Numer 6(372)    Czerwiec 2016Numer 6(372)    Czerwiec 2016
fot.Eugeniusz Czykwin
Idą
Anna Radziukiewicz
Dlaczego teraz zajmujemy się uchodźcami? – pyta Noemi Mena Montes z Belgii, eurodeputowana, od dziesięciu lat zajmująca się problemami uchodźstwa. – Ponieważ zastukali do naszych drzwi – odpowiada. – W 2015 roku przybyło ich do zachodnioeuropejskich krajów ponad milion, spośród 60 milionów uchodźców, których wojny, przemoc, terror i głód wygnały ze swoich domów. Zastukali do bogatych krajów, doprowadzając do największego od drugiej wojny światowej niepokoju w Starym Świecie. Najwięcej uchodźców, około 80 procent, żyje w krajach nierozwiniętych. Największy ich obóz znajduje się w Etiopii. Ale w naszych wiadomościach o nim nie słyszymy. Myśleliśmy, to nie nasz problem. Do krajów położonych wokół Syrii przybywa każdego dnia 5-10 tysięcy uchodźców. O nich też nie słyszymy.

Noemi Mena Montes rozbija biało-czarny obraz. Odwiedziła obozy uchodźców Turcji, Jordanii i Libanie. – To miejsca głównie dla kobiet, dzieci i inwalidów, którzy nie mają sił lub pieniędzy, by uciekać do Europy – mówi. – Uciekli od wojny i Państwa Islamskiego, przemocy i śmierci. W obozie w Libanie zimą minionego roku ukrócono pomoc. Brakowało jedzenia i wody. Po tym liczba uchodźców spadła o połowę. Wszyscy chcieli wrócić do domu. Amerykańskie organizacje stwarzają im iluzję powrotu. Jaka jest europejska odpowiedź na kryzys? Krótkotrwałe iluzje i brak długoterminowych planów. Niemcy przyjmują uchodźców bez żadnego planu, w 80 procentach mężczyzn, Węgrzy, Czesi, Słowacy, Polacy, kraje nadbałtyckie, zamykają przed nimi granice i drzwi. I zastanawiają się narody Europy – kto jest emigrantem zarobkowym a kto uchodźcą, uciekającym przed śmiercią, kto jest ofiarą a kto potencjalnym terrorystą. Tymczasem i jednych, i drugich jest dużo.
Odpowiedź na problem Noemi Mena Montes jest podobna do tej, której udziela główna partia Parlamentu Europejskiego. Uchodźców należy przyjmować, tworzyć im dobrą atmosferę. A ci powinni nauczyć się języka i praw społeczności ją przyjmującej. Mają integrować się z nią, szanować wolność wyznania, równość, gender, tolerować seksualne wybory innych. Powinni brać udział we wszystkich społecznych przedsięwzięciach społeczności przyjmującego kraju.
Te oczekiwania brzmią jak lista dobrych życzeń, korygowana od dziesięcioleci, bo ciągle niespełniana przez emigrantów i uchodźców, niezależnie od miejsca, do którego przybyli. To jak lista humanistycznych wartości, narzucana światu przez Zachód.
– Migracyjny kryzys zachodniej Europy ma duchowe przyczyny – tak to widzi archimandryta Serafim (Szemiatowski) ze Słowacji. – Ona bowiem zamiast budować życie na twardych fundamentach Ewangelii, wznosi je na kruchych wartościach humanistycznych.
Inaczej niż Noemi rzecz widzi Ion Czeban, parlamentarzysta mołdawski, często goszczący w Brukseli. Widzi uchodźstwo/migrację jako formę świetnie zorganizowanej religijnej ekspansji, kiedy przybywający nie przyjmują żadnych form religijnego ani kulturalnego życia kraju, który otwiera im drzwi. Ekspansja jest dokonywana za pośrednictwem młodych, silnych, zdrowych i agresywnych mężczyzn z Iraku, Afganistanu, krajów północnej Afryki. Oni nie jadą do Europy po to, by z nią się integrować. W miejscu ich pojawienia się ostro rośnie statystyka rozbojów i drak, grupowych gwałtów, rośnie góra śmieci na trawnikach. Standardów zachowań uczy się miejscowych, nie przybyszy – uczennic, by nie nosiły krótkich spódnic, chrześcijan, by nie prowokowali symbolami religijnymi. W szkołach zdejmuje się więc krzyże, a bożonarodzeniowe ferie przemianowano na zimową przerwę. Podczas ramadanu, czyli muzułmańskiego postu trwającego 30 dni, rekomenduje się pracownikom firm, by w pracy nie jedli i nie pili, post obowiązuje bowiem do zachodu słońca. W wielu krajach nie buduje się kościołów, by swym widokiem nie drażniły religijnych uczuć uchodźców. W tym samym celu z kościołów usuwa się ołtarze i krzyże. A wszystko to się czyni, by uchodźcy poczuli więcej przestrzeni i gościnności przyjmującego ich kraju.
– Muzułmańscy uchodźcy/migranci odnoszą się do chrześcijan z agresją – twierdzi Czeban. Chrześcijan wyrzucają nawet ze swoich obozów, albo ich prześladują.
O zalewaniu Europy przez uchodźców/migrantów, jako zorganizowanym ataku o religijnym charakterze mówią prezydent Czech Miloš Zeman, premier Węgier Wiktor Orban i wielu innych polityków.
– Ustanowienie władzy nad zachodnią Europą to jeden z najważniejszych celów Państwa Islamskiego – uważa Czeban. – To państwo nie szczędzi sił, obiecując krzyżowy pochód w drugą stronę. Temu celowi służy i demografia. Na przykład w rodzinie Francuzów przychodzi na świat średnio 1,8 dziecka, w muzułmańskiej we Francji – 8,1. W dużych miastach Francji – Paryżu, Marsylii, Nicei – 45 procent dzieci i młodzieży do 20 lat to muzułmanie, w Holandii i Belgii 50 proc. nowo narodzonych to muzułmanie. Nad Wielką Brytanią góruje dziś ponad tysiąc meczetów, wiele z nich przekształconych z kościołów.
Europa straciła swój immunitet, głównie z powodu wieloletniej jej dechrystianizacji.

KORYTARZ
Co mówią o uchodźstwie Serbowie, historycznie i współcześnie naród uchodźców. Ostanie wojny bałkańskie wygnały z Chorwacji ponad pół miliona Serbów, podobną liczbę z Bośni i Hercegowiny, z Kosowa i Metochii dwieście tysięcy. Przez Serbię przechodzi największy korytarz. Nim przemieszczają się, głównie z tureckich obozów, uchodźcy, zmierzający do Niemiec, Austrii, Skandynawii.
Emilo Łabudowicz, Serb, deputowany parlamentu Czarnogóry, sam jest uchodźcą. – Wygnali mnie z państwa, w którym się urodziłem (urodził się w Kosowie i Metochii w Jugosławii – przyp. ar), a państwo zniszczyli. Uciekłem ze swego domu, szukając chleba. Jeżeli będziemy mówić o uchodźstwie w aspekcie chrześcijańskim, to problemu nie ma. Wszyscy bowiem jesteśmy braćmi, stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga. Ale ja jestem politykiem. I boję się, że za to ogromne przesiedlenie ludności zapłacimy jako Europa bardzo wysoką cenę. Musimy postawić pytanie – dlaczego ta fala nie zatrzymuje się w Turcji, nie płynie w stronę bogatych naftowych krajów arabskich, których PKB nie jest niższe niż Niemiec? Dlatego, że ta fala ma swój cel. Nazywa się on zachodnia Europa. Wciąż się rozszerzają muzułmańskie enklawy w europejskich miastach, stając się dla nich nie tylko problemem ekonomicznym, ale i cywilizacyjnym. To tak jakby dwie płyty tektoniczne zmierzały do czołowego zderzenia. Płyta muzułmańska ma bardzo jasno określone wartości, jest zwarta, chrześcijańska dziurawa. Dziury w niej wydrążyły różne ideologie, choćby obrony praw mniejszości seksualnych.
My, prawosławni, cierpimy z powodu prześladowań od samych chrześcijan i od tych, którzy teraz idą. Europa zachodnia, niezależnie od tego, jaka będzie, zawsze będzie bronić swoich interesów. I zawsze w tej obronie będzie o krok dalej niż kraje o prawosławnej tradycji. W tej sytuacji powinniśmy przede wszystkim chronić samych siebie. Powinniśmy wszystkich ludzi przyjmować jak braci, ale w takiej mierze, w jakiej i oni nas uważają nas za swoich braci. Gdy lecimy samolotem, pada instrukcja – maskę zakładamy w razie niebezpieczeństwa najpierw sobie, potem dziecku, bo jeśli sami zginiemy, to i dziecku nie pomożemy. Tak samo powinniśmy się zachowywać my, jako narody prawosławne.
Nie jest to typowy głos Serba. Bo już minister pracy i spraw socjalnych Serbii Aleksander Wulin uważa, że Serbowie, jako naród doświadczony uchodźstwem także w ostatnich dziesięcioleciach, powinien pomagać wszystkim uciekającym, którzy znaleźli się w granicach jego kraju. I to czyni. W ubiegłym roku przez jego kraj przepłynął potok 580 tysięcy uchodźców/migrantów, czyli 35 razy więcej niż w 2014 roku. Wszyscy, w stworzonych dla nich obozach, otrzymali dach nad głową, wyżywienie, opiekę medyczną i ubranie, także dostęp do informacji. I nikt nie zamykał przed nimi granicy, jak robiło to wiele krajów.
Deputowany parlamentu Serbii Dragan Todorović powołuje się na słowa wybitnego serbskiego poety Petrowicia-Niegosza, że jesteśmy tylko słomką między wichrami historii. I dodaje: – Jako Serbowie możemy tylko ulżyć niedoli uciekających, ale nie możemy usunąć przyczyny, która ich wygania z ojczystych miejsc.
Wesna Rakojanc, serbska parlamentarzystka, nadzoruje pracę organizacji opiekujących się uchodźcami w Serbii. – Zawsze byliśmy o krok do przodu – mówi. Wiedzieliśmy, co będziemy robić za miesiąc, sześć miesięcy. Zachowywaliśmy się inaczej niż nasi sąsiedzi, grodzący swoje państwa. U nas nikt nie zmarł, nikt nie zamarzł, nikt nie był głodny. Opiekowaliśmy się głównie kobietami, dziećmi i młodymi dziewczynami, by nie stały się ofiarami handlu. Łączyliśmy rodziny, bo nieraz rodzice gubili dzieci. Robiliśmy wszystko, by tym ludziom na serbskiej drodze było dobrze.
Gordana Dukić, pracująca w ministerstwie oświaty Republiki Serbskiej, istniejącej w ramach Bośni i Hercegowiny, mówi: – To jest nasz chrześcijański obowiązek. Nie odrzucamy ręki proszącego, nawet gdy robimy to wbrew własnemu interesowi. Odpowiadamy dobrem i miłosierdziem nawet na naszą krzywdę. Serbowie dobrze znają gorycz drugiej wojny z jej ludobójstwem, kiedy ginęli w obozach w Jasenovac i innych, byli zmuszani do zmiany wiary. Dlatego dziś rozumieją innych bieżeńców. Tragizm obecnego uchodźstwa polega na tym, że jest nie tylko katastrofą humanitarną. Straszne jest to, że jest ono dobrze zaplanowaną siłą, niszczącą tożsamość i kulturę narodów, do których trafia fala uchodźców. Jeden ze światowych oligarchów zauważył, że każdego roku trzeba skierować do Europy około miliona uchodźców, by Stary Świat rozmył swą tożsamość i kulturę. Kryzysu nie mogą kontrolować te państwa, których on dotyka.
Gordana Dukić ocenia globalną politykę, powołując się na zdanie, jak mówi, poważnych analityków. A ci mówią o strategicznych celach zwłaszcza Ameryki, która chce osłabić Rosję, Chiny i w ogóle państwa BRICS (to określenie grupy krajów dynamicznie się rozwijających – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Republika Południowej Afryki), ale także Unii Europejskiej. Ci analitycy uważają, że ten kryzys powinien osłabić słowiańsko-prawosławną cywilizację, zwłaszcza na Bałkanach, że kraje zachodnie przechwycą z fali bieżeńców jakościową najlepszą siłę roboczą, zaś tę kryminogenną, potencjalnych terrorystów, odeślą na Bałkany, rozdzielając ją „kwotowo” po prawosławnych krajach.
– Idziemy w przepaść trzeciej wojny światowej – uważa Gordana. – Wojna toczy się już w prawie 80 krajach, w 48 z nich przybrała zwierzęce oblicze i nikt nie czuje się za te okropieństwa odpowiedzialny.
– Gdyby nie było Chrystusa, świat przekształciłby się w Wielkiego Inkwizytora, takiego jak go opisał Dostojewski – słyszę na Bałkanach. – My wojny nie potrzebujemy. Zrobimy wszystko, by podtrzymać stabilność regionu.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token