Numer 10(376)    Październik 2016Numer 10(376)    Październik 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Narzekanie
o. prot. Andrej Tkaczew
Dlaczego my, prawosławni, tak często narzekamy? Czy współczesne życie daje nam powody do niezadowolenia? Jak powinniśmy się odnosić do tego, co posyła nam Bóg? Do kogo upodabnia się narzekający? Porozmawiamy dzisiaj o tak codziennej niemocy, jaką jest narzekanie.
My, duchowni, słuchający spowiedzi, często oglądamy życie od jego niedobrej, skrywanej strony. Znamy świat taki, jaki znają pracownicy kostnicy, lekarze, policjanci czy prokuratorzy, którzy często ulegają wypaleniu i deprawacji, stale bowiem stykają się z inną, ciemną jego stroną. Ulicami chodzą urodziwi ludzie, ale wystarczy z nimi porozmawiać... „Odezwij się, żebym ciebie ujrzał” – pisze Platon. Otwierają się usta, wypływa potok wyznań i myślisz: któż to? Syty, młody, piękny, dobrze ubrany człowiek z wyższym wykształceniem. Jaki demon w nim siedzi? Nawet nie jeden, całe kłębisko demonów. I jednym z demonów w kłębowisku jest demon narzekania. Ludzie narzekają, ciągle są niezadowoleni, burczą, warczą, męczą się. A właściwie dlaczego? Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o tym, jak wyleczyć się z tego niezadowolenia z życia.
Pisarz Arkady Awierczenko napisał kilka niedużych nowel, dość celnych, o rewolucji, która dokonała się w Rosji. Bohaterem jednej z nich jest pewien szewc, który uważa, że mało zarabia, jest więc wiecznie niezadowolony. Wykonał swoją robotę, za otrzymane pieniądze kupił czerwonej ikry, świeżego chlebka, trochę tego, trochę siego, szklaneczkę wódeczki... Pije, ikrą zakąsza i narzeka: „Żeby tylko ta władza zmieniła się jak najszybciej”. I władza się zmieniła. Teraz za tę samą pracę dostaje pensję, za którą kupuje czerstwy chleb, bez jesiotra, bez kawioru i w ogóle bez niczego, i ćwiartkę samogonu. Pije i nie wie, co robić. To co minęło, okazuje się, było cudowne.
A na co się skarżysz? Źle ci się żyje? – kup sobie kozę. Jest taka żydowska przypowieść. Przyszedł do rabina „cierpiętnik”, skarży się: „Panie, zmiłuj się. Chatka mała, gromada dzieci, staruszka matka, nie ma czym oddychać, nie ma gdzie żyć”. „To kup kozę”– na to rabin. „Jaką kozę”? „Prawdziwą, taką, która biega, którą można doić”. „A gdzie mam tę kozę przytaszczyć”? „Prosto do domu. A potem zobaczysz, co będzie”. „Cierpiętnik” kupił kozę, mieszkają razem. Wszystko jak było, tak zostało. Stara matka, dzieci gromadka, nie ma czym oddychać, nie ma gdzie mieszkać, jeszcze koza beczy, chce, żeby ją wydoić. „Cierpiętnik” znowu idzie do rabina: „Zwariuję od takiego życia! Powieszę się! Co robić”? „Sprzedaj kozę”. Sprzedał i przybiega znowu do rabina: „Jak dobrze! Jak bez kozy dobrze”!
Kup sobie kozę, ty, który narzekasz. Źle ci żyć? Chcesz zachorować? Jeśli odkryją u ciebie raka, będzie lepiej? Jeśli nogę złamiesz albo rozbijesz samochód, albo odejdzie od ciebie ukochany człowiek? Albo zaleją cię sąsiedzi? Szukasz problemów? Kto chce problemów, niech narzeka na zdrowie. Bóg ześle ci problem i będziesz szczęśliwy: „Boże, jak dobrze było wcześniej”.
Przyjaciele moi, nie można narzekać. Żyjemy w wyjątkowo sytym świecie. W świecie ludzi wyjątkowo pięknie ubranych. Żyjemy w zdrowym, wygodnym świecie, w którym przestrzegane są prawa człowieka. Nikt nas za kołnierz do prac niewolniczych nie będzie ciągnąć. Nikt nas nie będzie zmuszać do robienia tego, czego nie chcemy. Będą się z nami cackać i każdy policjant, który kiedyś zdzieliłby pałką po głowie, powie: „Szanowny obywatelu, proszę o dokumenty. Uprzejmie proszę pójść za mną”. Inaczej z nami rozmawiać nie będą – boją się. Wszyscy boją się, że będą za to odpowiadać. Tak więc dlaczego narzekacie, czego chcecie?
Czego potrzebuje człowiek, żeby nie narzekać? Co mu dać, żeby był zadowolony? Popuśćmy wodze fantazji. Oto zaproszono cię na wyspę na Morzu Karaibskim, udostępniono jacht, domek na trzy miesiące za darmo, jedzenie, picie, czego tylko dusza zapragnie. Czy tam będziesz szczęśliwy? Tylko przez dwa dni. A dalej? A dalej – piasek kłujący, słońce gorące, ananas niesmaczny, na jachcie silnik przestał pracować... Znowu się zacznie. Dla złego człowieka wszystko wokół jest złe. Dla dobrego zawsze dobre.
Wysłuchuję spowiedzi, rozmów, biadolenia od rana do wieczora. Jak każdy duchowny, jestem zmęczony biadoleniem. Dlaczego nie dziękujecie Bogu? Dlaczego nawet do cerkwi, tego świętego Domu Bożego, Wrót Niebieskich, Drabiny Jakubowej, przychodzicie, by skarżyć się i jęczeć. Dlaczego u podnóża Drabiny Jakuba nie przestajecie: „Daj mi to, daj mi tamto”! Dlaczego nie dziękujecie? Dziękczynienie to najlepsze lekarstwo na upadek ducha. To błago – darnost’. Trzeba uczyć ludzi podczas spowiedzi i kazań: „Przestańcie prosić! Dziękujcie, chwalcie Boga”. Tylko pomyślcie, jak my żyjemy?!
Podam ciekawy przykład. Kilka lat temu pewien dziennikarz przedstawił cały świat jako wieś ze stu mieszkańcami i policzył produkt globalny tego świata. Policzył też, ilu jest mężczyzn, ile kobiet, ilu czarnych, ilu białych, ilu wierzących. Produkt globalny całej wsi jest skupiony w rękach dwóch ludzi, obaj mieszkają w Ameryce. 70 ludzi jest wykształconych, 30 to analfabeci. Zdecydowana większość musi przeżyć za dolara dziennie. Trzydzieści, czterdzieści osób na sto – za pięć, siedem, osiem, dziesięć dolarów. My trafiamy do dobrej grupy. Wykształceni. Odżywiamy się dobrze. Gdyby nasi przodkowie wstali z grobów i usiedli za nasz stół, popatrzyli na nasze marynaty i inne przysmaki, powiedzieliby: „Bracia, w raju mieszkacie”! Gdyby weszli do naszej wanny, wyprostowali nogi w gorącej wodzie i w mydlanej pianie odpoczęli pół godziny, albo telewizor włączyli, posłuchali jakiejś piosenki, zapytaliby: „Czym zasłużyliście sobie na tak wspaniałe życie? Przecież my żyliśmy zupełnie inaczej i nie narzekaliśmy. Gryźliśmy suchary i cieszyliśmy się”.
Cywilizacja obciąża człowieka urojonymi dobrami i odbiera mu radość. Czyni z niego niewdzięcznego prostaka, zmusza go do narzekania, zazdrości, nieustannego myślenia o sobie. „Dlaczego to oni, a nie ja”. Dlaczego to ich a nie mnie pokazują w telewizji”? Dlaczego on to ma, a ja nie” – takie okropne myśli krążą w głowie upadłego człowieka. I jeśli nie zmieni tych myśli, nigdy nie ujrzy szczęścia. Całe życie będzie żyć jak biadająca łamaga i umrze nieszczęśliwy. I raju nie zobaczy, dlatego że w raju wszyscy są wdzięczni. Ludziom odcinano ręce, a oni dziękowali Bogu. Oczy im wydłubywano, oni wyrażali wdzięczność Bogu. Wrzucano do ognia albo wrzącej smoły, a oni mówili: chwała Ci, Panie, chwała Ci! W raju wszyscy są wdzięczni. W raju nie ma ani jednego biadolącego. Gdyby ktoś zorganizował wycieczkę do raju, chodzilibyśmy tam i się dziwili: „A gdzie są biadający, płaczący”? Osiołek Kłapouchy (z Kubusia Puchatka – am) do raju wejść nie może. W raju jest Kubuś Puchatek. On zawsze śpiewa: „W mojej głowie są trociny tra ta ta, tra ta ta”. Zawsze mu wesoło. A osiołek Kłapouchy zawsze wątpi: „Czy aby tak?” „Co słychać, osiołku?” „Źle. Bo czego mogę spodziewać się po tych, którzy przeszkadzają mi żyć”? Osiołkowi Kłapouchemu wszystko wydaje się złe. Osiołek do raju nie trafi, a Kubuś Puchatek tak. To optymista, który wie, że ma w głowie trociny, jest samokrytyczny: „Jestem misiem o bardzo małym rozumku, mam brzydki charakter pisma” – ale wesoły.
Chrześcijanin powinien być silnym, wesołym człowiekiem ze skłonnościami do samokrytyki, a nie nudnym, nadętym balonem, który do niczego się nie nadaje.
Człowiek, według apostoła Pawła, powinien być gotów do wszelkiego dobrego działania. A ty jesteś oklapły, skomlesz, biadolisz, życie ci nie w smak. Jedzenie niesmaczne, słońce nie cieszy, nic cię nie raduje. Jesteś Demonem! Pamiętasz, jak o Demonie mówił Puszkin? „I niczego wo wsiej prirodie błagosłowit’ on nie chotieł”. Na niczym nie zatrzymasz wzroku z błogosławieństwem. Nigdy nie powierz: „Chwilo trwaj, jesteś piękna”. To ci się nie zdarza. Cały czas jest ci nudno, cały czas jest ci źle. Im jest dobrze, a mnie źle. Im jest wciąż lepiej, mnie ciągle źle.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


o. prot. Andrej Tkaczew
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token