Numer 9(375)    Wrzesień 2016Numer 9(375)    Wrzesień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Marysia
Włodzimierz Koperkiewicz
Po upadku Powstania Warszawskiego jesienią 1944 roku do Opoczna przybywały transporty kolejowe, przywożące warszawiaków z obozu w Pruszkowie. Wieziono ich najczęściej odkrytymi wagonami, węglarkami. Na dworcu wagony opróżniano i pociąg zawracał do Pruszkowa po następny transport. Opiekę nad przybywającymi sprawowała Rada Opiekuńcza. Rozsyłano ich po okolicznych wsiach i domach. Mieszkańcy Opoczna przynosili na dworzec żywność. Pamiętam, na dworcu zawsze była mieszkanka Śmigłówki Wiktorowicz-Marenda z wielkim wiadrem zalewajki, omaszczonej tłuszczem, i rozdawała zupę wygłodniałym warszawiakom. Podobnie czynili inni opocznianie, którzy zabierali też bezdomnych do domów. Tak zrobił kolejarz Julian Cedler, przyjmując rodzinę Frydrychowiczów i Karpińskich z Warszawy.
Po przeciwnej stronie stacji kolejowej w Opocznie leży dzielnica zwana Śmigłówką (to bardzo długa ulica Kuligowska), która powstała w latach 80. XIX wieku, po wybudowaniu linii kolejowej. Tutaj zatrzymało się wielu warszawiaków, a wśród nich matka z córką o odmiennej urodzie. Mieszkańcy, ku rozpaczy kobiet, bardzo im dokuczali, nazywając je Żydówkami. Gdyby dotarło to do Niemców, zapewne zostałyby rozstrzelane na pobliskim kirkucie. Matka z córką tłumaczyły, że są Ormiankami z Warszawy. Zamieszkały w starym, walącym się drewnianym domu kolejarza Grzegorczyka. Miejscowe kobiety z litości, jak mogły, pomagały. Opał zbierały w parku stacyjnym, na torach kolejowych podnosiły okruchy węgla, spadającego z wagonów czy parowozów, aby ogrzać mieszkanie w czasie chłodów jesiennych i zimowych.
Córka Ormianki nosiła imię Maria. Była ubogo ubrana. Nie miała żadnej bielizny. Zniszczony sweterek zakładała na gołe ciało. Była zgrabna, miała duży biust. Trzymała się zawsze z dziewczynami ze Śmigłówki.
Chłopcy z tej dzielnicy wykorzystywali nieświadomość Marysi. Biedne dziewczątko zawsze było głodne. Chciała dostać choć odrobinę chleba, o który było bardzo trudno, gdyż przydziały kartkowe były tylko dla pracujących. Chłopcy wołali: „Marysiu, pokaż piersi, dostaniesz chleba”. I głodna biedna Marysia podnosiła wysoko sweterek. Ukazywały się kształtne dziewczęce piersi. Chłopcy ją oszukiwali, nie dostawała chleba.
Żal mi było Marysi, z domu wynosiłem chleb i dawałem jej, a ona zjadała go z wilczym apetytem. Lubiła słodycze, o które było trudno. Mój ojciec służył na Ostbahn (Niemiecka Kolej Wschodnia) i z tej racji mieszkaliśmy w domu kolejowym w rejonie stacji, do którego należał sad. Rosła tam rozłożysta jabłoń, kosztela, o dużych, żółtych, bardzo słodkich i soczystych owocach. Marysia bardzo je lubiła, inni też. Zapraszałem ją na te smaczne jabłka.
17 stycznia 1945 roku, w środę, do Opoczna wkroczyły wojska radzieckie I Frontu Białoruskiego (7 Gwardii Korpus Kawalerii) i wiosną warszawiacy zaczęli z Opoczna wyjeżdżać. Wyjechała też Marysia z mamą.
Głodna Marysia, jej mama i chłopcy ze Śmigłówki pozostali w mojej pamięci. Szczególnie ich okrucieństwo. Dlaczego tacy byli? Ich rodzice byli ludźmi głęboko religijnymi, w domach stał ołtarzyk, przed obrazami płonęły oliwne lampki, na ścianach wisiały rodzinne portrety. Rano i wieczorem rodzina modliła się, chłopcy mieli już za sobą pierwszą komunię i spowiedź. Pomimo wyrastania w tradycji religijnej, byli wewnętrznie prymitywni, wulgarni, rzucali nieprzyzwoitymi żartami. W kwestii wykształcenia pozostawali najczęściej na poziomie kilku klas szkoły powszechnej. A ich zainteresowania to alkohol, papierosy i bójki na zabawach.
Tyle lat upłynęło, a Marysia w mojej pamięci stoi jak żywa. Ciekawi mnie, czy jeszcze żyje, gdzie przebywa i jak potoczyły się powojenne losy jej i jej mamy.

Włodzimierz Koperkiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token