Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Czy śmierć może być paschalna?
Grzegorz Jacek Pelica
Dwie przesłanki motywowały tę recenzję:
1.Określenia „kultura śmierci” i „kultura życia” zostały spopularyzowane w mediach za posługi Jana Pawła II. Jednak medialne zaklinanie rzeczywistości tymi pojęciami niewiele zmieniło w mentalności nawet ochrzczonych Europejczyków.

2. Lektura „Misterium śmierci” Nikolasa Vasiliadisa (Białystok 2005), której kilkakrotne przestudiowanie znacznie wzbogaciło moją wiedzę eschatologiczną. Kolejne odejścia bliskich osób oraz wysłuchane na rzymskokatolickich pogrzebach exorty i kazania, których autorzy (bez cytowania!) garściami czerpali z Nikolasa Vasiliadisa, przynaglają do podzielenia się kilkoma refleksjami.

Nie tylko w tym kontekście potrzebna jest nam książka o. Aleksandra Schmemanna „Liturgia śmierci i kultura współczesna”. Przesłanki podaje sam autor, a dostrzegamy je bez trudu wokół siebie. Pomimo kryzysu demograficznego, gęstnieje pokolenie pochylonych głów, opuszczonych ramion i kamiennych twarzy, któremu hałas w uszach i obojętne spojrzenie mają przykryć pustkę bezsensu. [Czerpiąc z ewangelisty Łukasza (Łk 12,49) o. Schmemann mówi wprost, że potrzeba hałas spalić ogniem – por. s. 156]

Poobiednią, niedzielną „biblią” wielu społeczności stały się reklamy – swoista „ewangelia” konsumpcyjnego życia, choć dla nieumiarkowanych producentów i sprzedawców jest to „ewangelia” zysku. [Autor woła: „Nie będziesz konsumował bliźniego swego!” – por. s. 148-149] Faktem jest, że Ewangelia święta ostrzega, że na świecie ucisk mieć będziecie, że brat wyda brata, a międzypokoleniowo jedni drugich o śmierć przyprawią – według zasady „my im aborcję, oni nam – eutanazję”. Ucieczka w hinduizm, scjentologię i praktyki okultystyczne są ignorancją i negacją odpowiedzialności, a nie kontestowaniem chrześcijaństwa czy poszukiwaniem sensu życia i wiary. Demaskują to młodzi ludzie, widząc hipokryzję świata dorosłego, ale niedojrzałego pokolenia demograficznych „średniaków”.

Niestety, coraz częściej, także przy okazji dni zadusznych, pogrzebów i wspomnień o zmarłych słyszy się straszenie śmiercią i promocję niemyślenia o niej, upatrywanie szczęścia w dobrobycie socjalnym i osobistym (s. 26), materialistyczne lansowanie Królestwa Niebios jako mało przekonywującego pośmiertnego „bonusa” w życiu pozagrobowym (por. s. 150), „wymyślanie sobie malutkich radości”. Coraz częściej widać uciekanie od myśli o własnym odchodzeniu nawet poprzez pseudopielgrzymki i odsakralizowane praktyki paraliturgiczne – epatowanie hałaśliwym śpiewem, krzykliwą zabawą w kościołach, roztańczonymi zakonnicami i podrygującymi jak kataryniarze kapłanami.

Kościół goni za światem, ale świat wcale nie ucieka w oczekiwaną stronę, bo stał się obojętny na treść, a nie na formę. Gdyby Jezus chciał użyć twiettera i skype, to przyszedłby pewnie dzisiaj, a nie 2000 lat temu... Preferowanie nowoczesnych form wyrazu i przekazu oraz odsakralizowana bylejakość w Liturgii, modlitwie i posłudze homiletów, prowadzą na manowce. Parafia ma „zaspokajać potrzeby jej członków” (niekoniecznie wiernych, s. 147) jak kolejny zakład usługowy. Tylko, że ci usługobiorcy nie tworzą życia parafialnego, lecz roszczeniową grupę petentów, żądających pierwszych miejsc, wylansowania swojego wójta czy posła, który nazajutrz po wyborach zapomina o jej bolączkach i swoich chrześcijańskich korzeniach. Natomiast życie parafialne i wzrastanie duchowe tworzą ludzie świadomi służby, swojego powołania – religijni świadkowie wiary.

Ucieka się od myśli o śmierci, a nawet od pojęcia „umarł” w dziwną formułkę „powrócił do Domu Ojca” i głaszcze się śmierć jak pupilka. O. Aleksander przypomina w jednym z wykładów: „Za każdym razem, kiedy ktoś umiera, jest to zniewaga wobec Boga! Bóg nie stworzył śmierci. (…) Smućcie się i płaczcie, wiedząc nawet, że ze zmarłym zobaczycie się w Zmartwychwstaniu. Nie przykrywajcie swych uczuć stwierdzeniem, że «nic się nie stało». Jest to o wiele mniej chrześcijańskie” (s. 135 i 144). Już na studiach ostrzegano nas, przyszłych teologów i humanistów, że głoszenie humanizmu nie jest głoszeniem chrześcijaństwa i jego Ewangelii. Szczególnego zderzenia doznaje ten konflikt w konfrontacji ze śmiercią. Jeśli tak nie jest, to dlaczego tak wielu chroni swoje dzieci przed widokiem zmarłej babci, dziadka, sąsiada.

Medialne i aptekarskie firmy dorzucają do tego tabletki na wszystko, włącznie z zahamowaniem „żelaznego prawa starzenia się”, znieczulenie na ból po śmierci bliskich, szczęście doczesne za wszelką cenę, identyfikowanie „błogosławieństwa Bożego” z grubością portfela itp. Oferuje się bezkonfliktowe małżeństwa, kłamliwe związki partnerskie „na próbę”, a w razie „niezgodności charakterów” – szybki i bezbolesny (dla kogo?) rozwód. Jakże trafne jest stwierdzenie autora „Liturgii śmierci” (a mówię to z perspektywy trzydziestoletniego pożycia małżeńskiego): „Większe szanse na pomyślność ma to małżeństwo, w którym mąż i żona kochając się wzajemnie niekiedy kłócą się ze sobą i krzyczą na siebie, od tego, w którym małżonkowie zawsze są zdystansowani i uprzejmi w stosunkach między sobą, lecz gromadzą w sobie nienawiść” (s. 144).


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Grzegorz Jacek Pelica
o. Aleksander Schmemann, Liturgia śmierci i kultura współczesna, przekład dr Jarosław Charkiewicz, wyd. Warszawska Metropolia Prawosławna, Warszawa 2015, ss. 160.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token