Numer 8(374)    Sierpień 2016Numer 8(374)    Sierpień 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Mają swoje losy dzwony
Ałła Matreńczyk
Saulius Stulpinas, z zawodu inżynier-konstruktor, autor wielu projektów dzwonnic i systemów uruchamiania dzwonów, opowiedział o swoim spotkaniu z historycznym supraskim kołokołem. O jego istnieniu wiedział od dawna. O tym, że supraski dzwon trafił w latach dwudziestych na dzwonnicę katolickiej archikatedry w Wilnie, pisał przecież w „Zarysie dziejów ludwisarstwa w Wielkim Księstwie Litewskim” (Wilno, 1924) naoczny świadek tych wydarzeń, wybitny historyk Michał Brensztejn. A że ksiązka ta jest obowiązkową lekturą dla każdego, kto interesuje się kampanologią, to i wiedza o tym na Litwie była powszechna. Dlatego też, gdy w 2003 roku katolicki biskup Kilonii podarował wileńskiej archikatedrze nowy komplet dzwonów, a stare zostały zdjęte i złożone na dużym placu, Saulius Stulpinas pospieszył tam od razu. Czy trudno było supraski kołokoł poznać? Nie, bo wiadomo było, że waży 1200 kg, a odlany był, podobnie jak jego większy brat, 2,5 tonowy supraski kolos – w 1704 roku. Po tym większym słuch zaginął, zachowała się natomiast jego, wykonana w 1910 roku, fotografia.
To dzięki tej fotografii można było stwierdzić, że oba nie tylko pochodzą z 1704 roku, ale i posiadają identyczne ornamenty.
Nie zachowała się, niestety, na istniejącym dzwonie górna cerkiewnosłowiańska inskrypcja ani kilka liter z niższego napisu po polsku. Ale litewscy historycy nie mają wątpliwości – to dzwon z monasteru w Supraślu. Zastanawiają się natomiast, kto go odlał. Niewykluczone, że znany ludwisarz Jan Stanisław Tomaszewicz albo jego poprzednik, po którym mistrz odziedziczył bądź od którego odkupił niezbędne przy wykonywaniu ornamentów drewniane szablony.
W 2003 roku supraski dzwon niedługo pozostawał na placu. Wkrótce został przewieziony do kościoła w mieście Wisagina, położonego nieopodal ignalińskiej elektrowni atomowej. Służy tam do dziś.
– Czy dzwony nie powinny wracać na swoje historyczne miejsce? Może warto o tym rozmawiać, zwracać za rekompensatę, ale to trudne i rzadkie – nie krył swych wątpliwości Saulius Stulpinas.
Okazuje się jednak, że możliwe. Elena Szat’ko z Białorusi przypomniała historię dzwonów z monasteru św. Daniela w Moskwie, które – sprzedane przez komunistów amerykańskiej misji charytatywnej – znalazły się na uniwersytecie Harvarda, a po wielu latach, w zamian za repliki, wróciły na swoje historyczne miejsce.
Jak supraski dzwon trafił po bieżeństwie do katolickiej archikatedry w Wilnie? – opowiedział nam już po konferencji Gintautas Zalenas, historyk sztuki z Kowna.
Na mocy traktatu ryskiego między Polską i Rosją radziecką z 1921 roku osiem tysięcy dzwonów, wywiezionych w 1915 roku w głąb rosyjskiego imperium, wróciło do Polski. W Warszawie były sprzedawane w pierwszym rzędzie byłym właścicielom za 15 procent ich wartości. Z tej okazji postanowiła skorzystać pozbawiona swoich dzwonów archikatedra wileńska. Kupiła dwa, jednym z nich był supraski. Ale górna, wykonana w języku cerkiewnosłowiańskim inskrypcja (prawdopodobnie Swiat, swiat, swiat, Gospod’ Sawaof) przeszkadzała biskupowi sufraganowi Michałkiewiczowi. Polecił ją zniszczyć. W dolnym, polskojęzycznym napisie także usunięto kilka liter, zachowując ostatnie: LV (znakiem V oznaczano w XVIII wieku literę U). Pierwszą z usuniętych polskich liter była na pewno litera „w”. Historycy litewscy są zdania, że zlikwidowano litery „w Supraś”, tak by nieczytelny był zapis – w Supraślu.
Supraski dzwon nie jest jedynym dzwonem z Polski, który obecnie znajduje się na Litwie.
Renatas Dudas, autor fotografii do przygotowywanej książki „Dzwony na Litwie”, zaprosił nas do dwóch innych miejsc. Najpierw Kowno. Tam na ratuszu wybija godziny dzwon z cerkwi św.św. Piotra i Pawła w Poturzynie, „soorużon – jak głosi napis – w 1909 godu Bractwom Poturinskoj Pietropawłowskoj cerkwi”. Odlany w Moskwie, w zakładach Finlandzkiego, waży 27 pudów i 13 funtów (a więc około 450 kg). Z bieżeństwa w 1922 roku dotarł na Litwę i już w listopadzie został przekazany miejscowemu ratuszowi jako rekompensata za bezpowrotnie utracony w Rosji municypalny dzwon.
Przy okazji przypomnijmy, że cerkiew św.św. Piotra i Pawła w Poturzynie (gmina Telatyn, powiat tomaszowski, województwo lubelskie) służy dziś wiernym w Rajsku.
A oto i druga litewska miejscowość – Baisiogala. W kościele Świętej Trójcy wisi dzwon odlany dla cerkwi staroobrzędowców we wsi Pogorzelce (gmina Giby, powiat sejneński, województwo podlaskie) z napisem „usierdijem prichożan w sieło Pogorelcy mar.21, d. 1903 g.”. Waży 12 pudów 25 funtów, wykonano go w Moskwie, w zakładach Finlandzkiego. Po bieżeństwie, w 1921 został przywieziony na Litwę i przekazany do Muzeum Wojska w Kownie, w 1937 – oddany kościołowi w Baisiogale.
Jeśli Białorusinów poproszono by o wymienienie najważniejszego dzwonu na Białorusi, w swym wyborze byliby jednomyślni: to dzwon ze wsi Mołodowo na Polesiu. Opowiedział o nim dr Walery Pozdniakow z Białoruskiego Instytutu Naukowo Badawczego Dokumentalistyki i Archiwistyki.
Dzwon pochodzi z 1583 roku. Polecił go odlać Siemion Griczin jako pamiątkę po swym zmarłym w 1582 roku ojcu, Wojnie (na chrzcie Borysie) Matfiejewiczu Griczinie i całym rodzie. Dzwon, co dla historyków jest chyba najważniejsze, cały od dołu do góry pokryty jest inskrypcjami.
– Napis z pewnością został sporządzony w języku starobiałoruskim, a następnie, już w Kownie gdzie dzwon został odlany, zapisany łacińskimi literami – podkreślił dr Walery Pozdniakow. – Zawiera więc sporo błędów, co sprawia, że jego odczytanie w pewnych miejscach jest kłopotliwe.
Istnieją więc różne warianty tekstu. Tym bardziej, że badacze, którzy się nim zajmowali, nie znali pracy swych poprzedników. Pierwszy raz artykuł o dzwonie z Mołodowa pojawił się w 1911 roku w „Grodzieńskich Jeparchialnych Wiedomostaich”. Jego autor, duchowny, przedstawił najdokładniejszą wersję tekstu, jest to tym ważniejsze, że zaprezentował całą (od dołu do góry) inskrypcję, co nie udało się jego następcom. A próby takie w późniejszych latach podejmowano niejednokrotnie. Batiuszka podał też jego przybliżoną wagę – 12 pudów, czyli prawie dwieście kilogramów.
Wierni dbali o swój dzwon. Zwoływał on na nabożeństwa, gdy właścicielami majątku był Griczinowie, potem Ogińscy, w końcu Skrirmuntowie. Zarówno podczas I jak i II wojny światowej, w obawie by nie trafił w ręce wroga, parafianie zakopali go w ziemi, dzięki czemu szczęśliwie przetrwał. I znów dzwonił. Wkrótce cerkiew zamknięto. Gdy w latach 60. do Mołodowa dotrze naukowa ekspedycja, uczeni będą przekonani, że odkryli nikomu nieznany dzwon. I choć wkrótce okazało się, że nie mieli racji, dzwon od lat 70. do początku lat 90. znajdował się w muzeum w Mińsku. Do cerkwi w Mołodowie powrócił w 1992 roku.
Dr Walery Pozdniakow pracuje nad odczytaniem inskrypcji.
– Jej treść odzwierciedla procesy zachodzące w końcu XVI wieku na białoruskiej ziemi – podkreśla. – W czasach wzmożonego nacisku na prawosławie zarówno ze strony katolicyzmu jak i protestantyzmu, autor napisu chciał zaznaczyć, że jego ród trzyma się swojej wiary, czyli prawosławia, ale już rodzony brat Siemiona Griczina został katolickim biskupem Wilna, podobnie jego syn. Ród stał się więc katolicki.
A oto fragment napisu na dzwonie z Mołodowa.

Zwoń dobrohłasnym hołosom zwonie,
Na chwały Bohu naszemu w wysznym Sionie.
Oddawaj wsiehda Stworitielu chwału
W zacnym Woynowym domu z niesmiertnoj sławoj
Pobużaj wsiech do cerkwi Hospodni,
Do modlitwy Bohu w nocy i wo dni.
Wieczny Boże wsiakoj błahodaty
Swoim miłosierdiem błagowoli nam siedaty.
Da dom siej bogato błogosławitsia na mnogije leta
I da nie oskudet sława jeho do skonczenia świeta.
A w dień straszny odesnuju ( po prawicy) siebie stati
I so Twoimi izbrannymi radosnyj hłas słyszaty.
Marczyn Hofman mnie sliwał roku 1583
Wykład wywołał duże zainteresowanie słuchaczy. – Czy z rodu Wojny Matfiejewicza Griczina wywodzi się św. Łukasz Wojno-Jasieniecki – padło pytanie. – Musimy to dokładnie zbadać – odparł prelegent.
O lokalnej tradycji odlewania cerkiewnych dzwonów w Wielkim Księstwie Litewskim opowiedział historyk sztuki z Litwy Gintautas Zalenas. Na ziemiach tych można spotkać zarówno dzwony tzw. miejscowej tradycji, o nieco przestarzałych formach, z minimalnym dekorem i napisami w języku cerkiewnosłowiańskim bądź ruskim, jak i te odlane w zachodnioeuropejskiej tradycji, z reliefami i napisami po rusku bądź polsku.
Jeden z najstarszych dzwonów, należących do tej drugiej kategorii, znajduje się w prawosławnym monasterze w Zimnem na Ukrainie. Pochodzi z 1563 roku, ma inskrypcję w języku ruskim oraz dwa ciekawe reliefy. Jeden z nich, renesansowe przedstawienie Zmartwychwstałego Chrystusa w arkadach, jest bardzo podobny do reliefu z dzwonu Zygmunta z katedry na Wawelu. Drugi wizerunek, Matki Bożej, został wykonany z pewnością przez tego samego mistrza co relief na dzwonie kościoła w Częstochowie (1563).
Gdzie uczyli się odlewania dzwonów prawosławni w Księstwie Litewskim? Korzystali ze znacznie starszych, bo ukształtowanych od połowy XI do XIII wieku, tradycji ludwisarstwa Rusi Kijowskiej.
Ten proces nasilił się po najeździe Mongołów i włączeniu środkowych ziem Rusi Kijowskiej do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ciekawe, że najwcześniejsza wzmianka o dzwonach na Rusi pochodzi z połowy XI wieku, a więc z czasów, kiedy w Bizancjum nie były one jeszcze powszechnie stosowane.
Tradycja wykorzystania i odlewania dzwonów przyszła więc na Ruś albo z północnych Niemiec, albo ze Skandynawii.
Gintautas Zalenas podawał wiele przykładów. Mówił o jednym z najstarszych dzwonów z napisem – fragmencie kołokoła sprzed 1183 roku, odnalezionym podczas prac archeologicznych przy dolnej cerkwi na Górze Zamkowej w Grodnie, z wyraźnie widocznym słowem Rabu, bardzo starym dzwonie z Podola z wizerunkiem krzyża z gałązkami, co było bardzo powszechnym motywem w sztuce bizantyjskiej.
Zwrócił uwagę, że o ile napisy na cerkiewnych dzwonach były wykonywane po cerkiewnosłowiańsku albo rusku, o tyle ich formy odpowiadały zachodnioeuropejskim. I tak np. jeden z najstarszych dzwonów tego okresu, odnaleziony w ruinach zniszczonej przez Mongołów Dziesięcinnej Cerkwi w Kijowie, a więc pochodzący sprzed 1241 roku, ma klasyczną formę popularnej na zachodzie tzw. „sacharnoj gołowy”.
Gintautas Zalenas wspomniał też o najstarszym zachowanym litewskim dzwonie z 1341 roku, ufundowanym przez kniazia Dymitra (Luberta), syna Gedymina, dla prawosławnego monasteru, a dziś unickiej cerkwi św. Jerzego we Lwowie.
Najstarszym dzwonem, jaki zachował się w granicach współczesnej Litwy, jest słynny dzwon Szedybora z Niewodnicy (1420 r.), który od wielu lat można oglądać w Muzeum Narodowym w Wilnie. Ciekawe, że ufundowany przez katolika Szedybora Wolimuntowicza do kościoła katolickiego w Wiłkomierzu, ma inskrypcję w języku ruskim. Nim na polecenie władz w 1867 roku trafił do Wilna, od 1655 roku, a więc przez 212 lat, przebywał w podbiałostockiej Niewodnicy.
– Dlaczego dzwon przeznaczony do katolickiego kościoła ma ruską inskrypcję?
– Przy wprowadzeniu chrześcijaństwa zachodniego obrządku na Litwę na dużym obszarze Księstwa Litewskiego kwitła już wysoko rozwinięta prawosławna kultura – objaśniał Gintautas Zalenas. – I katolicy we wczesnym etapie korzystali z wielu jej elementów. Świadczy o tym m.in. niedawno odnaleziony w podziemiach wileńskiej katedry fresk zmartwychwstałego Chrystusa, wykonany w stylu bizantyjskiej ikonografii. W tych czasach zresztą nie było jeszcze tak wielkich antagonizmów narodowościowo-religijnych.
Dzwon Szedybora jest więc przykładem prawosławnej sztuki ludwisarskiej przeznaczonej do katolickich kościołów – podkreślił prelegent.
O nauce dzwonienia w oddziale dzwonników w Mińskiej Szkole duchownej opowiedział Bogdan Berezkin. Szkoła dzwonników mińskiej diecezji powstała w 2000 roku, jej zalążkiem były kursy dzwonienia organizowane przy parafii Ikony Wszystkich Strapionych Radość. W trakcie nauki słuchacze zapoznają się z praktyką cerkiewnego dzwonienia, jego historią, poznają katechizm, historię rosyjskiej Cerkwi, ustaw nabożeństw, język cerkiewnosłowiański i teorię muzyki. Podstawą nauczania są indywidualne zajęcia praktyczne, w wymiarze dwóch godzin tygodniowo, do tego dochodzi praca domowa.
Osiemdziesiąt procent słuchaczy nie ma muzycznego wykształcenia. – Uczymy ich dzwonić na dziewięciu dzwonach, bo chcemy, by byli przygotowani do każdych warunków – podkreślił Bierezkin.
Prof. Krzysztof Maciej Kowalski mówił o dawnych dzwonach jako źródle poznania kampanologii historycznej, prof. Kazimieras Arvydas Karaska o dzwonnicy, dzwonach, dzwonieniu i dzwonnikach soboru wileńskiego monasteru Świętego Ducha, Igor Nieszczeret omówił plany utworzenia muzeum cerkiewnego dzwonienia w Żyrowicach, Antoni i Barbara Polakowscy zaprezentowali kolekcję dzwonów z różnych stron świata.
Swoją książkę „Kołokolnyj zwon Biełoj Rusi: tysiaczyletije tradycji” zaprezentowała Elena Szat’ko, etnomuzykolog-kampanolog, dr historii sztuki, członek rzeczywisty Stowarzyszenia Sztuki Dzwonienia Rosji, laureatka międzynarodowego konkursu „Dzwonnik ziemi”, (Mołdawia, 2003).
Ta bogato ilustrowana pozycja to efekt piętnastu lat wytężonej pracy, zarówno archiwalnej jak i ekspedycyjnej. Elena Szat’ko odwiedziła 24 archiwa, także na Litwie, w Rosji i w Polsce, przeprowadziła badania w ponad 280 parafiach, głównie w zachodniej części Białorusi. Wybór nie był przypadkowy, bo to na terenach, które w latach 1921-1939 należały do Polski, zachowała się zarówno tradycja dzwonienia, jak i wiele dzwonów – tych historycznych nieporównywalnie więcej niż na całym postradzieckim obszarze. Za każdym z blisko dwóch tysięcy opisanych kołokołów kryje się osobna, często bardzo interesująca, historia.
Oto wieś Trościanica koło Kamieńca i 325-kilogramowy dzwon ofiarowany przez matkę Jewfimiję Sołowiej, upamiętniający jej syna, Ioanna Filipowa, zabitego podczas I wojny światowej we Francji w 1918 roku. Inskrypcja tak zaintrygowała badaczkę, że odszukała wnuczkę Jewfimii. Okazało się, że rodzina Sołowiejów z bieżeństwem trafiła do nikołajewskiej obłasti. Tam umarł na tyfus mąż i jeden z synów, rodzina cierpiała niedostatek. Wtedy dwudziestoletni Iwan postanowił na ochotnika walczyć na froncie zachodnim i zgłosił się do Amerykańskiego Korpusu Ekspedycyjnego. Gdy zginął, rodzina otrzymała ubezpieczenie. Suma była tak duża, że Jewfimija bała się trzymać ją w domu. Jej żyjący synowie otrzymali nawet broń dla obrony przed miejscowymi bandytami. Matka podzieliła pieniądze między dzieci, na cerkiewnym pogoście postawiła dwa krzyże po synach, do cerkwi ofiarowała panikadiło a za Iwana zamówiła dzwon.
Kiedy dzwoniono na służbę, ludzie mówili: „Trzeba iść do cerkwi, Sołowiej woła”. Podczas II wojny światowej Niemcy zdjęli dzwon i odwieźli do Ratajczyk. Tam, gdy przeczytali inskrypcję, postanowili zwrócić dzwon do cerkwi.
Elena przeprowadziła wiele wywiadów z duchownymi, dzwonnikami, parafianami. Okazały się tak interesujące, że znalazły się nie tylko w książce, ale i na jednej z dwóch załączonych do książki płyt. Na drugiej – zainspirowane przez Elenę Szat’ko filmy dokumentalne, audycje telewizyjne i radiowe oraz nagrania cerkiewnych dzwonów z wielu białoruskich parafii.
Konferencję zorganizowała Fundacja Oikonomos oraz Akademia Supraska.

Ałła Matreńczyk
fot. Irena Michajlenko


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token