Numer 9(375)    Wrzesień 2016Numer 9(375)    Wrzesień 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
- Powstaje film dokumentalny o Romualdzie Rajsie „Burym”. Reżyserka Ewa Szakalicka opowiada w „Naszym Dzienniku”: „Na terenach części Białostocczyzny, która zamieszkiwana jest przez ludność deklarującą się dziś jako białoruska – a więc w okolicach Bielska Podlaskiego, Hajnówki czy Orli – cały czas uprawiana jest propaganda w stylu PRL-owskim z lat sześćdziesiątych XX wieku. Tu już nie tylko chodzi o „Burego”, ale szerzej o naszych Żołnierzy Wyklętych, m.in. „Łupaszkę”, Zygmunta Błażejewicza czy „Inkę”, których przedstawia się jako bandytów, którzy mordowali białoruską, prawosławną ludność. Mało tego, oprócz potomków tamtejszych działaczy komunistycznych, bierze w tym udział także Cerkiew prawosławna. Słuchając tych ludzi uważam, że uprawiana jest tam antypaństwowa, antypolska działalność i ktoś powinien poważnie tym się zająć. Z całą świadomością muszę powiedzieć, że kłamstwem historycznym zarażane są miejscowe szkoły białoruskie, odbywają się spotkania z młodzieżą, która jest indoktrynowana w duchu antypolskim...”. Ale są też dobrzy ludzie, o czym mówi dokumentalistka: „Film produkuję przez Ośrodek TVP w Białymstoku i naprawdę mam tutaj duże wsparcie i pomoc”.

- Senat RP pracuje nad projektem zmian w ustawie o godle, barwach i hymnie RP. W projektowanej zmianie chodzi o to, aby nad Pałacem Prezydenckim powiewała Chorągiew Rzeczypospolitej. Pojawiła się ona pod koniec XIII wieku na pieczęci księcia Przemysława II. W II RP przysługiwała oficjalnie naczelnikowi państwa, a następnie prezydentom. Powiewała nad Zamkiem Królewskim, w którym rezydowały głowy państwa. W 1927 roku ustalono jej ostateczny wzór. To biały orzeł na czerwonym tle w obramowaniu wężyka generalskiego. Ale miejsce chorągwi zajął inny symbol – Proporzec Prezydenta. Obecnie Proporzec Prezydenta jest podnoszony na maszt m.in. podczas świąt państwowych. Po stosownych zmianach w ustawie Chorągiew Rzeczypospolitej będzie powiewać stale w miejscu, gdzie przebywa głowa państwa.

- Ewa Polak-Pałkiewicz w „Plus Minus. Rzeczpospolita”: „Spotkania Głowy Kościoła z tłumami młodych w ostatnich dekadach posiadają wymiar wielkiego show. W sytuacji upojenia emocjami ogromnej masy ludzkiej trzeźwa ocena rzeczywistej treści tych spotkań staje się dla wielu uczestników czymś trudnym, jeśli nie wręcz niemożliwym. Zbiorowe emocje są siłą łatwą do wzniecenia i trudną do okiełznania. Umysł człowieka, który stał się częścią tłumu, z największą trudnością sprawuje nad nim kontrolę. Ludzie nieświadomi działających w tłumie mechanizmów poddają się bezwolnie reakcjom stadnym. (...) Liderzy, przywódcy wiecowi, wodzireje – w tym coraz większa grupa duchownych, zwłaszcza tzw. charyzmatyków czy ewangelizatorów, postawiona wobec wielkich zgromadzeń – sterujący emocjami i zachowaniami tłumu zyskują natomiast przeświadczenie o swojej wyjątkowości. O sile, nieodpartym czarze, słowem o swoich niezwykłych, wręcz nieograniczonych możliwościach. W zetknięciu z tłumem, który ich w napięciu słucha i żywiołowo reaguje na każde słowo, mogą poczuć, że są wszechmocni. To niebezpieczny stan dla człowieka”.

- Profesor Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych w SGH, w „Przeglądzie”(11-17.07.2016): „Proces zadłużania państwa z powodu OFE trwa. W 2016 roku rząd musi pożyczyć ponad 3 miliardy zł, by pokryć ZUS ubytek składki kierowanej do OFE przez 2,5 mln osób, które w 2014 roku zdecydowały się pozostać w funduszach. Osoby te mogłyby teraz podjąć decyzję o zaprzestaniu przekazywania składek do OFE, gdyż do końca lipca trwa tzw. okienko transferowe, ale rząd nie prowadzi żadnej akcji informacyjnej w tej sprawie. Same OFE też starają się, by było o tym jak najciszej, bo w przeciwnym razie więcej ludzi mogłoby wycofać się z funduszy, dowiedziawszy się, jak spadła wartość rynkowa zgromadzonych aktywów. Zaproponowane w programie zmiany w OFE nie tylko nie rozwiązują problemów finansów publicznych i systemu emerytalnego, wynikających z istnienia II filara, ale w istocie mogą prowadzić do ich pogłębienia”.

GŁOSY O WOŁYNIU:
- Prof. UJ Wawrzyniec Konarski, wnuk legionisty Piłsudskiego i osadnika polskiego na Wołyniu: „Jednym z argumentów polskich przeciwników przypominania tego, co się stało na Wołyniu, była teza, że służy to Rosji. Mówiono też, że powinniśmy brać pod uwagę, że nie było państwa ukraińskiego, na które można byłoby przenieść odium oskarżeń. Oczywiście, że tego państwa nie było! Tylko że współczesne państwo ukraińskie – apologizując ludzi, którzy tę rzeź zaplanowali i zainspirowali lub przeprowadzili oraz dając im ochronę prawną – musi się liczyć z tym, że od tej pory jest stroną tej dyskusji”.
- Jarosław Hrycak, ukraiński historyk, szef Katedry Historii Ukrainy na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie: „Poza Galicją i Wołyniem symbol Bandery nie funkcjonuje. Jego mit nie istnieje ani na Zakarpaciu, ani na sąsiedniej Bukowinie, stanowiących część Ukrainy Zachodniej. Majdan doprowadził do tego, że mit Bandery zyskał na popularności. Ale mimo to w pamięci historycznej Ukraińców Bandera pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych i pełnych sprzeczności postaci. Jeśli chcecie zobaczyć dwie Ukrainy, zacznijcie mówić o Banderze. Uważam więc, że nazwanie jego imieniem ulicy w Kijowie jest czymś w rodzaju prowokacji przede wszystkim dla samej Ukrainy”.
- W Radzie Najwyższej Ukrainy zarejestrowano projekt rezolucji upamiętniającej „ofiary ludobójstwa dokonanego przez państwo polskie na Ukraińcach w latach 1919-1951”. To w odpowiedzi na uchwałę polskiego Sejmu z 22 lipca 2016 roku, który ustanowił 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach – obywatelach II RP.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token