Numer 4(370)    kwiecień 2016Numer 4(370)    kwiecień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Jak to z chrztem Rusi było
Paweł Kuzienkow
Pierwszy raz nazwę Ruś w źródłach pisanych spotykamy w zupełnie nieoczekiwanym miejscu, z dala od jej granic – nad Renem. Jak donosi jedna z kronik, w 837 roku, a więc przed przyjściem Ruryka (pierwszego z rodu Rurykowiczów, panującego na Rusi do XVI stulecia) do Nowogrodu, na dworze cesarza Franków Ludwika Pobożnego pojawiają się posłowie silnego ruskiego państwa. Tłumaczą, że wracają do siebie z Bizancjum przez ziemie Franków, ponieważ krótszą drogę, przez wybrzeże Morza Czarnego, odcięły im dzikie plemiona. Cesarz Ludwik słucha ich uważnie i w obawie, że są szpiegami, każe aresztować.

Dwadzieścia pięć lat później spotykamy Ruś pod murami Konstantynopola, największego miasta Europy, większego niż wszystkie pozostałe razem wzięte. W 860 roku Konstantynopol zostaje oblężony przez lud Rossów, jak nazywają go Grecy, albo Rusów, jak określają ich łacinnicy. Wyprawa została doskonale zaplanowana, cesarza nie ma bowiem w stolicy, przebywa na południu imperium. Jak przyznaje naoczny świadek tego ataku, św. patriarcha Focjusz, jeden z najmądrzejszych i najbardziej wykształconych ludzi w całej historii Bizancjum, Grecy są zaszokowani nagłym pojawieniem się tak zuchwałego ludu, którego nigdy wcześniej poważnie nie traktowali. Rozpoczynają się rozmowy o okupie. W międzyczasie wraca cesarz, razem z patriarchą i mieszkańcami modlą się w cerkwi Bogarodzicy w Blachernach, gdzie od V wieku przechowywane są Jej szaty. Nagle, nieoczekiwanie dla wszystkich, ruska flota, obładowana bogactwem, postanawia wracać. Gdy przekracza Bosfor, rozpętuje się burza, część statków tonie. Dla Bizantyńczyków to cud, wstawiennictwo Matki Bożej. Także Rusowie traktują to wydarzenie w kategorii boskiej interwencji.

Wkrótce ich poselstwo ponownie pojawia się w Konstantynopolu, żądając od bizantyńskiego cesarza i patriarchy chrztu. Stało się to w 862-863 roku. W 866 patriarcha Focjusz informuje już pozostałych patriarchów, że barbarzyński i okrutny lud Rossów przyjął chrzest, a wysłany na Ruś i dobrze tam przyjęty biskup sprawuje swoją posługę.

W ten sposób ponad sto lat przed chrztem Włodzimierza, przynajmniej z punktu widzenia Greków, Rossowie, z własnej woli, zostali ochrzczeni. Tu rzecz ciekawa. Upowszechniania chrześcijaństwa Grecy nie uważali za ważne i korzystne dla siebie zadanie. Wiarę chrześcijańską traktowali jak wielki skarb, dar Boży. Przyjmując ją stali się nowym Izraelem, narodem wybranym. I ten nowy Izrael wcale nie spieszył się z dzieleniem tym statusem z  barbarzyńcami, którzy jeszcze wczoraj zajmowali się grabieżą czy zabójstwami. Właśnie dlatego Rusowie musieli żądać chrztu, co było swego rodzaju ultimatum, które cesarz bizantyński postanowił spełnić.

Wspomniany przez Focjusza a wysłany przez Konstantynopol biskup odnosił pewne sukcesy na polu chrystianizacji, ale nie okazały się one długotrwałe. W każdym bądź razie ruskie kroniki na ten temat milczą.

Powstaje paradoksalna sytuacja – z punktu widzenia Greków Rusowie już od IX wieku są ochrzczeni, Ruś zaś uważa, że chrzest przyjęła za Włodzimierza, poprzedni okres uważając za pogański.

Wkrótce Askold i Dir, dwaj kniaziowie, którzy kierowali wyprawą na Bizancjum, zostają zabici przez kniazia Olega. Oleg, który przyszedł do Kijowa z północy, był stuprocentowym poganinem, nie okazywał chrześcijaństwu żadnej sympatii. Co więcej, dokonał udanej wyprawy na Konstantynopol, osiągając to, co nie udało się Askoldowi i Dirowi. Zmusił imperium do zawarcia pokoju na bardzo korzystnych dla siebie warunkach. Cesarstwo bizantyńskie zobowiązało się do wsparcia finansowego Rusi, do udzielania jej, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, subwencji. Nie zadowolił się bowiem jednorazową – ogromną, równą dochodom ruskiego państwa niemal za pół wieku – daniną, a zmusił Bizantyńczyków do corocznych wypłat tzw. układów, czyli specjalnych opłat dla wszystkich staroruskich miast. W ten sposób kniaź finansowo wsparł nie tylko stolicę, ale i ośrodki regionalne, co przyczyniło się w ciągu kilkudziesięciu lat do likwidacji międzyplemiennych różnic, zapewniając dobrobyt całemu państwu.

Źródłem dobrobytu Rusi był także międzynarodowy handel. Dobrze rozwinięty system ruskich rzek stanowił dużo bezpieczniejsze połączenie niż południowe szlaki, przebiegające przez ziemie, na których raz po raz dochodziło do wojen. A Oleg wymógł na Konstantynopolu rzecz niebywałą – bezcłowy handel. Ożywione kontakty między Rusią i Bizancjum, częste wizyty kupców i towarzyszących im wojów, bez których handel wówczas był niemożliwy, sprawiły, że już przy kniaziu Olegu i jego następcy, kniaziu Igorze, w Kijowie pojawiło się bardzo wielu chrześcijan.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Kuzienkow
tłum. i opr. Ałła Matreńczyk
Paweł Kuzienkow jest historykiem, wykładowcą Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego i Moskiewskiej Akademii Teologicznej

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token