Numer 3(369)    Marzec 2016Numer 3(369)    Marzec 2016
fot.
Wołanie o sprawiedliwość
Walenty Gierasimiuk
Na przełomie stycznia i lutego 1946 w Polsce doszło do ludobójstwa. Ofiarami zbrodni byli Białorusini, prawosławni obywatele Rzeczypospolitej, mieszkańcy wsi Zaleszany, Zanie, Wólka Wygonowska, Szpaki, Końcowizna w powiecie Bielsk Podlaski. Sprawcami zbrodni był dowodzony przez kapitana Romualda Rajsa oddział zbrojnego podziemia Pogotowia Akcji Specjalnej – Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (inna nazwa: „III Wileńska Brygada NZW”).

Ofiarom odbierano życie z niewysłowionym okrucieństwem – wzywano na zebranie do wybranego domu, dom zamykano i podpalano, a uciekających zabijano. Dokonano grabieży mienia mieszkańców tych wsi, inwentarza, żywności, a po niej spalono domy i budynki gospodarskie. Z tej okrutnej akcji wyłączeni byli Polacy wyznania rzymskokatolickiego oraz ich mienie i zabudowania.

Pacyfikację wsi poprzedziła inna okrutna zbrodnia dokonana na trzydziestu furmanach, po uprzedniej ich selekcji. Furman Polak – rzymski katolik wracał do domu.

Była ona przedmiotem śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku, zakończonego wydaniem postanowienia (nr akt S 28/02/Zi z 30 czerwca 2005 roku): „(…) Reasumując, zabójstwo tych osób należy rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości. Na podstawie wszystkich dowodów nie może być wątpliwości, że sprawcą kierowniczym, osobą wydającą rozkazy był Romuald Rajs, pseudonim „Bury”, a wykonawcami część jego żołnierzy (…). Należy stanowczo stwierdzić, że zabójstwa furmanów i pacyfikacji wsi w styczniu i lutym 1946 roku nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa”.

Dowodami była przebadana dokumentacja, zeznania blisko stu siedemdziesięciu świadków, materiały z ekshumacji mieszkańców pacyfikowanych wsi.

Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał w mocy wymienione postanowienie IPN (sygn. akt nr III Kp 297/05 z 18.11.2005 r.) i uznał, że „zabójstwo członków określonej grupy narodowej i wyznaniowej, w  tym kobiet i dzieci, choćby tylko pod pozorem uzyskania wyższych celów politycznych czy niepodległościowych – nie daje się usprawiedliwić żadną racją i jest zbrodnią ludobójstwa”.

Wcześniej jednak Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie, działając na podstawie ustawy z 4 czerwca 1996 roku (sygn. akt Żoun 293/95) zdjął winę z kapitana Romualda Rajsa „Burego”, podając w uzasadnieniu: „Działania zmierzały do realizacji celu nadrzędnego (…). Miały one na celu zapobieżenie represjom wobec bliżej nieokreślonej liczby osób prowadzących walkę o niepodległy byt Państwa Polskiego”.

Zbrodnicze rozkazy „Burego” o pacyfikacji białoruskiej ludności cywilnej sąd uzasadniał „stanem wyższej konieczności, który zmusił ich (oddział „Burego”) do podjęcia działań nie zawsze jednoznacznych etycznie”.

Wynika stąd wprost, że to ofiary tej zbrodni były winne swego tragicznego losu. Inaczej jak diabelską logiką tego nie nazwiesz. Tym wyrokiem dokonano na mieszkańcach pacyfikowanych wsi powtórnej zbrodni, zbrodni duchowej, prawnej, wyzutej z prawdy i sprawiedliwości.

Do oceny orzeczenia Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego ma zastosowanie słynna formuła Radbucha: „Prawo przestaje być prawem, jeśli przekroczony zostanie próg oczywistej niesprawiedliwości”.

Spokojnych Białorusinów, chłopów, trzydziestu furmanów i ich bliskich uznano za wrogów niepodległego bytu państwa i bezbronnych bezlitośnie zamordowano, w tym:
† rodzinę Niczyporuków – Jana, Natalię i ich dwoje dzieci,
† rodzinę Niczyporuków – Nikitę, jego żonę (zmarła z odniesionych ran i poparzeń) i troje ich dzieci – Piotra, Michała i Aleksego (byli biedni, wstydzili się iść na zebranie, zapłacili za to życiem),
† rodzinę Grzegorza Leończuka z dwójką dzieci – Konstantym (3 lata) i Sergiuszem (6 m-cy), zostali oni zabici, ratując się ucieczką z płonącego domu, w którym ich zamknięto,
† Daniela Sielewończuka (3 lata)
† Eugenię Kołos (6 lat) i Marię Kołos (13 lat)
† Marię Olszewską (13 lat)
† Jana Paszkowskiego (13 lat)
† Marię Pietruczuk (18 lat), nie poddała się gwałcicielom, zmarła z odniesionych ran, druga dziewczyna została zgwałcona, zhańbiona, opuściła swoje strony rodzinne,
† 7-dniowe dziecko Bazylego i Tatiany Leończuków, spłonęło w domu, rodzice byli na zebraniu,
† czworo dzieci Makarego Nesteruka. Pełen rozdzierającej go rozpaczy zwierzał się dziennikarzowi: „Straciłem teraz czworo dzieci, rozumie pan. Przetrwaliśmy wojnę i czy teraz moje dzieci musiały zginąć?!!!”,
† 15-letniego Józka Kordiukiewicza postrzelono trzema pociskami, amputowano mu potem prawą rękę,
† Piotra Nikołajuka postrzelono w głowę, stracił wzrok, niewidomy żył 49 lat , przeklinając swoich oprawców.
Historyk Jerzy Kułak pacyfikację białoruskich wsi ocenił „jako nie do obrony z moralnego, politycznego czy wojskowego punktu widzenia”.
Podwładny kpt. R. Rajsa „Burego”, Józef Popławski „Gołąb”, dowódca drużyny, tak usprawiedliwiał zbrodniczą pacyfikację wsi Zaleszany: „Bury” chciał doprowadzić do tego, aby ich (Białorusinów) więcej wyjechało (na Wschód). To nie są Polacy, to tylko Białorusini”.

Znakomity polski pisarz, Tadeusz Konwicki, żołnierz AK, w książce „Rojsty” pisał o swoistym okrutnym współzawodnictwie w fizycznym likwidowaniu Białorusinów: „W ciągu tygodnia (!) „Aktor” zdążył zastrzelić szesnastu ludzi. Plutonowy „Podkowa” (był nim Tadeusz Kuncewicz) miał czternastu. Materiału do współzawodnictwa nie brakło. Strzelało się do białoruskich chłopów, posądzonych o sympatię lub wprost o współpracę z bolszewikami”.

Stanisław Bereś, historyk literatury, autor wywiadu rzeki z Konwickim „Pół wieku czyśćca”, mówił: „Najtrudniej szły nam rozmowy o partyzantce. Ta wersja historii, którą opowiedział mi Konwicki, była zupełnie antybohaterska, bo relacjonował, jak partyzanci ogałacali chłopu chałupę do cna, zabierali ostatnią słoninę, a na koniec dowódca gwałcił trzynastoletnią córkę gospodarzy. To nie była opowieść z patriotycznej czytanki” („Konwickiego wspominają” „GW” – 09.01.2015). Białorusinów z podlaskich wsi potraktowano o wiele okrutniej.

W rozmowie z Teresą Zaniewską Tadeusz Konwicki tak charakteryzował chłopów Białorusinów: „Mnie też pod koniec wojny uratowano życie w białoruskim domu. Prości ludzie, zwykli chłopi, sczerniali od ciężkiej pracy, zapewne analfabeci, jeśli idzie o piśmiennictwo i profesorowie, jeśli idzie o znajomość psychologii i losów człowieczych, ci prości ludzie uratowali mnie, osiemnastolatkowi, życie, podarowali na dobre i złe te wszystkie lata, które z mozołem spychałem za siebie. Uratowali mnie może tylko przed śmiercią, a może przed wieloletnią bydlęcą wegetacją, przed takim wariantem losu, o którym ze zgrozą myślę w bezsenne noce (…) („GW” – 27.07.1993).

Do oceny charakteru narodowego Białorusinów należy brać pod uwagę i słowa pisarki Katarzyny Bondy: „Myślę, że dusza białoruska to jest coś miękkiego, co nie jest polskie ani rosyjskie, a właśnie białoruskie”. Takimi ludźmi byli i mieszkańcy białoruskich wsi, dotkniętych nieludzką zbrodnią „Burego”.

Ci, którzy ocaleli z pacyfikacji wsi, zauważyli wśród morderców mieszkańców sąsiednich katolickich wsi – Świryd, Glinnik i Olszewki oraz miasteczka Brańsk. Kto ich wychowywał, inspirował, co ich skłoniło do mordowania sąsiadów? Pozostaje żywy strach przed nimi, żywa obcość. I dziś, po upływie przeszło pół wieku, oni, mieszkańcy pacyfikowanych wsi, są pełni obaw, w rozmowach i wywiadach nie podają swojego nazwiska, bo, jak wyjaśniają, „drewniane zabudowania palą się często bez powodu”!

O strachu wspomina i Katarzyna Bonda: „Mama nie chciała, by córka pisała o tym, bo niebezpieczny temat, a w rozmowach z tymi ludźmi o tym, czym żyją, co u nich słychać, kwestia „Burego” i pacyfikacji wsi powracała jak bumerang. Potem przeczytałam dokumentację IPN-u, oniemiałam. To był pogrom ludności białoruskiej, potwierdzony w dokumentach, zeznaniach świadków” („Przegląd Prawosławny”, 9/2015).

Przez czterdzieści osiem lat nie ujawniano miejsca pochówku trzydziestu furmanów, jak gdyby była to ważna tajemnica państwowa. A kiedy już poznali prawdę, aż trzy lata trwały pełne determinacji zmagania ich bliskich o ekshumację szczątków furmanów.

Walka o pomnik pomordowanych zajęła im następnych pięć lat! Sąd Administracyjny w Warszawie trzykrotnie rozpatrywał tę sprawę. Kalkulacje na wyczerpanie, zmęczenie i rezygnację walczących o upamiętnienie nie powiodły się. Józef Antoniuk, wiceprzewodniczący Komitetu Rodzin Pomordowanych – Ofiar Oddziału kpt. Romualda Rajsa „Burego”, swoje wieloletnie zmagania z potężnym aparatem państwowym określił słowami: „To była droga przez mękę!”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Walenty Gierasimiuk
fot. ze zbiorów
białostockiego oddziału
Instytutu Pamięci Narodowej

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token