Numer 7(373)    Lipiec 2016Numer 7(373)    Lipiec 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Niech zaś prosi z wiarą...
Metropolita Limassol Atanazy
Nie jest tu napisane: „Jeśli chcesz być mądry, weź książkę i poczytaj albo idź do szkoły”. Oczywiście mówi się tutaj nie o świeckiej, lecz duchowej mądrości, podkreśla, żeby zwrócić się do Boga – dawcy mądrości. Kiedy bowiem brakuje ci Bożej mądrości, cała reszta pozbawiona jest wszelkiej wartości.
Mówimy, że ktoś jest mądry. Zrobił to, zrobił tamto, ale czy dokonał tego jedynego i niepowtarzalnego, co ma wartość? Jeśli nie, to co to za mądrość? Mówią: „On dokonał inwestycji”. W porządku, dokonał inwestycji na 40-50 lat, ale czy na pozostałe lata coś zainwestował? Czy pomyślał, że istnieje życie wieczne, że istnieje życie także po śmierci, czy uporządkował tę kwestię? A na tym polega mądrość.
Człowiek, który czyni wszystko jedynie dla doczesnego życia, nie jest mądry. Przypomina głupca i sam Bóg nazwał go głupcem w przypowieści. Pamiętacie kogo tak nazwał? Bogacza, ale nie tego bogacza, który ma pieniądze. Posiadać pieniądze to nie zło lecz błogosławieństwo, ale może ono doprowadzić do upadku. To po prostu instrument – masz dobry instrument i na tym świecie z jego pomocą możesz wiele. Widzimy to, kiedy spotykamy ludzi, którzy dokonują pożytecznych rzeczy na płaszczyźnie duchowej i społecznej i Bóg ich błogosławi. To świadczy o mądrości.
Jak powiedziałem, Bóg nazwał głupcem bogacza z przypowieści nie dlatego, że ten miał wiele pieniędzy, przecież także Abraham miał wiele pieniędzy, był bogaty i mimo to raj nazywany jest łonem Abrahama, ramionami Abrahama. A więc to nie bogactwo jest złem, lecz wykorzystanie bogactwa. Czy panujesz nad bogactwem? Czy prawidłowo je wykorzystujesz? Jeśli tak, to dobrze. A jeśli stajesz się niewolnikiem bogactwa, koniec, już po tobie. Jeśli nie ty je wykorzystasz, a ono ciebie, zniszczysz samego siebie. Dlatego nie ten jest mądry, komu wiedzie się na tym świecie – już szybciej ten, kto jest po świecku mądry, będzie dodatkowo osądzony, kiedy otworzy oczy w innym świecie.
Biedak na osiołku, który nie uczynił niczego wielkiego, nie był wystarczająco mądry, żeby cokolwiek osiągnąć, był człowiekiem o niewielkich możliwościach. Ale ty, który jesteś mądry, który wszystko obmyślasz, ciągle inwestujesz, stale pomnażasz, czyżbyś nie pomyślał, że wszystko to pewnego dnia dobiegnie końca? Że cała historia ma swój kres i jest inne życie, które trwa potem? I że właśnie teraźniejsze życie w największym stopniu określa następne. Jak więc możesz być mądry, jeśli nie zadbałeś o to, co najważniejsze w twoim życiu?
Nie zapomnę pewnego bardzo bogatego człowieka, milionera, który spotykając mnie, mówił: „Atanazy, chcę, żebyś mi pomógł”. W czym? „Chcę, żebyś mi pomógł czynić dobre i użyteczne uczynki”.
Był bezdzietny. Cały czas coś obiecywał, wszystko odkładał: „Jest jeszcze czas” – mówił. Czas był, ale – niestety – minął. Pewnego razu spotkałem jego rodzinę, a ona mi mówi: – Wujek zmarł.
I cały jego majątek gdzieś wyparował. Albo państwo zabrało, albo ktoś inny, nie pozostało nic. A gdy służyłem po nim panichidę na czterdziesty dzień, nikt na nią nie przyszedł. A przecież miał miliony, miliardy, wcale nie przesadzam.
Czy to jest mądrość? Dobrze, byłeś biedny i stałeś się bardzo bogaty, byłeś mądry, twój umysł pracował dwa razy szybciej niż nasz, ale nie zatroszczyłeś się o to co najważniejsze. I jak mogę nazwać cię rozsądnym, jeśli takiej prostej rzeczy nie zrozumiałeś?
Bóg sądzi według innej miary. Pismo Święte nazywa głupcami tylko dwoje ludzi: bogacza i bezbożnika – tego, który mówi, że Boga nie ma. Powtarzam: kiedy mówię „bogacz”, nie myślę o tym, kto ma pieniądze, lecz o tym, kto jest niewolnikiem pieniędzy – ktoś może mieć tylko 100 lirów i być niewolnikiem pieniędzy a inny 100 000 i temu niebezpieczeństwu się oprzeć. Nieważna jest ilość pieniędzy, lecz wolność, którą wobec nich zachowujesz. Masz wszystko, a co z tym zrobiłeś? Jak to wykorzystałeś?
Mądrość oznacza, że człowiek stawia wszystko na swoje miejsce, rozumie potrzebę mądrości i szuka jej u Boga. Wszystkie pozostałe świeckie rzeczy nie są mądrością lecz intelektem. Mądrość oznacza, że człowiek nauczył się prosić Boga o jasność umysłu, rozsądek, żeby móc właściwie oceniać to co prawdziwe, postępować po Bożemu, jak nas uczy Bóg.
Bóg nie jest skąpy jak my, nie żałuje. Prosisz Go o jedno, On daje ci dziesięć, prosisz Go o sto, On daje ci tysiąc. Bóg nie odmierza miarką, pipetką i nigdy cię nie rozczaruje. Bóg nie wyśmiewa się z człowieka. Bóg nie oszukuje człowieka, nie powie ci nieprawdy i nie rozczaruje cię, nie sprzeda, nie zamęczy cię, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Bóg nigdy nie dokonuje niedoskonałych dzieł. Kiedy daje ci cokolwiek, nie zabiera tego z powrotem. Ty sam możesz to zniszczyć – ale On ci tego nie odbierze.
Bóg dał nam wolność, taką, że możemy Go odrzucić, ale On nam tej wolności nie obierze. My ją niszczymy, wypaczamy, ale Bóg jej nam nie zabiera. Dał nam piękno, tworząc nas na Swój obraz, kruszymy na kawałki ten obraz, ale Bóg go nam nie odbiera. Bóg bowiem szczodrze daje swoim dzieciom to, o co proszą i czego rzeczywiście potrzebują. Człowiek powinien więc patrzeć w przyszłość z takim przekonaniem.
Kiedy zaczynasz prosić o cokolwiek Boga, nie mów: „Boże mój, jeśli możesz, pomóż”. Nie mów też w myślach: „Dobrze, powiem teraz o tym Bogu, ale czy On może to zrobić”? Nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, ale szukać Boga z wiarą.
A wiara jest czymś, co przekracza granice rozumu. Pamiętacie św. apostoła Piotra? Chrystus chodził po wodzie, szalała burza, a on zwrócił się do Chrystusa: „Daj mi błogosławieństwo, każ mi przyjść do Ciebie”. A Chrystus na to: „Przyjdź”. I apostoł poszedł.
Miał wiarę i chodził po morzu. Ale kiedy w pewnym momencie Piotr rozejrzał się, zobaczył, że chodzi po morzu, zwątpił i zaczął tonąć. I co mu powiedział Chrystus? „Małowierny! Dlaczego zwątpiłeś?”.
Widzicie, Chrystus nie powiedział: „Miałeś do tego prawo, moje dziecko! To przecież morze, zacząłeś więc tonąć”. Nie, nic podobnego.
Chrystus zarzucił Piotrowi, że małowierność stała się przyczyną tego, że zaczął tonąć, nie prawa natury, które człowiek pokonuje wiarą. Chrystus powiedział, że nawet jeśli wypijesz truciznę, nic ci się nie stanie. I męczennicy tak postępowali, mamy na to wiele przykładów.
I tak pewnej męczennicy w Persji, jej imienia nie pamiętam, przygotowano truciznę, od której zapachu można było umrzeć, a ona przeżegnała się, wypiła i nic jej się nie stało. Potem przyszedł ten, który przygotował truciznę, zanurzył w niej tylko palec, oblizał i natychmiast zmarł.
No cóż, ktoś może powie: „Wypijmy i my truciznę! Nam też nic się nie stanie?”.
Nie na tym polega wiara. Wiara jest po to, żeby człowiek miał fundament – więź z Bogiem, żeby nie kusił Boga, nie postępował nierozsądnie, a żeby szukał przede wszystkim Królestwa Bożego i był przekonany, że Bóg go nie zostawi. Na przykład mówimy: „Chrystusie mój, bardzo Cię proszę, zmiłuj się nade mną, zbaw mnie!”. Nie należy mieć wątpliwości, że Bóg zmiłuje się nade mną. Nie oznacza to jednak, że mam się uspokić: „Ach, powiedziałem Chrystusowi, żeby zmiłował się nade mną, teraz to nawet morze sięga mi do kolan”.
Nie, miłosierdzie przychodzi razem z walką, modlitwą, uwagą. A Bóg uczyni tylko to, czego nie możemy zrobić.
Bóg powiedział, żebyśmy się nie martwili jutrzejszym dniem. W historii Cerkwi znani są święci, którzy w ogóle nie dbali o kolejny dzień. Bóg się o nich troszczył, nawet posyłał im jedzenie. Przypominam sobie dobre opowiadanie z żywota św. Marka Atoskiego, który całe dziesięciolecia nie widział ludzi. W końcu odwiedził go pewien abba. Święty powiedział: „Teraz coś zjemy”. „A co będziemy jeść na tej pustyni?” „Pomodlimy się i Bóg pobłogosławi”. I kiedy wznosili modlitwę, pojawiło się jedzenie.
Ktoś może powiedzieć: „Dobrze, dzisiaj nie będę gotować. Usiądę na tapczanie, będę oglądać telewizję, a ponieważ Bóg powiedział, żebyśmy się nie troszczyli o jutrzejszy dzień, to mamy piątek, nie będę kupować żywności na tydzień, niech Bóg napełni moją lodówkę!”. Nie. To niepoważne. To co możesz zrobić, zrobisz, a Bóg uczyni to, czego uczynić nie możesz.
Chcę podzielić się także swoim niedużym doświadczeniem, jakie nabyłem na Świętej Górze Atos, gdzie pewien czas mieszkaliśmy w odosobnionych miejscach. Żyliśmy w niedostatku, pozbawieni wygód, byliśmy biedni, często brakowało przedmiotów pierwszej potrzeby. Ale odczuwaliśmy dużą Bożą troskę, nawet o drobne rzeczy. To było coś niewiarygodnego, jak Bóg troszczył się o to, żebyśmy mieli to co niezbędne. Doszło nawet do tego, że czasami mówiliśmy: „Ano zobaczymy, czy Bóg to zrobi?”.
Pewnego dnia przyszedł pewien szarlatan. Przyszedł i zaczął się żalić, mówił, że się zabije, że przyszedł pokłonić się świętościom a potem chce się zabić! Bo nie ma pieniędzy – tłumaczył. Co miałem zrobić? Miałem 700 lir oszczędności, chciałem zbudować czasownię. Zapytałem siebie: „Co mam robić? Oddać te pieniądze? A jeśli on się zabije, to co wtedy?”. Z drugiej strony tak długo zbieraliśmy te pieniądze, regularnie przeprowadzaliśmy zbiórki... Ale ponieważ Ewangelia mówi, żebyśmy dawali, powiedziałem: „Dobrze, dam ci”.
Było to we czwartek,. On je roztrwonił i wtedy zrozumiałem, że nie mówił mi prawdy. Ale dałem je, bo poczułem, że trzeba pomóc.
Już następnego dnia ogarnęły mnie tak złe myśli, że z lekka wyrzuciłem Bogu: „To nie ja jestem winny, Ty jesteś winny, powiedziałeś przecież, żebyśmy dawali. Oddałem pieniądze, a Ty mi ich nie zwróciłeś”. Przecież Chrystus powiedział, że ten kto daje, stokroć tyle otrzyma!
Liturgia dobiegła końca. Był tam fresk św. Stefana, często modliłem się przy nim do świętego, a teraz powiedziałem: „Co mam robić? Pieniądze jakie miałem na twoją cerkiew, oddałem”. Rano spowiadałem, podchodzili różni ludzie. Podszedł pewien człowiek, wyspowiadał się i zostawił kopertę na stasidii. Pomyślałem, że to list albo zapiska na Liturgię.
Skończyłem późnym wieczorem, poszedłem do kielii i cały czas myślałem o tej historii: „Oddałem pieniądze, nie mamy ani grosza”. O kopercie zapomniałem. Po powieczerju przypomniałem sobie o niej.
I jak wam się wydaje, co było w kopercie? 5000 lir. Widzicie, jaka była odpowiedź Boga? A dlaczego? Dlatego, że było to coś, co tylko Bóg mógł zrobić i co powinien był uczynić.
Są bowiem sytuacje, kiedy Bóg powinien coś uczynić. Kiedy mówimy w modlitwie: „Panie, wybacz temu człowiekowi, przecież powiedziałeś, że ile by nie upadł, może podnieść się i osiągnąć zbawienie”. Przecież powiedziałeś: „Proście, a będzie wam dane”. I nie może być tak, żebyśmy prosili, a ty byś nie dał.
Tak dzieje się naprawdę. Widzisz, jak Bóg wytycza ścieżki człowieka. Kiedy coś zdarza się od Boga, kiedy dzieje się to z wiarą i ty zrobisz to co ludzkie, wtedy Bóg wykonuje resztę. Zdarza się to codziennie w naszym życiu. Zawsze, kiedy postępujemy zgodnie z Bożą wolą i czynimy to co od nas zależy, wtedy przychodzi Bóg i wykonuje swoje. I jeśli czasami wydaje się nam, że Bóg się nie spieszy i znajdujemy się w kłopocie, jest to także potrzebne.
I kiedy Bóg dopuszcza, żeby doszło do pewnego wstrząsu, wszystko zawsze wraca na swoje miejsca. Kiedyś na Świętej Górze mnisi zastanawiali się, która modlitwa jest najsilniejsza: kiedy śpiewają pieśni czy jak się modlą: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”? Doszło do sporu. I oto kiedy pewnego razu służyli wieczernię i śpiewali pieśni, rozpoczęło się trzęsienie ziemi i zaczęli krzyczeć: „Panie zmiłuj się, Panie zmiłuj się, Panie zmiłuj się”. „A więc ta modlitwa jest najsilniejsza” – powiedzieli.
Bóg dopuszcza do różnych sytuacji dla naszego dobra, dla naszego zbawienia, gdyż dążymy do zbawienia. A ponieważ jesteśmy ludźmi, nie wystarcza nam tej mądrości, oszukujemy się na lewo i prawo, zalewają nas pokusy, otrzymujemy kuksańca i okazujemy pokorę, żeby stało się jasne, że to od Boga a nie od nas.
To nie z powodu naszej mądrości czy rozumu, nie z powodu naszych dobrych uczynków, nie z powodu naszej świętości, której nie mamy. Czyny pochodzą od Boga i Jemu przynależy wszelka chwała, cześć i pokłon. Tylko Bogu się należy, nie człowiekowi, nic nie jesteśmy w stanie zrobić, jeśli Bóg nie będzie chciał nas wesprzeć.
Beze mnie nic nie możecie uczynić. I kiedy Bóg mówi „nic”, to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Bez Boga nic nie możesz uczynić. Być może uważasz, że zbudowałeś pałace, budynki, ale co to jest? Wszystko to śmierć przekreśli – jeśli te rzeczy te nie wiodą do Królestwa Bożego, niczego sobą nie reprezentują. Śmierć przekreśla człowieka. I tylko Bóg zwycięża śmierć. Dlatego Bogu należy się chwała i dlatego musimy być mądrymi ludźmi, szukać u Boga rozsądku i mądrości, szukać z wiarą, czynić to co ludzkie. Czyń co do ciebie należy, oddaj Bogu swoje dary, a On da ci swoje skarby. Ale musisz dać mu swoje.
Nie bądź na tyle nierozumny, żeby sądzić, że Bóg uczyni wszystko za ciebie, a ty będziesz trwać w naiwności i niedbalstwie.
Trzeba robić to co do nas należy – zarówno w walce o nasze zbawienie, jak i innej walce naszego życia w Chrystusie.

Metropolita Limassol Atanazy
tłum Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token