Numer 3(369)    Marzec 2016Numer 3(369)    Marzec 2016
fot.
Prawosławni na uniwersytecie
Anna Radziukiewicz
A dydaktyka? Katedra teologii prawosławnej została utworzona razem z katedrą teologii katolickiej, ale nie były to wydziały ani instytuty, czyli nie miały prawa prowadzenia regularnych studiów licencjackich bądź magisterskich. Prowadziły za to dwuletnie studia podyplomowe. Na studiach teologicznych wykładowcami byli m.in. metropolita Sawa, o. Marian Bendza, o. Jerzy Tofiluk, o. Henryk Paprocki, o. Warsonofiusz (Doroszkiewicz), o. Doroteusz Sawicki, o. Anatol Szymaniuk, Włodzimierz Wołosiuk. Niemal wszyscy dojeżdżali z Warszawy.

Kilka lat temu władze uniwersyteckie ograniczyły działalność obu katedr. Groziła im likwidacja. Ale od trzech lat nastąpiły zmiany, na dobre. Siedzibę katedry teologii prawosławnej przeniesiono do gmachu uniwersytetu przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie, mieszczącego rektorat. Jej kierownikiem został dr hab. teologii o. Marek Ławreszuk.

– Teraz nawet fizycznie jest widoczna nasza obecność na uczelni – żartuje o. Marek.


Ale najważniejsza jest dydaktyczna. A za tą „głosowali” studenci. Na kierunkach, szczególnie niehumanistycznych, wymagane jest prowadzenie fakultatywnego przedmiotu humanizującego. Student może wybrać ten, oferowany przez nauczycieli humanistów, także teologów. – Nasza oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem – mówi o. Marek Ławreszuk. – Zaproponowaliśmy wykłady o Bizancjum, historii chrześcijaństwa, europejskich korzeniach, ale także o prawosławiu na naszych terenach. Na przykład na wydziale biologiczno-chemicznym zebrało się piętnaście osób, by słuchać tych wykładów. To tam podszedł do mnie student i przedstawił się jako były seminarzysta katolickiego duchownego seminarium, którego nadal interesuje chrześcijańska tematyka. Oczywiście nie pytamy naszych studentów o wyznanie, ale z kontaktów wynika, że większość z nich to rzymscy katolicy.

Teraz pracownikami katedry teologii prawosławnej są ojcowie dr hab. Marek Ławreszuk, dr hab. Warsonofiusz (Doroszkiewicz) i archimandryta dr Andrzej (Borkowski), wszyscy miejscowi.

– Po zmianach kadrowych szukaliśmy swego miejsca na Uniwersytecie – mówi o. Marek. – Nawiązaliśmy współpracę z wydziałem pedagogiki i psychologii. Przez dwa lata prowadziliśmy na nim seminarium licencjackie. Studenci mogli pisać u nas prace pod kątem wiązania zasad współczesnej pedagogiki z ideą chrześcijańskiego wychowania. Z tych spotkań wyniosłem niezwykle pozytywne wrażenie. Ponad dziesięć osób, uczestników seminarium, obroniło prace, w jakimś stopniu związane z prawosławiem. Studenci analizowali na przykład dzieło o wychowaniu św. Bazylego Wielkiego, także katolicy, wszak jest to wspólny święty z pierwszego tysiąclecia. Uważam, że na takich kierunkach jak pedagogika szkolna czy resocjalizacja głos Ojców Kościoła w dziele formowania człowieka powinien być donoszony do studentów.

– Prawosławni sięgają przeważnie do autorytetów Kościoła pierwszych wieków. Dlaczego? – pytam o. Warsonofiusza.

– W istocie tak jest. Na wydziale pedagogiki prowadzi też zajęcia ksiądz rzymskokatolicki. Prace przez niego proponowane dotyczą współczesnej tematyki. Studenci interpretują encykliki papieskie, postanowienia ostatnich soborów watykańskich, analizując na przykład teologię wolności czy wyzwolenia. Są to wartościowe analizy. My jednak z założenia wracamy do źródeł. Takie są nasze priorytety. Na pierwszym miejscu stawiamy Ewangelię, potem komentarze do niej. Bo jeśli jest zachowana ciągłość tradycji, to doprowadzi ona nas do samego Chrystusa. I to jest nasze consensus patrum – zgodność nauczania Chrystusa, apostołów, Ojców Kościoła, nawet współczesnych teologów. A jeśli już sięgamy do komentarzy, to do tych najstarszych. W Cerkwi bowiem zbudowano syntezę chrystologiczną, dogmaty, opoką których jest Chrystus. Chrystus jest alfą i omegą. Tego przesłania nie można ruszyć. Dogmaty mają dla nas wartość wychowawczą i zbawczą. Nie można pójść drogą na przykład frankońskiego cesarza Karola Wielkiego, który w dziewiątym wieku odrzucił zasadnicze dla nas postanowienia dwóch soborów powszechnych – drugiego i siódmego, wprowadzając między innymi filioque. Można powiedzieć, że Karol Wielki w murze nauczania Kościoła utworzył szczelinę. Powiększyli ją jeszcze bardziej, poczynając od XVI wieku, protestanci. I przez tę, coraz szerszą, szczelinę zaczęły wypływać istotne dla chrześcijaństwa treści, rozmywając chrześcijaństwo, co obserwujemy na Zachodzie.

Byłem niedawno zaproszony na konferencję, organizowaną przez katolików. Wystąpił na niej rzymskokatolicki teolog ze Szwajcarii. Jego wykład, który mogę nazwać dyskursem filozoficznym a nie teologicznym, wprawił w zakłopotanie polskich katolików. U nas na szczęście kanony są wmontowane w cykl liturgiczny. Nasze każde dwunadziesiate święto opływa w dogmaty. A dogmaty, ustalone na siedmiu soborach powszechnych, są jak skała – jeśli ich się uczepimy, nie utoniemy. Nieraz nam się zarzuca, że jesteśmy konserwatywni, że nie płyniemy z prądem czasu. Ale tylko martwe ryby płyną z prądem rzeki – można powiedzieć.

– Na ile wasze zajęcia, przedstawicieli małej Cerkwi, są dla młodzieży interesujące?

O. Marek: – Młodzi szukają szczerości i konsekwencji. Znajdują ją u nas. Jesteśmy Cerkwią małą, która nie uwikłała się w żadne mariaże polityczne. Była przy tym często prześladowana. I jeśli z tej perspektywy mówimy o przebaczaniu i budowaniu mostów, stajemy się wiarygodni dla studentów na przykład z Grajewa, Łomży, Moniek. Oni chcą słuchać choćby archimandryty prawosławnego monasteru. Fascynuje ich tematyka czy osobowość wykładowcy, nie wiem. W każdym razie jesteśmy im wdzięczni za otwartość.
O. Warsonofiusz: – Uczestniczyłem za granicą w sympozjum. Przyjechał na nie także katolicki biskup z Polski, z którym się przyjaźnię, z grupą swoich studentów. Po moim wykładzie usłyszałem rozmowę. Studenci, komentując wykład, mówili do biskupa: „Ale to jest mała Cerkiew”. Biskup powiedział ważne słowa: „To jest mała Cerkiew, ale o wielkiej tradycji. A tradycji nigdy nie mierzy się liczbą wiernych”.

– Czy trudniej rozmawia się z młodymi, kiedy mają otwarte drzwi do mnóstwa krajów i ich doświadczeń religijnych?

O. Warsonofiusz: – Na odwrót, łatwiej. Moi rówieśnicy katolicy byli wychowywani bardzo wąsko, jednostronnie. Obecni młodzi, którzy zobaczyli inny świat, przychodzą do mnie i pytają: Dlaczego we Włoszech są pozamykane kościoły? Albo: Jeździłem po Rosji, a tam klasztory są pełne i ciągle buduje się nowe, a dlaczego na Zachodzie są puste? W jaki sposób liberalna demokracja wpływa na Kościół zachodni i jak zachowuje się w niej Cerkiew? Dlaczego Cerkiew nie przywiązuje takiej wagi do pracy diakonijnej, jak Kościoły zachodnie? Jakie są relacje między państwem i Kościołami zachodnimi, a państwem i Cerkwią? Jak należy rozumieć ekumenizm i rolę Światowej Rady Kościołów? Otwarcie się na świat zupełnie zmieniło punkt widzenia młodzieży. Zaczęła myśleć w sposób globalny. Z taką młodzieżą łatwiej analizować procesy historyczne. Nasza Cerkiew ma dziś ogromne możliwości wejścia w Polsce w dialog z nieprawosławnymi. Przez lata wciskano nas w stereotypy, że car nas nasadził, że Matka Boska jest pod schodami zakopana. Teraz zmieniły się czasy i poglądy. Nieprawosławni widzą zachowane i rozwijane przez nas bogactwo. Zaczynają się z nami liczyć.

– Czy trudniej jest pracować z grupą wyznaniowo mieszaną, niż na przykład z prawosławnymi seminarzystami?

O. Marek: – Zajęcia z grupą mieszaną mogą być nawet ciekawsze, bardziej inspirujące. Staramy się swoim studentom przekazać konkretną koncepcję życia, wykutą przez Ojców Kościoła, przez dwutysiącletnią tradycję. Oczywiście, ktoś może jej nie przyjmować, ale jeśli obiektywnie ją przedstawimy, nie musimy bać się zarzutów. Historii nie gloryfikujemy. Nie stronimy od tego, by powiedzieć: tak, w Cerkwi także plenił się grzech, bo Cerkiew współtworzą i grzeszni ludzie. Ale on w żaden sposób nie wpływa na świętość Ewangelii.
O. Warsonofiusz: – Wykład nie zakończony dyskusją jest albo nudny, albo mało wartościowy. A w grupie wyznaniowo mieszanej staje się ona jakby naturalna. Zauważyłem, że najgorętszą dyskusję wzbudza temat ikony. Przedstawiam ikonę jako dziedzictwo pierwszego tysiąclecia, jako nasz dogmat.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token