewątpliwie Kościół prawosławny z patriarchą Cyrylem pracuje w ramach wielkiej machiny dyplomacji rosyjskiej, by odbudować autorytet Rosji.
Dalej szef KAI komentował w tonie łagodniejszym, że religijni przywódcy spotkali się, by apelować o pokój, wspólne chrześcijańskie wartości.

O stosunkach państwo Kościół w Rosji i Polsce: – My w Kościele zachodnim mamy rozdział Kościoła od państwa. Istnieje byt autonomiczny obu organizmów. Tam (czyli w Rosji) jest symfonia, co znaczy, że Kościół w tak autorytarnym państwie jak Rosja jest jednak podporządkowany państwu. I stąd – wnioskowali zaproszeni do studia goście – nie jest to tylko przesłanie od Cerkwi, ale i od Kremla.

Z tych wypowiedzi można by wnioskować, że Kościół w Polsce nie skalał się żadnym udziałem w polityce ani wpływem na nią.

Dlaczego spotkanie na Kubie? Dlaczego nie zaproszono papieża do Rosji? Rosja, jako państwo i patriarchat, obawia się prawdopodobnie autorytetu rzymskich papieży, ich całego ciągu – Jana Pawła II, Benedykta XVI, Franciszka – można było usłyszeć odpowiedź. Nie wpuszczono do Rosji papieża Polaka ani papieża Niemca, ponieważ patriarcha, na tle papieża, rozmawiającego z ludem Bożym, mógł wypaść blado. I tego się Rosjanie boją. Rosyjskie prawosławie ma jakiś głęboki kompleks wobec katolicyzmu – stwierdzono.

Może go widać nad Wisłą, może jest wykreowany w polskich umysłach, ponieważ w swoich kontaktach ze wschodnim chrześcijaństwem nigdy nie wyczułam tego kompleksu.

TVP Info wybrało się po opinie do Białegostoku i Krakowa. W Białymstoku Eugeniusz Czykwin powiedział, że patriarcha Cyryl jest charyzmatyczną osobą, a spotkanie ma wymiar historyczny. W Krakowie Karol Gnat, pracujący dla Centrum Jana Pawła II Strefa Młodych, mówił o wielkim marzeniu Jana Pawła II, by pojechać do Rosji, choć warunki polityczne w żaden sposób na to nie pozwalały i w dodatku był Polakiem. Teraz Franciszek bazuje na dokonaniach papieża Polaka.

„Rzeczpospolita” z 15 lutego piórem Tomasza P. Terlikowskiego, redaktora naczelnego telewizji Republika, podsumowała spotkanie tekstem „Putin bierze wszystko”, opatrując je „wymownym” zdjęciem – Władimir Putin wręcza patriarsze Cyrylowi bukiet. Podpis pod zdjęciem: „Rosyjski prezydent na spotkanie z patriarchą Cyrylem nieprzypadkowo wybrał Franciszka”, sugerując, kto jest kreatorem spotkania. Pierwsza myśl artykułu brzmi podobnie do tej, jaką ktoś sformułował wobec aktu unii lubelskiej (1569). Że Polska przypominała kawalera, który usiłował złapać do tańca pannę, czyli Wielkie Księstwo Litewskie, a ta nieustannie się wymigiwała, aż złapał ją siłą. Tu zdanie brzmi: „Po wielu latach starań strony katolickiej i systematycznych odmów prawosławnych z Rosji udało się doprowadzić do – tak upragnionego przez św. Jana Pawła II – spotkania papieża i patriarchy. (…) To potwierdzenie wieloletnich starań Stolicy Apostolskiej i ulga, że nareszcie udało się zwieńczyć je sukcesem”.
Terlikowski ocenia „koszty” spotkania. „Zyskali Władimir Putin i Federacja Rosyjska. Stolica Apostolska pozostała – przynajmniej z punktu widzenia polityki międzynarodowej – z niczym”. Autor jedynie liczy, że w nieokreślonej przyszłości może ono się przełożyć na upragnioną przez papieży widzialną jedność prawosławia i katolicyzmu.

Terlikowski o Hawanie jako miejscu spotkania: „Hawana nie jest neutralna (…). Jest symbolem komunizmu i silnej opozycji wobec Stanów Zjednoczonych czy szerzej Zachodu, a także swoistym lotniskowcem Związku Sowieckiego, a później Rosji”.

O tym, dlaczego to Franciszek został dopuszczony do spotkania. To, według autora tekstu, św. Jan Paweł II głęboko pragnął spotkania z patriarchą, ale nie został do niego dopuszczony. Bo przeszkadzało jego nie tylko polskie pochodzenie, co w prawosławnej Rosji uchodziło za poważną wadę, ale także samodzielna i poważniej traktująca interesy rosyjskich katolików polityka wobec Cerkwi. Papież, mimo momentów histerii patriarchatu, stworzył struktury biskupie na terenie byłego Związku Sowieckiego. „Z odwagą i bez przesadnego liczenia się ze zdaniem rosyjskiego prawosławia podchodził też do problemów na Ukrainie” (przypomnijmy: W latach 90. XX wieku na zachodniej Ukrainie unici rozgromili trzy prawosławne eparchie. Świątynie zabierali siłą, bywało że zabijali prawosławnych duchownych. Cerkiew nie odczuwała wtedy żadnego zrozumienia ze strony Watykanu). Nie spotkał się z patriarchą i Benedykt XVI, „choć jego polityka wschodnia była o wiele łagodniejsza i bardziej ustępliwa wobec Moskwy”. Nie ma odpowiedzi wprost, dlaczego Franciszek się spotkał. Ale ta nasuwa się sama – bo jest uległy wobec Moskwy i Putina. Bo – to jest napisane – „papież nie rozumie polityki europejskiej, a część ze sporów, jakie dzielą prawosławnych, grekokatolików czy łacinników na Ukrainie czy w Rosji, jest mu obca”. I o to trzeba wytrwale się modlić, by w dłuższej perspektywie zwycięzcą spotkania okazał się Kościół i świat, a nie Putin i Rosja – sumuje Terlikowski.

A dlaczego właśnie Putin i Rosja są zwycięzcami? Bo spotkanie, według autora, dało zielone światło Putinowi jako temu, który „brutalnie zaanektował Krym”, rozpętał wojnę na Ukrainie i wspiera reżim Baszara Asada. „A (…) rosyjskie prawosławie, a wraz z nim rosyjskie państwo, zastają namaszczone na głównego sojusznika Stolicy Apostolskiej w walce z cywilizacją śmierci i wykluczenia na Zachodzie”.

„Gazeta Wyborcza” w tekście Tomasza Bieleckiego „Papież, patriarcha i Rosja” (13-14 lutego) oświadczyła, że spotkanie jest „bardzo mocno podszyte rosyjską polityką”. Tekst ubolewa nad tym, że Cerkiew, rządzona przez patriarchę Aleksego II, była przeciwna podróży Jana Pawła II do Rosji. Bo bała się, że katolicy zaczną masowo przeciągać Rosjan do Kościoła, że nastąpi powtórka z pierwszej dekady XX wieku, kiedy co najmniej ćwierć miliona Rosjan przeszło na katolicyzm. Autor mówi, że to z powodu ówczesnej mody wśród inteligencji rosyjskiej. Przypominamy, że z powodu ukazu tolerancyjnego cara z 1905 roku, z którego skorzystali głównie chłopi unici w zachodniej części Imperium Rosyjskiego (Wołyń, Podole, Chełmszczyzna, południowe Podlasie). Bielecki wspomina i o tym, że w 1991 roku Kościół opłacił dla kilku tysięcy młodych Rosjan podróż do Częstochowy na Dni Młodzieży (spotkanie z papieżem) i tym spowodował ponoć wybuch paniki w patriarchacie, bo ten „nie miał ani pieniędzy na takie uroczystości, ani takiej charyzmy, jak polski papież”. Autor nie zdobywa się na refleksję, że to były działania w istocie prozelityczne. A jakby tysiącom młodych Polaków pokryć koszty podróży do Moskwy na spotkanie z patriarchą? Cyryl ma charyzmę.
Autor, zamiast skupiać się na efektach spotkania papież-patriarcha dla świata, tkwi w polskich urazach – w burzy po powołaniu przez Jana Pawła II czterech diecezji w Rosji, tkwi na Ukrainie, gdzie według autora cierpią unici, bo tworzą wyrwę w „ruskim świecie”, pozostającym pod opieką Moskwy. Całe zaś spotkanie na Kubie ocenia jako efekt gry Putina z Zachodem. I ta gra mogła się udać z papieżem z Argentyny, „nie obciążonym europejskimi podziałami między wschodem i zachodem”.

Generalnie nie podoba się polskim komentatorom zbliżenie między Moskwą (co znaczy patriarchą Cyrylem, Władimirem Putinem, Rosją) a Watykanem. Najwyraźniej polubili medialną zimną wojnę, toczoną latami na linii Wschód-Zachód. Nie mają praktyki w dialogu, który zakłada opuszczenie swojej skorupy i wsłuchanie się w głos drugiego.

Media donoszą o głębokim rozczarowaniu wspólną hawańską deklaracją zwierzchnika ukraińskiej Cerkwi unickiej Światosława Szewczuka, który twierdzi, że ukraińscy grekokatolicy czują się zdradzeni przez Watykan, który wyrzekł się unityzmu jako drogi do jedności. Razi go też sformułowanie zawarte w deklaracji, gdzie zwierzchnicy nawołują do działań na rzecz pokoju w Donbasie, objętym konfliktem. Arcybiskup Światosław uważa, że to nie konflikt, tylko rosyjska agresja na wschodzie Ukrainy i Stolica Apostolska wyraża w ten sposób dla niej poparcie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. patriarchia.ru




Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token