Numer 4(370)    kwiecień 2016Numer 4(370)    kwiecień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Żył Florynką
Anna Rydzanicz
W lipcu 1947 roku nikt z wysiedlonych nie myślał, że Michałów stanie się tak popularny. Poniemiecka wieś Michaelsdorf miała być tylko miejscem przetrwania, bo serce przecież na zawsze pozostało w górach, we Florynce. Jednak wieś „na czużyni”, czyli obczyźnie, z czasem stała się jego drugim domem, do którego przeniósł we wspomnieniach rodzinną Florynkę. Potrafił świetnie łączyć te dwa światy.

Urodził się 24 marca 1937 roku. Rodzice, Wasyl i Anastazja z Gojdyczów, byli dobrze prosperującymi gospodarzami, związanymi z cerkwią. Dziadek Jan Gojdycz, a także ojciec, Wasyl Romaniak byli cerkiewnikami. Od najmłodszych lat, jak podkreślał, interesował się historią, geografią i przyrodą Florynki. Pasąc krowy z najwyższego wzgórza – Kyczery – utrwalił sobie w pamięci każdą chyżę Florynki i jej mieszkańców. Ta pamięć okaże się pomocna po latach, kiedy będzie skrupulatnie robił statystyki i tabelki wypędzonych Łemków, a na ścianach stodoły wuja Dymitra Gojdycza, która przez lata będzie pełniła rolę wiejskiej świetlicy, namaluje z fotograficzną dokładnością pozostawione zagrody.

W czerwcu 1947 roku dziesięciolatek nie mógł zrozumieć, dlaczego ich wypędzają na „jakiś zachód”. Dlaczego trzeba zostawić swoją chyżę, szkołę, cerkiew, obsadzone pola. 26 czerwca, jak pisze we wspomnieniach, zwołano wszystkich mieszkańców na podwórze plebanii i odczytano „wyrok”. Do południa dnia następnego wszyscy mieli opuścić wieś. Ojciec przygotował dwa wozy, parę skrzyń, bo wcześniej widział, jak przez Florynkę wypędzano mieszkańców Stawiszy, Śnietnicy i Brunar. Rodzice ze starszą siostrą Marią całą noc pakowali, co się dało, a najmłodszy Michał przyświecał latarnią. Wszyscy uklękliśmy i płacząc szeptaliśmy Otcze nasz. Spojrzałem tylko na szkołę i na naszą nowo postawioną cerkiewkę i zdawało mi się, że trzyramienne krzyże nam się kłaniają. Za chwilę byliśmy na drodze i dołączyliśmy do kolumny, do taboru. Przed wieczorem dotarli na stację w Grybowie.

Na wyjazd trzeba było czekać parę dni. Mieszkańców Florynki podzielono na cztery transporty. Dwa pierwsze skierowano w zielonogórskie, do Lipin i Torzymia. Czwarty rozładowano w Przemkowie. Oni wyruszyli w trzecim, 1 lipca.

Po czterech dniach jazdy i postojów, by nakarmić i napoić bydło, pociąg minął Legnicę, Miłkowice i został skierowany do Żagania. Najwidoczniej w tamtym rejonie nie było już wolnych gospodarstw do zasiedlenia, gdyż w nocy transport wrócił do Miłkowic, a 5 lipca rano przewieziono ich do Lubina. Tam kazano się rozładowywać. Po paru godzinach przyjechali ciężarówkami urzędnicy i zabrali gospodarzy, by wybrali sobie wolne miejsca do zamieszkania. Wasyl Romaniak, a  wraz z nim trzydzieści dwie inne rodziny, zdecydował się na oddalony o 21 kilometrów Michałów. Późnym wieczorem dotarł z najbliższymi i dobytkiem na podwórko pana Króla. Głodni i spragnieni na siedząco przedrzemali do rana. O ósmej rano przywieziono ich na podwórko domu oznaczonego numerem 15.

Michałów to nietypowa wieś. Przed wojną stało tu 68 domów, dwie leśniczówki i cegielnia. Wieś właściwa i pięć kolonii. Podczas wojny zniszczono osiem domów. Dawni mieszkańcy wyjechali, zostały dwie rodziny autochtonów. W 1946 roku osiedlono tu dwadzieścia cztery rodziny polskie. W czerwcu 1947 roku w ramach Akcji Wisła przywieziono dwadzieścia jeden rodzin z Żabcza i Poturzyna na Chełmszczyźnie. Osiedli w sześciu domach na jednej z kolonii, którą nazwano „Ukrainą”. Trzydzieści trzy rodziny z Florynki, w sumie sto sześćdziesiąt pięć osób, zamieszkały w czternastu domach. Tych mniej zniszczonych, ale również bez okien i drzwi. Nikt wtedy nie myślał o remontach, przekonany, że wkrótce wróci do siebie.

Tak też było z cerkwią. Kiedy na oczach Michała Romaniaka latem 1947 roku organizowała się najstarsza parafia na Dolnym Śląsku, nie myślał, że wrosną tu korzeniami. Tymczasem proboszcz z Florynki, o. Stefan Biegun, odnalazł po sześciu tygodniach swoich parafian i zaczął starania o otwarcie placówki duszpasterskiej pod wezwaniem, jak we Florynce, św. Archanioła Michała. Swój pokój na ten cel odstąpili Jan i Eufrozyna Dubecowie.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Rydzanicz
fot. archiwum rodziny Romaniaków i Jan Dziadyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token