Numer 8(374)    Sierpień 2016Numer 8(374)    Sierpień 2016
fot.Jarosław Charkiewicz
Jeszcze o żołnierzach wyklętych
Iwona Zinkiewicz
Dużo mówi się o polskim podziemiu zbrojnym. Często „żołnierzy wyklętych” stawia się młodzieży za przykład prawdziwego patriotyzmu. Dobrze, że w „Przeglądzie Prawosławnym” temat ten jest przedstawiany także z innej strony.
Pamiętam opowieści mojej mamy, jak zimą 1946 roku we wsi Stryki (tam mieszkała) słychać było krzyki ludzi z palonych wsi Szpaki i Zanie. W Strykach także, kiedy nawet nie zapadł zmrok, już przychodzili bandyci (tak ich wtedy nazywano). Ludzie żyli w ciągłym strachu. Wojna się skończyła, ale spokoju wciąż nie było. Nie wiem czy taki prosty chłop, z dziada pradziada związany z pracą na roli, zastanawiał się nad tym, że ci właśnie bandyci walczą o lepszą Polskę. On po prostu bał się o swoje i bliskich życie.
Dzisiaj, kiedy prawie już nie ma świadków tamtych zdarzeń, historia jest opowiadana w inny sposób. Potrzebni są bohaterowie i to tacy, którzy są bez skazy. Tak mówi się dzisiaj o „żołnierzach wyklętych”. Nie ma tutaj analizy tematu, jest przykladana jedna miara do wszystkich.
Na szczęście zdarzają się pogłębienia tematu w filmie czy w sztuce. Przykładem jest spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej w Białymstoku „Pospolite żywoty martwych Polaków”, gdzie pojawia się temat wsi Potoka, spalonej przez pierwszy szwadron V Brygady Wileńskiej Armii Krajowej pod dowództwem Zygmunta Błażejewicza. Spektakl naprawdę dający do myślenia. Należy się wielki ukłon w stronę młodych twórców.
Kwestia działań Romualda Rajsa pseudonim „Bury” pojawia się także w spektaklu „Biała siła, czarna pamięć”, który na podstawie książki Marcina Kąckiego o tym samym tytule ma w swoim repertuarze białostocki Teatr Dramatyczny. Spektakl, z góry uznany za co najmniej kontrowersyjny, oprotestowany przez działaczy ONR (Obóz Narodowo-Radykalny), ma ogromną wartość, zmusza do refleksji i dyskusji.
Temat polskiego podziemia zbrojnego pojawia się też w filmie Feliksa Falka „Joanna”. Co prawda nie ma tutaj mowy o wspomnianych wcześniej tematach dotyczących sprawy ludności prawosławnej. Jest jednak coś innego, świadczącego o bezrefleksyjnym działaniu podziemia.
Młoda kobieta, ukrywająca małą Żydówkę, tak naprawdę najbardziej skrzywdzona zostaje przez ludzi ze swego otoczenia. Jest cichą bohaterką, a takich na pewno było wiele w tamtych czasach, która dla ratowania życia dziecka poświęca wszystko. I właśnie za to poświęcenie, za życie w strachu, zostaje ukarana, odarta z czci i człowieczeństwa. To właśnie w imieniu Polski Podziemnej, bez żadnego sądu, za kolaborację z Niemcami i utrzymywanie stosunków intymnych z oficerem niemieckim, kobiecie są ogolone włosy.
Nikt nie zastanawia się nad tym, że oddając się oficerowi niemieckiemu ratuje życie małej, niewinnej dziewczynki.
Z kolei Agnieszka Arnold w dokumentalnym filmie „Bohater?”przedstawia postać Romualda Rajsa „Burego” od strony świadków zdarzeń oraz jego znajomych. W filmie pada stwierdzenie, że partyzanta od bandyty dzieli tylko jeden krok. Reżyserka analizuje z pełną wnikliwością zdarzenia z lat czterdziestych XX wieku.
Niestety, wspomniany film „Bohater?”, jak i inne filmy reżyserki, nie są pokazywane szerokiej publiczności. Agnieszka Arnold, córka działacza AK, w swoich głębszych analizach, zarówno dotyczących zbrodni Romualda Rajsa, jak i kwestii żydowskiej w filmie „Sąsiedzi”, nie ocenia nikogo. Jednak nie podchodzi bezrefleksyjnie do minionych spraw.
Wszystkie wspomniane filmy, książki, spektakle nie są powszechnie znane. Bywalcami Białostockiej Akademii Teatralnej są raczej koneserzy. „Biała siła, czarna pamięć” jeszcze przed premierą została oprotestowana. Film „Joanna” nie był zbyt długo pokazywany w kinach, w telewizji pojawił się późnym wieczorem na TVP Kultura. Nie mówię już o filmach Agnieszki Arnold. Co prawda niemal wszystkie filmy można odnaleźć w internecie, a do teatru trzeba się wybrać, jednak wszystko to jest dla osób, które poszukują odpowiedzi na nurtujące je pytania. Zaś ci, którzy są przekonani o nieomylności, niezwykłej odwadze i prawie świętości „żołnierzy wyklętych”, nie będą chcieli poddać się refleksji czy innemu spojrzeniu.
Smutne to wszystko. Ludzie, którzy wrócili z bieżeństwa. Przeżyli dwie wojny. Zdawało się, że mogą zacząć nowe życie w czasach pokoju, musieli zginąć z rąk swoich rodaków. Zazwyczaj nie zajmowali się polityką, chcieli żyć.
Najbardziej dziwi mnie postawa dzisiejszych młodych ludzi, którzy już bezrefleksyjnie podchodzą do tematu. A już naprawdę smutne jest to, że wśród tych właśnie ludzi, gloryfikujących „żołnierzy wyklętych”, są także prawosławni.
Nikt nie chce odbierać bohaterskich czynów, ale przemilczenie zbrodni na pewno nie jest dobre. Wszyscy popełniamy błędy i stajemy się dorośli wtedy, gdy zrozumiemy, że nie możemy podchodzić do wszystkiego bezrefleksyjnie i że nawet nasi najbliżsi nie są doskonali. Nasza dorosłość będzie też polegała na tym, że nie będziemy chcieli zemsty, a pamięć nasza będzie po prostu ku przestrodze, żeby takie rzeczy nigdy się nie powtórzyły.

Iwona Zinkiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token