Numer 6(372)    Czerwiec 2016Numer 6(372)    Czerwiec 2016
fot.Eugeniusz Czykwin
O duchowej mądrości
Metropolita Limassol Atanazy
Boży człowiek nie może być naiwny, powinien być mądry, a pod pojęciem „mądry” rozumiem nie świecką, lecz duchową mądrość. Powinien być rozumny, uważny, mieć oczy szeroko otwarte, żeby sprostać różnym pokusom i wyzwaniom. W życiu bowiem czyha na nas wiele pułapek i jeżeli powodowani naiwnością albo nieostrożnością narazimy się na niebezpieczeństwo, zaszkodzimy sobie duchowo, doświadczymy zła.
W „Pateryku” mówi się, że człowiek, który niesie podwig, powinien być mądrzejszy nawet od demonów, żeby wyprzedzać ich przewrotność. Wielu ludzi, z powodu swojej naiwności, doświadcza zła nie tylko zresztą w swym duchowym życiu. Jeśli wiesz, że jest to niebezpieczne, że się narażasz, to po co tam idziesz? Dlatego powinniśmy być rozważni.
Mówimy na przykład: „Pójdę tam”. Dobrze, pójdziesz, ale przecież wiesz, że zobaczysz tam złe rzeczy i zaszkodzisz sobie. Po co więc masz iść? Nie idź tam. „Nie, pójdę i będę ostrożny”. Oczywiście, możesz pójść i być ostrożny, jeśli masz w sobie taką siłę. Ale po co wystawiać się na pokuszenie bez szczególnego powodu? Byłoby lepiej, żebyś w ogóle nie chodził i żeby nie było ani pokusy, ani powodów do niej, ani prowokacji.
Powinniśmy więc chodzić w mądrości, jak stwierdza się w innym miejscu Pisma. Boży człowiek powinien postępować z wielką mądrością i rozwagą, czyhają bowiem na nas różne pułapki, pokusy, nasze słabości, namiętności, powinniśmy więc być czujni.
Kto może modlić się do Boga, żeby dał mu mądrość? Ten, kto czuje, że brakuje mu mądrości. Jak możesz modlić się do Boga o to, co czujesz, że masz? I to nasze poczucie, ta duchowa samowystarczalność – jest ogromnym niebezpieczeństwem, w które my, cerkiewni ludzie, niestety często popadamy. Uważamy, że wiemy wszystko, że nie mamy braków w duchowej wiedzy, rozwadze i mądrości i że wystarczy nam naszej wiedzy, żeby osiągać sukcesy w duchowej walce.
Dlatego, żeby Bóg spełnił twoją prośbę, trzeba prosić Go z bólem, trzeba uzmysłowić sobie Jego nieobecność. Kiedy jesteśmy zdrowi, nie zdajemy sobie sprawy, jak cenne jest zdrowie. Jesteśmy zdrowi, wydaje się nam, że to naturalne. Ale kiedy zachorujemy, od razu zaczynamy mówić: „Najważniejsze jest zdrowie”. Wielu tak mówi. Zdrowy nawet nie myśli o tym, że kiedykolwiek zachoruje, a być może w ogóle nie wie, co takiego poważna choroba, inna niż na przykład przeziębienie. A chory człowiek, który wie, jak cenne to dobro – zdrowie, potrzebuje go i codziennie walczy o jego przywrócenie.
Żeby człowiek mógł modlić się do Boga o mądrość, najpierw powinien zrozumieć, że nie jest mądry ani rozważny, popełnia błędy, że nie wie wszystkiego. To znaczy, jak mówili starożytni Hellenowie, musi poznać samego siebie, zrozumieć, że może tego potrzebować i kiedy zrozumie, że sam się z tym nie upora, w jednej chwili doświadczy bólu, serce jego skruszeje i z wielkim bólem i łzami zacznie szukać mądrości u Boga.
Tak dzieje się z każdym, kto chce pomodlić się modlitwą Gospodi Iisusie Christie, pomiłuj mia! – dopiero kiedy zrozumie, że jego główną potrzebą w życiu jest to, żeby Bóg zmiłował się nad nim, kiedy poczuje w sobie nieobecność Boga, odczuje swój grzech, wtedy wypowie modlitwę z wielkim wewnętrznym bólem i doświadczy ogromnej potrzeby Bożego miłosierdzia.
Tak modli się człowiek, kiedy szuka miłosierdzia Boga, w przeciwnym wypadku Bóg niczego mu nie da, nie szuka bowiem tego całym sercem. A nie szuka tego całym sercem nie dlatego, że nie chce, a dlatego, że na początku powinien odczuć taką potrzebę.
Dlaczego święci mówili całym swym sercem: Gospodi, wozzwach k Tiebie, usłyszi mia (Panie, wołam do Ciebie, usłysz mnie)? Tak śpiewamy na wieczerni: Gospodi, wozzwach k Tiebie, usłyszi mia! Usłyszi mia, Gospodi. Gospodi, wozzwach k Tiebie, usłyszi mia! Wonmi głasu molenia mojego, wniegda wozzwati mi k Tiebie. Uslyszi mia, Gospodi (Panie, wołam do Ciebie, usłysz mnie, usłysz mnie Panie. Panie, wołam do Ciebie, usłysz mnie, zważ na głos błagania mego, gdy wołam do Ciebie, usłysz mnie Panie). Kiedy u nas jest wszystko w porządku, wypowiadamy te słowa i dźwięczą one jak pieśń, ale kiedy doświadczasz nieobecności Boga w sobie i zaczynasz szukać, ale nie znajdujesz w sobie Boga i miotasz się w mroku Bożej nieobecności i giniesz, dusisz się, kiedy jesteś w sytuacji bez wyjścia, naciskany przez każdą ze stron, przypominasz człowieka, który tonie w morzu i ze wszystkich sił krzyczy: „Pomocy” – wtedy jest to modlitwa, wtedy modlisz się do Boga.
K Tiebie wozwach to znaczy wydałem potężny krzyk, wzywając Ciebie – usłyszi mia Gospodi – wskazuje to na intensywność, siłę zwrócenia się do Boga. Tak modli się człowiek, ze wszystkich sił.
Ale, jak powiedziałem, żeby się tak modlić, trzeba odczuć taką potrzebę. Jeśli nie odczujesz potrzeby, wtedy przypominasz człowieka, który mówi: „Posłuchaj, pomóż mi trochę, jeśli masz pieniądze. Chcesz, to mi daj, jeśli nie chcesz – nie dawaj. Tak bardzo ich nie potrzebuję”.
Inny przykład. Z właścicielem sklepiku z mydłem i powidłem. Wchodzisz do takiego sklepiku, właściciel sobie siedzi, a ty go pytasz: „Czy masz to i to?” „Sprawdź sam!” – on na to. „Jeśli znajdziesz, weź!”. Jego to nie interesuje. „Oddałbyś mi ten towar za sto rubli taniej”? „Słuchaj, albo bierzesz to w takiej cenie, albo zostawiasz i bywaj zdrów”! Sprzedawca nie potrzebuje, żebyś to kupił. Jednak jeśli ma pilną potrzebę, jeśli nie ma co jeść i nie może doczekać się klienta, będzie błagać, żebyś kupił. Wybiegnie za próg i zacznie zapraszać: „Wejdź tutaj” – jak robią to Arabowie w Jerozolimie. „Wejdź tutaj! Kup to!”. „Nie, nie będę tego brać”. „A za niższą cenę?”. „Nie, jeszcze opuść!”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Metropolita Limassol Atanazy
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. Mariusz Wideryński

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token