Numer 6(372)    Czerwiec 2016Numer 6(372)    Czerwiec 2016
fot.Eugeniusz Czykwin
Strach
Anna Radziukiewicz
Marina Bujanowska mieszka w Düsseldorfie od 23 lat. – To najbardziej niepojęty i nielogiczny proces, jaki obserwuję w moim życiu – mówi. – 43 procent wszystkich uchodźców z północnej Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji trafiło w ubiegłym roku do Niemiec. W przeliczeniu liczby uchodźców na głowę mieszkańca, Niemcy zajęły czwarte miejsce, pierwsze Szwecja.
Dlaczego ciągną do Niemiec? Bo ten kraj oferuje im dobre warunki życia – miesięcznie otrzymują po 359 euro jako pomoc socjalną i oprócz tego zakwaterowanie, wyżywienie, ubranie.

I kiedy niemieccy obywatele buntują się, dlaczego tak dużo otrzymują, media uspakajają: „Nie denerwujcie się, uchodźcy nie dostają większych zapomóg niż my”. Uchodźcy, a w 80 procentach są to młodzi mężczyźni, mogą bezpłatnie korzystać z publicznych pływalni. Idą tam głównie po to, by patrzeć na kobiety, przybyli przecież bez swoich. To denerwuje Niemki. Protestują. Media odpowiadają: „Dlaczego chcecie ograniczać prawa uchodźców?”. Znów pozwolono im chodzić na basen. Znów wzrosła ilość gwałtów na Niemkach. Zgwałcono między innymi młodą dziewczynę. Jej matka poszła na policję. Sprawa zakończyła się tym, że to matka straciła pracę. Opłacane są uchodźcom nawet wizyty w domach publicznych. Te informacje pochodzą od ludzi, którzy obsługują uchodźców.
Do pewnej turystycznej miejscowości przywieziono 3 tysiące uchodźców. Zakwaterowano ich w hotelach w centrum miasta, wcześniej remontując je i nawet zmieniając materace na nowe.
Niemcy patrzą na to z niedowierzaniem i przerażeniem: – Na swój biznes pracowaliśmy całe życie i kilka pokoleń przed nami – mówią. – Teraz nikt do nas nie przyjedzie.
Uchodźcy, przybywający do Niemiec, doskonale wiedzą, jakie mają tu prawa, obowiązkami ich nie obarczają. Wiedzą, że mają też prawo do buntu i protestu. Na przykład gospodarze hotelu, w którym zakwaterowano uchodźców, boją się postawić w nim w czasie Świąt Bożego Narodzenia choinkę, bo boją się buntu.
Bywa, że nawet biskupi rzymskokatolickiego Kościoła Niemiec mówią o swoim kraju jako przestrzeni postchrześcijańskiej. W niej nie ma komu bronić ani krzyża, ani choinki.
W rejonie, gdzie jest moja parafia, widzę, jak zmienia się krajobraz. Rejon stał się muzułmański. Nie zobaczysz w nim teraz europejskiej twarzy. Jedna ulica marokańska, druga turecka. Odeszli stamtąd drobni niemieccy sklepikarze. I dzieje się to w Düsseldorfie, w mieście, które jego biznessmeni, bankowcy i wystawiennicy – odbywa się tu co roku 21 wielkich światowych wystaw – nieoficjalnie bronią przed niekontrolowanym napływem uchodźców/emigrantów, chroniąc w ten sposób swój biznes. Oficjalnie są poprawni politycznie i mówią: „Cieszymy się. Witamy”. Do Düsseldorfu przybywa też wielu czarnych Afrykanów, tworząc całe dzielnice. Ale o nich Niemcy mówią: „To wspaniali sąsiedzi. Gdy ugotują coś smacznego, przyniosą, podzielą się. Nigdy nie zadadzą ci ciosu w plecy”.
Rosyjskiej emigracji w Niemczech Rosja przedkłada: – Możecie do nas wrócić i pracować na przykład na Dalekim Wschodzie. Zapewniamy wam od razu pracę i mieszkanie, tak jak zapewniliśmy je uchodźcom z Ukrainy. Potrzebujemy dobrych specjalistów.
nastasija Sandhacker o życiu w Wiedniu: – Wiedeń, w prze-
szłości stolica imperium, miasto kultury, muzyki i tradycji, to moja stolica. Bardzo ją lubię. Oto moje osobiste doświadczenie. Sierpień 2015 roku. Stoję na peronie w Wiedniu. Pociągi odjeżdżają stąd do Niemiec – wiele razy nimi jeździłam. Z drugiej strony przybywają z Budapesztu. Chcę jechać w kierunku Niemiec. Ale wiedzę tłum ludzi na peronie – policja, media, oficjalni przedstawiciele.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token