Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Śladami białej emigracji
Anna Radziukiewicz
Rosjanie docierali nie tylko do stolicy, także do odległych od niej o trzysta-czterysta kilometrów miejscowości, jak do czterdziestotysięcznego dziś Pirotu i monasterów, położonych w pobliżu tego rejonowego miasta.

W monasterze św. Jerzego we wsi Tiemska, dwadzieścia kilometrów od Pirotu, wita uczestników konferencji MFJPN ihumenia monasteru, oparta o dwie laski. Jej mocny, wyrazisty głos, jej radosne oczy, jakby nie należały do tego słabnącego ciała.

– Raduje się moje serce! Wielka radość, że was spotkałam – powtarza ihumenia. – Chcę, żebyście przyjeżdżali tu zawsze i modlili się do Boga. Taką radość przeżyłam w dzieciństwie, kiedy był tu święty Mikołaj Velimirović. Ach, z jakiej on pobożnej rodziny pochodził! Mój ojciec był misjonarzem i często towarzyszył władyce Mikołajowi.

Matuszka dodaje: – Bądźmy Bożymi ludźmi, bo Pan stworzył nas na swój obraz i dał przykazanie, żebyśmy lubili swego Pana, a drugie przykazanie, żebyśmy lubili bliźnich swoich.

Tak, oba przykazania są tu oczywistością. Wchodzimy do cerkwi, kamiennej, niedużej, za którą od razu wspina się ostro skalista ściana góry, wzniesionej w XIV wieku na fundamentach starej cerkwi z IV wieku. Pierwszy raz pojawiły się w niej freski w 1572 roku, czyli niemal w tym samym czasie, co supraskie.

W końcu XVII wieku na monaster napadli Węgrzy i wygnali z niego mnichów. Już siedem lat później obitiel odwiedził sofijski władyka Teoklit i posłał tam mnicha, który odnowił monastyczne życie. W XVIII wieku monaster opustoszyli Turcy. I pozostawał on w ruinie do 1836 roku, aż przybył ze Świętej Góry Atos, z monasteru Chilindar, ihumen Kiesarij, odnawiając monasterską cerkiew i mnisze życie, wznosząc obok budynki i otwierając szkołę dla serbskich dzieci. Przeżył tu czterdzieści lat. Jego ciało spoczywa w cerkwi. Po wyzwoleniu ziem serbskich w 1878 roku monaster znów zostaje odnowiony, lecz po pierwszej wojnie ponownie opustoszał.

I przychodzi rok 1924. Obitiel przywracają do życia rosyjskie mniszki, przekształcając ją jednocześnie w żeński monaster.

– Było ich tu ponad trzydzieści. Ich życiem kierowała Maria, pochodząca z carskiej rodziny – mówi ihumenia. I prowadzi nas na monasterski cmentarz, malowniczo przytulony do południowej ściany cerkwi. Białe pomniki rysują się na zielonym kobiercu murawy. Tu spoczęły rosyjskie mniszki.

– Wierzcie mi, modlitwa ruskich monachiń trzyma nas – kończy ihumenia. – Gdy tu przyszłam, zastałam dwie ruskie monachinie. Jedna miała 78, druga 84 lata. To były anioły na ziemi. Ledwie dochodziły do cerkwi, ale szły do końca swoich dni.

Ihumenia zaprasza nas na obiad, postny, ale przygotowany z modlitwą. Smakuje inaczej niż w restauracji, jak wszystko w monasterze.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token