Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Unia brzeska to nie powód do dumy
Eugeniusz Czykwin
Zupełnie inaczej wyglądały obchody, przypadającej w tym roku 1050 rocznicy przyjęcia chrztu przez Mieszka I. Miały one państwowo-religijny charakter. Ich kulminacją było zwołane 15 kwietnia w Poznaniu uroczyste Zgromadzenie Narodowe (wspólne posiedzenie Sejmu i Senatu), w którym uczestniczyło około 1200 osób – przedstawiciele najwyższych władz państwa, episkopat Kościoła rzymskokatolickiego (obecny był także metropolita Sawa i reprezentanci innych Kościołów), przedstawiciele parlamentów europejskich, korpusu dyplomatycznego, Polonii.

Przemawiający w czasie zgromadzenia marszałkowie Sejmu Marek Kuchciński, Senatu Stanisław Karczewski i prezydent Andrzej Duda podkreślali ogromne znaczenie dla historii państwa i narodu polskiego decyzji Mieszka I.

– Państwo polskie i jego mieszkańcy zostali wówczas trwale połączeni z chrześcijańską Europą oraz z Rzymem, stolicą papiestwa i centrum cywilizacji europejskiej – podkreślił Marek Kuchciński.

– Świadoma decyzja księcia Mieszka I, który dzięki czeskiej księżniczce Dobrawie przyjął chrzest w roku 966, włączyła nas w krąg cywilizacji Europy zachodniej – cytował treść uchwały podjętej przez obie izby Stanisław Karczewski.

Także Andrzej Duda w swoim wystąpieniu podkreślał znaczenie włączenia Mieszka i jego poddanych w krąg zachodniołacińskiej cywilizacji.

– Przyjęcie chrztu w obrządku łacińskim – stwierdził prezydent – określiło naszą narodową tożsamość (…) wejście w krąg cywilizacji chrześcijańskiej w jej odmianie łacińskiej było dla nas prawdziwym przełomem.

Prezydent przypomniał także, że ważne dla współczesnego człowieka idee i zjawiska, takie jak koncepcje praw człowieka – przyrodzonych i niezbywalnych, konstytucjonalizm, demokratyczne państwo prawa, prawo międzynarodowe, ruch robotniczy i emancypacyjny – „korzeniami tkwią głęboko w dziedzictwie chrześcijańskim”.

W tym ważnym, przypominającym coraz bardziej zsekularyzowanej Europie znaczenie i wkład w jej rozwój chrześcijaństwa przemówieniu znalazło się jednak stwierdzenie, wobec którego prawosławni obywatele Polski nie mogą pozostać obojętni.

Mówiąc o wkładzie Polaków, współtworzących cywilizację chrześcijańską, prezydent stwierdził, że dzięki wysiłkom trzydziestu pokoleń Polaków na mapie Christinitatis – obok Aten, Rzymu i Jerozolimy – przybyły inne ważne ośrodki. Do nich zaliczył Gniezno, Warszawę, Toruń, Poznań, Częstochowę, a także Brześć Litewski – miejsce zawarcia unii kościelnej, będącej jednym z największych wysiłków na rzecz pojednania chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu.

Twierdzenie to, zwłaszcza że ani prezydent, ani marszałkowie Sejmu i Senatu ani jednym słowem nie wspomnieli o wkładzie w ogólnonarodowe dziedzictwo wschodniosłowiańskich, należących do Kościoła prawosławnego, narodów, budzi zdziwienie.

Wkład ten, zważywszy że Polacy katolicy zamieszkiwali zaledwie około 40 proc. terytorium Rzeczypospolitej w czasach jej największej potęgi – na pozostałych, należących do Wielkiego Księstwa Litewskiego, ziemiach dominowali Rusini (dziś Białorusini i Ukraińcy) starożytnej wiary greckiej – był znaczący. Fundamentem, na którym zbudowano państwo Jagiellonów, była tolerancja religijna, prawo do wyznawania wiary ojców. I właśnie tę zasadę w 1596 roku w Brześciu Litewskim złamano. Zawarta tam unia posłużyła królowi za pretekst do zdelegalizowania Kościoła prawosławnego, co z kolei wywołało gwałtowny sprzeciw dużej części prawosławnego duchowieństwa, szlachty i ruskich książąt z Konstantym Ostrogskim na czele. Obronę prawosławia wypisali na swych sztandarach Kozacy, których powstania stały się jedną z najważniejszych przyczyn upadku I Rzeczpospolitej. Wówczas to nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą. Unia dramatycznie podzieliła jednorodny wyznaniowo, prawosławny ukraiński naród, czego skutki Ukraina przeżywa do dziś.

Mówiąc o „próbie pojednania chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu” prezydent, zapewne nieświadomie, powiela podtrzymywany przez część polskich historyków stereotyp o rzekomym, poprzez akt unii brzeskiej, zjednoczeniu dwóch – prawosławnego i rzymskokatolickiego Kościołów.

Stereotyp ten, utrwalany także wśród współczesnych grekokatolików, nie ma nic wspólnego z historyczną prawdą. Przystępując do Unii z Rzymem prawosławni biskupi nie brali nawet pod uwagę możliwości zerwania więzi z macierzystym Kościołem konstantynopolitańskim, w którego jurysdykcji się znajdowali. Liczyli, że Rzym pozwoli im zachować nie tylko swoje wschodniochrześcijańskie tradycje (obrządek i kalendarz juliański), ale także łączność z innymi Kościołami prawosławnymi.

O tym, jak ich potraktowano w Rzymie i czym w rzeczywistości była unia mówił ks. prof. Wacław Hryniewicz OMI w referacie „Unia brzeska w świetle eklezjologii Kościołów siostrzanych” (Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze nr 4-5, Warszawa 1997). Warto zacytować fragmenty wypowiedzi jednego z najwybitniejszych katolickich teologów:
„Należy powiedzieć już na samym początku z całą otwartością, iż uniatyzm nie doprowadził do pojednania Kościołów Wschodu i Zachodu. Wręcz przeciwnie – przyczynił się do pogłębienia podziału między katolicyzmem a prawosławiem Wynikało to z samej logiki unii częściowych. Powstałe wskutek nich wspólnoty greckokatolickie wywodziły się jedynie z części macierzystego Kościoła prawosławnego, który bronił się przed utratą swoich wiernych. Opozycja wobec unii była reakcją obronną, inspirowaną poczuciem godności i przekonaniem o prawdziwość własnego Kościoła. Unia natomiast skłaniała do ignorowania przekonania o Kościele prawosławnym jako miejscu zbawienia, łaski i prawdy. Zrywała z dawną tradycją Kościołów siostrzanych. Próby unijne szły w parze z działalnością misyjną, zmierzającą do nawrócenia prawosławnych i sprowadzenia do jedności ze stolicą rzymską. Dążenia te stawały się źródłem prozelityzmu, jaskrawie widocznego w praktyce ponownego udzielania chrztu konwertytom. Uważano, iż żyli oni w stanie pogaństwa i próżni eklezjalnej. Czy tego spodziewali się prawosławni inicjatorzy unii? (...)

W oczekiwaniach biskupów ruskich nowa unia z Rzymem miała przynieść lepsze i trwalsze owoce niż unia florencka. Jednakże pod presją strony łacińskiej poglądy Rusinów ulegają widocznej zmianie. Dostrzec to już można w czasie spotkania z hierarchią łacińską w Krakowie 22 września 1595 roku, na krótko przed wyjazdem delegacji ruskiej do Rzymu. Wedle raportu nuncjusza Germaniusa Malaspiny, biskupi ruscy (Cyryl Terlecki i Hipacy Pociej) przyznali, że bez zjednoczenia ze stolicą rzymską nadal pozostawać będą w „stanie potępienia” (stato delia dannatione) i ciemności (tenebre).

Stwierdzenie to jest zrozumiałe jedynie w świetle tragicznego aksjomatu owych czasów, głoszącego iż „poza Kościołem rzymskim nie ma zbawienia”. Kiedy delegacja przybyła do Rzymu w listopadzie 1595 roku, papież Klemens VIII polecił specjalnej komisji, złożonej z kardynałów i teologów, aby zbadała 32 artykuły sformułowane wcześniej przez synod ruski jako zabezpieczenia dla własnej Cerkwi. Rusini musieli ustąpić wobec bezkompromisowej postawy łacinników: skoro jedność ze stolicą rzymską jest konieczna do zbawienia, nie może podlegać żadnym warunkom wstępnym!


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token