Numer 9(375)    Wrzesień 2016Numer 9(375)    Wrzesień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Z modlitwą o pokój
opr. Ałła Matreńczyk
Już od pierwszego tygodnia uczestników Krestnego Chodu obcano stekiem wymysłów i obelg – relacjonował ukraiński dziennikarz Maksim Kostenko. – Niektóre media oraz eksperci niemal codziennie bombardowali tymi kłamstwami swoje audytoria. „Do centralnej części Ukrainy pod przykrywką parafian Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej zmierzają kolumny rosyjskich wojsk”, „między kobietami i dziećmi do Kijowa przenikną dywersanci z GRU i FSB”, „wśród uczestników chodu wielu podejrzanych młodych ludzi o wojskowej postawie”, „musimy się liczyć z wieloma prowokacjami i przejęciem władzy” – to tylko niektóre ze straszaków, którymi usiłowano zdyskredytować Krestnyj Chod w oczach ukraińskiego społeczeństwa. A przecież ten przemarsz z modlitwą był cały czas filmowany przez policję, która z pewnością w przypadku naruszenia prawa sięgnęłaby po niezbędne procedury.
Potem było jeszcze gorzej. Do słów doszły czyny. Pod Boryspolem obrzucono cudowną Swiatogorską Ikonę Matki Bożej jajkami i śmieciami. – Kiedy w Swiatogorską Ikonę Bożej Matki, którą nieśliśmy w Krestnym Chodzie, rzucano kamieniami, jajkami, a nawet pluto w Jej stronę, wierni mieli takie odczucie, jakby obrażano ich matkę – mówił 29 lipca namiestnik Swiato-Uspienskiej Swiatogorskiej Ławry, metropolita Arseniusz (Jakowienko).
I dodawał: – Podchodzili do mnie dziennikarze i pytali: „Jak oceniacie ten fakt, że moskiewski patriarchat organizuje Krestnyj Chod po Kijowie”? Odpowiadałem: „Chcecie powiedzieć, że to moskwianie idą? To ludzie z Donbasu, z Tarnopola, ubodzy, skrzywdzeni znieważeni, którym pozostała tylko jedna nadzieja – w Matce Bożej i Jej Synu, Bogu naszym!”.
W Odessie, strasząc spaleniem, udaremniono pielgrzymom wyjazd na uroczystości do Kijowa, pod pretekstem podłożonych ładunków wybuchowych wstrzymano ruch pielgrzymów tuż przy wejściu do stolicy.
– Kiedy zaczynaliśmy wychodzić z Dmitrowki, powiedziano nam, że droga została zaminowana – relacjonował o. prot. Wiktor Ziemlanoj, odpowiedzialny za uregulowanie międzywyznaniowych stosunków w rowieńskiej obłasti. – Zdziwiło nas to, że po tej rzekomo zaminowanej drodze porusza się transport publiczny. Mimo wszystko ruszyliśmy. Kiedy podeszliśmy do trasy, jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że policja zagrodziła nam drogę autobusami. Wtedy zrozumiałem, że po to, żeby zablokować Krestnyj Chod. I wtedy zaczęto na nas naciskać, mówiąc że „został podłożony ładunek wybuchowy” albo „znaleziono granat”, „pojedźmy batiuszka, zobaczycie, jak on wybucha”. Ludzie na to: „Batiuszka chcemy iść, do żadnych autobusów wsiadać nie będziemy i to im powiedzcie”. Powiedziałem, że nie chcą nas puszczać drogą i że zgodnie z konstytucją mamy prawo iść chodnikiem, niezależnie od tego, czy jest zaminowany, czy nie. I pójdziemy, mamy błogosławieństwo, czekają na nas kijowianie, czekają na nas święci Kijowsko-Pieczerskiej Ławry, którzy oczekują na głos narodu i pokajania. Ludzie mnie poparli. Wyszliśmy. Policja nie wiedziała co robić, pielgrzymi zaczęli się przeciskać między policyjnymi samochodami. Męczono nas, postawiono na rozpalonym asfalcie w 30-stopniowym upale. Dobrze, że mieszkańcy okolicznych wsi nie pozwolili nam zginąć – stale podwozili wodę, pieczywo.
Następnie ogłoszono zakaz pieszego dotarcia uczestników Kresnego Chodu do Górki św. Włodzimierza. Wprowadzono także, co było już końcowym akordem, bezprecedensową kontrolę paszportów i ich właścicieli przed wejściem na świąteczny molebien. Wszystko to miało doprowadzić do zmniejszenia liczby uczestników pielgrzymki. Po to, by następnie obwieścić, że Ukraińska Cerkiew Prawosławna została całkowicie zmarginalizowana w ukraińskim społeczeństwie. Komu na tym zależało? Kim byli przeciwnicy Krestnego Chodu?
Przeciwnikami okazali się po pierwsze zwolennicy tzw. kijowskiego patriarchatu. Dla tej religijnej struktury Krestnyj Chod oznaczał strategiczną klęskę, jasno bowiem dowiódł, że właśnie Ukraińska Cerkiew Prawosławna jest prawdziwą Cerkwią na Ukrainie i tylko ona cieszy się poparciem w całym kraju.
Co więcej, to masowe przejście z modlitwą zadało kłam wynikom badań socjologicznych, które jeszcze niedawno tak ochoczo komentowali rzecznicy kijowskiego patriarchatu. Na papierze wszystko wyglądało gładko: „40 procent ludności popiera Ukraińską Cerkiew Prawosławną Kijowskiego Patriarchatu, liczba wiernych Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu spadła poniżej 15 procent”, itd. Teraz okazało się, jak tendencyjne są te dane.
Kijowski patriarchat doskonale rozumiał, że nie jest w stanie zorganizować tak dużego Krestnego Chodu. Tym niemniej taką próbę podjął. 28 lipca, w półtoragodzinnym „ukraińskim chodie”, jak nazwano tę procesję, wzięło udział około czterech tysięcy ludzi.
Drugą grupę przeciwników Krestnego Chodu stanowili tzw. eksperci i usłużni wobec władzy dziennikarze. Jeszcze rok-półtora roku temu przekonywali o szybkim zwycięstwie w Donbasie. Do tej kategorii należą także wrogo wobec prawosławia nastawieni politycy. A tych w obecnych władzach Ukrainy nie brakuje.
Według ukraińskich prawosławnych dziennikarzy głównym inicjatorem wystosowania do patriarchy Bartolomeusza i uczestników Soboru na Krecie pisma, w którym Werchowna Rada Ukrainy domagała się przyznania „Ukraińskiej Cerkwi” statusu autokefalii, był obecny marszałek Rady, dowódca Majdanu, Andrij Parubij. Zarówno on, jak i większość inicjatorów tej akcji, należą do Kościoła greckokatolickiego. Jako grekokatolik deklaruje się były premier Arsenij Jaceniuk i wielu ministrów obecnego rządu, w tym kierujący Wydziałem do spraw Religii Andrij Jurasz. Najważniejszy obok prezydenta Petra Poroszenki ukraiński polityk, były marszałek Werchownej Rady, obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Ołeksandr Turczynow, prywatnie świecki kaznodzieja jednego z kijowskich zborów baptystycznych (za wikipedia.org), w telewizyjnym wywiadzie oświadczył, że „każdy kto przeczyta Ewangelię, zostanie protestantem”.
Jeszcze do niedawna „należący do kanonicznej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi” prezydent Petro Poroszenko przyjmuje obecnie priczastije u grekokatolików. Bardzo krytycznie o Krestnym Chodzie wypowiadał się także prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko.
W dyskredytowanie pielgrzymki „o pokój i miłość na Ukrainie” aktywnie zaangażowali się też hierarchowie Ukraińskiej Grekokatolickiej Cerkwi (UGC). Zwierzchnik UGC, arcybiskup Swiatosław (Szewczuk), poinformował niedawno, że głównym zadaniem jego Cerkwi jest przesuwanie się na wschód Ukrainy, a więc przenikanie na terytoria, gdzie unitów nigdy nie było. „Powinniśmy być tam, gdzie tak potrzebni są wierzący chrześcijanie” – oświadczył hierarcha.
Z jego słów można wnioskować, że dla grekokatolików miliony prawosławnych na Wschodniej Ukrainie to nie chrześcijanie. W udzielonym 24 lipca wywiadzie arcybiskup Swiatosław określił Krestnyj Chod jako polityczną prorosyjską akcję. „Moskiewski Patriarcha jest często wykorzystywany jako instrument w rękach agresora” – stwierdził hierarcha, dodając że zachowania wielu duchownych kanonicznej Cerkwi nie przystoją obywatelom Ukrainy, a „służby bezpieczeństwa powinny się nimi zająć”. Na oficjalnej stronie internetowej UGC został opublikowany wywiad byłego zwierzchnika tej Cerkwi, kardynała Lubomira (Huzara), który oskarżył hierarchów Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej o nieszczerość i pobudki polityczne: „Te krestne chody ogłosiła i organizuje Ukraińska Cerkiew Prawosławna. Wszystko to wygląda na podłą chytrość. Większego cynizmu nie sposób sobie wyobrazić” – powiedział kardynał.
Na wystąpienia unickich hierarchów zareagowała służba komunikacji Oddziału Kontaktów Zewnętrznych Moskiewskiego Patriarchatu. „Wypowiedzi zwierzchnika Ukraińskiej Grekokatolickiej Cerkwi są niegodne nie tylko arcybiskupa, ale każdego chrześcijanina – stwierdza się w oświadczeniu. Nosząc formę politycznego donosu, skierowane są na rozpalanie międzykonfesyjnych waśni. (...) Z tych dyszących nienawiścią oświadczeń wynika, że kanoniczne prawosławie w dalszym ciągu pozostaje celem zaciekłych napaści unickich liderów. Całe wieki unici starali się rozprawić z prawosławiem przy pomocy władzy świeckiej, kiedy było to możliwe, albo przy pomocy różnego rodzaju insynuacji, fałszerstw i oszustwa. Także dzisiaj swoimi rozpolitykowanymi deklaracjami grekokatolickie kierownictwo ponownie stara się wbić klin między prawosławnych i katolików, przeszkodzić w normalizacji cerkiewnych stosunków i w rozwoju dialogu na Ukrainie. Jasne, że przywódcy Ukraińskiej Grekokatolickiej Cerkwi nie są zainteresowani prowadzeniem jakiegokolwiek dialogu z kanonicznym prawosławiem w celu osiągnięcia pokoju i wzajemnego zrozumienia. Każda inicjatywa Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, nawet tak szlachetna jak Wszechprawosławny Krestnyj Chod, napotyka ze strony grekokatolików jedynie zaciekłe ataki” – podkreśla się w oświadczeniu.
„We wspólnej odezwie, podpisanej przez patriarchę Moskwy i Całej Rusi Kiryła oraz papieża Rzymu Franciszka 12 lutego 2016 roku w Hawanie obok przyznania, że „metoda uniatyzmu”, polegająca na przyłączaniu pojedynczych wspólnot po uprzednim oderwaniu ich od macierzystych Wschodnich Kościołów, nie jest sposobem na przywrócenie jedności, znalazło się wezwanie do pokojowego odnajdywania obopólnie akceptowanych form współżycia prawosławnych i grekokatolików na Ukrainie. Jednak kierownictwo UGC nie tylko nie posłuchało tego wezwania, ale występując z napastliwą krytyką autorów deklaracji – papieża Franciszka i patriarchy Kiryła – wzmacnia konfrontacje w ukraińskim społeczeństwie i zatruwa atmosferę relacji między prawosławnymi i katolikami. Wobec bezprecedensowych, agresywnych wobec UPC zachowań arcybiskupa Swiatosława i kardynała Lubomira Wydział Kontaktów Zewnętrznych uważa za konieczny powrót do tematu kanonicznych i duszpasterskich następstw unii na najbliższej sesji plenarnej komisji mieszanej do spraw prawosławno-katolickiego dialogu. Posiedzenie Komisji planowane jest na okres od 15 do 22 września 2016 roku w mieście Chieti we Włoszech” – stwierdza się w oświadczeniu.
I w końcu czwarta kategoria przeciwników Krestnego Chodu. Obecna wśród ukraińskiej władzy, nazywana przez wielu „partią wojny”. To ludzie i ugrupowania, które nie są zainteresowane zaprzestaniem działań bojowych w Donbasie. Przecież gdyby zapanował pokój, nie tylko straciliby ogromne nielegalne dochody, wynikające z możliwości, jakie daje konflikt, ale i musieliby odpowiedzieć przed społeczeństwem za swoje czyny. Teraz udaje się to zamarkować czynnikiem wojny. I im dłużej będą trwały działania wojenne, tym łatwiej będzie trzymać prostych ludzi w cuglach, kierując ich gniew na inne cele. W tym także na Ukraińską Cerkiew Prawosławną i jej Krestnyj Chod – uważa Maksim Kostenko.
Wszechukraiński Krestnyj Chod daje nadzieję, że władze wsłuchają się w ten głos rozsądku i miłości, uważa dyrektor Kijowskiego Centrum Badań Politycznych i Konfliktologii Michaił Pogrebinski. – Radykałowie rozumieją, że Krestnyj Chod stanowi dla nich niebezpieczeństwo, dlatego jedynym wyjściem dla nich jest zapobieżenie podobnym akcjom w przyszłości, rozpoczęcie represji, by wszyscy, którzy pozwolili sobie podnieść głos przeciwko ich pozycji, nie mogli już tego czynić. Takie niebezpieczeństwo istnieje i jest to dylemat, przed którym stoi obecnie Poroszenko. Albo pójdzie drogą rozumu i nadziei – i wtedy będzie musiał poważnie rozprawić się z tymi, którzy popychają go ku wojnie, albo będzie pionkiem, a bez niego i tak się obejdą. Krestnyj Chod i „to co się wydarzyło” to pewna szansa dla prezydenta Poroszenki. Szansa, by zrozumieć, że w Ukrainie istnieje ogromna, pragnąca pokoju, siła. Dzisiaj pojawiła się nadzieja dla Poroszenko – taki kalambur – Nadzieja Sawczenko, która mówi, że należy prosić o przebaczenie matki z obu tron konfliktu, które straciły swoich synów i szukać jakiegoś kompromisu. Szansa jest. Zobaczymy, czy prezydent z tej szansy skorzysta.
W Krestnym Chodzie z Górki św. Włodzimierza do Kijowsko-Pieczerskiej Ławry wzięło udział około stu tysięcy wiernych. Wierni śpiewali modlitwy i prosili Boga o długo oczekiwany pokój.
Co przyniósł Wszechukraiński Krestnyj Chod?
Po pierwsze ukraiński naród pokazał, że popiera swoją Cerkiew. Na całej trasie Krestnego Chodu był witany chlebem i solą. Do kolumn dołączały dziesiątki tysięcy ludzi, którzy chcieli przejść przynajmniej niewielki odcinek z modlitwą na ustach, prosząc o jedność w kraju. Ludzie zobaczyli, że Ukraińska Cerkiew Prawosławna niesie pokój.
Po drugie, ukraińskie państwo po raz pierwszy od rozpoczęcia bratobójczych walk otrzymało poważną szansę na uniknięcie losów Titanica. Wojna jak góra lodowa może ostatecznie podziurawić statek Ukraina i pociągnąć go na dno. A pokojowa misja Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej jest w stanie zmienić kierunek rejsu państwowego statku, ochraniając go przed wielkim niebezpieczeństwem. Wszechukraiński Krestnyj Chod stworzył fundament do zjednoczenia wszystkich zdrowych sił społeczeństwa, do utworzenia tzw. partii pokoju.
Po trzecie, modlitewny marsz Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej faktycznie już zjednoczył Ukrainę. W jego szeregu, ramię przy ramieniu, szli mieszkańcy wschodu i zachodu kraju. Modlitwa okazała się silniejsza od nienawiści i wzajemnej wrogości. I na tym polega jego najważniejsze zwycięstwo – podkreśla Maksim Kostenko.

Na podstawie publikacji oficjalnych stron internetowych UPC, UGC, Moskiewskiego Patriarchatu i strony ukraińskich prawosławnych dziennikarzy
www.uoj.org.ua

opr. Ałła Matreńczyk
fot. www.uoj.org.ua

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token