Numer 9(375)    Wrzesień 2016Numer 9(375)    Wrzesień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
O wierze
o. Andrzej Tkaczew
Dzisiaj porozmawiamy o wierze, o tym, dzięki czemu mamy nadzieję się zbawić, o tym podarku z Niebios, którego nie znajduje się w wyniku osobistych wysiłków, ale otrzymuje w prezencie z Nieba i dzięku któremu człowiek wierząc osiąga zbawienie. Przypomnijmy sobie kilka spraw, związanych z wiarą, opisanych w Piśmie Świętym Nowego Testamentu.
Po pierwsze – Chrystus niczemu się nie dziwi, jedynie olbrzymiej wierze, albo jej brakowi. Kiedy setnik z Kafarnaum poprosił Jezusa Chrystusa, żeby odwiedził jego chorego sługę, tłumaczył mu tak: „Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź a idzie, słudze: zrób to i robi»” (Mt 8,9; Łk 7,8), myśląc że i Chrystus jest taki. Ciebie, powiada, przecież wszyscy słuchają – powiedz tylko słowo, a zostanie uzdrowiony sługa mój. To znaczy setnik miał wiarę w to, że Pana Jezusa Chrystusa posłucha choroba i śmierć z takim samym posłuszeństwem, z jakim rzymscy żołnierze zwykli słuchać swoich przełożonych, a chcę wam powiedzieć, że posłuszeństwo rzymskiego żołnierza było nadzwyczajne i z niczym nieporównywalne. Niezadowolenie, wyrażone zmarszczeniem brwi czy spojrzeniem bądź grymasem bez słów, było karane natychmiastowym ścięciem głowy. Centurion mógł ściąć głowę każdemu żołnierzowi, który nachmurzył się w odpowiedzi na rozkaz, tak więc słuchano go jak boga. I rzymski oficer uważał, że Chrystus powie jedno słowo chorobie – i choroba odejdzie. Chrystus zdziwił się wtedy i powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebieskim, a synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt. 8,10-12). To znaczy Chrystus dziwi się wierze, która nagle zakwitła w duszy człowieka, w którym w zasadzie nic nie powinno było zakwitnąć. Przecież człowiek ów wojuje, dowodzi, przyszedł jako ciemiężca na cudzą ziemię, żyje jak okupant pośród obcego narodu – jaka może tu być wiara? A w nim nagle znalazła się wiara.
Tak samo Pan dziwi się niewierze. Kiedy na przykład faryzeusze i uczeni w księgach kierowali pod adresem Chrystusa złe słowa, On bolał z powodu ich niewiary i zatwardziałości serca, z gniewem patrzył na nich, dziwił się: Dlaczego nie macie wiary? Przy czym dziwił się temu, dlaczego nie ma wiary w tych, w których powinna być, a mają ją ci, po których nikt tego nawet nie oczekiwał.
Tak więc wiara jest darem zadziwiającym. W zadziwiający sposób przychodzi do tych, po których się tego nawet nie spodziewamy i w dziwny sposób po cichutko opuszcza dusze tych, od których oczekujemy prawdziwej, cudownej, silnej, mądrej wiary.
Wiara jest niebiańskim gościem, na łańcuch jej nie weźmiesz! Jeśli wiarę przyjmujesz i strzeżesz, za wiarę walczysz, wiara żyje w twojej duszy jak za murem, żywi ciebie i ogrzewa, broni.
A jeśli odnosisz się do niej jak do zakupionego w sklepie towaru – mam wiarę i to wystarczy, niech sobie leży, jak worek z ziarnem w spichrzu, albo jak paszport w sejfie, albo jak pieniądze w kieszeni – wtedy ona po cichutku raz, na nóżki wstała, i na skrzydłach odleciała, dlatego że jest wolna, absolutnie wolna, żyje tylko tam, gdzie chce, żyje tam, gdzie jej bronią, gdzie troszczą się o nią, gdzie o nią się modlą.
Trzeba jeszcze jedno mieć na uwadze – w duszy człowieka wiara zawsze żyje razem z niewiarą. Proporcja wiary i niewiary – od naszych oczu nie zależy. Bóg wie, ile jest w człowieku niewiary, a ile wiary. I kiedy pewnego dnia Jezus Chrystus podszedł do tłumu i dostrzegł w nim człowieka, który miał opętane dziecko i ojciec skarżył się na apostołów, że nie mogli wypędzić diabła z jego syna, Chrystus odparł: „Jeśli możesz, wierz, bowiem wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy”. I ojciec wykrzyczał straszną tajemnicę o człowieku: „Wierzę, Panie, pomóż memu niedowiarstwu” (Mk 9,17,24).
Fiodor Dostojewski uważał, że jeśli człowiek nie mówi tak o swojej wierze, kłamie. Jeśli człowiek mówi o tym, że wierzy, absolutnie pełnej wiary nie ma, ten człowiek jest kłamcą, który sam siebie nie zna. Jest albo wyrachowanym kłamcą i obłudnikiem, albo głupcem, który powierzchownie myśli o głębokich kwestiach.
Znając siebie do szpiku kości, znając swoje serce, wiemy, że mieszka w nas niedowiarstwo, mieszka w nas zwątpienie, małoduszność, mieszka w nas rozpacz, mieszka w nas pewien strach przed przyszłością, to znaczy mieszka w nas wiele rzeczy.
Co to znaczy? To znaczy, że my także powinniśmy się modlić do Boga, mówiąc: „Wierzę, Panie! Pomóż memu niedowiarstwu”. Wiara we mnie jest, ale jest także niedowiarstwo. Czego jest więcej, co zwycięży – oto jest pytanie.
Dlatego człowiek musi wiedzieć o sobie, że w nim tli się niewiara, nawet jeśli jest pobożny, bogobojny, ma bojaźń Bożą, stara się żyć zgodnie z jego wolą i mimo wszystko w ciemnych głębiach jego serca, niczym w głębiach oceanicznych, coś pełza i się porusza. Jak mówi Tiutczew: „O, nie budź uśpionych myśli, pod nimi chaos się porusza”.
To druga bardzo ważna rzecz, dotycząca wiary – ona żyje razem z niedowiarstwem i ze sobą walczą. Trzeba więc opowiedzieć się po stronie wiary i zwyciężyć swoją niewiarę, doświadczalnie zdobywając pewną duchową wiedzę o Bogu, o jego wszechobecności, o wszechmocy, o jego nieustannym pragnieniu pomocy człowiekowi – to zadanie praktycznie dla każdego wierzącego człowieka.
Jest jeszcze jedna, trzecia, rzecz, którą należy powiedzieć o wierze –wiara jest otwarciem drzwi na wejście Boga. Bóg nie wchodzi do domu, wyważając drzwi nogą, jak wbiegają do meliny narkomanów policjanci albo ktoś inny ma czelność przez okno, z szumem i krzykiem, wedrzeć się pod nasz dach. Nie! Pan stoi i puka!
W XIX wieku żył angielski malarz William Hunt, namalował obraz „Nocny wędrowca” albo „Wędrowiec Apokalipsy”, albo też „Światłość świata”. Przedstawił na nim Jezusa Chrystusa z latarnią. Latarnia jest w zamkniętym naczyniu, żeby wiatr nie zgasił ognia. Zbawiciel w cierniowym wieńcu i ubraniu wędrowca stoi u drzwi pewnego domu. To bardzo znany, ciekawy obraz, który doczekał się bardzo wielu kopii.
Chrystus stoi u drzwi pewnego domu i puka. Jest jasne, że to drzwi ludzkiego serca. On w nie puka. Nie uderza w nie łokciem, ramieniem czy kolanem, delikatnie puka. Próg tego domu zarósł już burzanem, co oznacza, że drzwi otwierane są tu rzadko, a On stoi i puka… Wiecie, tak bywa, kiedy ktoś puka do waszego domu, a wy akurat słuchacie muzyki, nie słyszycie pukania, albo macie imprezę w domu i nie słyszycie, albo oglądacie mecz piłki nożnej w telewizji, rozlegają się „gool” albo inne krzyki, czy wtedy słychać, że Chrystus puka do drzwi? Nie słychać! Albo gdy śpisz na przykład, też nie słyszysz. Albo to wiadomo, dlaczego nie otwierasz drzwi swego serca?
Oglądający obraz zwrócili uwagę twórcy na pewien interesujący detal. „Rozumiemy, że jest to alegoryczny obraz: Chrystus stuka do drzwi naszych serc. Wszystko jasne, drzwi zarosły, nie otwierają się… Ale klamki nie ma! Z zewnątrz nie ma klamki! Pan zapomniał namalować klamkę! Każde drzwi mają klamkę z zewnątrz i od środka”. A artysta na to: „Te drzwi mają tylko klamkę od środka. Z zewnątrz nie mają. Drzwi serca można otwierać tylko od środka”. To bardzo ważna myśl. Człowiek powinien sam otworzyć się na Boga. Chrystus nie będzie na siłę dokonywać cudów nad człowiekiem, który nie otwiera mu drzwi.
„Stoję u drzwi i kołaczę. Kto otworzy mi, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a On ze mną” (Apokalipsa 3,20). A jeśli drzwi nie otwierasz, Bóg nie jest ani funkcjonariuszem sił specjalnych, ani poborcą podatków. Nie będzie wyłamywać twych drzwi. Będzie szanować twoją wolność. Będzie stać i pukać, a klamka jest tylko od środka.
Zresztą także piekło zamknięte jest od środka. Clive Lewis w jednym ze swych teologicznych traktatów pisze o tym, że drzwi piekła są zamknięte od wewnątrz, to znaczy, że ludzie sami znajdują się w głębi rozpaczy i zamykają swoją piekielną izdebkę od wewnątrz i nie chcą stamtąd wychodzić. To dotyczy narkomanów, samobójców, to dotyczy rozpustników, chciwców, pyszałków. Wchodzą do piekielnej celi, zamykają ją od wewnątrz i nie chcą z niej wyjść. A potem obwiniają Boga i wszystkich świętych, że życie im się nie ułożyło, że ktoś tam zawinił, chociaż w zasadzie tylko oni mogą wyjść zza tych drzwi.
Nie skażet wwiek, s molitwoj i slezoj,
Kak ni skorbit piered
zamknutoj dwier’ju:
„Wpusti mienia”
– ja wieruju, Boże moj!
Pridi na pomoszcz
mojemu niewier’ju! – pisał Tiutczew o człowieku XIX wieku. Oczywiście, w XXI wieku te problemy pogłębiły się i narosły.
Powtarzam: Pan nie czyni cudów na siłę. Przebywając w swoim mieście, w Nazarecie, spotykał się z wątpliwościami ludzi – skąd ma taką moc, powiadali, dlaczego może czynić znaki? – i On, przez ich niewiarę, nie dokonał tam cudów. To znaczy, jeśli drzwi są zamknięte, ja ich nie wyłamuję, jeśli drzwi się otwierają, wchodzę i robię to, co trzeba. A jeśli drzwi są zamknięte, w niczym wam, wybaczcie, pomóc nie mogę.
I tak powiedzieliśmy o wierze kilka rzeczy. Pan cieszy się z wiary i dziwi wierze tam, gdzie być może nawet nie powinno jej być. Pan smuci się jej brakiem tam, gdzie powinna być i dziwi się: Jak to nie ma w was wiary? Dlaczego? Wiara u człowieka występuje jednocześnie z niewiarą, to od człowieka zależy, czy rozpocznie walkę i wypędzi z siebie to co przeszkadza, a pozostawi to co pomaga. No i w końcu drzwi naszych serc są zamknięte od wewnątrz i Pan na siłę nie dokona cudów nad nami, dopóki nie otworzymy przed Nim drzwi swego duchowego domu.

Miejcie wiarę Bożą i niech miłosierny Chrystus zbawi was modlitwami Bogarodzicy.

o. Andrzej Tkaczew
(pravoslavie.ru)
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token