Numer 3(369)    Marzec 2016Numer 3(369)    Marzec 2016
fot.
Ikona słuszna i niesłuszna albo dysonans poznawczy
Hanna Świeszczakowska-Mazur Krzysztof Mazur
Zatem zeszłego roku zaprosiliśmy naszego przyjaciela (grekokatolika) na kilkudniową wycieczkę po południowym Podlasiu. Po drodze zatrzymaliśmy się w Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej, aby obejrzeć tamtejszą kolekcję ikon. Kolega, będąc ich znawcą i miłośnikiem, nie krył zachwytu – zwłaszcza tymi najstarszymi i rzadko spotykanymi.

Po przeczytaniu „Listu do prezydenta Białej Podlaskiej” (PP nr 2/2016), podpisanego przez kilkanaście osób (w większości z poważnymi tytułami naukowymi), będącego protestem przeciw planowanej zmianie ekspozycji ikon, a zwłaszcza „podtrzymaniu pomysłu prezentacji ikony rosyjskiej z unicką na jednej ekspozycji”, spytaliśmy naszego kolegę – specjalistę o to, czy istnieje wyraźna różnica pomiędzy ikonami obu obrządków? Usłyszeliśmy, że jedynie bardzo wprawne oko jest w stanie uchwycić w ikonach greckokatolickich wpływy zachodnioeuropejskie, nie ma zaś żadnych różnic w teologicznym pojmowaniu istoty ikony jako swoistego „okna do niebios”.

Poszukując pewności co do naszej oceny przedmiotowego listu, przejrzeliśmy teksty Jerzego Nowosielskiego. Może w którymś z nich artysta wymienił cechy różniące ikony ze względu na wyznanie ich twórców? Próżny trud! Przeciwnie – Nowosielski, który przecież malował w świątyniach różnych wyznań, podkreśla duchowy uniwersalizm ikony. W książce „Prorok na skale” znaleźliśmy takie oto sformułowanie: Tak jak twarz Chrystusa, tak i obraz Maryi z ikon cerkiewnych przynależą do całej ludzkości.

Problem w tym, że podpisani pod „Listem…” nie posługują się pojęciami ikony cerkiewnej czy też prawosławnej. Dla nich święte wizerunki jawią się jako oręż ideologiczny: po jednej stronie lokują „ikonę rosyjską” („wrażą”), po drugiej zaś „ikonę unicką” („swojską”). Owszem, istnieją ikony prawosławne pochodzące ze szkoły rosyjskiej, ale żeby istniały „ikony rosyjskie” jako kategoria teologiczno-kultowa, o tym jeszcze nie słyszeliśmy…

Nie śmiemy kwestionować wiedzy sygnatariuszy listu, ale już mamy prawo wątpić w szczerość ich intencji. Czy aby nie jest tak, że posługiwanie się wydumanymi (kompletnie oderwanymi od właściwej ikonom mistyki) pojęciami służy „ugraniu” czegoś? Bo jakiż „dysonans poznawczy” (sugerowany przez sygnatariuszy „Listu…”) może wynikać z tego, że w jednej sali wiszą ikony czczone przez prawosławnych oraz przez unitów? A czymże one się różnią w wymiarze transcedentalnym? Bo może wizerunek Christa Spasitiela, oddany na ikonie umieszczonej kiedyś w cerkwi prawosławnej, „obraziłby się” na (przecież!) jednaki wizerunek niegdyś czczony w cerkwi unickiej?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Hanna Świeszczakowska-Mazur Krzysztof Mazur

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token