Numer 10(376)    Październik 2016Numer 10(376)    Październik 2016
fot.Anna Radziukiewicz
Ataman od Chmiela
Tadeusz Wyszomirski
Rozmowa nasza toczyła się w jednej z katolickich redakcji, stąd chyba jej ton nastawiony na wysoko patriotyczną nutę.
– Wy się tutaj bałamucicie narodowo – powiedziałby nam pewnie Żyd z „Wesela” Wyspiańskiego. Nagle w naszej rozmowie pojawił się nowy wątek, jakby kontrapunkt. Jeden z rozmówców wspomniał mimochodem kogoś ze swojej rodziny, kto bardzo dawno temu, u schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej, był unickim metropolitą kijowskim o pięknie brzmiącym imieniu Jazon, na co drugi z kolegów opuścił smętnie głowę z wyraźnym zażenowaniem.
– Ja mam gorzej! Jeden z moich przodków – mówił redaktor Zdanowicz – polski szlachcic, w czasach „Ogniem i mieczem” był jednym z pułkowników u Chmielnickiego. Nazywali go ataman Anton. Najwyraźniej wstydził się swojego kozackiego przodka.
Dalej rozmowa toczyła się w tym samym co poprzednio duchu. Myślałem, patrząc na nich, jak wielorakimi więzami przeszłości jesteśmy połączeni i jak nie można oddzielić splątanych korzeni stawiając granicę pomiędzy historią Lachów i Rusinów. Nie można powiedzieć – Polska jest tylko do tej miedzy i basta! Dopiero chyba poznaniacy o endeckim nastawieniu, w ślad za Romanem Dmowskim, narzucili nam swoje widzenie Polski – małej, ale za to rdzennej. W ich wizji nie ma miejsca na takich przodków, co będąc polską szlachtą, atamanili u Chmiela.

Tadeusz Wyszomirski

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token