Numer 10(376)    Październik 2016Numer 10(376)    Październik 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Jak mnisi świat odmienili
Paweł Kuzienkow
NOWA NORMA ŻYCIA

Pierwsza niedziela Wielkiego Postu poświęcona jest triumfowi prawosławia. To święto oznacza koniec całej epoki w historii Cerkwi, związanej z teologicznymi dysputami wokół czci oddawanej wizerunkom Chrystusa, Matki Bożej i świętych, a decydującą rolę w zwycięstwie prawosławnej wiary w imperium odegrał właśnie monastycyzm. Z jego pomocą udało się pokonać ostatnią i prawdopodobnie najtrudniejszą dla imperium herezję – herezję ikonoklazmu.
Triumf chrześcijaństwa w imperium – a są to czasy Konstantego Wielkiego – zbiega się z rozkwitem zjawiska monastycyzmu. Najprawdopodobniej jacyś asceci, pustelnicy, pojawiali się także w pogańskim jeszcze okresie, ale właśnie od IV wieku monastycyzm rozwija się w formie, jaką znamy.
Monastycyzm rozprzestrzenia się burzliwie przede wszystkim we wschodnich, a potem także w zachodnich prowincjach. I już od V wieku monastyczna tradycja staje się nieodłączną częścią chrześcijańskiego społeczeństwa rzymskiego imperium. Aż do końca Bizancjum – do XV wieku – monastycyzm odgrywał zasadniczą rolę nie tylko w cerkiewnym, ale i politycznym oraz społecznym życiu bizantyńskiego państwa.
Na Rusi także mnisi uważani byli zawsze za ważny element społecznej struktury. To bizantyńska tradycja – z mnichami naradzali się zarówno kniaziowie, jak i inni wpływowi ludzie przy podejmowaniu najważniejszych decyzji i to właśnie mnisi byli sumieniem narodu, koncentrując w sobie najważniejsze, charakterystyczne dla prawosławnej cywilizacji, wartości. Monastycyzm odegrał ogromną rolę w odrodzeniu ruskiej państwowości po latach mongolsko-tatarskiego jarzma.
Pytania o źródła bizantyńskiego monastycyzm i rolę, jaką odgrywało w tamtym społeczeństwie, są bardzo ważne. Odpowiedzi na nie daleko nie zawsze są jasne, trwa dość ożywiona naukowa dyskusja, np. o przyczynach rozpowszechnienia się monastycyzmu, wiele problemów pozostaje spornych, ale jedno jest jasne – właśnie monastycyzm nadał bizantyńskiemu społeczeństwu chrześcijańskie oblicze. To paradoksalne, ponieważ właściwie w Piśmie Świętym nie znajdujemy odwołań do monastycyzmu. Oczywiście, przywołuje się postać św. Jana Chrzciciela – praobrazu starożytnych ascetów – i podwig Pana na pustyni. Ale sama idea zorganizowanego, zjednoczonego życia ascetów z dala od marności miast, w oddalonych monasterach, w górach, lasach jest dość niezwykła. Dla antycznego świata innowacyjna, a i dla tradycji żydowskiej dość marginalna, chociaż wiemy, że istniały różnego rodzaju wspólnoty podobne do monastycznych, zawsze jednak traktowane jako wyjątek od powszechnej praktyki. A w chrześcijaństwie, przeciwnie, stały się normą. Normą, z której wyrastała zarówno teologiczna, jak i liturgiczna prawosławna tradycja. To właśnie monastyczna tradycja teraz leży u podstaw liturgicznego typikonu.

UCIECZKA OD ŚWIATA
Wczesnobizantyński monastycyzm to przede wszystkim ucieczka od świata. Słowo „monachos”, czy po słowiańsku „inok”, od korzenia „in”, „jedinyj”, „odin”, określa człowieka, który się odosabnia, odseparowuje. To odosobnienie, oddalenie od marności, od miejskiego życia. Oddalenie na pustynię, albo „w pustyń”, jak mówi słowiańska tradycja, w góry, być może nawet na słup (słupnictwo jest jedną z dróg chrześcijańskiej ascezy). W ruskiej tradycji były to lasy, jakieś odległe, wyludnione ziemie. Najważniejsze było oddalenie człowieka, kierowanego – i taka hipoteza odnośnie przyczyn pojawienia się monastycyzmu obecnie przeważa – dążeniem do poddania próbie swojej miłości do Boga. Poddania próbie tego, co uważane jest za najważniejsze dla chrześcijanina – oddania siebie samego bez reszty służbie Bogu.
W czasach pogańskich, kiedy chrześcijanie byli prześladowani, istniały inne sposoby wypróbowania siły wiary – męczeństwo za publiczne wyznanie wiary czyhało na każdym kroku i żeby okazać Bogu miłość niepotrzebne były szczególne zmagania na pustkowiu. Sytuacja radykalnie się zmieniła, kiedy imperium stało się chrześcijańskie. Chrześcijaństwo stało się nie tylko religią dozwoloną, ale i religią imperatora, zdobywając tym samym status wiary prestiżowej – prestiżowego systemu wartości, prestiżowego światopoglądu. Otwierało drogi kariery, ponieważ – począwszy od V wieku – poganie przestali być przyjmowani do państwowej służby. Chrześcijaństwo stało się normą, i to normą komfortową, wygodną. W takiej sytuacji ludzie pałający miłością do Pana doświadczali dziwnego uczucia, momentami być może zwątpienia – co w istocie nimi kieruje? Czy rzeczywiście jest to miłość do Boga, czy jakiś nieduży, ale ważny element miłości do świata, ludzkich honorów i zaszczytów? I rodziło się pragnienie, by całkowicie oddalić się od wszystkiego co mija i pozostać sam na sam z Bogiem, i iść w pustkowie na spotkanie z Nim, doskonaląc swoją duszę. Tak pojawia się chrześcijańska ascetyka, co w języku starogreckim oznacza „ćwiczenie”. „Askezis”, mówiąc dokładniej, to termin ze sportowego leksykonu. W starożytności ascetami nazywano sportowców, stąd, ulubiony przez bizantyńskich ascetycznych pisarzy temat zawodów, czyli „biegu”, jak zwykle piszą. Monach – człowiek, który niesie podwig na popriszcze, a „popriszcze” to przetłumaczone na słowiański słowo „stadion”.
I ta gorliwość mnicha i współzawodnictwo mnichów, którzy żyli początkowo w małych wspólnotach, potem w dużych monasterach, było potężnym motorem duchowego doskonalenia, tam rodziła się bowiem określona kultura – kultura anielskiego życia, kultura pokonywania coraz wyższych poprzeczek, które stawia Pan w swoich przykazaniach. W istocie mnisi to zwykli chrześcijanie. Początkowo nie mieli nawet święceń, to byli ludzie świeccy, którzy żyli rzeczywiście prawdziwym chrześcijańskim życiem, którzy starali się sobie udowodnić, że można żyć według tych przykazań, które daje im Pan.

MONASTYCZNY „BOOM”
Już w końcu IV wieku monastycyzm staje się niezwykle popularny w imperium, mnisi bowiem zdobywają w oczach prostych ludzi status duchowych autorytetów. To autorytety, które mogą udzielać rad, podpowiadać jak znaleźć wyjście z trudnych życiowych sytuacji, a które ponadto obdarzone są wielkimi darami, nieznanymi zwykłym ludziom – prozorliwosti (przewidywania) przyszłości, leczenia ran duchowych i cielesnych. Pojawia się, jeśli można tak powiedzieć, pewna „moda na monastycyzm”. Powstają i są upowszechniane utwory o monastycyzmie, żywoty mnichów – pustelników. Jednym z utworów tego okresu jest słynny „Lawsaik”, ułożony na prośbę Lawsa, wybitnego wielmoży.
Zainteresowanie monastycyzmem okazują najróżniejsze warstwy społeczne – zarówno prości chłopi, jak i arystokraci czy imperatorzy. Wielu mnichów to przedstawiciele najznamienitszych rodów imperium. W końcu IV – na początku V wieku obserwujemy już nie drobne ogniska monastycznego życia, ale duże monastery. Staje się to nawet pewnym problemem, ponieważ tysiące, dziesiątki tysięcy osób stają się uczestnikami tego ruchu, a daleko nie wszyscy osiągają wyżyny ascetycznej doskonałości. Wśród mnichów jest wielu przypadkowych ludzi, którzy starają się wypróbować siebie, nie będąc na to gotowi. Dlatego Cerkiew bierze w swoje ręce organizację monastycyzmu, a jeden z najwspanialszych ustawów monastycznego życia zostaje napisany przez arcybiskupa Bazylego z Cezarei – Bazylego Wielkiego. Monastyczne ustawy powstają także w Egipcie. Ustawy – to swego rodzaju „monasterska konstytucja”, zbiory reguł zachowania mnichów. Ale co najważniejsze – powstaje system łączności miedzy monastycyzmem i Cerkwią. Monastery przechodzą pod kontrolę episkopatu.
Mnisi stają się aktywnymi uczestnikami sporów teologicznych. Przybywają do stolicy bądź innego miasta, aby walczyć z heretykami. Często bywa tak, że uznają za heretyków wcale nie tych, po stronie których opowiada się soborowa Cerkiew, tak że sami mnisi stają po stronie heretyków – zarówno z powodu swego teologicznego nieokrzesania, jak i innych przyczyn. I to także powoduje pewne trudności. Mnisi często pasjonują się pewnymi spornymi ideami, jak to było np. z nauczaniem Orygenesa, co zmusza Cerkiew do sięgania po nadzwyczajne środki, takie jak anatema już nieżyjących. Orygenes został potępiony wiele wieków po swojej śmierci, jego nauczanie było bowiem niezwykle popularne. Oczywiście, nie obchodziło się bez ekscesów. Cieszący się złą sławą „sobór zbójecki” z 449 roku cechowała powszechna przemoc, – przybyli z Syrii mnisi pałkami starali się nakłonić do przejścia na stronę przewodniczącego soboru Dioskura Aleksandryjskiego nie zgadzających się z nim biskupów. Różne rzeczy się zdarzały w historii monastycyzmu tego okresu.
Znaczącą rolę odegrała cerkiewna organizacja monasterskiego ruchu, ponieważ właśnie od tego czasu arcybiskupi i biskupi rozpoczynają kontrolować monastery. Powstają takie instytucje jak archimandritija, coś na wzór biskupów dla monasterów. Archimandryta to przełożony wszystkich monasterów dużego okręgu, swego rodzaju opiekun, ihumen tych monasterów. Ale, jakby to dziwnie nie zabrzmiało, także archimandryci często byli wciągani w heretyckie ruchy. I tak, np. słynny Eutyches, ojciec monofizytyzmu, był konstantynopolskim archimandrytą.

POLITIJA
Najważniejsze dla nas jest to, jaką rolę odegrali mnisi w życiu społecznym. W opisie żywotu mnicha nieprzypadkowo w języku greckim często używa się terminu politija – tu przekład na język słowiański napotyka duże trudności, słowo to oznacza bowiem mało znane Słowianom zjawisko. Politija, według normy antycznej, to społeczne życie człowieka. Zwykle to słowo tłumaczone jest jako żytielstwo (życie), ale nie chodzi tu po prostu o życie, lecz „życie w społeczeństwie”.
Dochodzi do paradoksu, świat interesuje się tym, jak człowiek, który skrył się przed światem, zachowuje się wobec tego świata. Świat idzie za mnichem na pustynię. Wokół monasterów wyrastają całe osady. Często zmusza to mnichów do przejścia w inne miejsce. Tak, np. Antoni z Egiptu zmienił nie jedno, nie dwa miejsca swego podwigu, dlatego że stale wokół niego pojawiały się całe miasteczka.
I staje się tak, że życie jednego znanego podwiżnika wywołuje pewne zjawiska społecznego życia, związane z jego osobą. Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że staje się on swietilnikiem (lampą) dla świata. I chociaż, dążąc do czystości tego podwiżnictwa, stara się odejść ze świata, świat sam go znajduje i podnosi na tę wysokość, na której świeci już światu. Podnosi przez opowiadania o nim, przez spisane żywoty, także osobiste więzy, stałe zwracanie się do podwiżnika o wsparcie radą. Z czasem prowadzi to do powstania niezwykłego zjawiska – monastycyzmu miejskiego.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Paweł Kuzienkow
tłum. Ałła Matreńczyk
fot. z albumu „Mnisi Wschodu i Zachodu...” J. M. Laboa

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token