Numer 8(374)    Sierpień 2016Numer 8(374)    Sierpień 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Wspólna droga
Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – W jaki sposób określa siebie Cerkiew?
Biskup Jerzy: – Tylko poprzez soborowość. W języku greckim sobór oznacza „synaksę”, zgromadzenie, natomiast „synod” jest silniejszym terminem i oznacza „wspólną drogę”. Grecy określają tym mianem również sobory powszechne. W tej wspólnej drodze, jaką są sobory-synody przejawia się duch Cerkwi. Bez soborów nie ma życia Cerkwi, a bez ich nauki zbawienia.
– Przez stulecia nie mieliśmy jednak soborów.
– Tym bardziej należy się cieszyć, że stał się możliwy kontakt między zwierzchnikami autokefalicznych Cerkwi i ich biskupami. Jeszcze na początku XX wieku takich spotkań nie było. Od czasu, kiedy tron Konstantynopola objął patriarcha Bartłomiej, z jego inicjatywy odbywają się regularne spotkania zwierzchników autokefalicznych Cerkwi, którym zawsze towarzyszy dwóch-trzech biskupów z danej Cerkwi. Podczas spotkań omawia się najważniejsze dla Cerkwi problemy, choćby takie jak przygotowania do obchodów millenium chrześcijaństwa w 2000 roku, jubileuszu apostoła Pawła (2008), czy wszechprawosławnego soboru (2014, 2016). Uczestnicy soboru na Krecie wyjechali z nadzieją, że podobne zgromadzenia będą się odbywać na przykład co pięć, dziesięć, czy piętnaście lat.
– To nie był sobór powszechny.
– Nigdy do tego nie pretendował.
– A co z niezwykle ważnymi dla prawosławnego świata soborami – Focjusza z dziewiątego wieku, na którym poruszano kwestię filioque i św. Grzegorza Palamasa w XIV wieku, który odniósł się do niestworzonych energii? Można je nazwać powszechnymi – ósmym i dziewiątym?
– Niewątpliwie mają one status soborów powszechnych, bowiem bez nauki tamtych soborów, odpowiadających na ówczesne wyzwania teologii zachodniej, nie ma czystej teologii. Nie zostały one jednak oficjalnie ogłoszone jako powszechne, mimo że w chrześcijańskiej świadomości za takie uchodzą. Ojcowie zgromadzeni w tym roku na Krecie odnieśli się jeszcze do innych soborów, także tego z 1872 roku, który potępił etnofiletyzm. To odniesienie znalazło się w oficjalnym orędziu soborowym.
– Co stanowiło podstawę soboru na Krecie?
– Oczywiście „Symbol wiary” – a w szczególności jej człon o Cerkwi: Wieruju wo Jedinuju Swiatuju, Sobornuju i Apostolskuju Cerkow…
– Sobór na Krecie zakończono orędziem.
– To bardzo głęboki tekst, złożony z 20 punktów, mieszczący się na 17 stronach, który na plenarnym posiedzeniu zaakceptowali wszyscy zwierzchnicy i biskupi lokalnych Cerkwi. Został przyjęty z pełną aprobatą. Zachęcam do jego lektury.
– Władyka przyjechał na Kretę wcześniej.
– Tak, dziesięć dni przed soborem. Zespół pracował bowiem właśnie nad tym orędziem przed soborem. Przed soborem odbyła się krótka synaksa zwierchników lokalnych Cerkwi, podczas której pracowali oni nad gotowym jej projektem. Każdemu ze zwierzchników towarzyszyło dwóch biskupów. Potem dokument przedstawiono na plenarnym posiedzeniu. Trzeba przyznać, że był to jedyny dokument, po przeczytaniu którego zabrzmiały oklaski – co wskazuje na jego wartość. Nie oznacza to, że pozostałe dokumenty są bezużyteczne. Ich treść wymagała jednak dodatkowej dyskusji i poprawek. Taka praca jest zawsze bardzo mozolna i trudna, zważywszy na wrażliwość i specyfikę uwarunkowań, w jakich funkcjonują poszczególne Cerkwie.
– Sobór odniósł się do kwestii ekumenii.
– Cieszę się, że bezdyskusyjnie przyjęto tu stanowisko Cerkwi w Polsce, że dialog prowadzony z innymi Kościołami i wspólnotami nigdy nie oznaczał i oznaczać nie będzie kompromisu w sprawach wiary. Jest on zbudowany na słowach Jezusa Chrystusa, które zabrzmiały w Ewangelii apostoła Jana Priidi i wiżdż, czyli „Przyjdź i zobacz” (...). Głosimy świadectwo i zapraszamy – przyjdź, zobacz. Powstał na temat ekumenii dokument, który podkreśla wagę dialogu przy obronie najbardziej podstawowych praw i wartości człowieka. Skupia się on głównie na dialogu prowadzonym w ramach Światowej Rady Kościołów. Dokument nie jest doskonały, ale jest bardzo ważny. Potępił on unię kościelną, dla nas w Polsce wciąż bolesną. Problem ten podjęła Cerkiew grecka, reagując między innymi na pojawienie się w Atenach unickiej wspólnoty z biskupem na czele. Grecja zetknęła się z prozelityzmem.
– To trudny problem.
– Osobiście wierzę, że tu na ziemi nie ma doskonalszej drogi prowadzącej do zbawienia, niż życie w Cerkwi prawosławnej. Ale jakim prawem mogę odbierać prawo do zbawienia komuś, kto urodził się np. w Katowicach i został ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim? Nie mówmy: ci zbawią się, a tamci nie, bo to jest przejaw ekskluzywizmu wyznaniowego, egoizmu. Pamiętajmy też, że sama przynależność do Cerkwi prawosławnej daje możliwość zbawienia, ale nie jest jego gwarancją.
– Ale jest problem – gdzie jest pełnia Kościoła, a gdzie jej nie ma?
– Tak, poważny, bo dotyczy nauki wiary. Ale wierzymy, co często podkreśla metropolita Sawa, że Procwietie jazyczeskaja niepłodziaszczeja cerkow…, o czym śpiewamy na Jutrzni drugiego tonu w kanonie. Wierzymy, że może zakwitnąć i bezpłodna pustynia. Bóg działa na różne sposoby. Dlatego przyjęliśmy dokument o ekumenii, który tworzy podstawę, uzasadniającą celowość dialogu. Bo człowiek jest istotą dialogową i musi prowadzić dialog nawet z osobą nie pozostającą we wspólnocie wiary.
– Jaki powinien być dialog?
– Wolny od emocji, obiektywny, mozolny, oparty na modlitwie i szczegółowej analizie oraz teologicznej refleksji, uwzględniającej wszystkie przyczyny, które doprowadziły do rozłamu. Nie mamy dokąd się spieszyć. Prowadźmy dialog skrupulatnie i godnie.
– Dialog jest niezbędny?
– Oczywiście. Głosząc Ewangelię Chrystusa, choć nie mamy ewangelicznej jedności, musimy pokazać swoim życiem, że bez względu na różnorodność jest w nas solidarność, miłość, zrozumienie i szacunek, czyli ewangeliczne wartości. Przecież nie można usiąść do rozmowy, nienawidząc swego oponenta, co jest na wskroś nieewangeliczne.
– Sobór odniósł się do kwestii postów.
– Tak. Wiemy, że żaden z siedmiu soborów powszechnych nie mówił o innym poście, jak tylko o Wielkim Poście, ale też o jednodniowych postach środy i piątku. Bo choć Post Piotrowy był wówczas tylko postem przestrzeganym w monasterach, potem wszedł do pobożnej praktyki zwykłych wiernych. Podobnie było z Postem Bożonarodzeniowym. Posty kształtowały się na przestrzeni wieków pod ogromnym wpływem wspólnot monastycznych. I ludzie przyzwyczaili się do nich. Sobór na Krecie uczynił coś, czego nie uczyniły sobory poprzednie – nadał status obowiązkowy wszystkim postom.
– Wiemy, że były i takie propozycje, by posty podzielić na obligatoryjne i dowolne.
– Rzeczywiście tak było, ale tylko w formie dyskusji nad kwestią przestrzegania tylko niektórych z nich. Oczywiście, żadna z takich propozycji nie została przyjęta.
– Dowolne przestałyby istnieć z biegiem czasu.
– Prawdopodobnie. Jednak większość Ojców Soboru – tak nazywano uczestników zgromadzenia – uważała, że posty niosą człowiekowi ogromne korzyści duchowe i fizyczne. Potwierdzono więc istnienie postów wielodniowych, jednodniowych i eucharystycznych, czyli przed przyjęciem Świętych Darów. Ostatni oznacza całkowitą, z greckiego, asetiję, czyli zakaz spożywania pokarmów i napojów od północy przed Liturgią, na której przyjmujemy Święte Dary. Mówię to bardzo wyraźnie, ponieważ mówiono i o tym, że sobór zbierze się między innymi po to, by zdyskredytować, a nawet wyeliminować, pewne posty. Dokument o postach nie wywołał jednak szczególnej dyskusji.
– Postu powinniśmy przestrzegać od godziny 24, czyli północy, czy według czasu bizantyńskiego, to znaczy zaczynać go po południu dnia poprzedzającego post? Czyli jeśli post jest w piątek, zaczynamy go po południu we czwartek?
– Praktyczne kwestie stosowania postu zawsze należały do duszpasterskiej troski, czyli były regulowane przez duchownika, biskupa danej diecezji. Inaczej bowiem wygląda sytuacja w Cerkwiach, w których jutrznia jest sprawowana z rana, przed Liturgią, a inaczej gdy wsienoszcznoje bdienije jest sprawowane, jak u nas, w dniu poprzedzającym Liturgię. W Polsce wchodzimy w dzień następny poprzez wsienoszcznoje bdienije. Dzień mija o godzinie dziewiątej czasu bizantyńskiego, czyli o piętnastej naszego. Pamiętajmy jednak, że jeśli post kończymy po południu w piątek, to i rozpoczynajmy go po południu we czwartek.
– Post można regulować indywidualnie?
– W pewnych sytuacjach tak. Za każdym razem ta kwestia powinna być uzgadniana z duchownikiem, który powinien brać pod uwagę możliwości swego duchowego dziecka. Nie da się bowiem wszystkim narzucić tej samej miary. Na ten temat na Krecie odbyła się ciekawa dyskusja. Sporo przybyło biskupów z Afryki. Oni w ogóle nie jedzą mięsa, albo raz w roku, w wielkie święto. Jedzą owoce, kasze i mówią, że to co jedzą, jest raczej niesmaczne. Jak do nich odnieść post? Co im ograniczać? Mieliśmy list, napisany przez serbską młodzież z Ameryki, skierowany do Ojców Soboru. W nim Serbowie pytają – w jaki sposób powinien być regulowany post u osób wierzących, które są wegetarianami albo i weganami? Ciekawa była dyskusja, dotycząca zakazu spożywania ryb w poście. Mówiono o tym, że ryba złowiona na północy Rosji smakuje gorzej niż wyłowiona w morzach Grecji. Jeśli post ma być ascezą, to należy pamiętać, że jego cel tkwi we wstrzemięźliwości ciała, umysłu, języka i woli.
– Sobór mówił o statusie autokefalii i autonomii.
– Temat wywoływał gorącą dyskusję. Zacznijmy od diaspory, którą stworzyły współczesne ruchy migracyjne. I to głównie te wspólnoty domagają się autokefalicznych czy autonomicznych Cerkwi. Ojcowie Soboru stwierdzili, że dziś na terenie zamieszkałym przez diasporę nie może być mowy o tworzeniu nowej autokefalicznej ani autonomicznej Cerkwi.
– Będzie to chronić prawosławne Cerkwie przed ich rozdrobnieniem i rozproszeniem.
– Z pewnością tak. I chcę powiedzieć, że wbrew wszelkim doniesieniom nie tylko w agendzie soboru, ale także w dyskusjach kuluarowych nie podejmowano tematu autokefalii Cerkwi na Ukrainie. Powiem więcej – nasz władyka Sawa bardzo radykalnie wypowiedział się odnośnie statusu raskolników na Ukrainie, zwłaszcza samozwańczego patriarchy Filareta. Wystąpił w obronie kanonicznej Cerkwi.
– Wraz z falą emigracji życie przyniosło pewien bałagan w tytulaturze biskupów. Może być przecież na przykład pięciu biskupów Paryża czy Berlina.
– Tak, bo może być na przykład biskup Paryża dla wspólnoty bułgarskiej, inny dla wspólnoty rumuńskiej i tak dalej. Sobór na Krecie zalecił, by w ramach poszczególnych wspólnot diasporalnych nie nadawano tak samo brzmiących tytułów swoim biskupom. To usunie problemy formalne.
– Po części z problemem diaspory wiąże się misja Cerkwi w świecie. O tym też mówiono na Krecie.
– Przyjęto na ten temat dokument. Stanie się on zapewne szybko nieaktualny. Nie chodzi tu oczywiście o naukę Cerkwi w jej istocie, ale o zjawiska w świecie, które ulegają bardzo gwałtownym zmianom. Dokument na ten sam temat przyjęto w 1982 roku i dziś nie odpowiada już realiom świata. Geopolityczny i bioetyczny rozwój sytuacji nie pozwala na stworzenie długofalowego dokumentu. Cerkiew prowadząca misję w świecie musi przecież uwzględniać i takie zjawiska, jak in vitro, zmiana płci czy nawet klonowanie. Któż słyszał o takiej bioinżynierii kilkadziesiąt lat temu, nie wspominając o czasach soborowych. Dokument można sprowadzić do następującej prawdy: Cerkiew jest przeciwna wszystkiemu temu, co utrudnia bądź pozbawia człowieka zbawienia. Czyni to w imię miłości do ludzi.
– Przyjęto dokument i o małżeństwie. Kolejny trudny temat?
– Niewątpliwie.
– A śluby mieszane?
– Zgodnie z kanonami są one zabronione. Mówimy tu o ślubach z wyznawcami innych chrześcijańskich konfesji. Śluby z wyznawcami innych religii są surowo zabronione, np. chrześcijanina z muzułmaninem. Tam już nie istnieje żadna forma ekonomii. Dokonaliśmy jednak w dokumencie o małżeństwie pewnej poprawki, jeśli chodzi o śluby wyznaniowo mieszane. Dano wszystkim Cerkwiom prawo rozwiązywania tego problemu zgodnie z własnymi realiami, bo wszak nie uciekniemy od ślubów mieszanych wyznaniowo. Osobiście jednak uważam, choć to wielu zaboli, że takie śluby są gangreną dla życia liturgicznego małżeństw wyznaniowo mieszanych, nawet jeśli w sensie ludzkim są one udane. Podstawą dobrego małżeństwa jest jedność eucharystyczna, wspólne przystępowanie do Świętego Kielicha. Dyskusja na temat ślubów mieszanych jest obecna w Cerkwi od pierwszych wieków. I sobór dziś nie może zamknąć oczu i powiedzieć – nie ma takiej kwestii. Jeszcze większy problem jest w krajach afrykańskich. Bardzo wyważony w swoich opiniach był choćby metropolita Kenii Makarios, Cypryjczyk z pochodzenia. Przecież on, doprowadzając do przełożenia tekstu Liturgii na kilkadziesiąt afrykańskich dialektów, zakładając szkołę teologiczną w Harare, prowadzi misję wśród ludu, który żyje w związkach również poligamicznych. Przyjmując do prawosławnej Cerkwi mężczyznę, który ma kilka żon, prawnie w tamtej przestrzeni usankcjonowanych, i dzieci z nimi, nie może żądać, by wybrał tylko jedną żonę i dzieci z nią zrodzone. To wymaga ogromnej rozwagi. Czym zakończyłaby się misja tego Cypryjczyka, gdyby był religijnie surowy i restrykcyjny! A osiągnięcia tego nieocenionego misjonarza są naprawdę imponujące.
– Sobór to dla Władyki osobiście duże doświadczenie?
– Ogromne. Na Krecie wyraźnie uzmysłowiłem sobie, jak potrzebne są sobory, ale też jak bardzo są trudne.
– Co Władyce najbardziej się podobało?
– To, że debaty podczas soboru prowadzono w duchu miłości, pomimo różnorodności poglądów, że istniała możliwość niepodpisania określonego dokumentu przez danego Ojca, nawet gdy podpisał go jego zwierzchnik, oraz liczenie się z głosem tych, którzy na sobór nie przyjechali, czyli branie na siebie ciężaru zachowania jedności z tymi, którzy zostali. Na przykład grecką Cerkiew reprezentowało na soborze 25 biskupów, ale 55 pozostało w kraju.
– Dziękuję za rozmowę.
Anna Radziukiewicz: – W jaki sposób określa siebie Cerkiew?
Biskup Jerzy: – Tylko poprzez soborowość. W języku greckim sobór oznacza „synaksę”, zgromadzenie, natomiast „synod” jest silniejszym terminem i oznacza „wspólną drogę”. Grecy określają tym mianem również sobory powszechne. W tej wspólnej drodze, jaką są sobory-synody przejawia się duch Cerkwi. Bez soborów nie ma życia Cerkwi, a bez ich nauki zbawienia.
– Przez stulecia nie mieliśmy jednak soborów.
– Tym bardziej należy się cieszyć, że stał się możliwy kontakt między zwierzchnikami autokefalicznych Cerkwi i ich biskupami. Jeszcze na początku XX wieku takich spotkań nie było. Od czasu, kiedy tron Konstantynopola objął patriarcha Bartłomiej, z jego inicjatywy odbywają się regularne spotkania zwierzchników autokefalicznych Cerkwi, którym zawsze towarzyszy dwóch-trzech biskupów z danej Cerkwi. Podczas spotkań omawia się najważniejsze dla Cerkwi problemy, choćby takie jak przygotowania do obchodów millenium chrześcijaństwa w 2000 roku, jubileuszu apostoła Pawła (2008), czy wszechprawosławnego soboru (2014, 2016). Uczestnicy soboru na Krecie wyjechali z nadzieją, że podobne zgromadzenia będą się odbywać na przykład co pięć, dziesięć, czy piętnaście lat.
– To nie był sobór powszechny.
– Nigdy do tego nie pretendował.
– A co z niezwykle ważnymi dla prawosławnego świata soborami – Focjusza z dziewiątego wieku, na którym poruszano kwestię filioque i św. Grzegorza Palamasa w XIV wieku, który odniósł się do niestworzonych energii? Można je nazwać powszechnymi – ósmym i dziewiątym?
– Niewątpliwie mają one status soborów powszechnych, bowiem bez nauki tamtych soborów, odpowiadających na ówczesne wyzwania teologii zachodniej, nie ma czystej teologii. Nie zostały one jednak oficjalnie ogłoszone jako powszechne, mimo że w chrześcijańskiej świadomości za takie uchodzą. Ojcowie zgromadzeni w tym roku na Krecie odnieśli się jeszcze do innych soborów, także tego z 1872 roku, który potępił etnofiletyzm. To odniesienie znalazło się w oficjalnym orędziu soborowym.
– Co stanowiło podstawę soboru na Krecie?
– Oczywiście „Symbol wiary” – a w szczególności jej człon o Cerkwi: Wieruju wo Jedinuju Swiatuju, Sobornuju i Apostolskuju Cerkow…
– Sobór na Krecie zakończono orędziem.
– To bardzo głęboki tekst, złożony z 20 punktów, mieszczący się na 17 stronach, który na plenarnym posiedzeniu zaakceptowali wszyscy zwierzchnicy i biskupi lokalnych Cerkwi. Został przyjęty z pełną aprobatą. Zachęcam do jego lektury.
– Władyka przyjechał na Kretę wcześniej.
– Tak, dziesięć dni przed soborem. Zespół pracował bowiem właśnie nad tym orędziem przed soborem. Przed soborem odbyła się krótka synaksa zwierchników lokalnych Cerkwi, podczas której pracowali oni nad gotowym jej projektem. Każdemu ze zwierzchników towarzyszyło dwóch biskupów. Potem dokument przedstawiono na plenarnym posiedzeniu. Trzeba przyznać, że był to jedyny dokument, po przeczytaniu którego zabrzmiały oklaski – co wskazuje na jego wartość. Nie oznacza to, że pozostałe dokumenty są bezużyteczne. Ich treść wymagała jednak dodatkowej dyskusji i poprawek. Taka praca jest zawsze bardzo mozolna i trudna, zważywszy na wrażliwość i specyfikę uwarunkowań, w jakich funkcjonują poszczególne Cerkwie.
– Sobór odniósł się do kwestii ekumenii.
– Cieszę się, że bezdyskusyjnie przyjęto tu stanowisko Cerkwi w Polsce, że dialog prowadzony z innymi Kościołami i wspólnotami nigdy nie oznaczał i oznaczać nie będzie kompromisu w sprawach wiary. Jest on zbudowany na słowach Jezusa Chrystusa, które zabrzmiały w Ewangelii apostoła Jana Priidi i wiżdż, czyli „Przyjdź i zobacz” (...). Głosimy świadectwo i zapraszamy – przyjdź, zobacz. Powstał na temat ekumenii dokument, który podkreśla wagę dialogu przy obronie najbardziej podstawowych praw i wartości człowieka. Skupia się on głównie na dialogu prowadzonym w ramach Światowej Rady Kościołów. Dokument nie jest doskonały, ale jest bardzo ważny. Potępił on unię kościelną, dla nas w Polsce wciąż bolesną. Problem ten podjęła Cerkiew grecka, reagując między innymi na pojawienie się w Atenach unickiej wspólnoty z biskupem na czele. Grecja zetknęła się z prozelityzmem.
– To trudny problem.
– Osobiście wierzę, że tu na ziemi nie ma doskonalszej drogi prowadzącej do zbawienia, niż życie w Cerkwi prawosławnej. Ale jakim prawem mogę odbierać prawo do zbawienia komuś, kto urodził się np. w Katowicach i został ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim? Nie mówmy: ci zbawią się, a tamci nie, bo to jest przejaw ekskluzywizmu wyznaniowego, egoizmu. Pamiętajmy też, że sama przynależność do Cerkwi prawosławnej daje możliwość zbawienia, ale nie jest jego gwarancją.
– Ale jest problem – gdzie jest pełnia Kościoła, a gdzie jej nie ma?
– Tak, poważny, bo dotyczy nauki wiary. Ale wierzymy, co często podkreśla metropolita Sawa, że Procwietie jazyczeskaja niepłodziaszczeja cerkow…, o czym śpiewamy na Jutrzni drugiego tonu w kanonie. Wierzymy, że może zakwitnąć i bezpłodna pustynia. Bóg działa na różne sposoby. Dlatego przyjęliśmy dokument o ekumenii, który tworzy podstawę, uzasadniającą celowość dialogu. Bo człowiek jest istotą dialogową i musi prowadzić dialog nawet z osobą nie pozostającą we wspólnocie wiary.
– Jaki powinien być dialog?
– Wolny od emocji, obiektywny, mozolny, oparty na modlitwie i szczegółowej analizie oraz teologicznej refleksji, uwzględniającej wszystkie przyczyny, które doprowadziły do rozłamu. Nie mamy dokąd się spieszyć. Prowadźmy dialog skrupulatnie i godnie.
– Dialog jest niezbędny?
– Oczywiście. Głosząc Ewangelię Chrystusa, choć nie mamy ewangelicznej jedności, musimy pokazać swoim życiem, że bez względu na różnorodność jest w nas solidarność, miłość, zrozumienie i szacunek, czyli ewangeliczne wartości. Przecież nie można usiąść do rozmowy, nienawidząc swego oponenta, co jest na wskroś nieewangeliczne.
– Sobór odniósł się do kwestii postów.
– Tak. Wiemy, że żaden z siedmiu soborów powszechnych nie mówił o innym poście, jak tylko o Wielkim Poście, ale też o jednodniowych postach środy i piątku. Bo choć Post Piotrowy był wówczas tylko postem przestrzeganym w monasterach, potem wszedł do pobożnej praktyki zwykłych wiernych. Podobnie było z Postem Bożonarodzeniowym. Posty kształtowały się na przestrzeni wieków pod ogromnym wpływem wspólnot monastycznych. I ludzie przyzwyczaili się do nich. Sobór na Krecie uczynił coś, czego nie uczyniły sobory poprzednie – nadał status obowiązkowy wszystkim postom.
– Wiemy, że były i takie propozycje, by posty podzielić na obligatoryjne i dowolne.
– Rzeczywiście tak było, ale tylko w formie dyskusji nad kwestią przestrzegania tylko niektórych z nich. Oczywiście, żadna z takich propozycji nie została przyjęta.
– Dowolne przestałyby istnieć z biegiem czasu.
– Prawdopodobnie. Jednak większość Ojców Soboru – tak nazywano uczestników zgromadzenia – uważała, że posty niosą człowiekowi ogromne korzyści duchowe i fizyczne. Potwierdzono więc istnienie postów wielodniowych, jednodniowych i eucharystycznych, czyli przed przyjęciem Świętych Darów. Ostatni oznacza całkowitą, z greckiego, asetiję, czyli zakaz spożywania pokarmów i napojów od północy przed Liturgią, na której przyjmujemy Święte Dary. Mówię to bardzo wyraźnie, ponieważ mówiono i o tym, że sobór zbierze się między innymi po to, by zdyskredytować, a nawet wyeliminować, pewne posty. Dokument o postach nie wywołał jednak szczególnej dyskusji.
– Postu powinniśmy przestrzegać od godziny 24, czyli północy, czy według czasu bizantyńskiego, to znaczy zaczynać go po południu dnia poprzedzającego post? Czyli jeśli post jest w piątek, zaczynamy go po południu we czwartek?
– Praktyczne kwestie stosowania postu zawsze należały do duszpasterskiej troski, czyli były regulowane przez duchownika, biskupa danej diecezji. Inaczej bowiem wygląda sytuacja w Cerkwiach, w których jutrznia jest sprawowana z rana, przed Liturgią, a inaczej gdy wsienoszcznoje bdienije jest sprawowane, jak u nas, w dniu poprzedzającym Liturgię. W Polsce wchodzimy w dzień następny poprzez wsienoszcznoje bdienije. Dzień mija o godzinie dziewiątej czasu bizantyńskiego, czyli o piętnastej naszego. Pamiętajmy jednak, że jeśli post kończymy po południu w piątek, to i rozpoczynajmy go po południu we czwartek.
– Post można regulować indywidualnie?
– W pewnych sytuacjach tak. Za każdym razem ta kwestia powinna być uzgadniana z duchownikiem, który powinien brać pod uwagę możliwości swego duchowego dziecka. Nie da się bowiem wszystkim narzucić tej samej miary. Na ten temat na Krecie odbyła się ciekawa dyskusja. Sporo przybyło biskupów z Afryki. Oni w ogóle nie jedzą mięsa, albo raz w roku, w wielkie święto. Jedzą owoce, kasze i mówią, że to co jedzą, jest raczej niesmaczne. Jak do nich odnieść post? Co im ograniczać? Mieliśmy list, napisany przez serbską młodzież z Ameryki, skierowany do Ojców Soboru. W nim Serbowie pytają – w jaki sposób powinien być regulowany post u osób wierzących, które są wegetarianami albo i weganami? Ciekawa była dyskusja, dotycząca zakazu spożywania ryb w poście. Mówiono o tym, że ryba złowiona na północy Rosji smakuje gorzej niż wyłowiona w morzach Grecji. Jeśli post ma być ascezą, to należy pamiętać, że jego cel tkwi we wstrzemięźliwości ciała, umysłu, języka i woli.
– Sobór mówił o statusie autokefalii i autonomii.
– Temat wywoływał gorącą dyskusję. Zacznijmy od diaspory, którą stworzyły współczesne ruchy migracyjne. I to głównie te wspólnoty domagają się autokefalicznych czy autonomicznych Cerkwi. Ojcowie Soboru stwierdzili, że dziś na terenie zamieszkałym przez diasporę nie może być mowy o tworzeniu nowej autokefalicznej ani autonomicznej Cerkwi.
– Będzie to chronić prawosławne Cerkwie przed ich rozdrobnieniem i rozproszeniem.
– Z pewnością tak. I chcę powiedzieć, że wbrew wszelkim doniesieniom nie tylko w agendzie soboru, ale także w dyskusjach kuluarowych nie podejmowano tematu autokefalii Cerkwi na Ukrainie. Powiem więcej – nasz władyka Sawa bardzo radykalnie wypowiedział się odnośnie statusu raskolników na Ukrainie, zwłaszcza samozwańczego patriarchy Filareta. Wystąpił w obronie kanonicznej Cerkwi.
– Wraz z falą emigracji życie przyniosło pewien bałagan w tytulaturze biskupów. Może być przecież na przykład pięciu biskupów Paryża czy Berlina.
– Tak, bo może być na przykład biskup Paryża dla wspólnoty bułgarskiej, inny dla wspólnoty rumuńskiej i tak dalej. Sobór na Krecie zalecił, by w ramach poszczególnych wspólnot diasporalnych nie nadawano tak samo brzmiących tytułów swoim biskupom. To usunie problemy formalne.
– Po części z problemem diaspory wiąże się misja Cerkwi w świecie. O tym też mówiono na Krecie.
– Przyjęto na ten temat dokument. Stanie się on zapewne szybko nieaktualny. Nie chodzi tu oczywiście o naukę Cerkwi w jej istocie, ale o zjawiska w świecie, które ulegają bardzo gwałtownym zmianom. Dokument na ten sam temat przyjęto w 1982 roku i dziś nie odpowiada już realiom świata. Geopolityczny i bioetyczny rozwój sytuacji nie pozwala na stworzenie długofalowego dokumentu. Cerkiew prowadząca misję w świecie musi przecież uwzględniać i takie zjawiska, jak in vitro, zmiana płci czy nawet klonowanie. Któż słyszał o takiej bioinżynierii kilkadziesiąt lat temu, nie wspominając o czasach soborowych. Dokument można sprowadzić do następującej prawdy: Cerkiew jest przeciwna wszystkiemu temu, co utrudnia bądź pozbawia człowieka zbawienia. Czyni to w imię miłości do ludzi.
– Przyjęto dokument i o małżeństwie. Kolejny trudny temat?
– Niewątpliwie.
– A śluby mieszane?
– Zgodnie z kanonami są one zabronione. Mówimy tu o ślubach z wyznawcami innych chrześcijańskich konfesji. Śluby z wyznawcami innych religii są surowo zabronione, np. chrześcijanina z muzułmaninem. Tam już nie istnieje żadna forma ekonomii. Dokonaliśmy jednak w dokumencie o małżeństwie pewnej poprawki, jeśli chodzi o śluby wyznaniowo mieszane. Dano wszystkim Cerkwiom prawo rozwiązywania tego problemu zgodnie z własnymi realiami, bo wszak nie uciekniemy od ślubów mieszanych wyznaniowo. Osobiście jednak uważam, choć to wielu zaboli, że takie śluby są gangreną dla życia liturgicznego małżeństw wyznaniowo mieszanych, nawet jeśli w sensie ludzkim są one udane. Podstawą dobrego małżeństwa jest jedność eucharystyczna, wspólne przystępowanie do Świętego Kielicha. Dyskusja na temat ślubów mieszanych jest obecna w Cerkwi od pierwszych wieków. I sobór dziś nie może zamknąć oczu i powiedzieć – nie ma takiej kwestii. Jeszcze większy problem jest w krajach afrykańskich. Bardzo wyważony w swoich opiniach był choćby metropolita Kenii Makarios, Cypryjczyk z pochodzenia. Przecież on, doprowadzając do przełożenia tekstu Liturgii na kilkadziesiąt afrykańskich dialektów, zakładając szkołę teologiczną w Harare, prowadzi misję wśród ludu, który żyje w związkach również poligamicznych. Przyjmując do prawosławnej Cerkwi mężczyznę, który ma kilka żon, prawnie w tamtej przestrzeni usankcjonowanych, i dzieci z nimi, nie może żądać, by wybrał tylko jedną żonę i dzieci z nią zrodzone. To wymaga ogromnej rozwagi. Czym zakończyłaby się misja tego Cypryjczyka, gdyby był religijnie surowy i restrykcyjny! A osiągnięcia tego nieocenionego misjonarza są naprawdę imponujące.
– Sobór to dla Władyki osobiście duże doświadczenie?
– Ogromne. Na Krecie wyraźnie uzmysłowiłem sobie, jak potrzebne są sobory, ale też jak bardzo są trudne.
– Co Władyce najbardziej się podobało?
– To, że debaty podczas soboru prowadzono w duchu miłości, pomimo różnorodności poglądów, że istniała możliwość niepodpisania określonego dokumentu przez danego Ojca, nawet gdy podpisał go jego zwierzchnik, oraz liczenie się z głosem tych, którzy na sobór nie przyjechali, czyli branie na siebie ciężaru zachowania jedności z tymi, którzy zostali. Na przykład grecką Cerkiew reprezentowało na soborze 25 biskupów, ale 55 pozostało w kraju.
– Dziękuję za rozmowę.
Anna Radziukiewicz: – W jaki sposób określa siebie Cerkiew?
Biskup Jerzy: – Tylko poprzez soborowość. W języku greckim sobór oznacza „synaksę”, zgromadzenie, natomiast „synod” jest silniejszym terminem i oznacza „wspólną drogę”. Grecy określają tym mianem również sobory powszechne. W tej wspólnej drodze, jaką są sobory-synody przejawia się duch Cerkwi. Bez soborów nie ma życia Cerkwi, a bez ich nauki zbawienia.
– Przez stulecia nie mieliśmy jednak soborów.
– Tym bardziej należy się cieszyć, że stał się możliwy kontakt między zwierzchnikami autokefalicznych Cerkwi i ich biskupami. Jeszcze na początku XX wieku takich spotkań nie było. Od czasu, kiedy tron Konstantynopola objął patriarcha Bartłomiej, z jego inicjatywy odbywają się regularne spotkania zwierzchników autokefalicznych Cerkwi, którym zawsze towarzyszy dwóch-trzech biskupów z danej Cerkwi. Podczas spotkań omawia się najważniejsze dla Cerkwi problemy, choćby takie jak przygotowania do obchodów millenium chrześcijaństwa w 2000 roku, jubileuszu apostoła Pawła (2008), czy wszechprawosławnego soboru (2014, 2016). Uczestnicy soboru na Krecie wyjechali z nadzieją, że podobne zgromadzenia będą się odbywać na przykład co pięć, dziesięć, czy piętnaście lat.
– To nie był sobór powszechny.
– Nigdy do tego nie pretendował.
– A co z niezwykle ważnymi dla prawosławnego świata soborami – Focjusza z dziewiątego wieku, na którym poruszano kwestię filioque i św. Grzegorza Palamasa w XIV wieku, który odniósł się do niestworzonych energii? Można je nazwać powszechnymi – ósmym i dziewiątym?
– Niewątpliwie mają one status soborów powszechnych, bowiem bez nauki tamtych soborów, odpowiadających na ówczesne wyzwania teologii zachodniej, nie ma czystej teologii. Nie zostały one jednak oficjalnie ogłoszone jako powszechne, mimo że w chrześcijańskiej świadomości za takie uchodzą. Ojcowie zgromadzeni w tym roku na Krecie odnieśli się jeszcze do innych soborów, także tego z 1872 roku, który potępił etnofiletyzm. To odniesienie znalazło się w oficjalnym orędziu soborowym.
– Co stanowiło podstawę soboru na Krecie?
– Oczywiście „Symbol wiary” – a w szczególności jej człon o Cerkwi: Wieruju wo Jedinuju Swiatuju, Sobornuju i Apostolskuju Cerkow…
– Sobór na Krecie zakończono orędziem.
– To bardzo głęboki tekst, złożony z 20 punktów, mieszczący się na 17 stronach, który na plenarnym posiedzeniu zaakceptowali wszyscy zwierzchnicy i biskupi lokalnych Cerkwi. Został przyjęty z pełną aprobatą. Zachęcam do jego lektury.
– Władyka przyjechał na Kretę wcześniej.
– Tak, dziesięć dni przed soborem. Zespół pracował bowiem właśnie nad tym orędziem przed soborem. Przed soborem odbyła się krótka synaksa zwierchników lokalnych Cerkwi, podczas której pracowali oni nad gotowym jej projektem. Każdemu ze zwierzchników towarzyszyło dwóch biskupów. Potem dokument przedstawiono na plenarnym posiedzeniu. Trzeba przyznać, że był to jedyny dokument, po przeczytaniu którego zabrzmiały oklaski – co wskazuje na jego wartość. Nie oznacza to, że pozostałe dokumenty są bezużyteczne. Ich treść wymagała jednak dodatkowej dyskusji i poprawek. Taka praca jest zawsze bardzo mozolna i trudna, zważywszy na wrażliwość i specyfikę uwarunkowań, w jakich funkcjonują poszczególne Cerkwie.
– Sobór odniósł się do kwestii ekumenii.
– Cieszę się, że bezdyskusyjnie przyjęto tu stanowisko Cerkwi w Polsce, że dialog prowadzony z innymi Kościołami i wspólnotami nigdy nie oznaczał i oznaczać nie będzie kompromisu w sprawach wiary. Jest on zbudowany na słowach Jezusa Chrystusa, które zabrzmiały w Ewangelii apostoła Jana Priidi i wiżdż, czyli „Przyjdź i zobacz” (...). Głosimy świadectwo i zapraszamy – przyjdź, zobacz. Powstał na temat ekumenii dokument, który podkreśla wagę dialogu przy obronie najbardziej podstawowych praw i wartości człowieka. Skupia się on głównie na dialogu prowadzonym w ramach Światowej Rady Kościołów. Dokument nie jest doskonały, ale jest bardzo ważny. Potępił on unię kościelną, dla nas w Polsce wciąż bolesną. Problem ten podjęła Cerkiew grecka, reagując między innymi na pojawienie się w Atenach unickiej wspólnoty z biskupem na czele. Grecja zetknęła się z prozelityzmem.
– To trudny problem.
– Osobiście wierzę, że tu na ziemi nie ma doskonalszej drogi prowadzącej do zbawienia, niż życie w Cerkwi prawosławnej. Ale jakim prawem mogę odbierać prawo do zbawienia komuś, kto urodził się np. w Katowicach i został ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim? Nie mówmy: ci zbawią się, a tamci nie, bo to jest przejaw ekskluzywizmu wyznaniowego, egoizmu. Pamiętajmy też, że sama przynależność do Cerkwi prawosławnej daje możliwość zbawienia, ale nie jest jego gwarancją.
– Ale jest problem – gdzie jest pełnia Kościoła, a gdzie jej nie ma?
– Tak, poważny, bo dotyczy nauki wiary. Ale wierzymy, co często podkreśla metropolita Sawa, że Procwietie jazyczeskaja niepłodziaszczeja cerkow…, o czym śpiewamy na Jutrzni drugiego tonu w kanonie. Wierzymy, że może zakwitnąć i bezpłodna pustynia. Bóg działa na różne sposoby. Dlatego przyjęliśmy dokument o ekumenii, który tworzy podstawę, uzasadniającą celowość dialogu. Bo człowiek jest istotą dialogową i musi prowadzić dialog nawet z osobą nie pozostającą we wspólnocie wiary.
– Jaki powinien być dialog?
– Wolny od emocji, obiektywny, mozolny, oparty na modlitwie i szczegółowej analizie oraz teologicznej refleksji, uwzględniającej wszystkie przyczyny, które doprowadziły do rozłamu. Nie mamy dokąd się spieszyć. Prowadźmy dialog skrupulatnie i godnie.
– Dialog jest niezbędny?
– Oczywiście. Głosząc Ewangelię Chrystusa, choć nie mamy ewangelicznej jedności, musimy pokazać swoim życiem, że bez względu na różnorodność jest w nas solidarność, miłość, zrozumienie i szacunek, czyli ewangeliczne wartości. Przecież nie można usiąść do rozmowy, nienawidząc swego oponenta, co jest na wskroś nieewangeliczne.
– Sobór odniósł się do kwestii postów.
– Tak. Wiemy, że żaden z siedmiu soborów powszechnych nie mówił o innym poście, jak tylko o Wielkim Poście, ale też o jednodniowych postach środy i piątku. Bo choć Post Piotrowy był wówczas tylko postem przestrzeganym w monasterach, potem wszedł do pobożnej praktyki zwykłych wiernych. Podobnie było z Postem Bożonarodzeniowym. Posty kształtowały się na przestrzeni wieków pod ogromnym wpływem wspólnot monastycznych. I ludzie przyzwyczaili się do nich. Sobór na Krecie uczynił coś, czego nie uczyniły sobory poprzednie – nadał status obowiązkowy wszystkim postom.
– Wiemy, że były i takie propozycje, by posty podzielić na obligatoryjne i dowolne.
– Rzeczywiście tak było, ale tylko w formie dyskusji nad kwestią przestrzegania tylko niektórych z nich. Oczywiście, żadna z takich propozycji nie została przyjęta.
– Dowolne przestałyby istnieć z biegiem czasu.
– Prawdopodobnie. Jednak większość Ojców Soboru – tak nazywano uczestników zgromadzenia – uważała, że posty niosą człowiekowi ogromne korzyści duchowe i fizyczne. Potwierdzono więc istnienie postów wielodniowych, jednodniowych i eucharystycznych, czyli przed przyjęciem Świętych Darów. Ostatni oznacza całkowitą, z greckiego, asetiję, czyli zakaz spożywania pokarmów i napojów od północy przed Liturgią, na której przyjmujemy Święte Dary. Mówię to bardzo wyraźnie, ponieważ mówiono i o tym, że sobór zbierze się między innymi po to, by zdyskredytować, a nawet wyeliminować, pewne posty. Dokument o postach nie wywołał jednak szczególnej dyskusji.
– Postu powinniśmy przestrzegać od godziny 24, czyli północy, czy według czasu bizantyńskiego, to znaczy zaczynać go po południu dnia poprzedzającego post? Czyli jeśli post jest w piątek, zaczynamy go po południu we czwartek?
– Praktyczne kwestie stosowania postu zawsze należały do duszpasterskiej troski, czyli były regulowane przez duchownika, biskupa danej diecezji. Inaczej bowiem wygląda sytuacja w Cerkwiach, w których jutrznia jest sprawowana z rana, przed Liturgią, a inaczej gdy wsienoszcznoje bdienije jest sprawowane, jak u nas, w dniu poprzedzającym Liturgię. W Polsce wchodzimy w dzień następny poprzez wsienoszcznoje bdienije. Dzień mija o godzinie dziewiątej czasu bizantyńskiego, czyli o piętnastej naszego. Pamiętajmy jednak, że jeśli post kończymy po południu w piątek, to i rozpoczynajmy go po południu we czwartek.
– Post można regulować indywidualnie?
– W pewnych sytuacjach tak. Za każdym razem ta kwestia powinna być uzgadniana z duchownikiem, który powinien brać pod uwagę możliwości swego duchowego dziecka. Nie da się bowiem wszystkim narzucić tej samej miary. Na ten temat na Krecie odbyła się ciekawa dyskusja. Sporo przybyło biskupów z Afryki. Oni w ogóle nie jedzą mięsa, albo raz w roku, w wielkie święto. Jedzą owoce, kasze i mówią, że to co jedzą, jest raczej niesmaczne. Jak do nich odnieść post? Co im ograniczać? Mieliśmy list, napisany przez serbską młodzież z Ameryki, skierowany do Ojców Soboru. W nim Serbowie pytają – w jaki sposób powinien być regulowany post u osób wierzących, które są wegetarianami albo i weganami? Ciekawa była dyskusja, dotycząca zakazu spożywania ryb w poście. Mówiono o tym, że ryba złowiona na północy Rosji smakuje gorzej niż wyłowiona w morzach Grecji. Jeśli post ma być ascezą, to należy pamiętać, że jego cel tkwi we wstrzemięźliwości ciała, umysłu, języka i woli.
– Sobór mówił o statusie autokefalii i autonomii.
– Temat wywoływał gorącą dyskusję. Zacznijmy od diaspory, którą stworzyły współczesne ruchy migracyjne. I to głównie te wspólnoty domagają się autokefalicznych czy autonomicznych Cerkwi. Ojcowie Soboru stwierdzili, że dziś na terenie zamieszkałym przez diasporę nie może być mowy o tworzeniu nowej autokefalicznej ani autonomicznej Cerkwi.
– Będzie to chronić prawosławne Cerkwie przed ich rozdrobnieniem i rozproszeniem.
– Z pewnością tak. I chcę powiedzieć, że wbrew wszelkim doniesieniom nie tylko w agendzie soboru, ale także w dyskusjach kuluarowych nie podejmowano tematu autokefalii Cerkwi na Ukrainie. Powiem więcej – nasz władyka Sawa bardzo radykalnie wypowiedział się odnośnie statusu raskolników na Ukrainie, zwłaszcza samozwańczego patriarchy Filareta. Wystąpił w obronie kanonicznej Cerkwi.
– Wraz z falą emigracji życie przyniosło pewien bałagan w tytulaturze biskupów. Może być przecież na przykład pięciu biskupów Paryża czy Berlina.
– Tak, bo może być na przykład biskup Paryża dla wspólnoty bułgarskiej, inny dla wspólnoty rumuńskiej i tak dalej. Sobór na Krecie zalecił, by w ramach poszczególnych wspólnot diasporalnych nie nadawano tak samo brzmiących tytułów swoim biskupom. To usunie problemy formalne.
– Po części z problemem diaspory wiąże się misja Cerkwi w świecie. O tym też mówiono na Krecie.
– Przyjęto na ten temat dokument. Stanie się on zapewne szybko nieaktualny. Nie chodzi tu oczywiście o naukę Cerkwi w jej istocie, ale o zjawiska w świecie, które ulegają bardzo gwałtownym zmianom. Dokument na ten sam temat przyjęto w 1982 roku i dziś nie odpowiada już realiom świata. Geopolityczny i bioetyczny rozwój sytuacji nie pozwala na stworzenie długofalowego dokumentu. Cerkiew prowadząca misję w świecie musi przecież uwzględniać i takie zjawiska, jak in vitro, zmiana płci czy nawet klonowanie. Któż słyszał o takiej bioinżynierii kilkadziesiąt lat temu, nie wspominając o czasach soborowych. Dokument można sprowadzić do następującej prawdy: Cerkiew jest przeciwna wszystkiemu temu, co utrudnia bądź pozbawia człowieka zbawienia. Czyni to w imię miłości do ludzi.
– Przyjęto dokument i o małżeństwie. Kolejny trudny temat?
– Niewątpliwie.
– A śluby mieszane?
– Zgodnie z kanonami są one zabronione. Mówimy tu o ślubach z wyznawcami innych chrześcijańskich konfesji. Śluby z wyznawcami innych religii są surowo zabronione, np. chrześcijanina z muzułmaninem. Tam już nie istnieje żadna forma ekonomii. Dokonaliśmy jednak w dokumencie o małżeństwie pewnej poprawki, jeśli chodzi o śluby wyznaniowo mieszane. Dano wszystkim Cerkwiom prawo rozwiązywania tego problemu zgodnie z własnymi realiami, bo wszak nie uciekniemy od ślubów mieszanych wyznaniowo. Osobiście jednak uważam, choć to wielu zaboli, że takie śluby są gangreną dla życia liturgicznego małżeństw wyznaniowo mieszanych, nawet jeśli w sensie ludzkim są one udane. Podstawą dobrego małżeństwa jest jedność eucharystyczna, wspólne przystępowanie do Świętego Kielicha. Dyskusja na temat ślubów mieszanych jest obecna w Cerkwi od pierwszych wieków. I sobór dziś nie może zamknąć oczu i powiedzieć – nie ma takiej kwestii. Jeszcze większy problem jest w krajach afrykańskich. Bardzo wyważony w swoich opiniach był choćby metropolita Kenii Makarios, Cypryjczyk z pochodzenia. Przecież on, doprowadzając do przełożenia tekstu Liturgii na kilkadziesiąt afrykańskich dialektów, zakładając szkołę teologiczną w Harare, prowadzi misję wśród ludu, który żyje w związkach również poligamicznych. Przyjmując do prawosławnej Cerkwi mężczyznę, który ma kilka żon, prawnie w tamtej przestrzeni usankcjonowanych, i dzieci z nimi, nie może żądać, by wybrał tylko jedną żonę i dzieci z nią zrodzone. To wymaga ogromnej rozwagi. Czym zakończyłaby się misja tego Cypryjczyka, gdyby był religijnie surowy i restrykcyjny! A osiągnięcia tego nieocenionego misjonarza są naprawdę imponujące.
– Sobór to dla Władyki osobiście duże doświadczenie?
– Ogromne. Na Krecie wyraźnie uzmysłowiłem sobie, jak potrzebne są sobory, ale też jak bardzo są trudne.
– Co Władyce najbardziej się podobało?
– To, że debaty podczas soboru prowadzono w duchu miłości, pomimo różnorodności poglądów, że istniała możliwość niepodpisania określonego dokumentu przez danego Ojca, nawet gdy podpisał go jego zwierzchnik, oraz liczenie się z głosem tych, którzy na sobór nie przyjechali, czyli branie na siebie ciężaru zachowania jedności z tymi, którzy zostali. Na przykład grecką Cerkiew reprezentowało na soborze 25 biskupów, ale 55 pozostało w kraju.
– Dziękuję za rozmowę.
Anna Radziukiewicz: – W jaki sposób określa siebie Cerkiew?
Biskup Jerzy: – Tylko poprzez soborowość. W języku greckim sobór oznacza „synaksę”, zgromadzenie, natomiast „synod” jest silniejszym terminem i oznacza „wspólną drogę”. Grecy określają tym mianem również sobory powszechne. W tej wspólnej drodze, jaką są sobory-synody przejawia się duch Cerkwi. Bez soborów nie ma życia Cerkwi, a bez ich nauki zbawienia.
– Przez stulecia nie mieliśmy jednak soborów.
– Tym bardziej należy się cieszyć, że stał się możliwy kontakt między zwierzchnikami autokefalicznych Cerkwi i ich biskupami. Jeszcze na początku XX wieku takich spotkań nie było. Od czasu, kiedy tron Konstantynopola objął patriarcha Bartłomiej, z jego inicjatywy odbywają się regularne spotkania zwierzchników autokefalicznych Cerkwi, którym zawsze towarzyszy dwóch-trzech biskupów z danej Cerkwi. Podczas spotkań omawia się najważniejsze dla Cerkwi problemy, choćby takie jak przygotowania do obchodów millenium chrześcijaństwa w 2000 roku, jubileuszu apostoła Pawła (2008), czy wszechprawosławnego soboru (2014, 2016). Uczestnicy soboru na Krecie wyjechali z nadzieją, że podobne zgromadzenia będą się odbywać na przykład co pięć, dziesięć, czy piętnaście lat.
– To nie był sobór powszechny.
– Nigdy do tego nie pretendował.
– A co z niezwykle ważnymi dla prawosławnego świata soborami – Focjusza z dziewiątego wieku, na którym poruszano kwestię filioque i św. Grzegorza Palamasa w XIV wieku, który odniósł się do niestworzonych energii? Można je nazwać powszechnymi – ósmym i dziewiątym?
– Niewątpliwie mają one status soborów powszechnych, bowiem bez nauki tamtych soborów, odpowiadających na ówczesne wyzwania teologii zachodniej, nie ma czystej teologii. Nie zostały one jednak oficjalnie ogłoszone jako powszechne, mimo że w chrześcijańskiej świadomości za takie uchodzą. Ojcowie zgromadzeni w tym roku na Krecie odnieśli się jeszcze do innych soborów, także tego z 1872 roku, który potępił etnofiletyzm. To odniesienie znalazło się w oficjalnym orędziu soborowym.
– Co stanowiło podstawę soboru na Krecie?
– Oczywiście „Symbol wiary” – a w szczególności jej człon o Cerkwi: Wieruju wo Jedinuju Swiatuju, Sobornuju i Apostolskuju Cerkow…
– Sobór na Krecie zakończono orędziem.
– To bardzo głęboki tekst, złożony z 20 punktów, mieszczący się na 17 stronach, który na plenarnym posiedzeniu zaakceptowali wszyscy zwierzchnicy i biskupi lokalnych Cerkwi. Został przyjęty z pełną aprobatą. Zachęcam do jego lektury.
– Władyka przyjechał na Kretę wcześniej.
– Tak, dziesięć dni przed soborem. Zespół pracował bowiem właśnie nad tym orędziem przed soborem. Przed soborem odbyła się krótka synaksa zwierchników lokalnych Cerkwi, podczas której pracowali oni nad gotowym jej projektem. Każdemu ze zwierzchników towarzyszyło dwóch biskupów. Potem dokument przedstawiono na plenarnym posiedzeniu. Trzeba przyznać, że był to jedyny dokument, po przeczytaniu którego zabrzmiały oklaski – co wskazuje na jego wartość. Nie oznacza to, że pozostałe dokumenty są bezużyteczne. Ich treść wymagała jednak dodatkowej dyskusji i poprawek. Taka praca jest zawsze bardzo mozolna i trudna, zważywszy na wrażliwość i specyfikę uwarunkowań, w jakich funkcjonują poszczególne Cerkwie.
– Sobór odniósł się do kwestii ekumenii.
– Cieszę się, że bezdyskusyjnie przyjęto tu stanowisko Cerkwi w Polsce, że dialog prowadzony z innymi Kościołami i wspólnotami nigdy nie oznaczał i oznaczać nie będzie kompromisu w sprawach wiary. Jest on zbudowany na słowach Jezusa Chrystusa, które zabrzmiały w Ewangelii apostoła Jana Priidi i wiżdż, czyli „Przyjdź i zobacz” (...). Głosimy świadectwo i zapraszamy – przyjdź, zobacz. Powstał na temat ekumenii dokument, który podkreśla wagę dialogu przy obronie najbardziej podstawowych praw i wartości człowieka. Skupia się on głównie na dialogu prowadzonym w ramach Światowej Rady Kościołów. Dokument nie jest doskonały, ale jest bardzo ważny. Potępił on unię kościelną, dla nas w Polsce wciąż bolesną. Problem ten podjęła Cerkiew grecka, reagując między innymi na pojawienie się w Atenach unickiej wspólnoty z biskupem na czele. Grecja zetknęła się z prozelityzmem.
– To trudny problem.
– Osobiście wierzę, że tu na ziemi nie ma doskonalszej drogi prowadzącej do zbawienia, niż życie w Cerkwi prawosławnej. Ale jakim prawem mogę odbierać prawo do zbawienia komuś, kto urodził się np. w Katowicach i został ochrzczony w Kościele rzymskokatolickim? Nie mówmy: ci zbawią się, a tamci nie, bo to jest przejaw ekskluzywizmu wyznaniowego, egoizmu. Pamiętajmy też, że sama przynależność do Cerkwi prawosławnej daje możliwość zbawienia, ale nie jest jego gwarancją.
– Ale jest problem – gdzie jest pełnia Kościoła, a gdzie jej nie ma?
– Tak, poważny, bo dotyczy nauki wiary. Ale wierzymy, co często podkreśla metropolita Sawa, że Procwietie jazyczeskaja niepłodziaszczeja cerkow…, o czym śpiewamy na Jutrzni drugiego tonu w kanonie. Wierzymy, że może zakwitnąć i bezpłodna pustynia. Bóg działa na różne sposoby. Dlatego przyjęliśmy dokument o ekumenii, który tworzy podstawę, uzasadniającą celowość dialogu. Bo człowiek jest istotą dialogową i musi prowadzić dialog nawet z osobą nie pozostającą we wspólnocie wiary.
– Jaki powinien być dialog?
– Wolny od emocji, obiektywny, mozolny, oparty na modlitwie i szczegółowej analizie oraz teologicznej refleksji, uwzględniającej wszystkie przyczyny, które doprowadziły do rozłamu. Nie mamy dokąd się spieszyć. Prowadźmy dialog skrupulatnie i godnie.
– Dialog jest niezbędny?
– Oczywiście. Głosząc Ewangelię Chrystusa, choć nie mamy ewangelicznej jedności, musimy pokazać swoim życiem, że bez względu na różnorodność jest w nas solidarność, miłość, zrozumienie i szacunek, czyli ewangeliczne wartości. Przecież nie można usiąść do rozmowy, nienawidząc swego oponenta, co jest na wskroś nieewangeliczne.
– Sobór odniósł się do kwestii postów.
– Tak. Wiemy, że żaden z siedmiu soborów powszechnych nie mówił o innym poście, jak tylko o Wielkim Poście, ale też o jednodniowych postach środy i piątku. Bo choć Post Piotrowy był wówczas tylko postem przestrzeganym w monasterach, potem wszedł do pobożnej praktyki zwykłych wiernych. Podobnie było z Postem Bożonarodzeniowym. Posty kształtowały się na przestrzeni wieków pod ogromnym wpływem wspólnot monastycznych. I ludzie przyzwyczaili się do nich. Sobór na Krecie uczynił coś, czego nie uczyniły sobory poprzednie – nadał status obowiązkowy wszystkim postom.
– Wiemy, że były i takie propozycje, by posty podzielić na obligatoryjne i dowolne.
– Rzeczywiście tak było, ale tylko w formie dyskusji nad kwestią przestrzegania tylko niektórych z nich. Oczywiście, żadna z takich propozycji nie została przyjęta.
– Dowolne przestałyby istnieć z biegiem czasu.
– Prawdopodobnie. Jednak większość Ojców Soboru – tak nazywano uczestników zgromadzenia – uważała, że posty niosą człowiekowi ogromne korzyści duchowe i fizyczne. Potwierdzono więc istnienie postów wielodniowych, jednodniowych i eucharystycznych, czyli przed przyjęciem Świętych Darów. Ostatni oznacza całkowitą, z greckiego, asetiję, czyli zakaz spożywania pokarmów i napojów od północy przed Liturgią, na której przyjmujemy Święte Dary. Mówię to bardzo wyraźnie, ponieważ mówiono i o tym, że sobór zbierze się między innymi po to, by zdyskredytować, a nawet wyeliminować, pewne posty. Dokument o postach nie wywołał jednak szczególnej dyskusji.
– Postu powinniśmy przestrzegać od godziny 24, czyli północy, czy według czasu bizantyńskiego, to znaczy zaczynać go po południu dnia poprzedzającego post? Czyli jeśli post jest w piątek, zaczynamy go po południu we czwartek?
– Praktyczne kwestie stosowania postu zawsze należały do duszpasterskiej troski, czyli były regulowane przez duchownika, biskupa danej diecezji. Inaczej bowiem wygląda sytuacja w Cerkwiach, w których jutrznia jest sprawowana z rana, przed Liturgią, a inaczej gdy wsienoszcznoje bdienije jest sprawowane, jak u nas, w dniu poprzedzającym Liturgię. W Polsce wchodzimy w dzień następny poprzez wsienoszcznoje bdienije. Dzień mija o godzinie dziewiątej czasu bizantyńskiego, czyli o piętnastej naszego. Pamiętajmy jednak, że jeśli post kończymy po południu w piątek, to i rozpoczynajmy go po południu we czwartek.
– Post można regulować indywidualnie?
– W pewnych sytuacjach tak. Za każdym razem ta kwestia powinna być uzgadniana z duchownikiem, który powinien brać pod uwagę możliwości swego duchowego dziecka. Nie da się bowiem wszystkim narzucić tej samej miary. Na ten temat na Krecie odbyła się ciekawa dyskusja. Sporo przybyło biskupów z Afryki. Oni w ogóle nie jedzą mięsa, albo raz w roku, w wielkie święto. Jedzą owoce, kasze i mówią, że to co jedzą, jest raczej niesmaczne. Jak do nich odnieść post? Co im ograniczać? Mieliśmy list, napisany przez serbską młodzież z Ameryki, skierowany do Ojców Soboru. W nim Serbowie pytają – w jaki sposób powinien być regulowany post u osób wierzących, które są wegetarianami albo i weganami? Ciekawa była dyskusja, dotycząca zakazu spożywania ryb w poście. Mówiono o tym, że ryba złowiona na północy Rosji smakuje gorzej niż wyłowiona w morzach Grecji. Jeśli post ma być ascezą, to należy pamiętać, że jego cel tkwi we wstrzemięźliwości ciała, umysłu, języka i woli.
– Sobór mówił o statusie autokefalii i autonomii.
– Temat wywoływał gorącą dyskusję. Zacznijmy od diaspory, którą stworzyły współczesne ruchy migracyjne. I to głównie te wspólnoty domagają się autokefalicznych czy autonomicznych Cerkwi. Ojcowie Soboru stwierdzili, że dziś na terenie zamieszkałym przez diasporę nie może być mowy o tworzeniu nowej autokefalicznej ani autonomicznej Cerkwi.
– Będzie to chronić prawosławne Cerkwie przed ich rozdrobnieniem i rozproszeniem.
– Z pewnością tak. I chcę powiedzieć, że wbrew wszelkim doniesieniom nie tylko w agendzie soboru, ale także w dyskusjach kuluarowych nie podejmowano tematu autokefalii Cerkwi na Ukrainie. Powiem więcej – nasz władyka Sawa bardzo radykalnie wypowiedział się odnośnie statusu raskolników na Ukrainie, zwłaszcza samozwańczego patriarchy Filareta. Wystąpił w obronie kanonicznej Cerkwi.
– Wraz z falą emigracji życie przyniosło pewien bałagan w tytulaturze biskupów. Może być przecież na przykład pięciu biskupów Paryża czy Berlina.
– Tak, bo może być na przykład biskup Paryża dla wspólnoty bułgarskiej, inny dla wspólnoty rumuńskiej i tak dalej. Sobór na Krecie zalecił, by w ramach poszczególnych wspólnot diasporalnych nie nadawano tak samo brzmiących tytułów swoim biskupom. To usunie problemy formalne.
– Po części z problemem diaspory wiąże się misja Cerkwi w świecie. O tym też mówiono na Krecie.
– Przyjęto na ten temat dokument. Stanie się on zapewne szybko nieaktualny. Nie chodzi tu oczywiście o naukę Cerkwi w jej istocie, ale o zjawiska w świecie, które ulegają bardzo gwałtownym zmianom. Dokument na ten sam temat przyjęto w 1982 roku i dziś nie odpowiada już realiom świata. Geopolityczny i bioetyczny rozwój sytuacji nie pozwala na stworzenie długofalowego dokumentu. Cerkiew prowadząca misję w świecie musi przecież uwzględniać i takie zjawiska, jak in vitro, zmiana płci czy nawet klonowanie. Któż słyszał o takiej bioinżynierii kilkadziesiąt lat temu, nie wspominając o czasach soborowych. Dokument można sprowadzić do następującej prawdy: Cerkiew jest przeciwna wszystkiemu temu, co utrudnia bądź pozbawia człowieka zbawienia. Czyni to w imię miłości do ludzi.
– Przyjęto dokument i o małżeństwie. Kolejny trudny temat?
– Niewątpliwie.
– A śluby mieszane?
– Zgodnie z kanonami są one zabronione. Mówimy tu o ślubach z wyznawcami innych chrześcijańskich konfesji. Śluby z wyznawcami innych religii są surowo zabronione, np. chrześcijanina z muzułmaninem. Tam już nie istnieje żadna forma ekonomii. Dokonaliśmy jednak w dokumencie o małżeństwie pewnej poprawki, jeśli chodzi o śluby wyznaniowo mieszane. Dano wszystkim Cerkwiom prawo rozwiązywania tego problemu zgodnie z własnymi realiami, bo wszak nie uciekniemy od ślubów mieszanych wyznaniowo. Osobiście jednak uważam, choć to wielu zaboli, że takie śluby są gangreną dla życia liturgicznego małżeństw wyznaniowo mieszanych, nawet jeśli w sensie ludzkim są one udane. Podstawą dobrego małżeństwa jest jedność eucharystyczna, wspólne przystępowanie do Świętego Kielicha. Dyskusja na temat ślubów mieszanych jest obecna w Cerkwi od pierwszych wieków. I sobór dziś nie może zamknąć oczu i powiedzieć – nie ma takiej kwestii. Jeszcze większy problem jest w krajach afrykańskich. Bardzo wyważony w swoich opiniach był choćby metropolita Kenii Makarios, Cypryjczyk z pochodzenia. Przecież on, doprowadzając do przełożenia tekstu Liturgii na kilkadziesiąt afrykańskich dialektów, zakładając szkołę teologiczną w Harare, prowadzi misję wśród ludu, który żyje w związkach również poligamicznych. Przyjmując do prawosławnej Cerkwi mężczyznę, który ma kilka żon, prawnie w tamtej przestrzeni usankcjonowanych, i dzieci z nimi, nie może żądać, by wybrał tylko jedną żonę i dzieci z nią zrodzone. To wymaga ogromnej rozwagi. Czym zakończyłaby się misja tego Cypryjczyka, gdyby był religijnie surowy i restrykcyjny! A osiągnięcia tego nieocenionego misjonarza są naprawdę imponujące.
– Sobór to dla Władyki osobiście duże doświadczenie?
– Ogromne. Na Krecie wyraźnie uzmysłowiłem sobie, jak potrzebne są sobory, ale też jak bardzo są trudne.
– Co Władyce najbardziej się podobało?
– To, że debaty podczas soboru prowadzono w duchu miłości, pomimo różnorodności poglądów, że istniała możliwość niepodpisania określonego dokumentu przez danego Ojca, nawet gdy podpisał go jego zwierzchnik, oraz liczenie się z głosem tych, którzy na sobór nie przyjechali, czyli branie na siebie ciężaru zachowania jedności z tymi, którzy zostali. Na przykład grecką Cerkiew reprezentowało na soborze 25 biskupów, ale 55 pozostało w kraju.
– Dziękuję za rozmowę.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token