Numer 8(374)    Sierpień 2016Numer 8(374)    Sierpień 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Wobec zagrożeń świata
Eugeniusz Czykwin
Zachodzące w świecie zmiany nie napawają optymizmem – z tym stwierdzeniem zgadzali się wszyscy zabierający głos w dyskusjach. Ekonomiczne i polityczne kryzysy, konflikty zbrojne, narastające fale uchodźców, terroryzm, wzmagają napięcia, poczucie zagrożenia i strachu mieszkańców wielu regionów, w tym także w jeszcze do niedawna – jak sądziło wielu – stabilnej i spokojnej Europie.
Skoncentrowani na Europie – mówił kierujący naukowo-badawczym instytutem do spraw emigracji z siedzibą w Salonikach Ugo Melichionda – nie dostrzegamy ogromu i złożoności problemu migracji w całym świecie. Dziś w świecie toczy się 25 zbrojnych konfliktów i wojen. Z tego powodu swoje miejsca zamieszkania opuściło ponad 65 milionów ludzi, ale największa fala migracji spowodowana jest przyczynami ekonomicznymi. Istniejące w świecie nierówności były powodem emigracji około 243 milionów ludzi. Istnieje też, i to niemała, migracja z przyczyn ekologicznych. Na przykład z tego powodu w najbliższym dwudziestoleciu zmuszonych będzie opuścić swoje miejsce zamieszkania kilkadziesiąt milionów mieszkańców Pakistanu. Świat stanął przed ogromnymi wyzwaniami, ale jak dotychczas nie pojawiły się inicjatywy otwierające perspektywę ich rozwiązania. Obserwujemy za to koniunkturalizm i próbę wygrywania małych interesów. Często przywoływanym przykładem były relacje UE z Turcją. Grecja, która przyjęła najwięcej uchodźców, otrzymuje znacznie mniejszą pomoc niż Turcja, która strojąc się w szaty humanitaryzmu najzwyczajniej szantażuje Europę. Turcja, mówił grecki deputowany Maxim Charakopulos, której wojska w 1974 roku zaatakowały Cypr i wypędziły z północnej części wyspy ponad 200 tysięcy ludzi, za powstrzymanie uchodźców z Syrii zażądała od UE ogromnych pieniędzy i zniesienia reżimu wizowego. Bruksela, nie wspominając ani słowem o cypryjskich uchodźcach, na żądania te przystała. O sytuacji i problemach z uchodźcami mówili także przedstawiciele Libanu, Sudanu, Palestyny. Zgodnie przyznawano, że jedynym skutecznym sposobem jest zapobieganie migracji poprzez pomoc w miejscu jej powstawania. Próbowano sformułować odpowiedź na pytanie: jaka wobec uchodźców, powinna być nasza, prawosławnych chrześcijan, postawa?
Zgadzano się, że decydującą o naszym postępowaniu przesłanką winno być stanowisko Cerkwi, która podobnie jak Kościół rzymskokatolicki i Kościoły protestanckie otwarcie mówi, że w uchodźcach powinniśmy dostrzegać indywidualne osoby, ludzi, którzy cierpią, potrzebują pomocy i naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest ich przyjąć i pomocy im udzielić. Mówiąc o konkretnych formach, przytaczano przykład Grecji, która – sama ogarnięta kryzysem – uchodźców przyjmuje i na miarę możliwości, bardzo aktywna w tych działaniach jest grecka Cerkiew, pomocy udziela. Zgadzając się, że musimy pomagać cierpiącym, wśród których są także dzieci, nie możemy unikać odpowiedzi – i to zobowiązanie dotyczy w pierwszej kolejności polityków – o zakres tej pomocy. Kościoły – mówił Hassan Muchejber z Libanu, w którym co trzeci mieszkaniec to uchodźca, wzywa nas do przyjmowania i pomagania tym ludziom. Stoimy przed dylematem – chcemy słuchać słów Chrystusa i wezwań patriarchów i papieża, ale jako politycy nie możemy zamykać oczu na społeczne, socjalne także polityczne skutki docierających do naszych państw ogromnych mas ludzi. Rozwiązaniem byłoby ukazanie społeczeństwom perspektywy – pomagamy do czasu, gdy w ich krajach zapanuje pokój, ale do tego potrzebne jest zupełnie inne zaangażowanie tych, których działania doprowadziły do destabilizacji całego regionu. W tym kontekście wskazywano, że odpowiedzialność za sytuację w Libii, Iraku, Syrii ponoszą USA i Europa Zachodnia.
Naszą odpowiedzią na globalne zmiany w świecie – i takie stwierdzenia znalazły się w końcowej rezolucji Zgromadzenia – powinno być umocnienie naszej religijnej tożsamości. MAP – czytamy w rezolucji – wzywa wszystkich prawosławnych do wzmocnienia i zademonstrowania naszej duchowej i modlitewnej jedności, tak charakterystycznej dla naszej religijnej tożsamości i wiary. Nasza duchowa walka to walka w obronie tradycyjnych wartości i zasad określających naszą identyfikację duchową. Wezwanie do zademonstrowania duchowej jedności jest wyrazem zaniepokojenia MAP sytuacją po soborze na Krecie, w którym nie uczestniczyły antiocheńska, bułgarska, gruzińska i rosyjska Cerkiew. Ich nieobecność oznacza, że wewnątrz prawosławnego świata istnieją poważne problemy, do rozwiązania których wszyscy prawosławni powinni dążyć.
Obrona naszej tożsamości – wskazywała część mówców – to sprzeciwianie się narzucanej nie tylko społeczeństwom Europy Zachodniej ideologii neoliberalizmu, która próbuje tradycyjne wartości chrześcijańskie zastąpić drugorzędnymi, wymyślonymi pseudowartościami. – W 1920 roku – mówił Riad Radal z Libanu – 37 proc. mieszkańców Palestyny było chrześcijanami. Dziś jest ich mniej niż 1 procent. Chrześcijanie uciekają z Syrii i Iraku. Obserwując zachowania zachodnich mocarstw, mówił z goryczą, można odnieść wrażenie, że dla zachodnich społeczeństw ważniejszym od tragedii chrześcijan na Bliskim Wschodzie problemem są prawa mniejszości seksualnych.
Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Aleksiej Puszkow jako przykład podejmowanych przez Zachód prób narzucania, w tym przypadku rosyjskiemu społeczeństwu, wartości neoliberalnych, przytoczył wystąpienie Sekretarza Generalnego ONZ Ban Ki-Moona, który przemawiając na otwarciu Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi za pierwszy, najważniejszy problem uznał prawa środowisk LGBT. Zdaniem Puszkowa próby narzucania przyjętych w zachodniej cywilizacji neoliberalnych wartości społeczeństwom z innych religijno-kulturowych tradycji będą i już wywołują gwałtowny sprzeciw, wyrażany także w aktach terroryzmu.
W przyjętej przez Zgromadzenie rezolucji znalazły się, kierowane do rządów i parlamentów, wezwania o podjęcie działań przywracających pokój i prawa mieszkańców Palestyny i Cypru. Parlamentarzyści wyrazili zaniepokojenie działaniami władz tureckich, przywracających muzułmańskie praktyki religijne w głównej świątyni wschodniego chrześcijaństwa, jaką przez wieki był sobór Hagia Sofia w Konstantynopolu.
Zgromadzenie wybrało na kolejną, dwuletnią, kadencję nowe władze.
Prezydentem ponownie został deputowany Rosyjskiej Dumy Siergiej Popow, sekretarzem generalnym grecki parlamentarzysta Andreas Michalidis.
Gdy zapytałem Siergieja Mirskiego z Rygi, który od wielu lat reprezentuje prawosławnych w łotewskim parlamencie, jak my, świeccy, możemy pomóc w umacnianiu naszej prawosławnej tożsamości, bez wahania odpowiedział: tak jak nasi przodkowie, przede wszystkim postem i modlitwą.
MAP powstał z inicjatywy greckich parlamentarzystów, którzy w 1993 roku zaprosili kilkunastu prawosławnych deputowanych z krajów środkowo-wschodniej Europy i byłych republik Związku Radzieckiego, byłem w tej grupie. Już wtedy, nauczeni wielowiekową osmańską niewolą, Grecy przeczuwali cywilizacyjne zderzenie Europy z islamskim światem, choć nie mówili o tym wprost. Dla mnie ich obawy wydawały się przesadzone i zwyczajnie ich nie rozumiałem. Książkę Oriany Fallaci „Wściekłość i duma”, w której włoska dziennikarka i pisarka (zmarła w 2006 roku) przekonywała, że dialog Zachodu ze społecznościami muzułmańskimi jest niemożliwy, gdyż – jak twierdziła – islam jest religią z natury swej wyjątkowo niebezpieczną, agresywną i reakcyjną, a europejska „polityka wielokulturowości” poniosła klęskę, gdyż imigranci nie asymilują się i nie przyjmują „europejskich wartości” – przeczytałem dopiero dziesięć lat później.
Na początku lat 90. minionego wieku nas, parlamentarzystów z krajów postkomunistycznych, niepokoiła sytuacja w naszych państwach. Od 1991 roku toczyła się wojna na obszarze byłej Jugosławii, w której ludność cywilna, zarówno w trakcie działań bojowych jak i dokonywanych przez wszystkie strony konfliktu czystek etnicznych, poniosła wielkie straty. Niespokojnie było na Ukrainie, gdzie wspierani przez nacjonalistyczne bojówki grekokatolicy odbierali prawosławnym świątynie. Na Ukrainie, także w Bułgarii i Czarnogórze, zaktywizowały się, popierane przez władze, struktury raskolników. W żadnym, z wyjątkiem Polski, państwie byłego bloku państw socjalistycznych Cerkiew nie miała jednoznacznie ustalonych gwarancji prawnych. Mojego wystąpienia, w którym przedstawiłem zawarte w uchwalonej w 1991 roku ustawie „o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego”, w szczególności dotyczące zwrotu odebranych Cerkwi nieruchomości, przepisy, deputowani z byłego ZSRR słuchali jak przysłowiowej bajki o żelaznym wilku.
Wszystkich nas interesowała także sytuacja i relacje greckiej Cerkwi z „demokratycznym państwem prawa” – Grecja od 1981 roku była członkiem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG), przekształconej w 1993 roku w Unię Europejską (UE).
Grecy swoimi doświadczeniami chętnie się dzielili, ale interesowało ich stworzenie płaszczyzny kontaktów i współpracy z politykami, którym nieobojętne były losy prawosławia i sytuacja Cerkwi w ich krajach. Być może – mówili Grecy – wasze kraje w przyszłości także będą chciały wstąpić do Unii Europejskiej, a to oznaczać będzie, że znaczącą jej część stanowić będą prawosławni. Choć taka perspektywa wydawała się nam mało prawdopodobna, to kontaktami i współpracą byliśmy bardzo zainteresowani i chętnie wszyscy podpisywaliśmy się pod deklaracją, w której uznaliśmy, że „obecność łączącego znaczącą część mieszkańców Europy prawosławia w formułowaniu nowej europejskiej rzeczywistości jest konieczna”. Grecy okazali się sprawnymi organizatorami i już w następnym roku powstała organizacja o nazwie Międzyparlamentarna Asambleja Prawosławia. Pomyślana jako forum europejskich parlamentarzystów, w 2001 roku MAP rozszerzyła terytorialny zakres działania. Obecnie w jej pracach uczestniczą przedstawiciele parlamentów z Albanii, Armenii, Białorusi, Bułgarii Cypru, Czarnogóry, Estonii, Gruzji, Grecji, Kazachstanu, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Polski, Rosji, Rumunii, Serbii, Ukrainy, a także Australii, USA, a ostatnio państw Ameryki Południowej i Afryki. O tematach omawianych w czasie organizowanych przez MAP konferencji i spotkań, o konkretnych inicjatywach i działaniach pisaliśmy na łamach Przeglądu Prawosławnego, m.in. w numerach 8/2013 i 8/2014. MAP kilkakrotnie gościł w polskim Sejmie. Ostatnim, zorganizowanym 11 kwietnia 2011 roku w polskim Sejmie, spotkaniem MAP była konferencja „Wolontariat w aspekcie chrześcijańskiej tradycji”.
„Cerkiew prawosławna nie angażuje się w politykę” – takie stwierdzenie słyszymy od hierarchów, duchownych, ludzi świeckich. To ze wszech miar słuszne stwierdzenie znalazło się także w przesłaniu soboru, który miał miejsce na Krecie. Moim zdaniem powinno ono być uzupełnione o słowo „bezpośrednio”. Bez tego uzupełnienia mogłoby się pojawić przekonanie, że Cerkwi obojętny jest los ludzi, ich prawa, warunki ich życia i w końcu możliwości i ograniczenia wypełniania swej misji przez samą Cerkiew. A tak nie jest. Ojcowie wspomnianego soboru w następnych zdaniach po stwierdzeniu o nieangażowaniu się Cerkwi w politykę upominają się m.in. o „ochronę wolności religijnej”. o prawo „do publicznej edukacji religijnej”, a te, jak i sferę spraw społecznych, socjalnych, swobód obywatelskich, regulują politycy. I dlatego – co także znalazło się w przesłaniu soboru – Cerkiew „dodaje też zobowiązania i obowiązki obywateli oraz potrzebę ciągłej samokrytyki ze strony polityków i obywateli w celu istotnej poprawy społeczeństwa”. To moralne a nie „administracyjne” zobowiązanie polityka do służenia społeczeństwu towarzyszyło, takie odniosłem wrażenia, większości parlamentarzystów uczestniczących w pracach MAP.
W ciągu 23 lat istnienia organizacja okrzepła, a jej znaczenie i autorytet znacząco wzrosły. Można naturalnie, i czynią to jej krytycy, postawić pytanie o sprawczą siłę, jakie konkretnie problemy prawosławnego świata udało się jej rozwiązać?
Rzeczywiście MAP nie posiada ani finansowych, ani militarnych środków, pozwalających wpływać bezpośrednio na zachodzące w świecie procesy. Ma jednak możliwość, i to czyni, formułowania ocen i stanowiska prawosławnych polityków wobec ważnych, nie tylko dla prawosławia, problemów. Każdy z uczestniczących w pracach organizacji parlamentarzysta zobowiązany jest podejmować w swoim parlamencie działania służące rozwiązywaniu formułowanych przez MAP problemów. Dla przykładu, będąc posłem, przekonałem sejmową większość do podjęcia uchwały w sprawie niszczenia prawosławnych świątyń w Kosowie. W Sejmie prezentowana była także związana z tym tematem wystawa. Wielu deputowanych korzystało z rozwiązań zawartych w naszej „cerkiewnej” ustawie przy uchwalaniu w ich krajach ustaw regulujących prawną sytuację Cerkwi.
Pozostaje otwarte pytanie, czy i w jakim zakresie rządzący uwzględniają sformułowane przez MAP stanowiska. Jednak dzięki MAP szansa, że głos prawosławnych polityków zostanie usłyszany przez „silnych tego świata”, wielokrotnie wzrasta. O rosnącej roli tej organizacji świadczy fakt, że tegoroczne Zgromadzenie otworzyli ważni politycy – przewodniczący Rosyjskiej Dumy Siergiej Naryszkin i przewodniczący parlamentu Grecji Nikolas Wucis.
Dla mnie osobiście MAP stwarzał unikalną szansę uzyskania wiarygodnej informacji o sytuacji prawosławia w wielu, bardzo odległych od nas, regionach świata. Poznałem i zaprzyjaźniłem się z ciekawymi, służącymi Cerkwi ludźmi. I z radością, po raz ostatni, zaproszony, choć nie jestem już posłem, uczestniczyłem w zgromadzeniu tej ważnej dla prawosławia organizacji.

Eugeniusz Czykwin
fot. strona iunternetowa MAP

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token