Numer 7(373)    Lipiec 2016Numer 7(373)    Lipiec 2016
fot.Anna Radziukiewicz
W Połocku świętej Eufrozyny
Anna Radziukiewicz
Żyła w dwunastym wieku. Była księżną, piękną i mądrą. Mogła wyjść za mąż. Wtedy tradycyjnie panny wydawano w wieku dwunastu lat. Ona, wychowywana przez mnichów, w wieku kilku lat umiała czytać w językach staroruskim, greckim i łacińskim. Potem zyska sławę jednej z najbardziej wyedukowanych kobiet ówczesnej Europy. Wybrała życie mniszki. Odsunęła się od tego świata. Nie pragnęła jego sławy i bogactw. Za siedem lat minie 850 lat od jej odejścia, a pamięć o niej, jej sława, mówiąc po świecku, jest tak żywa.
Sławą przyćmiła pradziadka Braczysława, który rządził w Połocku w pierwszej połowie XI wieku, a który zdołał zdobyć i ograbić Nowogród Wielki, najbogatsze miasto należące do Jarosława, syna Włodzimierza, chrzciciela Rusi Kijowskiej. I który szedł na zachód i północ, powiększając swoje państwo kosztem plemion bałtyjskich.
Sławą przyćmiła nawet dziadka – Usiasława II, syna Braczysława, nazwanego Czarodziejem, bo pokonany, więziony i wygnany zawsze wracał i odzyskiwał władzę, wychodził z najtrudniejszych opresji. Stąd przydomek Czarodziej. Rządził sześćdziesiąt lat państwem połockim, liczącym się wtedy w polityce wschodnioeuropejskiej. On też złupił dumny Nowogród. Nawet dzwony z nowogrodzkiej Hagia Sophii wywiózł do Połocka. Chciał zdobyć Psków i kontrolować handel na wschodnim brzegu Bałtyku. To mu się nie udało. Wybudował w Połocku sobór Hagia Sophia, na wzór już istniejących w Kijowie i Nowogrodzie, najwspanialszych książęcych fundacji. Uniezależnił swoje państwo od Kijowa. Ciągnęło się ono od Polesia aż do ujścia Dźwiny, czyli do Zatoki Ryskiej. Musiało być większe od dzisiejszej Białorusi. Wtedy najbardziej liczyły się trzy grody – Kijów, Nowogród i Połock. Każdy miał swoją Hagia Sophię. Ziemię, gdzie znajdował się Połock i Witebsk, zaczęto nazywać w średniowiecznych dokumentach Alba Russia, czyli Biała Ruś.
Sławą Eufrozyna przyćmiła i wujka Borysa, któremu senioralną władzę przekazał Usiasław Czarodziej. Z czasów jego panowania pochodziły monumentalne kamienie z wyrytym na nich krzyżem i napisem Hospodi pomozi Rabu swojemu Borysu. I murowane budowle, wzorowane na świątyniach Grecji i Dalmacji.

Kwiaty dla Eufrozyny
Sobota 4 czerwca. Jutro święto Prepodobnej – jak mówią w Połocku – czyli świętej Eufrozyny Połockiej. Mniszki, młodzi chłopcy, dziewczęta ścielą kwiatowe chodniki i dywany. Zaczynają się od bramy prowadzącej do monasteru Spaso-Eufrozyńskiego. Chodniki są grube i szerokie. Najpierw warstwa świeżo skoszonej trawy. Na niej zielone klawisze tataraku. Tatarak pachnie nadrzecznym czerwcem. Na nim kwiaty – fioletowe, niebieskie, żółte – wszystko co dały ogrody, pola i lasy. Chodnik prowadzi do cerkwi Spasa, wzniesionej przez św. Eufrozynę, i Podniesienia Krzyża Pańskiego z końca XIX wieku, obie budowane w stylu bizantyńskim. Czasem wybucha dywanami piwonii. W końcu dnia wszystkie chodniki i dywany są sprzątnięte, zmiecione, by następnego znów zakwitnąć w tym samym miejscu świeżą trawą, tatarakiem i kwieciem jeszcze pyszniejszym. By tymi chodnikami i dywanami przenieść w procesji ikonę św. Efrozyny, dużą, dźwiganą przez kilku duchownych, całą ukwieconą wieńcem róż. W procesji idzie metropolita miński i słucki Paweł, diecezjalni władycy białoruskiej Cerkwi. Idą duchowni i mniszki. Idzie gubernator witebski, burmistrz Połocka, przedstawiciele władz centralnych i rejonowych, rektorzy i dyrektorzy szkół, ktitorzy i lud. Wszyscy jakby chcieli powiedzieć – tak, zakwitła w ostatnim ćwierćwieczu pamięć o naszej Prepodobnej, opiekunce. Zakwitła w modlitwie, tekstach liturgicznych, księgach, w cerkwi Spaso-Eufrozyńskiej, monasterze połockim, w całej Białorusi.

Księga dla Eufrozyny
W bramie monasteru wita Eugeniusza Czykwina i mnie ihumenia obitieli Spaso-Eufrozyńskiej Eudokia. Ihumenii wręczamy potężny album „Spasskaja cerkow Jefrosinijewskogo monastyria w Połockie”, autorstwa Władimira Dmitrijewicza Sarabjanowa. Liczy 516 stron, waży trzy kilogramy. Tylko co wyszedł spod prasy białostockiej drukarni Orthdruk. Krucha ihumenia, o oczach dużych jak na freskach, już teraz, w bramie, chce cieszyć się tomem, wspaniale przygotowanym i wydrukowanym. Ihumenia Eudokia, jak jej wielka poprzedniczka sprzed ponad ośmiuset lat, zabiega o wydawanie i broszur, i poważnych ksiąg, modlitewników, akatystów, książek o cerkiewnej historii i o duchowości – jak w żadnym innym monasterze na Białorusi.
– Słyszałam, że matuszka uwielbia rozdawać książki – zagaduje ihumenię podczas świątecznego obiadu.
– O tak – przyznaje. – Książki zawsze warto rozdawać. Rozdaję dużą część naszych nakładów. Trzeba iść z oświatą do ludzi.
Dziś spotkamy i ktitora tego wydania – Konstantina Gieorgijewicz Szawla, przedsiębiorcę z Mińska, wspierającego mnóstwo cerkiewnych inicjatyw, nie tylko wydawniczych. Bez niego ten album nie mógłby się ukazać.
– Kochał swoją pracę, chciał jak najwięcej zrobić, jakby przeczuwał swój przedwczesny koniec – tak o autorze księgi mówi matuszka Siergija (Bulczik), tegoroczna laureatka Nagrody Księcia Ostrogskiego, kierująca w połockim monasterze pracami wydawniczymi. Portret autora wisi w jej kielii, mężczyzny w sile wieku. Odszedł mając 58 lat, 3 kwietnia 2015 roku. – Był konserwatorem dzieł sztuki i badaczem – uzupełnia. Pisał. Przyjechał z Moskwy. Jego ojciec jest znaczącą postacią w dziedzinie sztuk pięknych, matka również. I dzieci poszły w jego ślady – dwóch synów i córka. Przed Władimirem Dmitrijewiczem Sarabjanowym wszyscy konserwatorzy odsłaniali w naszej cerkwi tylko fragmenty XII-wiecznych fresków. On chciał wszystko otworzyć. W pełni. I naukowo zbadać, i opisać. Zachwycał się freskami. Kiedy przychodził jeść do trapieznoj, od razu robił notatki. Mówił, że gdy trudzi się brygada przy restauracji, nie zdąży na miejscu ich zrobić. Prawdziwy podwiżnik! Pracowali z nim jego uczniowie, moskiewscy restauratorzy i białoruscy także – Władimir Rakicki czy Jurij Malinowski, też ze swoimi brygadami. Udało się odsłonić niemal wszystko, całą XII-wieczną warstwę fresków, ufundowanych wraz ze świątynią przez Prepodobną. XIX-wieczną warstwę, malowidła olejne, zdjęto, naniesiono na nowe podłoże i wystawiono do oglądania w jednym połockich muzeów. Takie rozwarstwianie malowideł to też mistrzostwo.
Ihumenia Eudokia we stępie do księgi pisze: „Władimir Dmitrijewicz otworzył szeroko drzwi do przepięknego świata książek, od którego byliśmy oddzieleni dziewięcioma wiekami”. Dlaczego świata książek? Bo cała niższa część cerkwi to wezwanie do osiągania premudrosti, czyli Bożej mądrości, to otwarta księga, to przedstawienie Świętych Ojców, którzy cały czas piszą, piszą i piszą w księgach – wyjaśnia ihumenia. Ta ikonografia to źródło Bożej mądrości. To ogromna liczba mnichów, którzy trzymają w szeroko rozpostartych rękach gigantyczne zwoje. A na zwojach teksty, teksty, teksty. Niewiarygodnie nasycone wezwaniem do chrześcijańskiego oświecenia.
Dla wielu, pisze ihumenia, cerkiew z malowidłami z XII wieku stała się duchowym Synajem, z otwartym światem myśli i duchowych przeżyć świętej Podwiżnicy.
Ihumenia mówi o moście, który ponad dziewięcioma wiekami przerzucił Sarabjanow. I mówi o Sarabjanowie, który był uduchowiony tą cerkwią, jej polichromią, osobowością Prepodobnej. Że odkrywał dla siebie świat świętych i oddech wieczności. I często powtarzał, że restauracja takiej cerkwi to dla każdego konserwatora marzenie i sen, który może się śnić, ale trudno uwierzyć w jego spełnienie. Możliwość odsłaniania fresków w cerkwi Spasa uważał za bardzo cenny prezent, jaki otrzymał od losu. „Prepodobna jest tu żywa dla wszystkich żyjących. Doświadczam tu tego nieustannie” – powtarzał.
– Sarabjanow otworzył najważniejszą stronę historii połockiej ziemi – twierdzi ihumenia
Ta księga to wyraz gorącej miłości Władimira do Prepodonej, jej twórczości i obitieli.
Zdjęto rusztowania, które widziałam od lat 90., odwiedzając nieraz połocki monaster. Odsłonięto świętość, najwspanialsze dzieło sztuki, jakie Białoruś posiada. Pokazało ono duchową metrykę Białorusi, jakże dojrzałą już w średniowieczu, jakże silnie splecioną z bizantyńską sztuką sakralną, wtedy przeżywającą renesans Paleologów.

W cerkwi Spaso-Eufrozyńskiej
W cerkwi Podwyższenia Krzyża Świętego kończy się wsienoszcznaja, dochodzi 22. Noc usuwa już dzień. Tatarak wciąż pachnie. Do cerkwi Spasa prowadzi nas młoda mniszka Maria. Studiowała w Smoleńsku historię. Prowadzi do otwartej księgi, pisanej w XII wieku przez księżnę – mniszkę, wraz ze swoimi mistrzami, w czasach, gdy w zachodniej średniowiecznej Europie nawet na dworach kobiety pozostawały niepiśmienne.
– W żadnej cerkwi nie znajdziesz takiego mnóstwa ewangelicznych opowieści – mówi. – Prepodobna była oświecicielką. Proszę popatrzeć, jak mnóstwo świętych daje nam pouczenia. Pismo na zwojach, przez nich trzymanych. Podobno część tych napisów nanosiła sama św. Eufrozyna, chcąc przekazać pouczenia Świętych Ojców.
Mniszka prowadzi do fresku, przedstawiającego św. Jana Złotoustego. On też siedzi i pisze księgę. To epizod z żywotu św. Jana. Obok ktoś szepcze świętemu coś na ucho. – To apostoł Paweł – wyjaśnia mniszka. – Gdy Jan, interpretując Dzieje Apostolskie miał wątpliwości, czy dobrze to czyni, zjawiał się mu apostoł Paweł.
Inna historia na ścianie cerkwi. Jan z Damaszku też pisze – kanon pokajanny. Mniszka opowiada, jak doszło do napisania tego kanonu. Od razu patrzę na malowidło oczyma mniszki i widzę przed sobą otwartą księgę, odkrywam mnóstwo treści i niuansów. Podziwiam Prepodobną, że przez tyle stuleci umiała uczyć ludzi, jak nikt inny.
Cerkiew, choć powierzchnię ma niewielką, sprawia wrażenie monumentalnej. Potężne filary, dźwigające całą konstrukcję, pną się wysoko. Wszystko tu otwiera się na kosmos świętości, a w nim człowiek zdaje się być mrówką. Na filarach są przedstawieni święci mężowie i święte żony, którzy doskonalili się na drodze mniszego podwigu. – W ten sposób Prepodobna pokazała, że monaszestwo to opora prawosławia – wyjaśnia siostra Maria. Bo u świętej Eufrozyny wszystko jest symboliczne.
Wąskie, ciemne, strome schody. Czy barczysty mężczyzna by się na nich zmieścił? – zastanawiam się. Mniszka prowadzi nas do celi św. Eufrozyny. Ma kształt krzyża. Malutka, o szerokości trochę więcej niż na wyciągnięcie ramion. Przeniosła się do niej święta z książęcego pałacu. W niej podwiżała się. Pamiętam tę celę całą czarną, jakby okopconą. Dziś i w niej odsłonięto malowidła. Między innymi jest przedstawiona święta, jeszcze bez nimbu, przed kanonizacją. W celi małe okienko w kształcie greckiego krzyża. – Proszę przez nie spojrzeć – zachęca nasza przewodniczka. Co widzimy? Malowidło przedstawiające św. Symeona Słupnika. Nasza święta – mówi mniszka – była w tej celi jak słupnica, stylitka. Widok na ikonę św. Symeona dodawał jej sił. Podobnie jak jej młodszej siostrze Eudokii, która niosła podwig w sąsiedniej wieży, patrząc na ikonę innego słupnika.
Idziemy jeszcze wyżej. W czasach św. Eufrozyny był to dach cerkwi. Widać kolebkowe i półsferyczne kształty, teraz przykryte prostym dwuspadowym dachem, z centralną kopułą. Może kiedyś i dach zostanie odtworzony? Mniszka wskazuje na cegłę. U dołu jest inny rodzaj cegły, u góry inny. – Zabrakło cegły – mówi. – Nie było czym dokończyć budowli. Prepodobna całą noc modliła się do Zbawiciela o pomoc w rozwiązaniu problemu. Gdy budowniczowie przyszli następnego dnia z rana, zastali stosy nowej cegły.
Pamięć o władcach trwa zwykle w podręcznikach historii i umysłach nielicznych. Pamięć o świętych schodzi do świadomości mieszkańców całego miasta, którzy jak w Połocku wylegli na ulice, by w krestnych chodach iść od swych cerkwi do monasteru i sławić Prepodobną, do świadomości całego narodu i narodów ościennych. Nawet wyrywanie tej pamięci, dławienie jej i ośmieszanie przez siedemdziesiąt lat komunizmu, nie powiodło się. Ona wróciła, ze szczególną mocą, do założonego około 1124 roku przez Prepodobną monasteru w Połocku.

Pamięć
Trwa pamięć o dokonaniach świętej. O założonej przez nią szkole dla dziewcząt. To było unikalne zjawisko w skali Europy, ale nie w skali starej Rusi. O zbudowanym przez nią męskim monasterze, poświęconym Bogarodzicy. O Połocku jako centrum oświecenia Białej Rusi, czyli o założonej przez świętą bibliotece, skryptorium, warsztacie pisania ikon i jubilerskim. O krzyżu-relikwiarzu, który na prośbę św. Eufrozyny wykonał w 1161 roku jubiler Łazar Bohsza, a który zmieścił w sobie cząstkę Życiodajnego Drzewa, z kroplą krwi Zbawiciela, cząstki kamieni z Grobu Pańskiego i grobu Bogarodzicy, relikwie wielkomęczennika i lekarza Pantalejmona, kroplę krwi wielkomęczennika św. Dymitra Sołuńskiego. Tamten krzyż zaginął. Nad odtworzeniem krzyża św. Eufrozyny, symbolu Białorusi, przez pięć lat pracował artysta-jubiler z Brześcia, Mikołaj Kuzmicz. Pracę zakończył w 1997 roku. Trwa pamięć o pielgrzymowaniu św. Eufrozyny do Ziemi Świętej i zakończeniu w niej, w 1168 roku, żywota.

Anna Radziukiewicz
fot. autorkayła w dwunastym wieku. Była księżną, piękną i mądrą. Mogła wyjść za mąż. Wtedy tradycyjnie panny wydawano w wieku dwunastu lat. Ona, wychowywana przez mnichów, w wieku kilku lat umiała czytać w językach staroruskim, greckim i łacińskim. Potem zyska sławę jednej z najbardziej wyedukowanych kobiet ówczesnej Europy. Wybrała życie mniszki. Odsunęła się od tego świata. Nie pragnęła jego sławy i bogactw. Za siedem lat minie 850 lat od jej odejścia, a pamięć o niej, jej sława, mówiąc po świecku, jest tak żywa.
Sławą przyćmiła pradziadka Braczysława, który rządził w Połocku w pierwszej połowie XI wieku, a który zdołał zdobyć i ograbić Nowogród Wielki, najbogatsze miasto należące do Jarosława, syna Włodzimierza, chrzciciela Rusi Kijowskiej. I który szedł na zachód i północ, powiększając swoje państwo kosztem plemion bałtyjskich.
Sławą przyćmiła nawet dziadka – Usiasława II, syna Braczysława, nazwanego Czarodziejem, bo pokonany, więziony i wygnany zawsze wracał i odzyskiwał władzę, wychodził z najtrudniejszych opresji. Stąd przydomek Czarodziej. Rządził sześćdziesiąt lat państwem połockim, liczącym się wtedy w polityce wschodnioeuropejskiej. On też złupił dumny Nowogród. Nawet dzwony z nowogrodzkiej Hagia Sophii wywiózł do Połocka. Chciał zdobyć Psków i kontrolować handel na wschodnim brzegu Bałtyku. To mu się nie udało. Wybudował w Połocku sobór Hagia Sophia, na wzór już istniejących w Kijowie i Nowogrodzie, najwspanialszych książęcych fundacji. Uniezależnił swoje państwo od Kijowa. Ciągnęło się ono od Polesia aż do ujścia Dźwiny, czyli do Zatoki Ryskiej. Musiało być większe od dzisiejszej Białorusi. Wtedy najbardziej liczyły się trzy grody – Kijów, Nowogród i Połock. Każdy miał swoją Hagia Sophię. Ziemię, gdzie znajdował się Połock i Witebsk, zaczęto nazywać w średniowiecznych dokumentach Alba Russia, czyli Biała Ruś.
Sławą Eufrozyna przyćmiła i wujka Borysa, któremu senioralną władzę przekazał Usiasław Czarodziej. Z czasów jego panowania pochodziły monumentalne kamienie z wyrytym na nich krzyżem i napisem Hospodi pomozi Rabu swojemu Borysu. I murowane budowle, wzorowane na świątyniach Grecji i Dalmacji.

Kwiaty dla Eufrozyny

Sobota 4 czerwca. Jutro święto Prepodobnej – jak mówią w Połocku – czyli świętej Eufrozyny Połockiej. Mniszki, młodzi chłopcy, dziewczęta ścielą kwiatowe chodniki i dywany. Zaczynają się od bramy prowadzącej do monasteru Spaso-Eufrozyńskiego. Chodniki są grube i szerokie. Najpierw warstwa świeżo skoszonej trawy. Na niej zielone klawisze tataraku. Tatarak pachnie nadrzecznym czerwcem. Na nim kwiaty – fioletowe, niebieskie, żółte – wszystko co dały ogrody, pola i lasy. Chodnik prowadzi do cerkwi Spasa, wzniesionej przez św. Eufrozynę, i Podniesienia Krzyża Pańskiego z końca XIX wieku, obie budowane w stylu bizantyńskim. Czasem wybucha dywanami piwonii. W końcu dnia wszystkie chodniki i dywany są sprzątnięte, zmiecione, by następnego znów zakwitnąć w tym samym miejscu świeżą trawą, tatarakiem i kwieciem jeszcze pyszniejszym. By tymi chodnikami i dywanami przenieść w procesji ikonę św. Efrozyny, dużą, dźwiganą przez kilku duchownych, całą ukwieconą wieńcem róż. W procesji idzie metropolita miński i słucki Paweł, diecezjalni władycy białoruskiej Cerkwi. Idą duchowni i mniszki. Idzie gubernator witebski, burmistrz Połocka, przedstawiciele władz centralnych i rejonowych, rektorzy i dyrektorzy szkół, ktitorzy i lud. Wszyscy jakby chcieli powiedzieć – tak, zakwitła w ostatnim ćwierćwieczu pamięć o naszej Prepodobnej, opiekunce. Zakwitła w modlitwie, tekstach liturgicznych, księgach, w cerkwi Spaso-Eufrozyńskiej, monasterze połockim, w całej Białorusi.

Księga dla Eufrozyny
W bramie monasteru wita Eugeniusza Czykwina i mnie ihumenia obitieli Spaso-Eufrozyńskiej Eudokia. Ihumenii wręczamy potężny album „Spasskaja cerkow Jefrosinijewskogo monastyria w Połockie”, autorstwa Władimira Dmitrijewicza Sarabjanowa. Liczy 516 stron, waży trzy kilogramy. Tylko co wyszedł spod prasy białostockiej drukarni Orthdruk. Krucha ihumenia, o oczach dużych jak na freskach, już teraz, w bramie, chce cieszyć się tomem, wspaniale przygotowanym i wydrukowanym. Ihumenia Eudokia, jak jej wielka poprzedniczka sprzed ponad ośmiuset lat, zabiega o wydawanie i broszur, i poważnych ksiąg, modlitewników, akatystów, książek o cerkiewnej historii i o duchowości – jak w żadnym innym monasterze na Białorusi.
– Słyszałam, że matuszka uwielbia rozdawać książki – zagaduje ihumenię podczas świątecznego obiadu.
– O tak – przyznaje. – Książki zawsze warto rozdawać. Rozdaję dużą część naszych nakładów. Trzeba iść z oświatą do ludzi.
Dziś spotkamy i ktitora tego wydania – Konstantina Gieorgijewicz Szawla, przedsiębiorcę z Mińska, wspierającego mnóstwo cerkiewnych inicjatyw, nie tylko wydawniczych. Bez niego ten album nie mógłby się ukazać.
– Kochał swoją pracę, chciał jak najwięcej zrobić, jakby przeczuwał swój przedwczesny koniec – tak o autorze księgi mówi matuszka Siergija (Bulczik), tegoroczna laureatka Nagrody Księcia Ostrogskiego, kierująca w połockim monasterze pracami wydawniczymi. Portret autora wisi w jej kielii, mężczyzny w sile wieku. Odszedł mając 58 lat, 3 kwietnia 2015 roku. – Był konserwatorem dzieł sztuki i badaczem – uzupełnia. Pisał. Przyjechał z Moskwy. Jego ojciec jest znaczącą postacią w dziedzinie sztuk pięknych, matka również. I dzieci poszły w jego ślady – dwóch synów i córka. Przed Władimirem Dmitrijewiczem Sarabjanowym wszyscy konserwatorzy odsłaniali w naszej cerkwi tylko fragmenty XII-wiecznych fresków. On chciał wszystko otworzyć. W pełni. I naukowo zbadać, i opisać. Zachwycał się freskami. Kiedy przychodził jeść do trapieznoj, od razu robił notatki. Mówił, że gdy trudzi się brygada przy restauracji, nie zdąży na miejscu ich zrobić. Prawdziwy podwiżnik! Pracowali z nim jego uczniowie, moskiewscy restauratorzy i białoruscy także – Władimir Rakicki czy Jurij Malinowski, też ze swoimi brygadami. Udało się odsłonić niemal wszystko, całą XII-wieczną warstwę fresków, ufundowanych wraz ze świątynią przez Prepodobną. XIX-wieczną warstwę, malowidła olejne, zdjęto, naniesiono na nowe podłoże i wystawiono do oglądania w jednym połockich muzeów. Takie rozwarstwianie malowideł to też mistrzostwo.
Ihumenia Eudokia we stępie do księgi pisze: „Władimir Dmitrijewicz otworzył szeroko drzwi do przepięknego świata książek, od którego byliśmy oddzieleni dziewięcioma wiekami”. Dlaczego świata książek? Bo cała niższa część cerkwi to wezwanie do osiągania premudrosti, czyli Bożej mądrości, to otwarta księga, to przedstawienie Świętych Ojców, którzy cały czas piszą, piszą i piszą w księgach – wyjaśnia ihumenia. Ta ikonografia to źródło Bożej mądrości. To ogromna liczba mnichów, którzy trzymają w szeroko rozpostartych rękach gigantyczne zwoje. A na zwojach teksty, teksty, teksty. Niewiarygodnie nasycone wezwaniem do chrześcijańskiego oświecenia.
Dla wielu, pisze ihumenia, cerkiew z malowidłami z XII wieku stała się duchowym Synajem, z otwartym światem myśli i duchowych przeżyć świętej Podwiżnicy.
Ihumenia mówi o moście, który ponad dziewięcioma wiekami przerzucił Sarabjanow. I mówi o Sarabjanowie, który był uduchowiony tą cerkwią, jej polichromią, osobowością Prepodobnej. Że odkrywał dla siebie świat świętych i oddech wieczności. I często powtarzał, że restauracja takiej cerkwi to dla każdego konserwatora marzenie i sen, który może się śnić, ale trudno uwierzyć w jego spełnienie. Możliwość odsłaniania fresków w cerkwi Spasa uważał za bardzo cenny prezent, jaki otrzymał od losu. „Prepodobna jest tu żywa dla wszystkich żyjących. Doświadczam tu tego nieustannie” – powtarzał.
– Sarabjanow otworzył najważniejszą stronę historii połockiej ziemi – twierdzi ihumenia
Ta księga to wyraz gorącej miłości Władimira do Prepodonej, jej twórczości i obitieli.
Zdjęto rusztowania, które widziałam od lat 90., odwiedzając nieraz połocki monaster. Odsłonięto świętość, najwspanialsze dzieło sztuki, jakie Białoruś posiada. Pokazało ono duchową metrykę Białorusi, jakże dojrzałą już w średniowieczu, jakże silnie splecioną z bizantyńską sztuką sakralną, wtedy przeżywającą renesans Paleologów.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token