Numer 8(374)    Sierpień 2016Numer 8(374)    Sierpień 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Słowa Bogu miłe
Anna Radziukiewicz
O UDOGODNIENIACH
I BOGACTWIE

Wiele udogodnień czyni człowieka bezwartościowym – poucza św. Paisjusz, który na Pustynię Synajską wybrał się tylko z puszką po konserwach, gotując w niej herbatę z wody kapiącej ze skały w ilości trzech litrów na dobę.
– Spójrz na stolarza – mówi starzec. – Zwisa mu brzuch. Ma narzędzia, wszelkie udogodnienia. Kiedyś nie spotkałeś stolarza z brzuchem, bo cały dzień ręcznym heblem heblował deski, piłował je ręczną piłą. Był mocny, zahartowany. Dziś stolarz jest słaby. Potrzebuje masażu. A to dlatego, że mnóstwo udogodnień czyni człowieka niezdolnym do niczego. Staje się on nierobem. Łatwe życie nie jest pożyteczne dla człowieka, tak samo jak nie przynosi mu pożytku zbyt długie leżenie w łóżku. Długi sen to otumanienie człowieka. Ludzie żyjący w komforcie łatwo popadają w lęk, oddalają się od Boga, potrzebują psychiatry. Dopiero jeśli człowiek zrozumie głęboki sens prawdziwego życia, a jest to życie pełne trudu duchowego i cielesnego, z jego duszy znika wszelki niepokój, spływa na niego Boskie pocieszenie i zostaje wyleczony.
Najbardziej nieszczęśliwi są ci, którzy nie pracują, tylko żyją z majątku – zauważa święty starzec. Ludzie męczą się także od bogactwa. Mieć wolny czas, kilka domów, wszystkie dobra i przy tym się męczyć! Oni męczą się, dopóki nie postradają zmysłów. Uprośćcie wasze życie, żeby pozbyć się duchowego niepokoju – woła starzec. Nienasycenie to wielkie zło – przypomina.
I na turystów patrzy starzec jak na nieszczęśliwych ludzi. Mówi o nich, że przyjeżdżają tutaj z innych krajów pod palące słońce, w upał i kurz. Wśród hałasu i zgiełku wędrują ulicami. „Jakie brzemię, jaki niepokój dręczy ich duszę, jeżeli to wszystko, co muszą znosić, uważają za odpoczynek. Myślą, że odpoczywają, a znoszą takie męki!”.
W istocie, odpoczynek bywa udręką. Z opowieści znajomej: – Rok temu 22 godziny jechałam samochodem nad polski Bałtyk – w upale, korkach, poszukując bez skutku wolnego pokoju w jakiejkolwiek nadmorskiej miejscowości. Zatrzymałam się 40 kilometrów od morza u 80-letniej babci znajomego. Dotarłam tam o drugiej w nocy. Wykończona.
Lato ubiegłego roku było upalne i Polacy masowo szukali ochłody nad Bałtykiem, w obawie przed terrorem rezygnując z odpoczynku w południowych krajach. Ze dwie godziny trzeba było szukać na plaży wolnego miejsca.
Inny znajomy: – Po tygodniu miałem dość wypoczynku na greckiej wyspie, przy temperaturach dochodzących do 40 stopni i poszukiwaniu wolnego miejsca na plaży. A wykupiłem dwutygodniowe wczasy.
Dom wariatów – sumuje starzec Paisjusz. Ludzie pędzą. Tylko dobra materialne. Na szczęście jest życie wieczne. Gdyby tu ludzie żyli jak w epoce Noego 800-900 lat, nie byłoby gorszej dla nich męki piekielnej. A wtedy żyli, bo wiedli proste życie.
Wszystko co tutaj robimy jest nietrwałe – poucza. Czy warto na to poświęcać swoje życie? Przecież wszystkie mury rozsypią się w proch, a dusza jest warta więcej niż cały świat. Zacznijmy więc od pracy duchowej.

WŁĄCZ DOBRĄ MYŚL
Nie ma nic lepszego od dobrej myśli – poucza święty starzec. Jest ona najlepsza na rozstrojone nerwy. Dobrą myśl należy włączać w każdej sytuacji. Doprowadzi cię ona do ładu. Nie mając dobrej myśli, niczego nie osiągniemy, nawet gdybyśmy żyli razem ze świętymi.
Pokój ma ten, kto żyje z Bogiem, kieruje swój umysł ku Boskiemu sensowi i stale ma dobre myśli. Taki człowiek żyje w ziemskim raju.
Niemal każde pouczenie św. Paisjusza jest podparte opowieścią z życia. Przychodzi do starca właściciel domu. – Wybudowałem go w spokojnym miejscu – skarży się. – A teraz jestem bliski obłędu, bo z jednej jego strony dobudowano warsztat samochodowy, z drugiej bar z dyskoteką, a z trzeciej poprowadzono ruchliwą drogę. – Włącz dobrą myśl – poradził starzec. – Ciesz się że nie ma wojny i że to tylko warsztat, w którym naprawiają samochody a nie czołgi, że obok jest dyskoteka, gdzie bawią się ludzie a nie szpital polowy, w którym umierają żołnierze i że po drodze jeżdżą samochody a nie wozy pancerne. Zapytał też biednego człowieka, czy czułby się szczęśliwy, gdyby wokół toczyła się wojna, ale mu dano gwarancję, że w swoim domu będzie absolutnie bezpieczny. Człowiek ten zaczął zasypiać, odrzucił tabletki, dobrą myślą doprowadził siebie do ładu.
Amputowano nogę. Jak wtedy włączyć dobra myśl? Należy powiedzieć: Chwała Ci Boże, że tyle lat chodziłem na własnych nogach – radzi Hagioryta. A przecież są tacy, co przyszli na świat niezdolni od urodzenia do jakiegokolwiek poruszania się.

PRACA
Praca wykonywana w pośpiechu, nerwowo, nie uświęca się – uczy święty. Ona przekazuje ten biesowski stan innym. Natomiast wykonywana ze spokojem i modlitwą, uświęca się sama i uświęca ludzi, którzy z niej korzystają.
Zawsze mnie zadziwia, dlaczego potrawy, zdawałoby się skromne i postne, podawane w monasterach Serbii, Rosji, Białorusi, Grecji czy Polski, zawsze tak smakują. Święty Hagioryta wyjaśniłby – bo gdy ludzki umysł pozostaje w Bogu, człowiek uświęca swoją pracę, kucharz także.
Najgorsza jest sytuacja, gdy człowiek ma wiele pracy i wykonuje ją w pośpiechu, co dziś jest powszechne. Starzec przywołuje słowa św. Tichona: „Faraon dawał Izraelitom wiele pracy i wiele jedzenia, żeby zapomnieli o Bogu”. Dziś diabeł całkowicie opętał ludzi rzeczami materialnymi, uczy, by ludzie dużo pracowali i dużo jedli – żeby zapomnieli o Bogu. Diabeł sypie człowiekowi piaskiem w oczy po to, by ten nie widział Opatrzności Bożej – uzupełnia.

O KRZYŻU
Dobry Bóg daje każdemu krzyż odpowiedni do jego sił – uczy święty. Daje nie po to, by się męczył, ale żeby poprzez krzyż wstąpił do Nieba. Krzyż to drabina do Nieba. Dusza potrzebuje gorzkich leków. Należy wszystko cierpliwie znosić. Im więcej cierpi człowiek na ziemi, tym większą korzyść odnosi w życiu przyszłym. Kiedy człowieka nawiedza ból, wtedy przychodzi do niego Chrystus.
I z tej perspektywy zupełnie inaczej niż człowiek świecki patrzy starzec na zdrowie. „Zdrowie to wielka rzecz, ale tego dobra, które przynosi człowiekowi choroba, zdrowie dać nie może. Choroba przynosi człowiekowi dobro duchowe. Choroba to wielkie, wielkie dobrodziejstwo. Według logiki duchowej, która jest nielogiczna dla ludzi świeckich, ja raduję się z powodu cielesnych dolegliwości, które mnie dotknęły. Odniosłem ze swojej choroby pożytek, jakiego nie odniosłem z całej praktyki ascetycznej, którą uprawiałem, zanim nie zachorowałem. Dlatego mówię, że jeżeli człowiek nie ma obowiązków (wobec innych) to powinien przedkładać chorobę nad zdrowie”.
Dlatego święty mógł powiedzieć do spotkanego chłopca na wózku inwalidzkim i jego ojca: – Czy wiesz, że jesteś Aniołem? A do ojca: – Dla ciebie to wielki zaszczyt opiekować się Aniołem. Radujcie się, ponieważ obaj pójdziecie do Raju.
Ich twarze rozpromieniła radość, ponieważ poczuli Boskie pocieszenie.
I jeszcze cenna uwaga świętego: „W większości wypadków choroby zaczynają się z powodu rozstroju nerwowego. Najlepszym na nie lekarstwem jest duchowa radość. Wtedy Łaska Boża napełnia duszę”.
Przy chorobach potrzebna jest ofiara bliskich – uczy święty. Opowiada o dwóch przypadkach. Przychodzi zrozpaczony ojciec, którego córka ulega stopniowemu paraliżowi. Ojciec mówi, że gotów jest dla niej skoczyć z piątego piętra. – Nie skacz, bo to grzeszne i głupie – na to starzec. Kiedy wypalasz 4,5 paczki papierosów dziennie, spalaj tylko jedną.
Ojciec nie ograniczył palenia.
Przyszedł mąż. – Żona mocno choruje – skarżył się świętemu. – Rzuć dla niej palenie – usłyszał. Rzucił. Żona wyzdrowiała. Ale po pewnym czasie choroba żony wróciła. A on wrócił do starca. – Znów palisz – na to starzec. Teraz sam znasz lekarstwo dla twojej żony.

O WDZIĘCZNOŚCI
Wielkim grzechem człowieka jest brak jego wdzięczności Bogu – uczy święty. Bóg stworzył ptaki, zwierzęta, rośliny, nawet Siebie oddał w ofierze. Więc nie możemy Go ranić. Wiara nie wystarczy. Powinna być jeszcze ufność wobec Boga i wdzięczność.
I prosi św. Paisjusz, byśmy wysławiali Boga: „Chwała Ci, Boże” – powtarzali. Bo wysławianie uświęca wszystko dookoła. Wysławiając, człowiek zapomina się we wdzięczności, traci rozsądek w dobrym sensie, raduje się ze wszystkiego. A kiedy człowiek dziękuje Bogu za małą rzecz, to potem zstępuje na niego tak szczodre błogosławieństwo Boże, że jest ponad jego siły. Wtedy diabeł nie może już wytrzymać i ucieka.

O NICOŚCI CZŁOWIEKA
Zaufanie do samego siebie – przestrzega Hagioryta – to nasz największy i najgorszy wróg. To zaufanie może boleśnie rozbić się na drobny mak, gdy nagle runie to, cośmy budowali przez całe życie, pozostawiając nieszczęśnika pod gołym niebem. Jego diagnoza jest prosta – kto wierzy w samego siebie jest albo egoistą, albo opętanym. Jakże prosta odpowiedź na współczesny trend budowania osobowości! „Gdyby człowiek był nawet lustrem albo denkiem od puszki konserw, rozświetli się dopiero wtedy, gdy padną na nie promienie słoneczne. Człowiek rozświetli się od promieni Łaski Bożej” – czytamy.
Nasze bywają tylko namiętności i grzechy – przekonuje święty. Cokolwiek zrobilibyśmy dobrego – wszystko pochodzi od Boga. Sobie niczego przypisywać nie możemy. Możemy tylko wołać: „Mój Boże, jestem tak nikczemnym człowiekiem. Proszę Ciebie, wybacz i pomóż mi”.
Wtedy Bóg pomaga – z głębi swego doświadczenia poucza św. Paisjusz.

Anna Radziukiewicz

Święty starzec Paisjusz Hagioryta, Słowa. Wybrane fragmenty, ss. 256, Hajnówka 2016.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token