Numer 4(370)    kwiecień 2016Numer 4(370)    kwiecień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Nie nasz bohater
Eugeniusz Czykwin
Rocznice pacyfikacji prawosławnych wsi, dokonanych na przełomie stycznia i lutego 1946 roku przez oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Romualda Rajsa ps. „Bury”, spoleczność prawosławna jak co roku upamiętniła modlitwą za dusze zmarłych. Zarówno w Zaleszanach, wsi którą „Bury” spalił, mordując czternastu jej mieszkańców, jak i w Bielsku Podlaskim, przy mogile zamordowanych przez jego żołnierzy trzydziestu furmanów, modlono się także o pokój dla żyjących. Choć w tym roku od tragicznych wydarzeń (pacyfikacji wsi Zaleszany, Szpaki, Zanie, Końcowizna dokonano w dniach 27.01-2.02.1946 roku) minęło siedemdziesiąt lat, prawosławni innych, poza modlitewnymi, akcentów upamiętnienia nie planowali. Stało się inaczej. Powodem była narastająca agresja części prawicowych środowisk, otwarcie gloryfikujących sprawców „noszącej znamiona ludobójstwa” zbrodni – tak czyny żołnierzy „Burego” po przeprowadzonym śledztwie zakwalifikował prokurator Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.

Próby wytłumaczenia czy wręcz usprawiedliwienia terroru, stosownego przez oddziały zbrojnego podziemia wobec prawosławnej ludności Podlasia, były podejmowane od początku lat 90. Publicyści prawicowej prasy, przedstawiający się jako członkowie organizacji kombatanckich, jako winnych tragedii próbowali wskazać ofiary.

Ich argumenty i „dowody” ochoczo powielają młodzi aktywiści polsko-narodowych organizacji. Powodem mordowania prawosławnych miał być ich wrogi stosunek do podziemia, strzelanie do żołnierzy polskich we wrześniu 1939 roku, ostrzelanie przez mieszkańców jednej z wiosek oddziału „Burego” z broni maszynowej, a nawet prowokacja sowiecka. Wszystkie te wersje zostały zweryfikowane w trwającym trzy lata śledztwie, w którym prokurator uwzględnił istniejące dokumenty i przesłuchał 169 świadków, w tym byłych żołnierzy „Burego”. Wszystkie wersje, mające wskazać winę ofiar, zostały odrzucone. W ustaleniach końcowych śledztwa IPN stwierdzono, że przeprowadzone czynności procesowe nie dają podstaw do uznania, iż w rzeczywistości mieszkańcy pacyfikowanych wsi szczególnie sprzyjali władzy ludowej, zwłaszcza że życia pozbawiono również starców i dzieci. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku uznała, że teza o sprzyjaniu komunistom opierała się na ogólnym i upowszechnionym wówczas stereotypie, iż osoby deklarujące swoją narodowość jako białoruską mają przekonania komunistyczne, częściej w odróżnieniu od Polaków zapisują się do PPR i pełnią służbę w organach bezpieczeństwa. Komisja stwierdziła, iż „takie rozumowanie funkcjonowało bez wątpienia u „Burego¨ i jego żołnierzy i przyczyniło się do podjęcia i wykonania zbrodniczych zamiarów”.

Tak jednoznaczne stwierdzenia, przecież nie PRL-owskiej prokuratury a cieszącego się autorytetem prawicy IPN-u, nie mają jednak znaczenia dla organizujących uroczystości na cześć żołnierzy „Burego” i innych działających po wojnie na Podlasiu „żołnierzy wyklętych”.

– Zapraszamy na marsz całe rodziny, bo taka jest idea tego święta, żeby wychowywać młode pokolenia na pewnej bazie, na pewnych wartościach, które nieśli „żołnierze wyklęci” – mówił w studio TV Hajnówka jeden z organizatorów marszu, z zawodu katecheta religii katolickiej. Swoje myśli wygłaszał wobec obecnego w studio mieszkańca wsi Zaleszany, którego bracia wraz z matką zginęli w czasie pacyfikacji wsi.

Zachęcany do usunięcia z plakatu reklamującego marsz fotografii Romualda Rajsa tłumaczył, że „Bury” osobiście dowodził tylko jedną akcją spalenia wsi, w czasie której nie zginęli ludzie. Stwierdził też, że wśród organizatorów marszu jest duży odsetek młodzieży prawosławnej, że młodzi prawosławni poszukują w historii „żołnierzy wyklętych” wzorca dla siebie. Jeśli rzeczywiście tak jest, to angażującym się w tworzenie kultu „żołnierzy wyklętych” można pogratulować skuteczności. Nauczający zasad katolickiej religii katecheta z pewnością ma duże możliwości oddziaływania na swoich uczniów. Ciekawe jednak, jak ze swoim przesłaniem o bohaterskich czynach „Burego” i jemu podobnych dociera do młodzieży prawosławnej. Jakimi argumentami przekonywana jest ta młodzież, katecheta nie wyjaśnił.

„Żołnierze wyklęci”, którzy walczyli o wolną Polskę, stawiani są za wzór młodemu pokoleniu. Godnymi naśladowania bohaterami – tak uważa część środowisk zaangażowanych w proces ich heroizacji – mają być wszyscy, w tym także ci, którzy mundur polskiego żołnierza splamili krwią niewinnych współobywateli.

Każda wojna jest tragedią, ale wojna, konflikt czy powstanie – takie określenia używane są do opisu powojennych wydarzeń – w której brat podnosi rękę na brata, jest tragedią szczególną. Także dlatego i pamięć o tych tragicznych zdarzeniach powinna być szczególna. Dla ludzi wierzących wyrazem tej pamięci jest modlitwa za dusze tych, którzy zmartwychwstaną i staną przed obliczem Sprawiedliwego Sędziego.

Eugeniusz Czykwin





List do redakcji
Bandyci bohaterami ?!?

Do grona żołnierzy, którym należy się pamięć i szacunek dopisano ostatnio i tych, którzy na wojnie nie walczyli, a po wojnie mundury zakładali jako przepustkę do cudzych domów, spichlerzy, chlewów. Hucpą należy nazwać marsze różnych grup „patriotów” (w tym i hajnowskich), organizowanych ku czci „Burego” i jemu podobnych. Zasada znana: „prosty lud to kupi”. Młodzi „patrioci” uznali zapewne, że poumierali już ludzie, którzy znali „Burego” i jego wspólników, a polityczna pora jest sprzyjająca. Jest też potrzeba dania młodym ludziom jakowegoś wzoru do naśladowania.
Przykład Hajnówki pokazuje, jak biedne i nieszczęśliwe są pokolenia, które z braku herosów uznawanych przez cały naród, musi na bohaterów kreować „Burego” i jemu podobnych. – Żyją jeszcze ludzie, którzy znali „Burego” i kompanów. Każdy stary mieszkaniec Drohiczyna zna dom, gdzie jego kolesie po nocnych eskapadach składał trofea – kożuchy, ubrania, jesionki, postawy sukna, bele płótna, komplety uprzęży. Każdy starszy drohiczynianin zna dom i obejście, w którym bito trofiejne świniaki, wędzono kiełbasy, gotowano myśliwski bigos, jak to było w ich zwyczaju – „po polowaniu na głupków i kacapów”. Znany był i trzeci dom, w którym trofiejne potrawy obficie popijano zdobycznym samogonem.
Znani sąsiadom uczestnicy tych wypadów i libacji w niedziele i święta siadali w drohiczyńskim kościele w pierwszych ławkach, podczas procesji nosili baldachim, bo ich kapelanem był ksiądz G... – To on ich rozgrzeszał, uspokajał ich i swoje sumienie. Sumienie tego duszpasterza jednak nie wytrzymało i biedak zmarł w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy. Czciciele „Burego” winą za jego czyny usiłują obarczyć ofiary. Zostali spaleni i zabici, bo współpracowali z komuną. Może przemówią do ich sumień fakty znane na Podlasiu. Podczas dwu (w lesie i na cmentarzu) ekshumacji ciał furmanów w Klichach nie znaleziono kości koni, nie znaleziono połamanych lub spalonych wozów. One warte były tyle, co teraz traktor lub niezłe auto! „Bury” rozdawał to rodzinom koleżków, by mieli czym jeździć do kościoła i uprawiać ziemie po pomordowanej ludności prawosławnej w okolicach Brańska!
Nie podałem pełnego brzmienia nazwiska księdza, ale nie tylko on w podlaskich kościołach odprawiał msze za tych, którzy swoim sąsiadom uczynili tyle zła. Można zrozumieć zblazowanego młodzika. Można litować się nad niedokształconym historycznie kibolem. Ale wykształcony ksiądz to człowiek, który powinien uczyć pokoju, miłości, tolerancji. A jeżeli ktoś uważa, że jest potrzebny szacunek „żołnierzom wyklętym” typu „Bury”, „Młot”, „Łupaszka” i ich wspólnicy – to oceńcie sami – czy przekleństwa wdów i sierot, przekleństwa rodzin noszących w oczach i sercu obraz morderców, przekleństwa postronnych świadków niewinnej bezsensownej śmierci dzieci, brzemiennych matek – to są tylko słowa ludzi obcych i nieżyczliwych?
W nadziei na otrzeźwienie narkotyzujących się przemocą

Michał M.
(nazwisko i adres do wiadomości redakcji)


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token