Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Jak to z chrztem Rusi było - Część II
Paweł Kuzienkow
O pogańskich bogach na Rusi, w przeciwieństwie do bogów greckich czy rzymskich, nie wiemy zbyt wiele. Owszem, znamy imiona kilku to Perun, Chors, Dadźbog, Strzybóg, Siemargł, Mokosz. O pierwszym wiemy, że był bogiem wojny, o drugim można przypuszczać, że bogiem-Słońcem (jego imię jest związane z perskim słowem „cho” – słońce, język rosyjski zachował tę semantykę w słowie choroszo). Nieznane są ich dokładne funkcje ani pogańskie rytuały. Wiadomo za to, że na Rusi, w przeciwieństwie do Grecji czy Rzymu, nie było profesjonalnych pogańskich kapłanów (z wyjątkiem fińskich wołchwow na północy) – ich funkcje pełnili kniaziowie.

To dlatego reforma Włodzimierza, w tym także ta późniejsza chrześcijańska, była traktowana jako rzecz zupełnie naturalna, bo to przecież kniaź odpowiadał za wiarę w państwie.

Jeśli chodzi o tę pierwszą pogańską reformę, historycy do dziś spierają się o jej przyczyny. Włodzimierz był wówczas człowiekiem młodym, miał co najwyżej dwadzieścia lat i mało prawdopodobne, że sam ją zainicjował. Bardzo możliwe, że za tą reformą stał jego wuj Dobrynia, który opiekował się nim już w Nowogrodzie. Reforma polegała na tym, że na książęcym wzgórzu w Kijowie zostały ustawione posągi wszystkich pogańskich bogów na Rusi, którym zaczęto składać ofiary z ludzi. Ofiary takie składano już wcześniej, ale z jeńców, teraz z wybieranych losowo dzieci bojarów i innych znaczących ludzi.

Ten okrutny obyczaj konsolidował być może nawet do pewnego stopnia kijowską elitę i przyjmowany był bez najmniejszego sprzeciwu, dopóki los nie wypadł na chrześcijanina.

Człowiek ów o imieniu Teodor, Wareg, który miał za sobą służbę wojskową w Konstantynopolu, nie tylko nie oddał syna „na ofiarę biesom”, ale i wygłosił przy tym dłuższą mowę: „Wasi bogowie to nie bogowie, a drewno, dziś jest, a jutro zgnije” – mówił. „A prawdziwy Bóg jest jedyny, jemu to służą Grecy i pokłon oddają”.

Rozsierdzeni kijowianie roznieśli w pył jego dwór, doprowadzając podczas szturmu do śmierci zarówno Teodora, jak i jego syna Jana. A że dom ten stał w pobliżu dworu kniazia, niewykluczone, że i Włodzimierz był świadkiem tej sceny.

Zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa na miejscu męczeńskiej śmierci Teodora i Jana kniaź wzniesie bowiem słynną cerkiew Bogarodzicy, Dziesięcinną.

W zdarzeniu z Teodorem Włodzimierz doświadczył tego, czego doświadczali w imperium rzymskim cesarze, urzędnicy, oprawcy, kiedy podczas prześladowań w pierwszych wiekach zabijali bądź byli świadkami śmierci chrześcijańskich męczenników. Jak wiemy, chrześcijanie pokonali największą i najdoskonalszą w ówczesnym świecie państwową machinę represyjną. I to jak? Nie poprzez powstanie, ataki terrorystyczne czy wojnę domową, ale przez niezwykły sposób zachowania podczas procesów – chrześcijanie nie przeklinali swoich zabójców, odwrotnie, często ich błogosławili. I ta łagodność a jednocześnie twardość okazała się silniejsza od broni i wszelkich słów. Już apostoł Paweł przecież powiedział: „Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeśli pragnie – napoj go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę” (Rzym 12,17-21). W tym zdaniu tkwi wielka siła – okazanie wrogom miłości paraliżuje ich, pozbawia możliwości moralnego usankcjonowania agresji. Męczennicy prosili Boga, by zmiłował się nad zabójcami. Świadczy to o sile, która pokonuje żelazo i ogień.

W zdarzeniu z Teodorem Włodzimierz zobaczył człowieka, woja, który jest gotów umrzeć za prawdę. Poganie, można powiedzieć, targowali się z bogami, nie szanowali ich, ale się ich bali. Pogańscy bogowie byli źli i zawistni i jeśli w porę się ich nie obłaskawiło, mogli surowo ukarać.

A tu nagle chrześcijanie nadają nowy sens całemu religijnemu systemowi. Mówią, że gospodarzem świata jest Bóg-Stwórca. Bóg Stwórca potrzebuje wiary w Niego, potrzebuje wiary opartej na poznaniu prawdy Objawienia Boga, podanej poprzez Wcielenie w ewangelicznym nauczaniu. Ten nowy filozoficzny sens bardzo zainteresował Włodzimierza
Ale to nie chrześcijanie jako pierwsi zaproponowali kniaziowi wiarę w Jedynego Boga. Jako pierwsi na dwór Włodzimierza przybyli muzułmanie. I to nie przypadkiem. W X wieku kultura islamu przeżywa lata rozkwitu. Poziom rozwoju matematyki, astronomii, a zwłaszcza medycyny o pięć stuleci wyprzedza zachodnią Europę. Szacuje się, że 90 proc. ówczesnych kupców stanowili muzułmanie. Prawie milionowy Bagad był wielokrotnie większy od Konstantynopola, a bagdadzki kalifat pięciokrotnie bogatszy od bizantyńskiego imperium. W tym czasie w Europie nikt, prócz Greków, nie widział na oczy złotych monet, wszyscy zadowalali się srebrnymi, a potrzebny do ich wybijania kruszec sprowadzali przez Ruś z dzisiejszego Afganistanu. W kalifacie arabskim, w przeciwieństwie do Bizancjum, nie było zakazu wywozu waluty, dlatego arabskie dirhemy dosłownie zalały ruską ziemię. Według obliczeń specjalistów w X wieku, przez Ruś na zachód przeszło dziesięć milionów arabskich monet. Ruscy kniaziowie niejednokrotnie występowali jako pośrednicy w międzynarodowym handlu. Handel z Arabami był lepiej rozwinięty, chociaż z Konstantynopolem znacznie bardziej opłacalny.

Właśnie te handlowe korzyści nakłoniły do przyjęcia islamu wschodnich sąsiadów Rusi, których dzisiaj nazywa się Tatarami, a wtedy nazywano Bułgarami ze stolicą w mieście Bułgar niedaleko Kazania.

Tak więc islam proponował Rusi przystąpienie do bogatej, potężnej cywilizacji. Ruś, przyjmując islam, mogłaby też, co ważne, prowadzić wojnę na chwałę Boga! Nie było to bez znaczenia, bo wojowie umieli przecież tylko walczyć i grabić. Islam dawał im możliwość rozwoju tych umiejętności, chrześcijaństwo – nie.

Włodzimierz, chociaż przyjął posłów, z wyborem wiary się nie spieszył. W ślad za przedstawicielami islamu do Kijowa przybyli łacińscy chrześcijanie. Choć Kościół nie jest jeszcze podzielony, Grecy i Łacinnicy oddalają się od siebie coraz bardziej, co widać także po stosunku do rozpowszechniania chrześcijaństwa. O ile Łacinnicy, na przykład Karol Wielki, szerzą Dobrą Nowinę za pomocą miecza, Grecy na to sobie nigdy nie pozwalają. Ci emisariusze proponują Włodzimierzowi, by uznał papieża, a tym samym wszedł w skład innego aliansu, europejskiego.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Kuzienkow
tłum. i opr. Ałła Matreńczyk
Ryciny pochodzą z albumu Władimira Lichodiedowa i Władimira Pieftijewa „Święty Równy Apostołom Kniaź Włodzimierz”, Mińsk 2015


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token