Numer 3(369)    Marzec 2016Numer 3(369)    Marzec 2016
fot.
Siaroża
Anna Radziukiewicz
Uważam, że to najlepszy film Jerzego Kaliny, dokumentalisty obsypanego wieloma międzynarodowymi nagrodami. Należałoby pogratulować wyboru bohatera. W nim jak w soczewce skupiają się powojenne losy mniejszości białorusko-prawosławnej. A te po wojnie bywały dramatyczne. Właśnie Sergiusz Niczyporuk, urodzony we wsi Zaleszany, spacyfikowanej w 1946 roku przez oddział Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzony przez kapitana Romualda Rajsa ps. Bury, stanął jako dziecko w centrum powojennego dramatu prawosławnej Białostocczyzny.

Z uznaniem trzeba powiedzieć, że film nie zamknął się jak w kokonie w bólu pacyfikacji. Reżyser razem z głównym bohaterem szukają dróg, prowadzących do normalnego życia, które w filmie nieustannie dotyka codzienności. A ta okazuje się wieloaspektowa, nieraz bardzo pogmatwana i skomplikowana, nie do zamknięcia w jednej „słusznej” odpowiedzi.

Mniej dojrzały reżyser skupiłby się jedynie na zbrodni 1946 roku, a z Sergiusza Niczyporuka uczyniłby postać koturnową. W tym filmie bohater jest postacią, poprzez którą przyglądamy się losom całej społeczności. A ta po wojnie nie zaznała jeszcze na Białostocczyźnie spokoju. Przez kilka lat żyła w strachu i z otwartym wyborem – wyjeżdżać do Związku Radzieckiego czy zostawać, pod groźbą utraty życia. Władza ludowa uczyniła z Sergiusza Niczyporuka, podobnie jak z wielu jego rówieśników, ideowego komunistę, aż do przemiany ideologicznej, jaka nastąpiła gdzieś w połowie lat 70. i jaka staje się udziałem wielu, kiedy to Sergiusz wyrzuca legitymację partyjną, stwierdzając że komunizm to „kłamstwa i obłuda”. I rozpoczyna naukę w prawosławnym seminarium duchownym w Warszawie. W 1981 roku zostaje przewodniczącym koła Solidarności Rolników Indywidualnych w Dubiczach Cerkiewnych. Taki związek w gminie, zamieszkałej przez prawosławną ludność, powstał jedynie tam.

Potem zostaje główny bohater filmu przedsiębiorcą – przez ponad trzydzieści lat buduje drewniane domy, karczmy, cerkwie i prywatny skansen w Budach, rozlokowany na polanie w Puszczy Białowieskiej, nazwany Sioło Budy. Pomaga też zbudować dom zakonny w Zaleszanach, w którym jego córka, mniszka Elżbieta, modli się między innymi za pokój dusz mieszkańców wsi, zamordowanych w 1946 roku.

W filmie przyglądamy się Sergiuszowi Niczyporukowi, jak wędruje po puszczańskich drogach, przybija deski w budowanej drewnianej chacie, wędzi kiełbasę, modli się z tysiącami innych w monasterskiej cerkwi w Sakach, sąsiadujących z Zaleszanami, przyglądamy się normalnemu człowiekowi, z którego życiowe doświadczenia uczyniły filozofa, czyli człowieka kochającego mądrość. A mądrość to nie chęć odwetu, zemsty. Mądrość to pamięć, ale i chęć zajrzenia w dusze tych, którzy dokonywali zbrodni w 1946 roku. Dlatego film nie dolewa oliwy do ognia, nie dzieli, widzów nie wypuszcza ze złymi emocjami. On prawdę obnaża, ale w jakby aksamitny sposób.

Dyskusja w pewien sposób przedłużyła ton filmu, głównie dzięki filozofowi Sergiuszowi. Najwięcej miejsca zajęła w niej zaleszańska tragedia.

– Moje siostry wyszły z tragedii żywe – mówił główny bohater – mimo że ojciec przeznaczył je na ofiarę, jak Abraham Izaaka, przeznaczył, by ratować synów. Stało się inaczej. To on z moimi siostrami przeżył, a ci, których chciał ocalić, zginęli.

O dobrych ludziach: – Bury skazał wszystkich mieszkańców wsi Zaleszany na śmierć. Kazał wszystkich spalić. A do tych, którzy by próbowali wychylić się z płonącego domu albo uciekać z niego, strzelać. Do strzelania postawił żołnierza ze swojego oddziału. Wydał mu rozkaz. A ten rozkazu nie wykonał. Machał tylko do ludzi ręką, wskazując: uciekajcie. Ocalił mnóstwo ludzi. Potem wziął karabin na plecy i dołączył do oddziału. Na rozprawie, dotyczącej zbrodni oddziału Burego, która miała miejsce bodajże w 1949 roku i w której uczestniczył jako świadek mój ojciec, był też przepytywany ów żołnierz. – Dlaczego pan nie strzelał? – pytał go sędzia. – Bo ja nie mogę zabijać niewinnych ludzi – odpowiedział. – A czy był pan świadomy, co pana czeka po dołączeniu do oddziału? – sędzia. – Tak, mogła mnie czekać śmierć – żołnierz. – Ale Bóg mi pomógł i żyję.

Pan Sergiusz: – O takich ludziach zapominamy.
Do dobrych ludzi zaliczył Niczyporuk prokuratora Instytutu Pamięci Narodowej Dariusza Olszewskiego, prowadzącego śledztwo w sprawie rajdu Burego. – Okazało się, że jest człowiekiem obiektywnym i szlachetnym, sprawy nazwał po imieniu. Rajd nazwał zbrodnią ludobójstwa. Chwała mu za to – mówił.

Kolejna osoba to Wojciech Worotyński. Ze dwadzieścia lat temu miał odwagę, by zrobić film o  Zaleszanach i roku 1946 na Białostocczyźnie. Spojrzał prawdzie w oczy. Niestety, ci którzy zarządzali wtedy TVP, nie byli do tego gotowi. Film jest „półkownikiem”.

O postaci tragicznej: – Romuald Rajs, syn Romualda Rajsa „Burego”, mieszka w Bydgoszczy, jest pracownikiem naukowym – opowiadał pan Sergiusz. – Czy ktokolwiek zastanawiał się nad tragedią tego człowieka? Miał cztery lata, kiedy jego ojciec dokonywał straszliwych mordów.

Anna Radziukiewicz
fot. archiwum Jerzego Kaliny

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token