Numer 5(371)    Maj 2016Numer 5(371)    Maj 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Modlitwa jak kromka chleba
Irena
Pisałam już o tym, jak bardzo było mi tam dobrze. Nie pisałam jednak o ikonach, które czynią cuda, o anielskim śpiewie bizantyńskim, o tym, jak prosty posiłek serwowany po nabożeństwie daje siłę i wprost ładuje akumulatory życia – człowiek czuje, że mógłby w tym momencie ulecieć w niebo. Jest w stanie zmobilizować się i przenosić góry. Tam właśnie, w tym miejscu, można otrzymać wszystko.

Owego dnia, kiedy byłam w Odrynkach, było mi bardzo ciężko na duszy, moja sytuacja była niewesoła, pozostała mi już tylko modlitwa. Ludzie nie pomogli, a sprawa była paląca. Usiadłam naprzeciw Pokrowskiej Ikony Matki Bożej, wyjęłam różaniec i zaczęłam się modlić, z oczu popłynęły mi łzy. W pewnym momencie poczułam na sobie ciepło, tak jakby ktoś otulił mnie ciepłym kocem. Po tygodniu moja sprawa rozwiązała się pozytywnie, na mojej drodze stanęli właściwi ludzie i we właściwym czasie pomogli.

Zrozumiałam wtedy, czym jest modlitwa – to kromka chleba, która czasami jest tak potrzebna do życia. To ludzka wiara – czysta, nieskalana – w to, że obok nas jest jeszcze ktoś kto czuwa, jest przy tobie i nie pozwoli, by stało ci się coś złego.

Nawiązałam kontakt z o. Stanisławem Strachem, tak jakby ktoś szepnął mi do ucha: „Jak zaproszą, jedź, bo warto”. Pojechałam do Kędzierzyna Koźla, w moje rodzinne strony. Tam wzięłam udział w nabożeństwie z okazji wyświęcenia diakona. Chciałam nadmienić, że jest to pierwsza cerkiew na terenie Śląska Opolskiego. Skromna grupka parafian – bo tylko trzydziestu – cudowny proboszcz, o. Stanisław i jego mądrość. Wspaniali ludzie, których tam poznałam. Do tego wspaniała przyjaźń z Kościołem katolickim, cudowna uczta duchowa, ubogacająca człowieka.

Jak bardzo jestem wdzięczna Bogarodzicy, bo to Ona mnie tam zaprowadziła i pozwoliła choć na chwilę zapomnieć o zwykłym dniu i jego problemach.

Kiedy tak wędrowałam po Podlasiu, Opolszczyźnie, zobaczyłam, jak wiele się zmieniło. Wielkie miasta opustoszały, ludzie powyjeżdżali. Moje miasto Kędzierzyn Koźle, które kiedyś tętniło życiem, dziś jest ciche, spokojne, ci, którzy zostali, wydają się jacyś inni. Czego szukają? Pieniędzy? Lepszego życia? Nie wiem. Może ja jestem już nie ta? Dopiero w tej małej cerkiewce zobaczyłam coś, co mnie podbudowało. „Miłość” – „modlitwa jak kromka chleba”, słowo, które wśród tej grupki ludzi miało sens. Miłość była widoczna w ich oczach, gestach, słowach, warto było tam pojechać, by w tej modlitwie jak kromka powszedniego chleba usłyszeć słowa... jesteśmy, kochamy. Dziękuję Ci Wielka Pani, że mogłam tam być, usłyszeć Słowo Boże, cudowny śpiew anielskiego chóru z Wrocławia pod dyrekcją ojca Grzegorza, cudownej osoby, poznać wiele faktów historycznych.

Warto było tam pojechać, zobaczyć, jak ludzie potrafią kochać. Tego nam właśnie w dzisiejszych trudnych, aczkolwiek ciekawych, czasach trzeba. Odrynek, Kędzierzyna Koźla, Grabarki, Góry Świętej Anny – to takie miejsca, które są odskocznią od świata przemocy, politykierstwa, awantur. Te miejsca pozwalają uspokoić się, wyciszyć i dalej iść przez codzienność.

Irena

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token