Numer 6(372)    Czerwiec 2016Numer 6(372)    Czerwiec 2016
fot.Eugeniusz Czykwin
Jeden, święty, powszechny, apostolski
Dorota Wysocka
Zaczęto od tego, jak poszczególne denominacje definiują pojęcie Kościół. Władyka Jerzy przypomniał, że w Symbolu Wiary powtarzamy: „Wierzę w jeden, święty, powszechny, apostolski Kościół”, nacisk kładąc na jedność, a nawet jedyność. A także, że greckie ecclesia pierwotnie oznaczało zgromadzenie, Kościół jest bowiem szczególnym zgromadzeniem osób połączonych nie tyle jedną ideą, ile łaską Ducha Świętego. Cerkiew, dodał, podkreśla swój Bożo-człowieczy charakter, zatem w wymiarze ziemskim jest instytucją, w perspektywie teocentrycznej jednak jej członkiem zostaje każdy, kto w swoim życiu realizuje zasady Ewangelii. Można więc nominalnie być członkiem Kościoła, a jednocześnie pozostawać od niego oddalonym. Te dwa wymiary splatają się ze sobą, bo duchowy wymaga na przykład kontaktu z kapłanem, bez którego nie da się przystąpić do sakramentów.
Pamiętajmy też, że św. Paweł nazwał Kościół Ciałem Chrystusa – żywym organizmem, którego głową jest Jezus Chrystus. Z tego wynika jego niepodzielność, ale także nieomylność, świętość i bezgrzeszność. Żaden ludzki błąd nie jest w stanie naruszyć świętości i nieomylności Kościoła jako Ciała Chrystusowego. Święty Hilarion Troicki powtarzał, że bez Kościoła nie ma chrześcijaństwa. Nie można zatem mówić o Chrystusie i jego ciele, nie będąc członkiem tego żywego organizmu o Bogo-ludzkim charakterze.
Katolicy myślą podobnie – przyznał biskup Grzegorz Ryś – choć używają innych terminów.
Na soborze w Trydencie zdefiniowano, że Kościół to zgromadzenie wiernych, którzy pod kierunkiem papieża wyznają tę samą wiarę, przyjmują te same sakramenty i dążą do zabawienia. Nacisk był zatem położony na to co widzialne i wymierne.
W przyjętej podczas II soboru watykańskiego konstytucji dogmatycznej Lumen gentium pojawiła się inna definicja. Kościół jest w Chrystusie „jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”. Pojawia się zatem wskazanie na jego jednocześnie boski i ludzki charakter. Sakrament to przecież – jak mówił św. Augustyn – widzialny znak niewidzialnej łaski.
Błędy eklezjologii podobne są do błędów chrystologii – kontynuował biskup Grzegorz. Może istnieć eklezjologiczny arianizm, redukujący Kościół wyłącznie do wymiaru ludzkiego, albo eklezjologiczny monofizytyzm, w którym podkreślone jest jedynie to co boskie. Przekłada się to na konkretne postawy, chociażby kwestię grzechu w Kościele, który jest święty. Pamiętamy, jak Jan Paweł II wzywał Kościół rzymskokatolicki do refleksji nad swoją historią, do rachunku sumienia i oczyszczenia pamięci. Katolicy, przynajmniej ich część, przyjmowali to z trudnością.
Odpowiada mi soborowe określenie Kościoła, od razu bowiem wskazuje jego właściwy cel – pozostawanie skutecznym znakiem zjednoczenia człowieka z Bogiem i jedności między ludźmi. Zawsze można postawić pytanie, na ile Kościół tę misję wypełnia, a na ile robi rzeczy przeciwne zadaniu, jakie postawił przed nim Chrystus.
Biskup Marcin Hintz przedstawił inną jeszcze definicję Kościoła. W „Konfesji augsburskiej” z 1530 roku zapisano, iż jest on „zgromadzeniem świętych, w którym wiernie naucza się Ewangelii i należycie udziela sakramentów”. Definicja ta kładzie nacisk na służbę. Dalej zostaje doprecyzowana i także wykorzystuje pojęcie Kościoła widzialnego i niewidzialnego. My, społeczność wiernych, widzialna część Kościoła, mieścimy się w niewidzialnej, to znaczy w mistycznym ciele Chrystusa.
Dla ewangelików ważna jest świadomość, że Kościół, wiedząc o swojej grzeszności i niedoskonałości, wciąż wymaga reformy. Doskonały jest jedynie Bóg, my, wierni, jesteśmy zaś tylko grzesznikami. Kościół może błądzić. Zamiarem Lutra nie było przecież odłączenie się od Kościoła rzymskokatolickiego, a jego naprawa, gdyż w jego ocenie uległ daleko idącemu zepsuciu. Kiedy reforma się nie powiodła, uznał, że lepiej pójść drogą wierności Ewangelii, niż drogą instytucjonalnej jedności, pozostać raczej wiernym przesłaniu Chrystusa, niż posłusznym ludzkim autorytetom.
Moderujący rozmowę Jakub Drath i Janusz Poniewierski zwrócili uwagę na różnicę zdań. Władyka Jerzy podkreślił nieomylność Kościoła, biskup Hintz jego podatność na błądzenie, biskup Ryś zaś wspomniał o krytycznej reakcji wielu katolików na papieskie wezwanie do rachunku sumienia.
Biskup Jerzy podtrzymał swoje zdanie. Członkowie Kościoła popełniają grzechy, mogą się mylić, w Kościele jako takim żadnej jednak skazy nie ma. Jego głową jest przecież bezgrzeszny Jezus Chrystus, więc bezgrzeszne jest też jego Ciało. Przypomniał, że w każdym organizmie pojawiać się mogą choroby, ale jest on w stanie się bronić – eliminuje chore tkanki, by ratować pozostałe. Tak samo dzieje się w Kościele. Grzech jest chorobą, która oddala człowieka od żywego organizmu Kościoła, drogę powrotu zaś otwierają skrucha i zmiana sposobu postępowania.
Czyli instytucjonalny Kościół nie popełnia grzechów? – pytają prowadzący.
Grzech jest działaniem indywidualnym – wyjaśnia biskup Ryś – istnieje jednakże pojęcie „struktur grzechu” lub „struktur grzechowi sprzyjających”. W historii Kościoła rzymskiego była nią na przykład inkwizycja.
Rozumiem, że w szesnastym wieku Kościół przeżywał tak głęboki kryzys, że wymagał oczyszczenia właśnie ze struktur grzechu – dodał biskup Hintz. To pojęcie może się okazać pomocne w dialogu ekumenicznym.
Mówienie o podobnych strukturach nie kłóci się z tym, co powiedział biskup Jerzy – to z kolei uwaga biskupa Rysia. Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa i jest w nim obecny Duch Święty.
Władyka Jerzy ze „strukturami grzechu” jednak się nie pogodził. Z prawosławnego punktu widzenia – powiedział – grzech jest aktem indywidualnym. Cerkiew zna wielu patriarchów, biskupów, duchownych, którzy zbłądzili i zostali za to obłożeni ekskomuniką. Możemy mówić jedynie o skłonności do grzechu, charakteryzującej człowieka po jego upadku. Gdyby Kościół się mylił, zaprzeczałoby to Symbolowi Wiary.
Ależ dlaczego – zaoponował biskup Hintz. Kościół mylił się w przeszłości, to tylko stwierdzenie historycznego faktu. Dotyczy to jednak tylko jego ludzkiej strony i nie zaprzecza wierze w Kościół jeden, święty, powszechny i apostolski.
Ważne jest przy tym rozróżnienie poziomów orzekania i działania Kościoła – dodał biskup Grzegorz. Niektóre Kościół wprost rozeznaje jako nieomylne i niepodważalne, inne nie tylko podlegają rozwojowi, ale i bywają porzucane. Już przecież Cyprian z Kartaginy mówił, że zły zwyczaj w Kościele nie jest żadną tradycją, ale po prostu starym błędem.
Świętość Kościoła – zauważyli moderatorzy – to chyba nie jego bezgrzeszność, a raczej więź z Chrystusem.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka

bp Jerzy Pańkowski, bp Marcin Hintz, bp Grzegorz Ryś, Na początku był Chrystus. Rozmawiają Jakub Drath i Janusz Poniewierski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, ss. 256.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token