Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Co nam daje wiara
Na podst. Schiarchimandrita Ioakim
Poproszono mnie, abym podzielił się z wami kilkoma myślami na temat tego, czym dla człowieka jest wiara? Co daje ona człowiekowi?

Niezależnie od tego, czy planujemy zajmować się pracą misyjną czy nie, jeśli uważamy siebie za prawosławnych chrześcijan, powinniśmy zrozumieć jedną prostą prawdę: Pismo Święte nie jest naszą własnością. Każdy z nas na Sądzie Ostatecznym odpowie, czy znał Chrystusa i dawał świadectwo o Nim swoim życiem, czy pomimo że przyjął święty chrzest, swoim życiem Go odrzucił.

Jak wiecie, w Ameryce podjęto poważną misyjną próbę przyniesienia do tego kraju prawosławia. Mówię teraz o hieromnichu Serafinie (Rose). Zanim ojciec Serafin został prawosławnym mnichem, był protestantem. Zdobył wykształcenie na kilku amerykańskich uniwersytetach, a następnie odkrył dla siebie prawosławie, dokładniej, prawosławie odkryło się przed nim. Zapalony wiarą, postanowił podzielić się z innymi tą drogocenną perłą. Zaczynało się to tak.

Dwóch młodych ludzi, przyszli ojcowie Serafin (Rose) i German (Podmoszeński), żyjąc w liberalnym centrum Ameryki, na Uniwersytecie Berkeley w stanie Kalifornia, postanowili rozpocząć swoją działalność misyjną i pokazać wszystkim chętnym piękno prawosławia. I oto co zrobili.

Przed główną bramą do uniwersytetu rozciągał się wielki dziedziniec, przez który codziennie przechodziło około 60 tys. studentów. Pewnego ranka ojciec Serafin i ojciec German wyszli na środek dziedzińca, postawili dwa krzesła i stół, na którym ustawili ikonę Zbawiciela. Usiedli w milczeniu, które przerywali tylko wtedy, gdy ktoś okazał im zainteresowanie.

W ciągu pięciu lat takiej działalności (tylko w trakcie roku akademickiego), jak mówił ojciec Serafin, około 9 tys. osób ochrzciło się i przyjęło prawosławie. I wydarzyło się to tylko dzięki temu, że w tych dwóch młodych mężczyznach przechodzący obok ludzie zobaczyli wizerunek Chrystusa. To o czymś świadczy.

W innych miejscach uniwersyteckiego placu zbierali się buddyści, mormoni i przedstawiciele różnych religii i ateistycznych organizacji...Protestanci skandowali: „Pan was kocha, przyjdźcie. Chrystus was kocha!”. A ojcowie Serafin i German nigdy niczego podobnego nie robili – za nich robił to Chrystus, którego wizerunek, przedstawiony na ikonie, mówił ludziom o wiele więcej.

I czego, my, prawosławni możemy nauczyć się z tego przykładu? Powinniśmy zrozumieć, że tylko Bóg może wzywać i prowadzić ludzi ku sobie, a my jedynie możemy odrobinę przyczynić się do tego procesu. Powinniśmy stać się rękoma Chrystusa, Jego obliczem, Jego tchnieniem. Swoim zachowaniem możemy albo zniechęcić ludzi do wiary, albo dać im wolność. Mimo wszystko kwestią nawrócenia człowieka kieruje Chrystus.

Podczas spotkania z ojcem Serafinem zapytałem go: – Ojcze Serafinie, kiedy siedzieliście z ojcem Germanem za tym stołem i podchodzili do was ludzie, to jakie najdziwniejsze pytanie zostało wam zadane?

I on odpowiedział: – Pewna kobieta zapytała mnie: „Chcecie powiedzieć, że wszyscy prawosławni chrześcijanie wyglądają tak jak wy”?

Powinienem wyjaśnić tę sytuację. My, mnisi, staramy się wyglądać tak jak stworzył nas Pan i maksymalnie zbliżyć się do jego wizerunku, który zostawił. Dlatego jeśli rośnie broda, niech rośnie. Jeśli rosną włosy, niech i one rosną. W ubiorze też staramy się uciekać od pretensjonalności.

I wtedy ta kobieta spojrzała na ikonę Zbawiciela, która stała przed nami na stole i porównując ją z wyglądem ojców Serafina i Germana powiedziała: – Nie wyglądacie tak, jak ten Człowiek na ikonie.

Ojciec Serafin zapytał ze zdziwieniem: – A według ciebie, jak wyglądamy?
– Macie takie mroczne twarze jak grabarze, którzy pracują na cmentarzu.
Dlaczego wam o tym opowiadam? Otóż dziś, kiedy zaszedłem do soboru w ławrze (św. Aleksandra Newskiego w Peterbsurgu – przyp. tłum.), zobaczyłem ludzi, którzy poruszają się po cerkwi z twarzami, które zupełnie nie świadczą o tym, że u nas w Cerkwi prawosławnej panuje radość. Niestety, twarze, które widziałem, nie świadczą o tym, że istnieje w niej życie. Kiedy wszedłem do soboru, w pierwszej kolejności pomyślałem: „Może wszyscy ludzie czekają na pogrzeb”? Przy czym niechrześcijański pogrzeb...

Pan wcielił się tylko z jednego powodu: żeby pokazać człowiekowi, jak trzeba żyć. Spróbujmy zastanowić się nad tym, jaki przykład bliźniemu pokazujemy swoim życiem? Często nawet witamy się i zaczynamy rozmowę rozdrażnieni. Należy się nad tym zastanowić.
Ojciec Aleksander Schmemann powtarzał studentom z Seminarium św., Włodzimierza w Nowym Jorku, gdzie wykładał: „Mamy prawidłową wiarę, ale należy ona do nieprawidłowych ludzi”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Na podst. Schiarchimandrita Ioakim (Parr), Biesiedy na Russkoj ziemle, Petersburg 2013
ze Swiatooteczeskogo Listka, nr 35
Bractwa Trzech Świętych
Hierarchów w Białymstoku


Tekst jest zapisem rozmowy archimandryty Joachima (Parra), zarejestrowanej w Ławrze św. Aleksandra Newskiego w Petersburgu w 2011 roku. Archimandryta jest przełożonym monasteru św. Marii Egipcjanki w Nowym Jorku. Od wielu lat zajmuje się działalnością misyjną i organizuje pomoc bezdomnym. W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie odwiedził różne monastery i parafie w Rosji, w których spotykał się z mnichami, duchownymi i wiernymi. Rozmowy z nim to lekcje miłości, podczas których o. Joachim dzieli się ze słuchaczami swoim doświadczeniem duchowym

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token