Numer 6(372)    Czerwiec 2016Numer 6(372)    Czerwiec 2016
fot.Eugeniusz Czykwin
Pamięć
Eugeniusz Czykwin
W 71 rocznicę tragedii nieliczni już żyjący świadkowie, ich dzieci i wnuki spotkali się w Potoce na wspólnej modlitwie za dusze ofiar. Spotkali się – jak sami mówią – nie po to, żeby rozdrapywać rany czy oskarżać sprawców, ale żeby zachować pamięć.
W tym roku u części uczestników modlitewnego spotkania można było zauważyć niepokój. Choć nie wymawiali tego głośno, to nietrudno się domyślić jego przyczyn. Ludziom tym, podobnie jak większości prawosławno-białoruskiej mniejszości, trudno jest zrozumieć bezkrytyczną gloryfikację wszystkich, bez względu na to, jakich czynów dokonali, członków powojenngo podziemia zbrojnego. Szczególny niepokoj nie tylko białoruskiej, ale i innych mniejszości zamieszkujących Podlasie – litewskiej, romskiej, tatarskiej, żydowskiej – czego wyraz dali przedstawiciele tych mniejszości w czasie spotkania z wojewodą podlaskim Bohdanem Paszkowskim 20 kwietnia w Urządzie Wojewódzkim w Białymstoku, budzą działania Obozu Narodowo-Radykalnego. Członkowie tej, nawiązującej do tradycji skrajnie prawicowej organizacji o tej samej nazwie z okresu II Rzeczypospolitej, niespełna dwa miesiące temu zorganizowali w Hajnówce marsz ku czci żołnierzy wyklętych. Nieśli transparenty z wizerunkami „Łupaszki” i Romulada Rajsa, skandując hasła „Bury nasz bohater”.
Z okazji 82 rocznicy powstania ONR, około czterystu osób przemaszerowało ulicami Białegostoku, wznosząc między innymi hasła „Opamiętaj się Polaku – Polska tylko dla Polaków”.
Wcześniej uczestnicy marszu wzięli udział w mszy w bialostockiej katedrze, którą celebrował duszpasterz narodowców, ksiądz Jacek Międlar.
Po nagłośnieniu przez media, prokuratura w Białymstoku wszczęła dochodzenie w celu sprawdzenia, czy w czasie mszy i marszu doszło do propagowania faszyzmu lub znieważania na tle narodowościowym czy wyznaniowym. Choć trudno jest zrozumieć motywy postępowania tych, którzy mundur polskiego żołnierza splamili krwią niewinnych, w tym kobiet, dzieci i starców, współobywateli, to jeszcze trudniej zrozumieć bezkrytyczną ich gloryfikację, czynienie z nich swoistego wzoru w wychowaniu młodych Polaków. Niepokój związany z takim podejściem do wszystkich bez wyjątku żołnierzy wyklętych towarzyszy nie tylko potomkom spacyfikowanych przez oddziały „Burego” i „Łupaszki”, zamieszkałych przez prawosławnych, wsi Potoka, Wiluki, Zaleszany, Zanie, Szpaki, Końcowizna czy bestialsko pomordowanych tzw. wozaków. Niepokój taki wyrażają także przedstawiciele polskiej inteligencji. Jednym z nich jest prof. Jan Widacki, który w rządzie Tadeusza Mazowieckiego pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych, był ambasadorem RP na Litwie i posłem na Sejm VI kadencji. Niżej drukujemy fragment tekstu profesora „Żołnierze Wyklęci...”, który ukazał się w tygodniku Przegląd 7-13.03.2016 roku.
„Problem powojennego podziemia zbrojnego wymaga ostrożnej, rozumnej, wolnej od emocji analizy. Wymaga jej, jeśli z historii mamy się czegoś nauczyć. W zbiorczej nazwie „żołnierze wyklęci” mieszczą się bardzo różni ludzie i bardzo różne postawy i czyny. Czasem bohaterstwo, czasem desperacja, czasem – niestety – bandytyzm. Dramat tych ludzi trzeba próbować zrozumieć i trzeba próbować wyciągnąć z niego jakąś lekcję na przyszłość. Tymczasem zaczyna się ich bezkrytycznie wielbić i rozgrzeszać za wszystko. Po wojnie zostali w lesie z różnych motywacji. Jedni dlatego, że nie chcieli się pogodzić z nową rzeczywistością historyczną i gotowi byli przetrwać w lesie do czasu III wojny światowej, która wedle ich kalkulacji miała wybuchnąć lada chwila. Drudzy, bo nie mieli innego wyjścia. Część nie bardzo potrafiła sobie wyobrazić monotonne życie poza partyzantką. Wojna demoralizuje. Każda wojna. Na wojnie życie tanieje, kult siły staje się czymś naturalnym. Utrzymanie się w lesie bez rekwizycji żywności, bez stosowania przymusu jest na dłuższą metę niemożliwe. Ludzie ukrywający się w lasach, wciąż tropieni i ścigani jak zwierzyna, zaczynają się zachowywać tak, jak im nakazują warunki. Muszą nie tylko rekwirować żywność i konie, ale i ubezpieczać się, zabijać tych, którzy w ich mniemaniu im zagrażają albo tylko stawiają opór. Zdani na siebie, po swojemu wymierzają sprawiedliwość. W czasie okupacji wykonywano wyroki śmierci na zdrajcach i konfidentach. Ale były to wyroki sądów podziemnego państwa. Teraz zdrajców typuje każdy dowódca oddziału. To on jest sędzią i katem. Ma moralne prawo?


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin
fot. Michał Stepaniuk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token